Reklama

Gortat zwolniony z Clippers. Czy to zapowiedź końca kariery?

Sebastian Warzecha

Autor:Sebastian Warzecha

08 lutego 2019, 12:17 • 7 min czytania 0 komentarzy

Niemal równo miesiąc temu Marcin Gortat zorganizował pierwszą – i, jak się okazało, ostatnią – Polish Heritage Night w Los Angeles. Wielu twierdzi, że najlepszą, jaką NBA widziała. Nikt nie przypuszczał wtedy, że jego przygoda z ekipą Clippers zakończy się już w lutym. Świat sportu bywa jednak zaskakujący i dziś, zamiast oglądać walkę „Polskiego Młota” o play-offy, możemy drżeć o to, czy za kilka tygodni nie ogłosi zakończenia kariery.

Gortat zwolniony z Clippers. Czy to zapowiedź końca kariery?

Dlaczego?

To podstawowe pytanie: skąd decyzja Clippers o tym, by podziękować Gortatowi? Dlaczego Polaka wykupiono z kontraktu? Żeby na to odpowiedzieć, przedstawić musimy wam najpierw postać Jerry’ego Westa. To na dziś najważniejszy doradca w ekipie z Los Angeles. Wcześniej budował potęgę ich lokalnego rywala, Lakers. Potem przeniósł się do Golden State Warriors i tam też stworzył potwora. Na karku ma już osiemdziesiąt lat, od dawna mógłby siedzieć w fotelu, paląc cygaro i popijając whisky, ale woli swoją pracę. To legenda w tym biznesie. Jakiś czas temu Marcin Gortat opowiedział o nim „Przeglądowi Sportowemu”:

– Gdy pierwszego dnia przyszedł do nas na trening to aż nogi się pode mną ugięły. A gdy uścisnął moją dłoń, to później przez dwa dni rąk nie myłem… Później rozmawiałem z nim wielokrotnie i bardzo to sobie cenię. Uwielbiam takich ludzi jak Jerry West, od których mogę się wiele dowiedzieć i nauczyć. Bardzo mnie interesuje ich sposób myślenia i podejście do koszykówki. Zawsze zadawałem dużo pytań, a Jerry sporo mi opowiedział. To wielki zaszczyt słuchać kogoś takiego.

Reklama

Teraz Polak – na własnym przykładzie – mógł się nauczyć, że nie zawsze krótkoterminowe cele pokrywają się z tymi długoterminowymi. Bo w Clippers nadeszła rewolucja. Jeszcze przed Gortatem z klubem pożegnali się Tobias Harris i Avery Bradley, dwóch gości, którzy byli gwarantami niezłych wyników. No właśnie: niezłych. West stwierdził, że to za mało i postawił na przyszłość. Odpuścił walkę o ósemkę i miejsce w play-offach, w wymianach zagwarantował Kalifornijczykom dodatkowe wybory w kolejnych draftach, a przede wszystkim – już teraz ściągnął do klubu kilku młodych gości. W tym Ivicę Zubaca, 21-letniego Chorwata, który zajmie w zespole miejsce Gortata.

Krzysztof Sendecki, dziennikarz sportowy Radia Zet, komentator koszykówki w Sportklubie:

– Clippers rozdali drużynę, latem będą budować nową, na kolejne sezony. Ten spisali już na straty. Mimo wszystko jestem jednak zaskoczony, że zwolnili Marcina Gortata. Byłbym mniej, gdyby wymienili go za innego zawodnika, ale chyba nie zmieścił się w żadnej wymianie. I mimo że on tam mało gra, to to że zwalniają zawodnika, któremu kończy się kontrakt po sezonie i zapewnia jakąś solidność z ławki… po prostu jestem zdziwiony, że w ten sposób rozstają się z Marcinem.

Inna sprawa, która od kilku sezonów życia w NBA Polakowi nie ułatwia, to kompletnie odmieniona rola centrów. Marcin jest takim klasycznym, starego typu, a jego największym atutem jest stawianie zasłon. Koszykówka jednak ewoluuje i Gortat należy dziś do wymierającego gatunku. Na jego miejsce wchodzą zawodnicy niżsi, a jeśli już któryś centymetry ma, to zwykle jest bardzo dobry technicznie, świetnie rozgrywa i potrafi przykuwać uwagę rywali. Nowa fala.

No i jeszcze jedno – Polak swoje lata ma, dowodu nie podrobi.

Mogło być lepiej

Reklama

Mimo wszystko „Polski Młot” w poprzednich latach potrafił utrzymać się na wodzie, nawet jeśli w ostatnim czasie z trudem wystawiał głowę ponad jej powierzchnię, żeby złapać oddech. Bo liczyliśmy na więcej, gdy przechodził do Los Angeles. Zresztą tuż po transferze pisaliśmy, że u trenera Doca Riversa powinien być numerem jeden. I faktycznie zaczął w tej roli, ale grał po prostu słabo. Zresztą sam to przyznawał, gdy w listopadzie rozmawiał z „Przeglądem Sportowym”:

– Moja rola w zespole się wykrystalizowała. W tym momencie nie są już potrzebne jakieś szczególnie długie rozmowy. Jako 35-latek wiem, co mam robić i czego zespół ode mnie potrzebuje. Mam stawiać mnóstwo zasłon, bo to robię najlepiej w NBA, do tego kreować dla kolegów pozycje rzutowe, bronić dostępu do kosza… Niestety początek sezonu miałem katastrofalny. Na parkiecie grałem bez oczu i bez głowy. Byłem zupełnie zagubiony w akcji. Na szczęście to się zmieniło. Teraz gram po 15–20 minut, a mimo to ocieram się o double-double niemal w każdym spotkaniu.

W 43 z 47 spotkań rozpoczynał jako zawodnik wyjściowej piątki, ale w miarę upływu czasu coraz rzadziej pojawiał się na parkiecie w czwartej kwarcie. Przegrywał w rotacji z Bobanem Marjanoviciem (dziś już zresztą zawodnikiem Philadelphia 76ers) i Montrezlem Harrellem. Później Rivers zaczął częściej stawiać na Polaka kosztem Serba, ale rola Harrella pozostała niezmieniona. Średnia minut na mecz w wykonaniu Marcina ostatecznie zatrzymała się na 16, w tym czasie rzucał 5 punktów, notując 5,6 zbiórki na mecz. Było dokładnie tak, jak powiedział – miał pomagać kolegom. I w tej roli radził sobie całkiem nieźle, a wyniki Clippers były lepsze, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Jak jednak ocenić ostatnie pół roku w wykonaniu Polaka?

Krzysztof Sendecki:

– Jeśli odpalimy jeszcze raz to co Marcin Gortat i Doc Rivers mówili przed sezonem – że to będzie dla niego nowy start – to jest to rozczarowanie, ale takie, którego pewnie można się było spodziewać. Bo Marcin jest coraz starszy, koszykówka się zmienia, a jego rola malała z każdym kolejnym sezonem już w Wizards. Wydarzyło się to, co, logicznie myśląc, mogliśmy przewidzieć. Ale pół roku temu wszyscy mieliśmy oczywiście nadzieję, że zobaczymy trochę tego Gortata z Phoenix Suns czy jego początków w Waszyngtonie. Tak jednak już nie będzie. I pod tym względem jest to rozczarowanie.

Gdy ogłoszono informację o rozstaniu się z Gortatem, na Twitterze podziękował mu Shai Gorgeous-Alexander, jeden z kolegów z drużyny, pisząc „Dzięki, Gortat. Kibice Clippers zawsze będą pamiętać ci ten sezon”. Sami fani szybko to zresztą potwierdzili – wielu było zdenerwowanych i zaskoczonych tym, że zespół pozbywa się Polaka i innych zawodników, rezygnując z walki o play-offy, która niespodziewanie przed nim wyrosła.

O ile jednak dla zespołu z Los Angeles to koniec emocji w tym sezonie, o tyle niekoniecznie dla Gortata.

Co dalej?

Opcji jest kilka, a ich rozstrzał ogromny. Ta najlepsza głosi, że Gortat mógłby trafić do… Golden State Warriors. Serio, to nie prima aprilis, kalendarz nie kłamie. Mistrzowie NBA szukają ponoć solidnego weterana, który mógłby wspomóc zespół z ławki, gdy zajdzie taka potrzeba. W dodatku takiemu zawodnikowi nie musieliby płacić dużo, bo – powiedzmy sobie szczerze – dla gościa takiego jak Marcin perspektywa zdobycia mistrzostwa powinna być wystarczająco kusząca. Pierścień na ręce jest cenniejszy od kilku milionów na koncie, jakkolwiek abstrakcyjnie nie brzmiało by to z naszej perspektywy.

Krzysztof Sendecki:

– To możliwy ruch, Warriors nie wykluczyli takiej opcji. Zastanawiam się jedynie, czy to nie jest u nas myślenie życzeniowe, uczepienie się informacji, która pojawiła się  w mediach. Bo jednak lista podkoszowych weteranów do wzięcia jest jeszcze całkiem spora, bez kontraktu zostali m.in. Zach Randolph czy Greg Monore. Pamiętajmy też, że GSW to drużyna, która tak naprawdę nie gra typowym centrem. Jeśli Gortat tam pójdzie, to zaliczy pewnie jeszcze mniej minut na parkiecie niż do tej pory. Choć największym atutem tej sytuacji byłaby szansa walki o mistrzostwo NBA. Zdobycie pierścienia byłoby dla niego czymś niesamowitym. A z perspektywy GSW to gość, który wnosi jakąś solidność, doświadczenie i niemal nie ma kontuzji. Oczami wyobraźni widzę, jak stawia zasłonę dla Stepha Curry’ego. Jest to trochę myślenie życzeniowe, ale mam nadzieję, że nie aż tak bardzo.

Z całą pewnością jednak nic nie stanie się do jutra do godziny 21 naszego czasu. Dlaczego? Bo gdyby ktoś zatrudnił go w tym czasie, będzie musiał to zrobić na dokładnie takich samych warunkach i za taką samą kasę, jaką Polak odbierał w Los Angeles. Dopiero później trafi na listę wolnych agentów i wtedy będzie można z nim negocjować od zera. Zainteresowanych jego usługami powinno być kilka klubów. Pytanie, czy któryś ostatecznie się na nie skusi. Jeśli nie, to z każdym kolejnym dniem przybliżmy się do opcji, o której wolelibyśmy nie myśleć. Ale musimy. Niewykluczone bowiem, że w najbliższym czasie Marcin Gortat zakończy karierę.

Krzysztof Sendecki:

– Jak z nim ostatnio rozmawiałem, to on sam sprawiał wrażenie, że spodziewa się zmierzyć z tym dylematem dopiero po sezonie. Podejrzewam, że sam Marcin jest zaskoczony tym, że to wydarzyło się już teraz i musi wybierać czy kończyć karierę, czy szukać klubu za minimalne pieniądze. Na razie pewnie robi to drugie. Nieco smutno byłoby, gdyby ta kariera, po dwunastu latach w NBA, skończyła się nieudanym pół roku w Clippers i zwolnieniem z kontraktu. Ale trzeba to brać pod uwagę. Z każdym dniem bez nowego pracodawcy ta wizja końca kariery będzie coraz bliższa. Choć cały czas liczę, że znajdzie się jeszcze dla niego miejsce w NBA.  

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń

Najnowsze

Inne sporty

Komentarze

0 komentarzy

Loading...