Męczyli, męczyli i wymęczyli. Legia bez stylu, ale z punktami

redakcja

Autor:redakcja

28 lipca 2019, 17:55 • 3 min czytania

Reklama
Męczyli, męczyli i wymęczyli. Legia bez stylu, ale z punktami

Nie jest ostatnio łatwo być kibicem Legii Warszawa. Po nieudanym poprzednim sezonie drużyna na początku nowych rozgrywek wygląda tak, że chyba łatwiej uwierzyć w koronę króla strzelców dla Patryka Klimali, niż w odzyskanie mistrzostwa przez stołeczną ekipę. Trudno powiedzieć, kto bardziej się miota – Vuković przy ustalaniu składu czy wybrani przez niego piłkarze na boisku. O stylu czy filozofii gry nawet nie ma sensu w tych okolicznościach dyskutować. Dlatego trzy punkty w starciu z Koroną Kielce, na które dzisiaj się nie zanosiło, są dla fanów Wojskowych w zasadzie jak gwiazdka z nieba. 

Reklama

Ujmijmy to tak – skład Legii na dzisiejsze spotkanie wyglądał tak, jakby ustalał go znany włoski taktyk Gianfranco Obsranco. Chyba właśnie tak trzeba do tego podchodzić – Vuković boi się kompromitacji w meczu z Finami do tego stopnia, że jest w stanie cudować tyle, ile wlezie. Stąd Lewczuk na prawej obronie, stąd w środku Astiz, którego po raz ostatni widzieliśmy w kwietniu, stąd Stolarski na lewej obronie, stąd Jodłowiec ustawiony najwyżej spośród trójki środkowych pomocników i stąd szansa dla Niezgody.

W dzisiejszym starciu z Koroną wypalił z tych pomysłów jedynie Stolarski na innej flance niż zazwyczaj. Pozostała czwórka była dla drużyny jak betonowe buciki – ciągnęła ją na dno. Mecz – tak jak większość spotkań Legii ostatnio – został sprowadzony do poziomu kopaniny, do której zespół Lettieriego ochoczo dołączył, a wymienieni gracze  bardzo przekonująco odegrali role Seby, Matiego, Siwego i Dziadka.

Na szczęście dla Legii po drugiej stronie też znaleźli się zawodnicy rodem spod trzepaka. Przede wszystkim Wato Arweladze, aż przestaliśmy się dziwić, że w meczu z Rakowem nie powąchał boiska. Był strzał w maliny w dobrej sytuacji, było przetrzymywanie piłki do tego stopnia, że koledzy z ekipy mieli prawo się na niego wkurwić, w końcu była idiotyczna strata na własnej połowie przy próbie założenia kanału, po której Stolarski poszedł jak dzik, wygrał przebitkę z Gnjaticiem, minął Gardawskiego i wyłożył piłkę Novikovasowi, który trafił do siatki.

Zjazd do bazy Wato po 45 minutach w pełni uzasadniony. Jedynki nie dajemy tylko dlatego, że dwie niezłe akcje Gruzin zaczął. I o ile za pierwszym razem Majecki jeszcze obronił główkę Papadopulosa, o tyle za drugim po wybornym uderzeniu Czecha był bez szans. Ale i tutaj do kluczowego podania Arweladze mamy zastrzeżenia, bo dokładne nie było, a Pucko zrobił z niego asystę głównie dlatego, że Lewczukowi najprawdopodobniej przypomniały się leniwe popołudnia w Nowej Akwitanii.

Reklama

„Vuko” trzeba oddać jedno – dziś pomógł drużynie zmianami. Korona nie kwapiła się, by zgarnąć komplet punktów, a Gwilia z Kante trochę towarzystwo rozruszali. Nie na tyle, żeby Legię wychwalać, ale przynajmniej w samej końcówce udało się przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Wybawieniem okazał się wyrzut z autu, przy którym drzemkę ucięła sobie defensywa Korony. Piłkę posłał Stolarski, zgrał Kante, a Gwilia z bliska, kompletnie niepilnowany, dołożył nogę.

Powiew optymizmu przed czwartkiem? Może skwitujmy to tak – nikomu nie zabronimy się oszukiwać.

screencapture-207-154-235-120-mecz-180-2019-07-28-17_20_38

Fot. FotoPyK

Reklama

Najnowsze

Reklama
Niższe ligi

KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą

Jan Broda
2
KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą
Ekstraklasa

Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Jan Broda
24
Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Weszło

Reklama