Najpierw medal, potem pozew – u Tigera Woodsa nigdy nie jest nudno

Jan Ciosek

Autor:Jan Ciosek

16 maja 2019, 20:37 • 3 min czytania

Reklama
Najpierw medal, potem pozew – u Tigera Woodsa nigdy nie jest nudno

Ostatnie tygodnie w życiu Tigera Woodsa przypominają przejażdżkę kolejką górską, i to taką mocno szaloną. Najsłynniejszy golfista świata właśnie, po 11 latach, wygrał turniej wielkoszlemowy, za co zebrał mnóstwo pochwał, a także odznaczenie z rąk prezydenta Donalda Trumpa. Moment później jego prawnicy odebrali jednak pozew, w którym rodzice pracownika restauracji Woodsa oskarżają go o udział w śmierci syna. Sprawa jest mocno skomplikowana.

Reklama

Woods to największa gwiazda światowego golfa. Gwiazda, dodajmy, w ostatnim czasie nieco przyblakła. Po latach życia na absolutnym szczycie, zgarniania chorych pieniędzy od sponsorów i wygrywania, jak leci, nagle wszystko się zawaliło. Na jaw wyszły różne numery Woodsa, jego niewierność, seksoholizm, kłopoty z alkoholem i tak dalej. To spowodowało, że kolejni sponsorzy, którzy wcześniej zabijali się o jego względy, teraz nie chcieli mieć z nim nic wspólnego. Jakby mało było problemów w życiu osobistym, słynnego golfistę zaczęły prześladować kontuzje. Woods zdołał się jednak pozbierać, we wrześniu wygrał turniej The Tour Championship, a w kwietniu triumfował w pierwszym od ponad dekady turnieju wielkoszlemowym.

Jego powrót na szczyt przez część obserwatorów została uznana za jeden z największych w historii sportu. Woods znów trafił na czołówki mediów, do największych programów telewizyjnych, a nawet do Białego Domu. Tam Donald Trump uhonorował go Prezydenckim Medalem Wolności. Słowem: wspaniałe dni dla Tigera Woodsa. Kłopot w tym, że nie wszystko układa się aż tak dobrze, bo w tym samym czasie golfista został pozwany.

A było tak: Woods wspólnie z narzeczoną Ericą Herman prowadzą restaurację Woods Jupiter. Do sądu w Palm Beach wpłynął pozew, złożony przez rodzinę Immersbergerów, która próbuje udowodnić, że golfista i jego ukochana ponoszą współodpowiedzialność za śmierć Nicholasa Immersbergera. Doszło do niej 10 grudnia ubiegłego roku. Nicholas, który pracował jako barman we wspomnianej restauracji, pracę zakończył o godzinie 15. Nie pojechał jednak do domu, tylko siedział przy barze, gdzie serwowano mu kolejne drinki. Po 2,5-3 godzinach opuścił lokal, wsiadł do auta i pojechał do domu. Do celu jednak nie dojechał. W pewnym momencie stracił panowanie nad kierownicą. Auto zjechało na inny pas, potem na pas zieleni, następnie uderzyło w znak drogowy i dachowało. 24-letni kierowca doznał licznych obrażeń, które doprowadziły do śmierci. We krwi miał poziom alkoholu trzykrotnie przekraczający dozwolony na Florydzie.

Spytacie pewnie: co ma piernik do wiatraka i w jaki sposób Woods i Herman mogą być odpowiedzialni za to, że ktoś zabił się, prowadząc po pijanemu. Cóż, amerykańskie przepisy prawne są mocno skomplikowane. Na przykład w kodeksie karnym Florydy, w punkcie 768.125, można wyczytać, że nielegalne jest podawanie alkoholu osobie, o której wiemy, że jest od niego uzależniona. Rodzice zmarłego chłopaka próbują udowodnić, że wszyscy w restauracji Woods Jupiter mieli świadomość, że Nicholas ma problem alkoholowy i chodzi na spotkania Anonimowych Alkoholików. W pozwie tymczasem można wyczytać, że Woods i Herman znali chłopaka osobiście i często sami siadali z nim na drinka, nawet kilka dni przed fatalnym wypadkiem. Rodzice zmarłego barmana oskarżają golfistę także o stworzenie warunków pracy sprzyjających nadmiernemu spożyciu alkoholu. „Pracownicy i zwierzchnicy nie tylko promowali picie alkoholu przez zatrudnionych, w tym Immesbergera, ale także pozwalali na picie w trakcie i po pracy” – czytamy w pozwie. Dalej rodzina pisze, że w restauracji Nicholasowi polewano tak dużo alkoholu, że nie był w stanie normalnie funkcjonować i często ktoś musiał go odwozić do domu. Tymczasem feralnego wieczoru nikt się nie zainteresował, w związku z czym chłopak usiadł za kółko, co doprowadziło do tragedii.

Reklama

Cała sprawa jest o tyle ciekawa, że – jak twierdzi prawnik skarżącej rodziny – nagrania z monitoringu restauracji z 10 grudnia 2018 roku zostały zniszczone.

Woods na razie do sprawy odniósł się jedynie na konferencji prasowej. – To była straszna noc, straszne zakończenie. Czujemy się bardzo źle z jego powodu i współczujemy całej jego rodzinie. To bardzo smutne – oświadczył. Póki co – nie wiadomo, jaki będzie ciąg dalszy całej sprawy.

Fot. newspix.pl

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Łubik zły na siebie. Przy trzech bramkach mógł zachować się lepiej

Mikołaj Duda
0
Łubik zły na siebie. Przy trzech bramkach mógł zachować się lepiej
Ekstraklasa

Legia za Astiza nie wygrałaby tego meczu. Ale to już Legia za Papszuna

Paweł Paczul
25
Legia za Astiza nie wygrałaby tego meczu. Ale to już Legia za Papszuna

Inne sporty

Reklama