post Avatar

Opublikowane 29.02.2020 19:55 przez

Wyobraźcie sobie taką sytuację: w jednej chwili siedzicie na trybunach Santiago Bernabeu czy Camp Nou, wcinacie słonecznik, a w drugiej idziecie się przebrać, bo wiecie, że zaraz możecie wejść na boisko. Tak się faktycznie zresztą dzieje – w końcu stajecie między słupkami. Bronicie większość strzałów i zostajecie bohaterem meczu. Niemożliwe? W piłce nożnej – tak. Co innego, gdy jesteście „emergency goalie” w NHL. Wtedy możecie przeżyć właśnie taką sytuację. Tak jak David Ayres, 42-latek, który kilka dni temu został bohaterem całego hokejowego świata.

To druga tego typu historia w najlepszej hokejowej lidze świata w ostatnich latach. O pierwszej – jak to Scott Foster, 36-letni księgowy, został bohaterem meczu Chicago Blackhawks – wspominaliśmy w tym miejscu. Jeśli jednak nie chce czytać wam się tamtego tekstu – spoko, rozumiemy. Stąd dla takich właśnie osób szybki skrót tego, jak to właściwie możliwe, że ktoś taki pojawia się w bramce ekipy z NHL.

Na trybunach każdego z meczów rozgrywanych w tej lidze, siedzieć musi ktoś, pełniący rolę „emergency goalie”, którego nazwijmy na nasze „ratunkowym bramkarzem”.  To gość mający wejść na lód, gdyby obaj bramkarze któregoś zespołu się kontuzjowali. Dodajmy, że, oczywiście, jest to ktoś, kto w hokeja grywał. Zawodowo lub nie, ale w mniejszych ligach. A teraz dostaje po prostu darmowe bilety dla siebie i kogoś, kogo chce zabrać na mecz. Jeśli zachodzi potrzeba – przebiera się w strój. Zdarza się to bardzo rzadko, niemal nigdy. Ale właśnie – „niemal” to najważniejsze słowo.

Co ważne, może on grać i dla zespołu gospodarzy, i dla gości. Co by było, gdyby obie ekipy kogoś takiego potrzebowały? Nie mamy pojęcia i w sumie czekamy, aż taka sytuacja się wydarzy. Ale w meczu Toronto Maple Leafs – Carolina Hurricanes potrzebny był tylko jeden ratunkowy bramkarz. I był nim David Ayres.

Kto to jest?

Ma 42 lata. Kiedyś obijał się po niższych ligach, ale bez sukcesów. W ostatnich latach najbliżej większego hokeja (bo nie wielkiego) był, gdy w ekipie Norwood Vipers grał w Allan Cup Hockey League. Nigdy nie słyszeliście o tych rozgrywkach? No właśnie. A dodajmy, że wystąpił tam w ośmiu meczach, wpuścił 58 bramek, bronił ze skutecznością na poziomie niespełna 78% i przegrał wszystkie mecze. Ujmując to krótko: było słabo.

Swoje marzenia o profesjonalnej grze w hokeja porzucił jednak jeszcze wcześniej – nie przez takie statystyki, a przez operację przeszczepu nerki. Dawcą była Mary, jego matka. Gdyby nie to, Dave prawdopodobnie już by nie żył. Wszystko miało miejsce w 2004 roku, a więc w czasach, gdy Ayres teoretycznie mógł jeszcze marzyć o tym, że kiedyś trafi do całkiem dobrego klubu. Nawet jeśli nie w NHL, to w rozgrywkach, które mają swoich wiernych fanów. Operacja sprawiła jednak, że musiał te marzenia odłożyć na półkę.

Wkrótce jednak okazało się, że rekonwalescencja przebiegła pomyślnie i lekarze powiedzieli mu, że nadal może grać. Robił to więc choć już bardziej – jak we wspomnianej Allan Cup Hockey League – rekreacyjnie. – Jeśli potrafisz przejść przez coś takiego i wrócić na poziom, na którym chcesz być, to stoi za tym wiele ciężkiej pracy i ludzi, którzy ci w tym pomogli. Dostałem w swoim życiu drugą szansę. Bez przeszczepu nerki nie byłbym w tym miejscu, w którym jestem dziś – mówił mediom.

A co David Ayres robi na co dzień, w przerwach od zostawania bohaterem nagłówków? Cóż, swoje życie związał z – tak, tak – hokejem. Grać na najwyższym poziomie już nie mógł, ale od ośmiu lat jest pracownikiem ekip Toronto Maple Leafs i Toronto Marlies, rozwojówki tych pierwszych, występującej w lidze AHL. Zaczęło się osiem lat temu, kiedy został zatrudniony w Ricoh Coliseum, hali drugiej z tych drużyn.

Był konserwatorem. Tak chyba najlepiej to nazwać. Generalnie zajmował się utrzymaniem hali w porządku, czasem nawet jeździł maszyną do czyszczenia lodu. Aż tu nagle kilku bramkarzy Marlies doznało kontuzji. I nie, nie wskoczył za nich między słupki. Za to, na życzenie Sheldona Keefego, trenera tej ekipy, przyszedł na trening z własnym sprzętem, stanął na lodzie i zaczął bronić, pomagając zawodnikom. Okazało się, że idzie mu to całkiem nieźle, więc robi to dziś. Do tego pracuje z młodzieżą. Od trzech lat pełni też rolę ratunkowego bramkarza na meczach Maple Leafs. Co – do soboty – oznaczało tak naprawdę, że siedział na tyłku i oglądał spotkania, najczęściej wraz z żoną.

A, dodajmy jeszcze jedno. Co naturalne, Dave to kibic Toronto Maple Leafs. To dla nich pracuje, na ich hali ogląda mecze i z ich zwycięstw się cieszy. To też w trakcie ich meczu spełnił swe marzenia i zagrał w NHL. Tyle tylko, że bramkarza potrzebowała ekipa rywali – Carolina Hurricanes.

Jak wszedł na lód?

Moglibyśmy odpowiedzieć na to pytanie najkrócej jak się da: dwóch bramkarzy ekipy gości doznało kontuzji. Moglibyśmy. I byłaby to prawda. Najpierw wyleciał James Reimer, a potem jego los podzielił też Petr Mrazek. Gdy było jasne, że ten pierwszy nie zdoła wrócić na lód, Ayres dostał telefon, że ma zejść z trybun i szykować się do opcjonalnego występu. To standardowa procedura, chodzi o to, by w razie czego można go było szybko wprowadzić do gry.

Był więc częściowo ubrany w strój i czekał. W pokoju bez telewizora. Kompletnie nie wiedząc, co właściwie się dzieje. – W pewnym momencie dostałem kilka wiadomości na telefon, które mówiły mi, żebym tam przyszedł. Nie widziałem momentu, gdy Mrazek doznawał kontuzji. Byłem w pokoju dla mediów, całkiem sam, w końcu przyszedł jakiś gość i powiedział mi „Przygotuj się”. To było szalone, ale i fajne – mówił.

Zanim wszedł na lód, podpisał jeszcze kontrakt na jednorazowy występ, za który skasował okrągłe 500 dolarów. Z tunelu wyszedł w stroju Hurricanes, ale też w niebieskich spodniach i masce Toronto Marlies. Wyglądał jak skrzyżowanie zawodników obu znajdujących się na lodzie ekip. Zresztą ochraniacze też były Marlies – pożyczył je od Kasimira Kaskisuo, bramkarza tej ekipy. A pod koszulką Hurricanes z numerem 90, miał ubraną tą, w której przyjechał na stadion – Maple Leafs.

Gdy wyjechał na lód, przywitali go zawodnicy Hurricanes, wszyscy zgromadzeni blisko niego. – Nie spodziewałem się, że będą tam na mnie czekać. Nie spodziewałem się też, że fani Toronto będą mnie dopingować. Nie byłem jedynie pewien, czy to robią, bo myśleli, że teraz Toronto łatwo wygra, czy dlatego, że miałem na sobie części stroju Leafs – opowiadał dziennikarzom. – Przy samym wyjściu czułem się dobrze, ale jak tylko usłyszałem ten hałas i zobaczyłem ludzi, zaczęły się nerwy. Wszystko przyśpieszyło.

Przyśpieszyło zresztą nie tylko dla niego, ale i jego żony, Sarah, która siedziała na trybunach tam, gdzie ją zostawił. I tweetowała. Jedna z pierwszych rzeczy, którą napisała w reakcji na wydarzenia z tafli? „FUCK ME!!!”. Chyba nie wymaga tłumaczenia, co? – Kiedy Mrazek doznał kontuzji, pomyślałam sobie „o mój Boże!”. Wysłałam Davidowi SMS-a, ale nie było z nim już kontaktu. Przygotowywał się do gry. Normalnie siedzimy razem na trybunach i rozmawiamy. Wobec kontuzji Mrazka wszystko się zmieniło. […] Dave nigdy nie daje po sobie poznać, że ma gorszy dzień. To nie mogło się przytrafić lepszej osobie. On zawsze daje z siebie 110 procent – mówiła dziennikarzom.

W rodzinnym domu Ayresów mecz oglądała za to trójka ich dzieci – Avery, Brayden i Colton. Żadne z nich nie mogło uwierzyć w to, co widzieli w telewizji. A skoro o tym…

Jak zagrał?

To przecież jedna z najważniejszych rzeczy. Zaczęło się… tragicznie. Dwa pierwsze strzały na bramkę Ayresa to dwa gole dla ekipy gospodarzy. Inna sprawa, że niewiele mógł przy nich zrobić, a do tego Toronto to drużyna, która w ostatnich miesiącach w całej lidze najczęściej trafiała do siatki. Z 4:1 dla Hurricanes zrobiło się więc nagle tylko 4:3. I wszyscy mogli podejrzewać, że Maple Leafs za moment odrobią straty, a potem wygrają całe spotkanie.

Tyle tylko, że tak się nie stało. Hurricanes nie tylko nie przegrali, ale Ayres nie wpuścił już ani jednej bramki, broniąc pozostałe osiem strzałów, które oddano w jego stronę. Jego nowi koledzy z drużyny dołożyli w tym czasie jeszcze dwa trafienia. Goście wygrali więc 6:3, a Dave został drugim najstarszym debiutantem w historii NHL po Lesterze Patricku, który swój premierowy mecz zaliczył w… 1927 roku. Po spotkaniu Ayres mówił, że w rozluźnieniu się, pomogli mu gracze Hurricanes.

Ci goście byli niesamowici. Powiedzieli mi: „Po prostu się baw, nie przejmuj się tym, ile goli stracimy, to twoja chwila, miej z tego radość. […] Po drugim golu pomyślałem sobie: „Proszę, obroń tu coś”. Wtedy zebrałem się w sobie i powiedziałem: „Jest okej, uspokój się, zrelaksuj, oddychaj, rozejrzyj się i baw się tym”. Ale przez całą drugą tercję byłem nerwowy. Potem powiedziałem jednak chłopcom: „kiedy zacznie się trzecia tercja, będę gotowy”.

– Pierwsze wrażenie nie było dobre, będę szczery – mówił za to Rod Brid’Amour, trener Hurricanes. – Kiedy zobaczyłem, że pierwszy i drugi strzał wpadły, pomyślałem sobie, że może ktoś sobie z nas zażartował. Ale potem porozmawiałem z nim w przerwie między tercjami i widziałem, że w swoich oczach ma chęć do walki i chce zagrać na poważnie, dać z siebie wszystko. Tylko tego chcieliśmy. Nie spodziewaliśmy się po nim cudownych interwencji. Obronił kilka strzałów, tyle zrobił.

W zachowaniu czystego konta w trzeciej tercji bardzo pomógł mu cały zespół. Hurricanes grali jak monolit, starając się nie dopuszczać rywali do bramki Ayresa. I w większości przypadków im się to udawało. Te osiem strzałów, które musiał obronić to tak naprawdę niewiele, a większość z nich była oddana z niezbyt dobrych pozycji. Toronto nie udało się zdobyć już więcej bramek, mimo że trybuny zachęcały do tego hokeistów gospodarzy, gdy tylko ci mieli krążek na połowie gości. Żeby było jednak śmieszniej – gdy już strzał oddali i Ayres go obronił, to nagradzali też brawami jego.

Ci ludzie byli dla mnie wspaniali. Publiczność była nie z tej ziemi. Mimo że grałem dla przeciwnej drużyny, dopingowali mnie. Kiedy tylko coś obroniłem, słyszałem oklaski. Niesamowite – mówił David. A przy okazji oddawał sporą część zasług Reimerowi, bramkarzowi Hurricanes i… byłemu zawodnikowi Maple Leafs. – Usiadł ze mną w trakcie przerwy i powiedział: „Baw się tym, to twoja chwila, to nie jest twoja codzienna praca, ale tu jesteś, sprawia ci to radość, wiesz, co robić”. Dodał, żebym po prostu był bramkarzem, próbował coś obronić. To pomogło, uspokoiło mnie.

Sheldon Keefe, trener Maple Leafs, przyznał za to, że trudno cieszyć mu się z porażki – szczególnie, że, jego zdaniem, gospodarze grali po prostu kiepsko – ale jest szczęśliwy z powodu Ayresa. – Ma wspaniałą energię, każdego dnia przychodzi na lodowisko, chce pracować i być częścią tego wszystkiego. Nieważne czy to Marlies, czy Leafs, zawsze jest tam, gdzie go potrzeba. Pewnie nie ma w hokeju innego ratunkowego bramkarza, który broniłby tyle strzałów profesjonalistów, co on. Szkoda, że grał po drugiej stronie, ale osobiście nie sposób nie czuć się naprawdę dobrze z jego powodu.

Zresztą i inni przyznawali, że dla Ayresa tak naprawdę jedyną złą rzeczą w tym wszystkim jest to, że przysłużył się do porażki Toronto. Oddać trzeba mu jednak, że zachował się w tym jak prawdziwy profesjonalista i grał najlepiej, jak umiał, mimo że naprzeciwko niego stali jego koledzy z treningów i ludzie, których dopingował. W nagrodę został wybrany zawodnikiem meczu, a w szatni Hurricanes urządzono mu prysznic z butelek z wodą. Wodą, bo szampana po prostu nie było.

Myślę, że był fenomenalny. Właściwie nie oglądałam meczu, skupiałam się tylko na nim – mówiła Sarah. – Kiedy tylko wyszedł na trzecią tercję i zachowywał się jak zwykle, wiedziałam, że wszystko będzie dobrze. Wiedziałam, że potrzebował jedynie chwili w szatni i wyciszenia się. Jestem najszczęśliwszą, najbardziej dumną kobietą na całej planecie, bo mój mąż zdołał spełnić swoje marzenie. Jestem też szczęśliwa, że wciąż mam głos.

I tu właściwie moglibyśmy urwać. Napisać, że Sarah wciąż miała głos, ale niepotrzebnie, bo ta historia właśnie się kończy i już nie trzeba jej opowiadać. Moglibyśmy, ale tego nie zrobimy. Bo warto wspomnieć o czymś jeszcze.

Co działo się dalej?

Chwilę po meczu – jeszcze w czasie, gdy udzielał kolejnych wywiadów – rozdzwonił się jego telefon. Gratulacje składali mu wszyscy, których kiedykolwiek poznał, a nawet ci, których poznać nie miał okazji. Zrobił to między innymi Scott Foster, ten sam, który niespełna dwa lata temu dowiedział się, jak to jest zadebiutować w NHL jako ratunkowy bramkarz.

Scott napisał: „Kiedy cię oglądałem, stałem w swoim salonie i biłem brawo, dopingowałem cię”. Kiedy zszedłem z lodowiska miałem jakieś 160 wiadomości. Mój telefon niemal wybuchł i nie przestawał wibrować – mówił Ayres. Do sieci szybko trafiły nagrania z nim w roli głównej. Między innymi to, na którym gratuluje mu cały zespół Hurricanes, a Brind’Amour wygłasza krótką przemowę na cześć nowego bohatera świata hokeja.

Przez kolejnych kilka dni David odwiedził prawdopodobnie każde z mediów, jakie tylko istnieją za oceanem. Udzielał wywiadów prasie, portalom internetowym, telewizji, a u Stephena Colberta w komediowym gagu zastąpił jednego z muzyków, który „ma alergię na muzykę i zapomniał wziąć tabletek”. Z kolei w jednym z programów śniadaniowych odbył wideorozmowę z matką. – David, zawsze, od samego początku, byłam z ciebie dumna. To sprawiło, że jestem ekstremalnie dumna. Brak mi słów. Nie mogłam spać pierwszej nocy po meczu. Wczoraj pomyślałam sobie, że ja i twój tata zawsze mówiliśmy, że dotrzesz tam, gdzie teraz jesteś. To niesamowite. Więcej nie powiem, nie pozwolę ci płakać – mówiła Mary. Ale Dave i tak uronił kilka łez.

Łez nie ronili sąsiedzi, za to uznali Ayresa – choć musieli go wygooglować i spojrzeć na zdjęcie, żeby upewnić się, że to ich znajomy – za bohatera swojej okolicy. I przyznawali, że są z niego dumni. A sam Dave po meczu skromnie powtarzał jedynie, że to, co chciałby teraz zrobić, to pojechać do domu, wyluzować się, obejrzeć kilka powtórek, powiesić gdzieś pamiątkową koszulkę i patrzyć na nią codziennie, aż do końca życia.

Taki spokój jednak nie był mu dany. Bo media to jedno, a drugie to inne sprawy, które jednak musiały sprawić mu sporo frajdy. We wtorek, na zaproszenie Hurricanes, pojawił się w PNC Arena, ich hali, by obejrzeć tam mecz i przyjąć nieco oklasków od miejscowej publiczności, a przy okazji spędzić więcej czasu z chłopakami, z którymi zdążył się polubić w trakcie wspólnej gry. Bo zwycięstwa łączą ludzi. A, w sumie warto wspomnieć o jeszcze jednym – za sprawą Roya Coopera, gubernatora Karoliny Północnej, Dave został honorowym obywatelem tego stanu. I to mimo że jest Kanadyjczykiem.

Ale spokojnie, sodówka nie uderzyła mu do głowy. W wielu wywiadach powtarzał, że zaraz musi wrócić do pracy, bronić treningowe strzały hokeistów Marlies i Leafs, no i, oczywiście, zadbać o lodowisko. Mówił też, że zabierze krążek z meczu ze sobą, by pokazać go młodym chłopakom. Na jego sukcesie skorzystał jednak nie tylko on i nie tylko Hurricanes, którzy od razu wprowadzili do sprzedaży koszulki z jego nazwiskiem. Bo tak robi się biznes w Stanach.

Co jednak ważne – część zysków ze sprzedaży tychże koszulek zostanie przekazanych samemu Davidowi, a jeszcze inna część ma trafić na konto fundacji zajmującej się chorobami nerek. Dlaczego – tego chyba nie trzeba tłumaczyć. – Chcę upewnić się, że ludzie zdadzą sobie sprawę z tego, że gdy miało się przeszczep nerki, nie oznacza to, że nie można robić tego, co się chce. Gdyby nie mój przeszczep, prawdopodobnie nie byłbym w stanie teraz grać w hokeja – mówił sam Ayres.

Pozostało tylko jedno pytanie. Na szczęście, kanadyjscy i amerykańscy dziennikarze pomyśleli również o tym. Czy Dave mógłby jeszcze kiedyś zagrać w NHL? – Cóż, jeśli ktoś potrzebuje naprawdę starego gościa, który potrafi zatrzymać osiem z dziesięciu strzałów to może tak, ale kto to wie… – odpowiedział, żartując, Ayres. Bo jego przygoda z najlepszą ligą świata prawdopodobnie bezpowrotnie się zakończyła. Chociaż… skoro już przeżył coś nieprawdopodobnego, czemu nie miałoby zdarzyć się to ponownie? Przecież historia lubi się powtarzać.

Co możemy napisać na pewno to to, że kciuki za jego ponowne występy trzyma osiemnaście osób. Tyle bowiem dodało go do składów w fantasy hokeju, stworzonym przez Yahoo! Szaleńcy? Może. Ale już zawsze będą mogli się chwalić, że w niego wierzyli.

SEBASTIAN WARZECHA

Opublikowane 29.02.2020 19:55 przez

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Inne sporty
03.06.2020

Wraca NBA! Kluby dogadują ostatnie detale

Jeśli z niecierpliwością oczekiwaliście powrotu najlepszej ligi świata, to mamy dla was świetną oraz… gorszą, choć niezbyt zaskakującą wiadomość. Zacznijmy od najważniejszego: NBA jest na najlepszej drodze do wznowienia sezonu, zespoły będą grać w kompleksie Disneylandu. Ale niestety, jak donosi Adrian Wojnarowski z ESPN, planowy termin powrotu to dopiero 31 lipca. Do tego na trybunach […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Zmienia się stadion, zmienia się mecz. Tylko poziom sędziowania nieszczególnie

Dopiero pisaliśmy o marnym sędziowaniu w starciu GKS-u Jastrzębie z Wartą Poznań. Łudziliśmy się, że może w Grudziądzu będzie z tym lepiej. Że dwóm zespołom naprawdę potrafiącym pograć piłką arbiter nie przeszkodzi. Nasze niedoczekanie. Pan Wojciech Krztoń dał się nabrać w sytuacji absolutnie newralgicznej dla przebiegu spotkania i to boli jeszcze bardziej. Mecz wciąż był na styku, […]
03.06.2020

Hejt Park w dobrym składzie – Live 21:00 – Kosecki i Stanowski

Zapraszamy na Hejt Park w dobrym składzie – Roman Kosecki i Krzysztof Stanowski będą odpowiadali na telefonu od widzów Kanału Sportowego i słuchaczy Weszło FM. Sponsorem programu jest właściciel marki Okocim. Będzie naprawdę ciekawie. Pewnie czeka nas trochę wspominek, trochę anegdot, trochę mocnych opinii. Nudy się nie spodziewamy. Telefon do studia to 22 219 50 31. […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Marna gra, jeszcze gorsze sędziowanie. Warta Poznań zwycięża w Jastrzębiu-Zdroju

Nie ma co ukrywać, GKS Jastrzębie i Warta Poznań nie zgotowały dzisiaj telewidzom niezapomnianego widowiska. Właściwie starcie dwóch czołowych ekip I ligi długimi fragmentami aspirowało do rangi paździerzu. Co gorsza – do poziomu gry obu ekip dostosowali się sędziowie, którzy uznali gola zdobytego ręką. Koniec końców Warta wywozi jednak do Poznania trzy punkty, bardzo ważne […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Liga kobiet zamknięta, AZS UJ poszkodowany. Trener: – To żenada

Jeśli myśleliście, że to koniec kontrowersji w związku z rozstrzygnięciami w ligach, w których zakończono sezon z powodu pandemii, jesteście w błędzie. Dziś Polski Związek Piłki Nożnej ogłosił, że sezon Ekstraligi kobiet zostanie zakończony. O rozstrzygnięciach (mistrzostwo, spadki) decyduje tabela ustalona w momencie przerwania ligi. Największym poszkodowanym jest drużyna AZS UJ. Rozmawialiśmy przed chwilą z […]
03.06.2020
Weszło Extra
03.06.2020

„Tylko kibice rywali go nie lubili”. Koledzy wspominają Piotra Rockiego

Odszedł zdecydowanie za wcześnie. Szok. Nie dało się go nie lubić. Wyjątkowa postać. Lider w szatni i na boisku. Pytając kolejne osoby, które na różnych etapach kariery spotykały Piotra Rockiego, wyłania nam się obraz człowieka, za którym naprawdę wielu zapłacze. Zmarł nie tylko jeden z najbardziej charakterystycznych ligowców pierwszej dekady XXI wieku. Polska piłka traci […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Pogoń Szczecin – klub przeklęty

Pogoń Szczecin to dla nas klub-zagadka. W teorii wszystko wygląda w nim tak, jak należy – jest prezes, który rozsądnie układa klocki, jest trener z uznaną marką, który ma w klubie mocną pozycję, jest dobry pion sportowy, który potrafi wyszukać solidnego piłkarza i może pochwalić się wysoką skutecznością. Jest miasto, które żyje piłką, jest dobra […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Warta Poznań – cztery lata temu III liga, dziś apetyt na Ekstraklasę

Warta Poznań rozpoczyna dziś ostatni etap walki o powrót do Ekstraklasy. Niemal dokładnie cztery lata temu warciarze szykowali się do walki o to, by zagrać w barażach o awans do II ligi. Dziś mają już pewną licencję na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej. Pozostaje tylko tę promocję do Ekstraklasy wywalczyć. „Zieloni” po cichu przedłużyli kontrakty […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Czy Unia Tarnów poczeka na baraż z Cracovią II do czasu, aż Cracovia I skończy sezon?

Unia Tarnów zajęła pierwsze miejsce w swojej grupie IV ligi i chciałaby zagrać baraż o wejście piętro wyżej ze zwycięzcą drugiej grupy, Cracovią II. Niestety na razie nie wiemy, kiedy do tego dojdzie. Dlaczego? Zdaniem Unii, Cracovia II nie chce grać bez posiłków powołanych… z pierwszego zespołu. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że koronawirus spowodował duży […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Izolacja? Kto by się tym przejmował. Racowisko kibiców na treningu Resovii

Dwutygodniowa izolacja. Ograniczone wejścia dla przedstawicieli mediów, początkowo brak kibiców na stadionie. Pełne bezpieczeństwo, dostosowanie obiektów do wyjątkowych okoliczności, podział na strefy. Słowem – wszystko przygotowane na tip top. Wszystko to po to, żeby bezpiecznie wrócić do gry. Tak miało to wyglądać nie tylko w Ekstraklasie i I lidze, ale też II lidze, w której […]
03.06.2020
Blogi i felietony
03.06.2020

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Leczenie nałogów to długa, trudna, żmudna praca, podczas której powodzenie każdego kolejnego kroku zależy nie tylko od uzależnionego, ale też od całego jego otoczenia. Zwłaszcza otoczenia najbliższego – rodziny, przyjaciół, pracodawców, grupy społecznej, w której człowiek walczący ze swoimi słabościami się porusza. Nie trzeba być magistrem psychologii, by domyślić się, że po wyjściu z kliniki […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Regres motoryczny Wisły, mądrość Legii i efekt Bartoszka

W trakcie tej przerwy spowodowanej pandemią zastanawialiśmy się – jak to całe zamieszanie z brakiem treningów wpłynie na zespoły PKO Bank Polski Ekstraklasy? Czy będziemy oglądać poprawę pod względem fizycznym – bo przecież był odpoczynek oraz czas na złapanie świeżości? Czy może jednak zawodnicy będą snuli się jak muchy w smole i zaobserwujemy wyraźny spadek […]
03.06.2020
Weszło Extra
03.06.2020

Dyrektor sportowy – to nie brzmi dumnie. A powinno!

Mnóstwo jest powodów, dla których polska piłka klubowa nie tyle znajduje się w tak zwanej ciemnej dupie, co urządziła się w tym miejscu już tak dawno temu, że właśnie jest na etapie wymiany mebli w sypialni, bo stare się znudziły. Jeśli ktoś mówi wam, że zna jedną przyczynę – po prostu kłamie. Ale jeśli ktoś […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Roznosiłem wirusa, i co mi zrobicie? Gasperini pomylił odwagę z odważnikiem

Znacie pewnie ten cytat z „Młodych Wilków” – nigdy do niczego się nie przyznawaj. Złapią cię pijanego w samochodzie, mów, że nie piłeś. Złapią cię za rękę na kradzieży, mów, że to nie twoja ręką. Cóż, nie będziemy tego podejścia bronić, ale niezmiernie dziwi nas fakt, że niektórzy po zrobieniu czegoś absurdalnie głupiego, ale to […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Rafał Górak: „Chcieliśmy grać. Czulibyśmy niesmak z awansu przy zielonym stoliku”

O ile powrót Ekstraklasy cały czas wydawał się dość prawdopodobny, o tyle wznowienie rywalizacji w I czy – zwłaszcza – II lidze wcale nie było takie oczywiste. Wychodzi jednak na to, że do grania wracają wszystkie trzy szczeble centralne w Polsce. Dziś drugoligowcy ponownie inaugurują rundę wiosenną. Z powrotu na boisko raduje się trener GKS-u […]
03.06.2020
Bukmacherka
03.06.2020

Eintracht przełamie defensywę Werderu? Sprawdź typy na Bundesligę w BETFAN!

Środowy rodzynek z Bundesligi na pewno ucieszy fanów niemieckiego futbolu. W końcu musieli oni czekać aż dwa dni na kolejną porcję wrażeń zza zachodniej granicy… Mecz Werderu z Eintrachtem to ciekawa propozycja, zwłaszcza z uwagi na to, że pojedynki tych drużyn zwykle dostarczały sporych emocji. Czego spodziewać się po tym meczu? Sprawdźcie nasze propozycje typów […]
03.06.2020
Weszło
03.06.2020

Boniek: Obniżyć pensje piłkarzom – i to na stałe. Będą trenować mocniej

– Kluby szybko ustaliły, że w czasie kryzysu piłkarze powinni zarabiać połowę pensji, a ja uważam, że trzeba by obniżyć wynagrodzenia na stałe. Wtedy chcieliby trenować trzy razy mocniej, by wyjechać za granicę i zarobić więcej. W Polsce wielu piłkarzy ma eldorado, zwłaszcza ci z Europy Środkowej i Bałkanów. Ci gracze są ważną częścią niektórych […]
03.06.2020
Weszło
02.06.2020

Najlepsze zostawili na koniec. Michał Żyro skradł show w hicie w Legnicy

Nie oszukujmy się, nie był to mecz, na który czekaliśmy przez całą kwarantannę. Jest wtorek, jest 20.40, deszcz nasuwa z takim impetem, że piłkarze mogą z miejsca wziąć udział w reklamie szamponu albo bollywoodzkim musicalu. A jednak, kiedy już po 15 minutach mieliśmy dwie bramki i jedną awarię systemu nawadniającego, który włączył się bez wyraźnego […]
02.06.2020