post Avatar

Opublikowane 29.02.2020 19:55 przez

Wyobraźcie sobie taką sytuację: w jednej chwili siedzicie na trybunach Santiago Bernabeu czy Camp Nou, wcinacie słonecznik, a w drugiej idziecie się przebrać, bo wiecie, że zaraz możecie wejść na boisko. Tak się faktycznie zresztą dzieje – w końcu stajecie między słupkami. Bronicie większość strzałów i zostajecie bohaterem meczu. Niemożliwe? W piłce nożnej – tak. Co innego, gdy jesteście „emergency goalie” w NHL. Wtedy możecie przeżyć właśnie taką sytuację. Tak jak David Ayres, 42-latek, który kilka dni temu został bohaterem całego hokejowego świata.

To druga tego typu historia w najlepszej hokejowej lidze świata w ostatnich latach. O pierwszej – jak to Scott Foster, 36-letni księgowy, został bohaterem meczu Chicago Blackhawks – wspominaliśmy w tym miejscu. Jeśli jednak nie chce czytać wam się tamtego tekstu – spoko, rozumiemy. Stąd dla takich właśnie osób szybki skrót tego, jak to właściwie możliwe, że ktoś taki pojawia się w bramce ekipy z NHL.

Na trybunach każdego z meczów rozgrywanych w tej lidze, siedzieć musi ktoś, pełniący rolę „emergency goalie”, którego nazwijmy na nasze „ratunkowym bramkarzem”.  To gość mający wejść na lód, gdyby obaj bramkarze któregoś zespołu się kontuzjowali. Dodajmy, że, oczywiście, jest to ktoś, kto w hokeja grywał. Zawodowo lub nie, ale w mniejszych ligach. A teraz dostaje po prostu darmowe bilety dla siebie i kogoś, kogo chce zabrać na mecz. Jeśli zachodzi potrzeba – przebiera się w strój. Zdarza się to bardzo rzadko, niemal nigdy. Ale właśnie – „niemal” to najważniejsze słowo.

Co ważne, może on grać i dla zespołu gospodarzy, i dla gości. Co by było, gdyby obie ekipy kogoś takiego potrzebowały? Nie mamy pojęcia i w sumie czekamy, aż taka sytuacja się wydarzy. Ale w meczu Toronto Maple Leafs – Carolina Hurricanes potrzebny był tylko jeden ratunkowy bramkarz. I był nim David Ayres.

Kto to jest?

Ma 42 lata. Kiedyś obijał się po niższych ligach, ale bez sukcesów. W ostatnich latach najbliżej większego hokeja (bo nie wielkiego) był, gdy w ekipie Norwood Vipers grał w Allan Cup Hockey League. Nigdy nie słyszeliście o tych rozgrywkach? No właśnie. A dodajmy, że wystąpił tam w ośmiu meczach, wpuścił 58 bramek, bronił ze skutecznością na poziomie niespełna 78% i przegrał wszystkie mecze. Ujmując to krótko: było słabo.

Swoje marzenia o profesjonalnej grze w hokeja porzucił jednak jeszcze wcześniej – nie przez takie statystyki, a przez operację przeszczepu nerki. Dawcą była Mary, jego matka. Gdyby nie to, Dave prawdopodobnie już by nie żył. Wszystko miało miejsce w 2004 roku, a więc w czasach, gdy Ayres teoretycznie mógł jeszcze marzyć o tym, że kiedyś trafi do całkiem dobrego klubu. Nawet jeśli nie w NHL, to w rozgrywkach, które mają swoich wiernych fanów. Operacja sprawiła jednak, że musiał te marzenia odłożyć na półkę.

Wkrótce jednak okazało się, że rekonwalescencja przebiegła pomyślnie i lekarze powiedzieli mu, że nadal może grać. Robił to więc choć już bardziej – jak we wspomnianej Allan Cup Hockey League – rekreacyjnie. – Jeśli potrafisz przejść przez coś takiego i wrócić na poziom, na którym chcesz być, to stoi za tym wiele ciężkiej pracy i ludzi, którzy ci w tym pomogli. Dostałem w swoim życiu drugą szansę. Bez przeszczepu nerki nie byłbym w tym miejscu, w którym jestem dziś – mówił mediom.

A co David Ayres robi na co dzień, w przerwach od zostawania bohaterem nagłówków? Cóż, swoje życie związał z – tak, tak – hokejem. Grać na najwyższym poziomie już nie mógł, ale od ośmiu lat jest pracownikiem ekip Toronto Maple Leafs i Toronto Marlies, rozwojówki tych pierwszych, występującej w lidze AHL. Zaczęło się osiem lat temu, kiedy został zatrudniony w Ricoh Coliseum, hali drugiej z tych drużyn.

Był konserwatorem. Tak chyba najlepiej to nazwać. Generalnie zajmował się utrzymaniem hali w porządku, czasem nawet jeździł maszyną do czyszczenia lodu. Aż tu nagle kilku bramkarzy Marlies doznało kontuzji. I nie, nie wskoczył za nich między słupki. Za to, na życzenie Sheldona Keefego, trenera tej ekipy, przyszedł na trening z własnym sprzętem, stanął na lodzie i zaczął bronić, pomagając zawodnikom. Okazało się, że idzie mu to całkiem nieźle, więc robi to dziś. Do tego pracuje z młodzieżą. Od trzech lat pełni też rolę ratunkowego bramkarza na meczach Maple Leafs. Co – do soboty – oznaczało tak naprawdę, że siedział na tyłku i oglądał spotkania, najczęściej wraz z żoną.

A, dodajmy jeszcze jedno. Co naturalne, Dave to kibic Toronto Maple Leafs. To dla nich pracuje, na ich hali ogląda mecze i z ich zwycięstw się cieszy. To też w trakcie ich meczu spełnił swe marzenia i zagrał w NHL. Tyle tylko, że bramkarza potrzebowała ekipa rywali – Carolina Hurricanes.

Jak wszedł na lód?

Moglibyśmy odpowiedzieć na to pytanie najkrócej jak się da: dwóch bramkarzy ekipy gości doznało kontuzji. Moglibyśmy. I byłaby to prawda. Najpierw wyleciał James Reimer, a potem jego los podzielił też Petr Mrazek. Gdy było jasne, że ten pierwszy nie zdoła wrócić na lód, Ayres dostał telefon, że ma zejść z trybun i szykować się do opcjonalnego występu. To standardowa procedura, chodzi o to, by w razie czego można go było szybko wprowadzić do gry.

Był więc częściowo ubrany w strój i czekał. W pokoju bez telewizora. Kompletnie nie wiedząc, co właściwie się dzieje. – W pewnym momencie dostałem kilka wiadomości na telefon, które mówiły mi, żebym tam przyszedł. Nie widziałem momentu, gdy Mrazek doznawał kontuzji. Byłem w pokoju dla mediów, całkiem sam, w końcu przyszedł jakiś gość i powiedział mi „Przygotuj się”. To było szalone, ale i fajne – mówił.

Zanim wszedł na lód, podpisał jeszcze kontrakt na jednorazowy występ, za który skasował okrągłe 500 dolarów. Z tunelu wyszedł w stroju Hurricanes, ale też w niebieskich spodniach i masce Toronto Marlies. Wyglądał jak skrzyżowanie zawodników obu znajdujących się na lodzie ekip. Zresztą ochraniacze też były Marlies – pożyczył je od Kasimira Kaskisuo, bramkarza tej ekipy. A pod koszulką Hurricanes z numerem 90, miał ubraną tą, w której przyjechał na stadion – Maple Leafs.

Gdy wyjechał na lód, przywitali go zawodnicy Hurricanes, wszyscy zgromadzeni blisko niego. – Nie spodziewałem się, że będą tam na mnie czekać. Nie spodziewałem się też, że fani Toronto będą mnie dopingować. Nie byłem jedynie pewien, czy to robią, bo myśleli, że teraz Toronto łatwo wygra, czy dlatego, że miałem na sobie części stroju Leafs – opowiadał dziennikarzom. – Przy samym wyjściu czułem się dobrze, ale jak tylko usłyszałem ten hałas i zobaczyłem ludzi, zaczęły się nerwy. Wszystko przyśpieszyło.

Przyśpieszyło zresztą nie tylko dla niego, ale i jego żony, Sarah, która siedziała na trybunach tam, gdzie ją zostawił. I tweetowała. Jedna z pierwszych rzeczy, którą napisała w reakcji na wydarzenia z tafli? „FUCK ME!!!”. Chyba nie wymaga tłumaczenia, co? – Kiedy Mrazek doznał kontuzji, pomyślałam sobie „o mój Boże!”. Wysłałam Davidowi SMS-a, ale nie było z nim już kontaktu. Przygotowywał się do gry. Normalnie siedzimy razem na trybunach i rozmawiamy. Wobec kontuzji Mrazka wszystko się zmieniło. […] Dave nigdy nie daje po sobie poznać, że ma gorszy dzień. To nie mogło się przytrafić lepszej osobie. On zawsze daje z siebie 110 procent – mówiła dziennikarzom.

W rodzinnym domu Ayresów mecz oglądała za to trójka ich dzieci – Avery, Brayden i Colton. Żadne z nich nie mogło uwierzyć w to, co widzieli w telewizji. A skoro o tym…

Jak zagrał?

To przecież jedna z najważniejszych rzeczy. Zaczęło się… tragicznie. Dwa pierwsze strzały na bramkę Ayresa to dwa gole dla ekipy gospodarzy. Inna sprawa, że niewiele mógł przy nich zrobić, a do tego Toronto to drużyna, która w ostatnich miesiącach w całej lidze najczęściej trafiała do siatki. Z 4:1 dla Hurricanes zrobiło się więc nagle tylko 4:3. I wszyscy mogli podejrzewać, że Maple Leafs za moment odrobią straty, a potem wygrają całe spotkanie.

Tyle tylko, że tak się nie stało. Hurricanes nie tylko nie przegrali, ale Ayres nie wpuścił już ani jednej bramki, broniąc pozostałe osiem strzałów, które oddano w jego stronę. Jego nowi koledzy z drużyny dołożyli w tym czasie jeszcze dwa trafienia. Goście wygrali więc 6:3, a Dave został drugim najstarszym debiutantem w historii NHL po Lesterze Patricku, który swój premierowy mecz zaliczył w… 1927 roku. Po spotkaniu Ayres mówił, że w rozluźnieniu się, pomogli mu gracze Hurricanes.

Ci goście byli niesamowici. Powiedzieli mi: „Po prostu się baw, nie przejmuj się tym, ile goli stracimy, to twoja chwila, miej z tego radość. […] Po drugim golu pomyślałem sobie: „Proszę, obroń tu coś”. Wtedy zebrałem się w sobie i powiedziałem: „Jest okej, uspokój się, zrelaksuj, oddychaj, rozejrzyj się i baw się tym”. Ale przez całą drugą tercję byłem nerwowy. Potem powiedziałem jednak chłopcom: „kiedy zacznie się trzecia tercja, będę gotowy”.

– Pierwsze wrażenie nie było dobre, będę szczery – mówił za to Rod Brid’Amour, trener Hurricanes. – Kiedy zobaczyłem, że pierwszy i drugi strzał wpadły, pomyślałem sobie, że może ktoś sobie z nas zażartował. Ale potem porozmawiałem z nim w przerwie między tercjami i widziałem, że w swoich oczach ma chęć do walki i chce zagrać na poważnie, dać z siebie wszystko. Tylko tego chcieliśmy. Nie spodziewaliśmy się po nim cudownych interwencji. Obronił kilka strzałów, tyle zrobił.

W zachowaniu czystego konta w trzeciej tercji bardzo pomógł mu cały zespół. Hurricanes grali jak monolit, starając się nie dopuszczać rywali do bramki Ayresa. I w większości przypadków im się to udawało. Te osiem strzałów, które musiał obronić to tak naprawdę niewiele, a większość z nich była oddana z niezbyt dobrych pozycji. Toronto nie udało się zdobyć już więcej bramek, mimo że trybuny zachęcały do tego hokeistów gospodarzy, gdy tylko ci mieli krążek na połowie gości. Żeby było jednak śmieszniej – gdy już strzał oddali i Ayres go obronił, to nagradzali też brawami jego.

Ci ludzie byli dla mnie wspaniali. Publiczność była nie z tej ziemi. Mimo że grałem dla przeciwnej drużyny, dopingowali mnie. Kiedy tylko coś obroniłem, słyszałem oklaski. Niesamowite – mówił David. A przy okazji oddawał sporą część zasług Reimerowi, bramkarzowi Hurricanes i… byłemu zawodnikowi Maple Leafs. – Usiadł ze mną w trakcie przerwy i powiedział: „Baw się tym, to twoja chwila, to nie jest twoja codzienna praca, ale tu jesteś, sprawia ci to radość, wiesz, co robić”. Dodał, żebym po prostu był bramkarzem, próbował coś obronić. To pomogło, uspokoiło mnie.

Sheldon Keefe, trener Maple Leafs, przyznał za to, że trudno cieszyć mu się z porażki – szczególnie, że, jego zdaniem, gospodarze grali po prostu kiepsko – ale jest szczęśliwy z powodu Ayresa. – Ma wspaniałą energię, każdego dnia przychodzi na lodowisko, chce pracować i być częścią tego wszystkiego. Nieważne czy to Marlies, czy Leafs, zawsze jest tam, gdzie go potrzeba. Pewnie nie ma w hokeju innego ratunkowego bramkarza, który broniłby tyle strzałów profesjonalistów, co on. Szkoda, że grał po drugiej stronie, ale osobiście nie sposób nie czuć się naprawdę dobrze z jego powodu.

Zresztą i inni przyznawali, że dla Ayresa tak naprawdę jedyną złą rzeczą w tym wszystkim jest to, że przysłużył się do porażki Toronto. Oddać trzeba mu jednak, że zachował się w tym jak prawdziwy profesjonalista i grał najlepiej, jak umiał, mimo że naprzeciwko niego stali jego koledzy z treningów i ludzie, których dopingował. W nagrodę został wybrany zawodnikiem meczu, a w szatni Hurricanes urządzono mu prysznic z butelek z wodą. Wodą, bo szampana po prostu nie było.

Myślę, że był fenomenalny. Właściwie nie oglądałam meczu, skupiałam się tylko na nim – mówiła Sarah. – Kiedy tylko wyszedł na trzecią tercję i zachowywał się jak zwykle, wiedziałam, że wszystko będzie dobrze. Wiedziałam, że potrzebował jedynie chwili w szatni i wyciszenia się. Jestem najszczęśliwszą, najbardziej dumną kobietą na całej planecie, bo mój mąż zdołał spełnić swoje marzenie. Jestem też szczęśliwa, że wciąż mam głos.

I tu właściwie moglibyśmy urwać. Napisać, że Sarah wciąż miała głos, ale niepotrzebnie, bo ta historia właśnie się kończy i już nie trzeba jej opowiadać. Moglibyśmy, ale tego nie zrobimy. Bo warto wspomnieć o czymś jeszcze.

Co działo się dalej?

Chwilę po meczu – jeszcze w czasie, gdy udzielał kolejnych wywiadów – rozdzwonił się jego telefon. Gratulacje składali mu wszyscy, których kiedykolwiek poznał, a nawet ci, których poznać nie miał okazji. Zrobił to między innymi Scott Foster, ten sam, który niespełna dwa lata temu dowiedział się, jak to jest zadebiutować w NHL jako ratunkowy bramkarz.

Scott napisał: „Kiedy cię oglądałem, stałem w swoim salonie i biłem brawo, dopingowałem cię”. Kiedy zszedłem z lodowiska miałem jakieś 160 wiadomości. Mój telefon niemal wybuchł i nie przestawał wibrować – mówił Ayres. Do sieci szybko trafiły nagrania z nim w roli głównej. Między innymi to, na którym gratuluje mu cały zespół Hurricanes, a Brind’Amour wygłasza krótką przemowę na cześć nowego bohatera świata hokeja.

Przez kolejnych kilka dni David odwiedził prawdopodobnie każde z mediów, jakie tylko istnieją za oceanem. Udzielał wywiadów prasie, portalom internetowym, telewizji, a u Stephena Colberta w komediowym gagu zastąpił jednego z muzyków, który „ma alergię na muzykę i zapomniał wziąć tabletek”. Z kolei w jednym z programów śniadaniowych odbył wideorozmowę z matką. – David, zawsze, od samego początku, byłam z ciebie dumna. To sprawiło, że jestem ekstremalnie dumna. Brak mi słów. Nie mogłam spać pierwszej nocy po meczu. Wczoraj pomyślałam sobie, że ja i twój tata zawsze mówiliśmy, że dotrzesz tam, gdzie teraz jesteś. To niesamowite. Więcej nie powiem, nie pozwolę ci płakać – mówiła Mary. Ale Dave i tak uronił kilka łez.

Łez nie ronili sąsiedzi, za to uznali Ayresa – choć musieli go wygooglować i spojrzeć na zdjęcie, żeby upewnić się, że to ich znajomy – za bohatera swojej okolicy. I przyznawali, że są z niego dumni. A sam Dave po meczu skromnie powtarzał jedynie, że to, co chciałby teraz zrobić, to pojechać do domu, wyluzować się, obejrzeć kilka powtórek, powiesić gdzieś pamiątkową koszulkę i patrzyć na nią codziennie, aż do końca życia.

Taki spokój jednak nie był mu dany. Bo media to jedno, a drugie to inne sprawy, które jednak musiały sprawić mu sporo frajdy. We wtorek, na zaproszenie Hurricanes, pojawił się w PNC Arena, ich hali, by obejrzeć tam mecz i przyjąć nieco oklasków od miejscowej publiczności, a przy okazji spędzić więcej czasu z chłopakami, z którymi zdążył się polubić w trakcie wspólnej gry. Bo zwycięstwa łączą ludzi. A, w sumie warto wspomnieć o jeszcze jednym – za sprawą Roya Coopera, gubernatora Karoliny Północnej, Dave został honorowym obywatelem tego stanu. I to mimo że jest Kanadyjczykiem.

Ale spokojnie, sodówka nie uderzyła mu do głowy. W wielu wywiadach powtarzał, że zaraz musi wrócić do pracy, bronić treningowe strzały hokeistów Marlies i Leafs, no i, oczywiście, zadbać o lodowisko. Mówił też, że zabierze krążek z meczu ze sobą, by pokazać go młodym chłopakom. Na jego sukcesie skorzystał jednak nie tylko on i nie tylko Hurricanes, którzy od razu wprowadzili do sprzedaży koszulki z jego nazwiskiem. Bo tak robi się biznes w Stanach.

Co jednak ważne – część zysków ze sprzedaży tychże koszulek zostanie przekazanych samemu Davidowi, a jeszcze inna część ma trafić na konto fundacji zajmującej się chorobami nerek. Dlaczego – tego chyba nie trzeba tłumaczyć. – Chcę upewnić się, że ludzie zdadzą sobie sprawę z tego, że gdy miało się przeszczep nerki, nie oznacza to, że nie można robić tego, co się chce. Gdyby nie mój przeszczep, prawdopodobnie nie byłbym w stanie teraz grać w hokeja – mówił sam Ayres.

Pozostało tylko jedno pytanie. Na szczęście, kanadyjscy i amerykańscy dziennikarze pomyśleli również o tym. Czy Dave mógłby jeszcze kiedyś zagrać w NHL? – Cóż, jeśli ktoś potrzebuje naprawdę starego gościa, który potrafi zatrzymać osiem z dziesięciu strzałów to może tak, ale kto to wie… – odpowiedział, żartując, Ayres. Bo jego przygoda z najlepszą ligą świata prawdopodobnie bezpowrotnie się zakończyła. Chociaż… skoro już przeżył coś nieprawdopodobnego, czemu nie miałoby zdarzyć się to ponownie? Przecież historia lubi się powtarzać.

Co możemy napisać na pewno to to, że kciuki za jego ponowne występy trzyma osiemnaście osób. Tyle bowiem dodało go do składów w fantasy hokeju, stworzonym przez Yahoo! Szaleńcy? Może. Ale już zawsze będą mogli się chwalić, że w niego wierzyli.

SEBASTIAN WARZECHA

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Bukmacherka
28.03.2020

Wysokie kursy na Szachciora – sprawdź ofertę Totolotka!

Szachcior Soligorsk zimą wzmocnił się po to, żeby w nowym sezonie włączyć się do gry o mistrzostwo kraju. Po słabym początku piłkarze z Soligorska mogą pokazać siłę na lubianym terenie. Haradzieja jeszcze nigdy nie postawiła się mocniejszemu rywalowi, a my możemy na tym nieźle zarobić. Sprawdźcie, co warto postawić w Totolotku! FK Haradzieja – Szachcior […]
28.03.2020
Weszło
28.03.2020

Świerczewski, Sawicki, Kowalczyk i Rokuszewski u Stanowskiego!

Wczoraj intensywny dzień – pakiet pomocowy PZPN-u jeszcze nie został dobrze przeanalizowany przez środowisko, a już rekomendację ścięcia pensji o połowę opublikowała Ekstraklasa SA. Krzysztof Stanowski zaprosił do omówienia wczorajszego dnia sekretarza generalnego PZPN-u, Macieja Sawickiego, oraz właściciela Rakowa Częstochowa, Michała Świerczewskiego. Ponadto w „Stanie Futbolu” stali goście, Wojciech Kowalczyk oraz Mateusz Rokuszewski. Zapraszamy! Program […]
28.03.2020
Weszło
28.03.2020

Kryzys sprawi, że kluby Ekstraklasy spojrzą wreszcie w stronę akademii?

– Dziś trudno przewidzieć jakikolwiek scenariusz, bo sytuacja zmienia się z godziny na godzinę. Ale kiedy wrócimy do normalnego życia, a kluby do grania, może się okazać, że trzeba będzie pewne rzeczy poukładać na nowo. Zaczynając od budżetów, a na kadrach zespołów kończąc. Szukanie oszczędności może doprowadzić do sytuacji, w której do tej pory niechętnie […]
28.03.2020
Bukmacherka
28.03.2020

BATE wraca na zwycięski szlak? Postaw na to w Milenium!

Wicemistrzowie Białorusi są na musiku. Po porażce w pierwszej kolejce znaleźli się nawet w… strefie spadkowej. Teraz czeka ich wyjazdowe starcie z sąsiadem w tabeli ligowej, więc wygrana jest ich koniecznością. Co warto postawić w sobotnich meczach ligi białoruskiej? Sławija Mozyrz – BATE Borysów Ostatnie mecze bezpośrednie: PPPPR Poprzednie spotkania Sławiji: PWWPW Ostatnie mecze BATE: […]
28.03.2020
Weszło
28.03.2020

Prezes Żelem nie lubi ludzi. Nigdy nie miał dla mnie czasu

– Spędziłem w tym klubie wiele lat. Najpierw jako piłkarz. Bywało ciężko, wiele lat nawet nie zarabiałem tutaj pieniędzy, a co więcej dokładałem. Zresztą nie tylko ja. Nie brakowało ludzi, którym bardzo zależało na istnieniu Piasta i pomagali wpłacając środki. Nie mówię nawet o sponsorach, ale też właśnie o piłkarzach. Na pewno nie było możliwości […]
28.03.2020
Weszło
27.03.2020

I liga wzorem Ekstraklasy – minus 50%, 4 tysiące kwoty minimalnej!

To było pewne jak sobota po piątku – po tym, jak komunikat na temat obniżenia kontraktów piłkarzy wydała Ekstraklasa, na podobny krok zdecydowały się władze zaplecza najwyższej klasy rozgrywkowej. Podobny, bo taki sam być rzecz jasna nie mógł, gdyż pierwsza liga operuje na trochę innych kwotach. I tak jak zgadzają się procenty – tu i […]
27.03.2020
Weszło
27.03.2020

Ranking najbarwniejszych postaci XXI wieku (61-70)

Kto ucieszył się, że może odebrać wypłatę w kafelkach? Kto do kogo w loży VIP krzyczał, że ma „spierdalać”, a potem zmienił zdanie, że jednak ma „wypierdalać”? Czyj podpis tatuowano na ręce? Kto chciał przekonać PZPN, że piętnaście minut przerwy to za mało, bo nie da się skorzystać z cateringu i wrócić na czas? Zapraszamy […]
27.03.2020
Blogi i felietony
27.03.2020

Gorąca prośba do prezesów – nie rozwalcie pieniędzy od PZPN-u

PZPN zrobił to, co właściwie musiał zrobić w tej sytuacji – zaproponował klubom pomoc, a kluby tę pomoc przyjmą, bo innego wyboru nie mają. Po to związek chomikował pieniądze na koncie, by właśnie w takim momencie móc nimi ulżyć reszcie: na nic przydałyby się te miliony pod materacem, gdyby liga padła. Natomiast mam gorącą prośbę […]
27.03.2020
Weszło
27.03.2020

„Cięcia u piłkarzy to najlepsze, co spotkało kanapowych hejterów”. Ligowcy o decyzji Ekstraklasy

Mamy dużo numerów w naszej redakcyjnej bazie. Chcemy porozmawiać na jakiś temat o konkretnym klubie? Nie ma problemu – lista jest bogata. Ale dzisiaj coś było chyba nie tak z siecią telekomunikacyjną, bo większość telefonów odbierał jeden człowiek. Miał być piłkarz X, był on. Miał być zawodnik Y, był on. Miał być działacz Z, był […]
27.03.2020
Kanał Sportowy
27.03.2020

Smokowski i Pol o programie pomocowym PZPN, Hejt Park ze „Smokiem” i Podolińskim

Tomasz Smokowski i Michał Pol zapraszają na specjalny program dotyczący pomocy od PZPN dla polskich klubów. A po jego zakończeniu – HejtPark. Gościem Robert Podoliński.
27.03.2020
Weszło
27.03.2020

Prawnik: „Odbieram uchwałę Ekstraklasy jako środek nacisku, a nie rozwiązanie, które zamyka sprawę”

ESA wydała uchwałę, która ma obciąć pensje piłkarzom o połowę. Czasami jednak zdrowy rozsądek swoją drogą, a prawo – inną. Pytanie brzmi więc: czy taka decyzja w ogóle ma umocowanie prawne? Spytaliśmy o to więc Mateusza Stankiewicza, prawnika, specjalisty od prawa sportowego. Jego zdaniem – nie ma. A piłkarze, jeśli zdecydowaliby się iść na wojnę, […]
27.03.2020
Blogi i felietony
27.03.2020

Zamiast Klubów Kokosa otwierajmy Kluby Wesołego Szampana

Kiedy po raz pierwszy zapytałem piłkarza, czy skoro nie chce grać, to nie chce także zarabiać nie brakowało osób, które uważały, że to populizm. Bo dlaczego miałby nie zarabiać? Koronawirus nie jest jego sprawką. Dzisiaj jesteśmy o kilkanaście dni dalej i o… kilkadziesiąt procent dalej. Ekstraklasa SA przyzwoliła obciąć pensje i to aż o połowę, […]
27.03.2020
Weszło
27.03.2020

Oficjalnie: kluby Ekstraklasy mogą obniżyć pensje piłkarzy o połowę

Mocny komunikat Ekstraklasy SA. Rada Nadzorcza uchwaliła dziś zasady, na jakich kluby mogą obniżać kontrakty swoich zawodników. No i tym graczom, którzy nie chcieli godzić się na niższe zarobki polubownie, tak czy siak dostanie się po tyłkach. Najważniejszy element komunikatu? Kluby mogą obniżyć pensję zawodnika o 50%, aż do kwoty 10 tysięcy złotych. Czytamy w […]
27.03.2020
Weszło
27.03.2020

„50 procent klubów zastanawiało się nad startem w nowym sezonie”

Kryzys nikogo nie oszczędza, najwięksi muszą ciąć koszty. Ale jednak nie da się ukryć – z dala od najbardziej uczęszczanych piłkarskich traktów i bez kryzysu zdarzało się ledwo wiązać koniec z końcem. Druga liga, czyli trzeci poziom rozgrywkowy w Polsce, to dobry przykład – już wysoko jeśli chodzi o hierarchię w piramidzie piłkarskiej, już poziom […]
27.03.2020
Weszło
27.03.2020

Pomoc od PZPN-u? To dalej równanie z wieloma niewiadomymi

– Z tego, o czym na szybko rozmawiamy z kolegami prezesami innych klubów wynika, że istotny jest termin, w jakim pieniądze zostaną przelane. Zaraz się może okazać, że największy problem z płynnością finansową klubów będzie w okresie maja i czerwca, a nie za osiem czy dziesięć miesięcy, kiedy być może sytuacja wróci do normy. Z […]
27.03.2020
Bukmacherka
27.03.2020

Ile goli padnie na Białorusi? Sprawdź promocje w Superbet!

Liga białoruska to łakomy kąsek dla wszystkich fanów bukmacherki, a legalny bukmacher Superbet chętnie z tego korzysta. Dzięki Superofercie znajdziemy tu ciekawe zakłady na piątkowe spotkania. Co warto zagrać? Sprawdzamy! Opóźnione zapłony Osiem spotkań pierwszej kolejki i tylko dwa gole do 20 minuty spotkania. Taki bilans pozwala nam zakładać, że na Białorusi gole zbyt szybko […]
27.03.2020
Weszło
27.03.2020

Boniek: Przeraża mnie brak wizji. 8-9 dni i kluby są w sytuacji podbramkowej

— To, co mnie najbardziej boli, gdzie czuję niepewność, to jak ten cały koronawirus wpłynie na mentalność. Na umiejętność zarządzania klubami sportowymi w Polsce. Dzisiejsza sytuacja, po 8-9 dniach, jest wręcz podbramkowa. Kluby na kolanach piszą jakieś uchwały dotyczące redukcji pensji piłkarzy, chcą żeby PZPN im je zatwierdzał. Widzę dużą nerwowość, która pokazuje, że zarządzanie […]
27.03.2020
Bukmacherka
27.03.2020

Combo Dnia – gole i kartki na Białorusi z eWinner!

Druga kolejka ligi białoruskiej to najważniejsze piłkarskie wydarzenie na świecie. Tak, nie przesłyszeliście się. Diego Maradony w Brześciu co prawda już nie ma, ale i tak wszystkie oczy zwrócone są na naszego wschodniego sąsiada. Co mamy dziś w menu? Hitowy pojedynek Eniergietyka-BDU z Ruchem Brześć i starcie Żodziny z Biełszyną! Combo dnia – postaw ligę […]
27.03.2020