No i elegancko! Janowicz wrócił na dobre, wygrał czwarty mecz z rzędu

Autor:

28 lutego 2020, 20:16 • 3 min czytania

No i elegancko! Janowicz wrócił na dobre, wygrał czwarty mecz z rzędu

Co tu dużo mówić, większość ekspertów w ten powrót nie wierzyła. Raz, że ma już prawie trzy dychy na karku, dwa, że w tenisa nie grał przez ponad dwa lata, trzy, że przecież kolejne kontuzje i urazy, cztery, że o każdą wygraną musi walczyć z młodymi-gniewnymi, którzy nic sobie nie robią z tego, że wiele lat temu grał w półfinale Wimbledonu. Tymczasem Jerzy Janowicz właśnie w bardzo dobrym stylu awansował do półfinału challengera w Pau. Co dalej?

Reklama

Seria ATP Challenger Tour to coś w rodzaju Ligi Europy dla tenisistów. Owszem, grać można, wygrywać też, ale i prestiż, i pieniądze, są zdecydowanie mniejsze niż w rozgrywkach dla najlepszych. W największym uproszczeniu, challengery to turnieje mniejszej rangi, o puli nagród od 85 do 150 tysięcy euro. Właśnie w serii takich imprez we Francji pierwsze kroki po dwuletniej przerwie stawia właśnie Janowicz, który tydzień zaczął w 11. setce rankingu ATP, a zakończyć może w 4.

Na początek pod koniec stycznia zagrał w Rennes. Na dzień dobry wygrał z 251. na liście ATP Tomasem Machacem, co po takiej przerwie było znakomitym wynikiem. W drugiej rundzie niestety uległ notowanemu o 39 miejsc wyżej Constantowi Lestienne z Francji. Tydzień później w Quimper scenariusz był podobny i pierwszą rundę przeszedł (wygrana z Francuzem Furnessem, #550). Do meczu drugiej rundy jednak nie wyszedł, oddając spotkanie walkowerem. Wrócił do kraju, gdzie szykował się do startu w turnieju w Bergamo we Włoszech. Ostatecznie zdecydował się skorzystać z dzikiej karty do challengera we francuskim Pau.

Reklama

Tym razem wszystko wygląda dużo ciekawiej. Pierwsza runda to cenne zwycięstwo ze Zdenkiem Kolarem (#222), potem pierwsza po powrocie wygrana z rywalem z drugiej setki rankingu, konkretnie z Maxime’em Janvierem (#173). Wczoraj „Jerzyk” ograł notowanego o 20 miejsc wyżej Giustino Lorenzo, a dziś Francuza Hugo Greniera (#250).

Te cztery wygrane z ostatnich dni oznaczają kilka rzeczy. Po pierwsze: ze zdrowiem Janowicza wszystko jest w porządku, nic mu nie doskwiera i nie ma fizycznych przeciwwskazań do rozgrywania kilku meczów dzień po dniu. Po drugie, Polak jest w stanie toczyć równorzędną walkę z rywalami z okolic pierwszej setki rankingu, którzy – zdaniem wielu speców – mieli być dla niego przeszkodą nie do pokonania. Po trzecie – na korcie widać starego, dobrego Janowicza, którego serwis jest bronią masowego rażenia (regularnie posyła asy serwisowe, w Pau nie stracił jeszcze podania).

Czy to oznacza wielki powrót syna marnotrawnego polskiego tenisa do elity? Cóż, nie tak szybko. Ale światełko w tunelu – zdecydowanie jest. Problem w tym, że droga dalej jest długa i wyboista, a na każdym rogu czekają zabójcze przeszkody. Cztery wygrane mecze i półfinał turnieju to brzmi świetnie. Gorzej, że oznacza póki co premię w wysokości 4,250 euro oraz ledwie 35 punktów do rankingu (w trwającym właśnie dużym turnieju ATP w Dubaju 45 oczek było za wygranie pierwszego meczu, cztery zwycięstwa dałyby tam finał i 300 punktów). W praktyce oznacza to skok z niebytu w okolice 570. miejsca na liście ATP. Janowicz jest w tej ciekawej sytuacji, że każde kolejne zwycięstwo oznacza gigantyczny awans. Wygrana w jutrzejszym półfinale? Sto pozycji do góry. Zwycięstwo w całym turnieju? To już miejsce w okolicach 350. Kurczę, może jednak ten powrót ma ręce i nogi?

foto: newspix.pl

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Igrzyska

Trzy polskie medale na igrzyskach? Cel trudny do osiągnięcia

AbsurDB
7
Trzy polskie medale na igrzyskach? Cel trudny do osiągnięcia
Igrzyska

Usłyszała od Piesiewicza, że będzie chorążą. „Jestem dumna”

Jakub Radomski
15
Usłyszała od Piesiewicza, że będzie chorążą. „Jestem dumna”
Igrzyska

Przeanalizował szanse Polaków. „Żurek jedzie po dwa medale”

Jakub Radomski
6
Przeanalizował szanse Polaków. „Żurek jedzie po dwa medale”
Reklama
Reklama