post Avatar

Opublikowane 07.11.2018 18:47 przez

Sebastian Warzecha

Wciąż jest nastolatką, a na koncie ma już medale mistrzostw świata juniorów, starty w seniorskim Pucharze Świata i debiut w igrzyskach olimpijskich. Jej nazwisko w świecie polskiego łyżwiarstwa szybkiego stało się już niemal synonimem „nadziei”. Na co? Na wielkie sukcesy i trofea, które ma w przyszłości przywieźć do naszego kraju. O ile wszystko pójdzie zgodnie z planem.

Igrzyska

Choć trzeba zauważyć, że na razie ten plan nie tyle realizuje, co go wyprzedza. Bo pierwotnie nie miała pojechać na igrzyska olimpijskie. Że taka szansa jest, dowiedziała się w trakcie sezonu, gdy jeździła tak dobrze, że zaskoczyła tym nie tylko siebie, ale i trenera, Wiesława  Kmiecika. Ten ostatni mówił zresztą TVN24, że:

– Fantastycznie jest. Do głowy by mi nie przyszło, że 17-letnia dziewczyna uzyska taki wynik, 4.03 na 3000 metrów. Ma wspaniałą rodzinę, wszyscy ja wspierają. Doskonale wie, czego chce, już dwa, trzy lata temu w pierwszych wywiadach mówiła o medalach olimpijskich.

I faktycznie, w starych wywiadach z Karoliną można znaleźć takie stwierdzenia. To niesamowite, bo miała wtedy przecież zaledwie piętnaście lat. Gdyby cofnąć się jeszcze trochę, do początku 2014 roku, okazałoby się, że z igrzyskami miała nieco wspólnego już wtedy – przed imprezą w Soczi, żegnała wyjeżdżających wówczas do Rosji zawodników. W tym Zbigniewa Bródkę, późniejszego mistrza olimpijskiego. Cztery lata później, gdy sama jechała walczyć o medale, na specjalnie zwołanej w tym celu konferencji, mówiła:

– Wracając wówczas do domu w autokarze rozmarzyłam się i mówiłam sobie w myślach, jakby to fajnie było gdyby udało mi się na takie igrzyska pojechać. I oto jadę, moje marzenia się spełniły.

W wywiadzie dla Onetu dodawała z kolei:

– Ściskałam mocno kciuki [za łyżwiarzy w Soczi – przyp. red.]. Nigdy nie zapomnę tych pięknych chwil, kiedy Zbyszek Bródka zdobywał złoty medal. To były niesamowite emocje. Wtedy, kiedy żegnałam reprezentację, to w głębi duszy pomyślałam, że chciałabym pojechać kiedyś na igrzyska. Teraz te marzenia się spełniły. Mam nadzieję, że moja kariera będzie się tak dalej rozwijała i kiedyś to ja stanę na podium olimpijskim.

Do Pjongczangu, jak sama twierdziła, jechała po naukę. Choć trener Wiesław Kmiecik zapewniał, że stać ją na więcej, to jednak wszyscy wiedzieli, że Karolina po pierwsze ma zaznajomić się z tamtejszą atmosferą. Ta zresztą nie zrobiła na niej większego wrażenia. W wywiadach przyznawała później, że „czuła się jak na zwykłym Pucharze Świata”. Z tą różnicą, że w międzyczasie wyszły dwa zgrzyty. Po pierwsze, nie miała przy sobie trenera.

– Tak naprawdę to nie wiem, czemu go nie było. W każdym razie jest mi przykro. Będąc w Pjongczangu kontaktowałam się z trenerem tylko przez Internet. Dla mnie i dla niego to trudna sytuacja, bo w najważniejszych zawodach nie możemy być razem. Mimo to trenowałam według jego planu. Tak było najrozsądniej. Zmiana przed najważniejszymi starami mogłaby okazać się błędem – mówiła dla „Polska The Times”.

Drugi zgrzyt? Według wytycznych, jakie ustalono na początku igrzysk, w rywalizacji drużynowej pojechać miały dwie najlepsze zawodniczki na 3000 metrów i jedna z 1500 metrów. Bosiek wliczała się w tę pierwszą kategorię. W drużynie wystartowały jednak jej bardziej doświadczone koleżanki i… niczego wielkiego nie osiągnęły. Karolina dostała szansę w pojedynku o siódme miejsce. Tam Polki już wygrały. Tę decyzję trenera komentowała później dla strony swojego klubu:

– Było ustalone, że jadą dwie najlepsze z 3000 m i najlepsza z 1500 m. Trener nie wywiązał się z tych założeń. Miałam w ogóle nie wystartować w tej konkurencji. Było mi trochę przykro. Jednak po słabym występie w eliminacjach, trener zdecydował się mnie wstawić do składu do biegu finałowego (w walce o siódme miejsce). […] Postanowiłam, że wystartuję. Chciałam nabrać doświadczenia w tak ważnej imprezie. Chociaż miałam ogromną tremę, bo wcześniej nie trenowałam z dziewczynami. A bieg drużynowy jest specyficzny, wymaga współpracy w zespole i równej dyspozycji wszystkich zawodniczek. Bałam się, że zawalę, ale dotrzymałam kroku Natalii Czerwonce i Luizie Złotkowskiej i wygrałyśmy z Koreankami. Współpracowało się nam bardzo dobrze. 

Igrzyska były dla niej ważne z jeszcze jednego powodu – to właśnie na nich świętowała swoje osiemnaste urodziny. Od 20 lutego 2018 roku jest pełnoletnia, choć w tym sezonie będzie jeszcze posiadać status juniorki. Świętowania na koreańskiej ziemi wielkiego nie było, ale koledzy i koleżanki zorganizowali jej mały przyjęcie, z tortem w kształcie łyżwy. Innego kształtu zresztą chyba być nie mogło. Tort był dla niej zresztą osłodą trudnych chwil.

– Ta atmosfera trochę mnie przytłoczyła. Mimo kilkudniowej aklimatyzacji czułam się cały czas zmęczona. Tamtejszy klimat chyba nie był dla mnie zbyt korzystny – mówiła klubowej stronie, dodając, że głównie chodziło o zmianę strefy czasowej.

PyeongChang '18: Speed Skating Women

Karolina na igrzyskach olimpijskich w Pjongczangu

Jej występ w Pjongczangu trzeba jednak podsumować jednym słowem: udany. Nie była tam może w czołówce (zajęła 16. i 29. miejsca w konkurencjach, w których startowała), ale zaprezentowała się z dobrej strony. Mówi nam o tym Piotr Dębowski, który zmagania panczenistów w Korei komentował dla TVP:

– Zbierała doświadczenia i wiadomo, że przyda jej się to w kolejnych latach kariery. Teraz Karolina jest na takim etapie, że w jakimś sensie poznała swój organizm, przerobiła kilka sezonów przygotowawczych, startowych. To nie była jeszcze rywalizacja z najlepszymi zawodniczkami w kategorii seniorek, ale będzie to zapewne przekładała na kolejne sezony

Zanim jednak napiszemy o tym, co w przyszłości, warto nieco cofnąć się w czasie. „Nieco”, bo w przypadku Karoliny oznacza to zaledwie kilka lat.

Młodość

To słowo może zdawać się niepasujące, gdy piszemy o zawodniczce, która ma na karku zaledwie osiemnastkę, ale doświadczenia zebrała już na tyle, że pod tym względem „młodziutka” nie jest. Jasne, daleko jej pod tym względem do największych gwiazd łyżwiarstwa, ale jak na swój wiek, naprawdę ma go sporo. To zresztą zauważa Paweł Zygmunt, były łyżwiarz, medalista mistrzostw świata i Europy, gdy pytaliśmy go o to, czy Karolinę powinno się jeszcze oszczędzać, ze względu na jej wiek.

– Dziewczyny szybciej dojrzewają. Jeżeli ktoś jest dobry, to jest dobry. Oczywiście, sytuacja jest taka, że celem i głównym startem są dla niej w tym sezonie mistrzostwa świata juniorów, ale to nie jest tak, że nie ma startów pośrednich. Buduje się formę na najważniejszą imprezę, ale są też inne starty, które również pokazują poziom. Jak ktoś jest dobry, to jest dobry przez cały sezon. Widzę to też po swojej karierze – sam tak miałem, nie było wtedy przesadnych wahnięć. Jednak na pewno mistrzostwa świata juniorów to jej impreza główna.

To jednak za kilka miesięcy, a my mieliśmy pisać o tym, co działo się przed kilkoma laty. Zawracamy więc i cofamy się do czasów… komunii. Nie wiemy, czy miała tu miejsce jakaś boska interwencja. Z pewnością jednak to właśnie wtedy otrzymała w prezencie rolki. I tak to się zaczęło, od zwykłej, dziecięcej zabawy. Ta z czasem przerodziła się w rywalizację. W końcu Karolina zaczęła odnosić niezłe wyniki, a wtedy wypatrzyła ją Jolanta Kmiecik (żona jej późniejszego trenera), która ściągnęła ją na lodowisko. Później mówiła TVN24, że:

– Motorycznie Karolina zawsze była wyjątkowa i wybitna, natomiast na zawodach miała bardzo dużo upadków, łyżwy rządziły nią, nie ona łyżwami. Teraz technicznie bliska jest ideału. To taka Zosia Samosia, zawsze decyduje o sobie, typowy charakter potrzebny do sportu.  

To jednak nie tak, że wcześniej Bosiek nie miała żadnego kontaktu z lodem – gdy zimą nie dało się jeździć na rolkach, przerzucała się właśnie na łyżwy. Ściągnęła ją tam koleżanka. Jej „pierwszy raz” na lodowisku zakończył się kilkoma upadkami, ale podobno mimo tego od razu je polubiła. I dobrze, bo gdyby było inaczej nie mielibyśmy dziś takiego talentu.

Dla łyżew musiała jednak wiele poświęcić. Jej najbliżsi często mówią, że Karolina nie ma życia prywatnego. Sprawę trochę ułatwia fakt, że – jak przyznaje ona sama – na razie nie interesują jej randki. Całe szczęście, bo i bez tego ma zbyt wiele na głowie. Poza treningami, wyjazdami na zawody, obozami przygotowawczymi i wszystkim, co w łyżwiarskim świecie jest ważne, Bosiek przecież wciąż chodzi do szkoły. I, uwaga, nie ma indywidualnego toku nauczania. Innymi słowy: w teorii uczy się tak, jak każdy inny dzieciak. W praktyce co chwila przynosi zwolnienia wypisywane albo przez klub, albo przez Polski Związek Łyżwiarstwa Szybkiego, a zaległości nadrabia po nocach. Czasem śmieje się, że odpoczywa na obozach, bo wtedy nie musi się uczyć. A ten rok będzie zresztą bardzo ważny: na głowie będzie miała maturę. I choć wiadomo, że „nie matura, a chęć szczera…”, pewnie chciałaby ją dobrze napisać.

28.10.2018, Tomaszow Mazowiecki, lyzwiarstwo szybkie, mistrzostwa Polski N/z Magdalena Czyszczon, Karolina Bosiek, Natalia Czerwonka, fot. Tomasz Jastrzebowski / Foto Olimpik / NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Karolina Bosiek (w środku) na podium mistrzostw Polski

Co ciekawe, początkowo o Karolinie myślano głównie w kontekście sprintów. Dziś jeździ raczej na dystansach średnich – od 1500 do 3000 metrów. Jej pierwszy opiekun, Marcin Jabłoński, mówił kilka lat temu „Super Expressowi”:

– Jestem pewien, że pójdzie w ślady naszych największych gwiazd w łyżwiarstwie szybkim. Już teraz na otwarciu biegu na 500 metrów (pierwsze sto metrów na tym dystansie) podczas obozu w Zakopanem miała czas porównywalny do Katarzyny Bachledy-Curuś, drużynowej brązowej medalistki z Soczi. Jestem gotów założyć się o każde pieniądze, że w przyszłości zawojuje igrzyska olimpijskie. Bo jest twarda, uparta i ma jeden cel, łyżwy.

Ona sama, będąc już bardziej doświadczoną zawodniczką, mówiła „Przeglądowi Sportowemu”:

Tak już chyba jestem stworzona, by jeździć i sprint, i dłuższe dystanse. Myślę, że to będzie dla mnie dobre, są przecież takie zawody jak mistrzostwa świata juniorów i seniorów w wieloboju. Jeszcze nie wiem jak to będzie wyglądać w przyszłości, ale chciałabym na pewno w kolejnych latach mojej kariery wybrać jeden dystans i także właśnie startować w wieloboju. Ulubiony dystans? Dobrze czuję się od 1000 do 3000 metrów, choć te 3 kilometry nie zawsze idą po mojej myśli. Wszystko zależy od dyspozycji dnia. Jestem w grupie treningowej długodystansowców, ale sprintu nie rzucamy na drugi plan. Na treningach pracujemy także na szybszych, krótszych odcinkach i w tym sezonie na tych krótszych dystansach czuję się pewniej niż wcześniej.

Paweł Zygmunt mówi nam jednak, że to, na jakich dystansach jeździ najlepiej teraz, niekoniecznie musi oznaczać, że to na tych samych będzie za kilka lat zdobywać medale:

– Sytuacja jest taka, że w karierze łyżwiarza szybkiego zachodzi pewnego rodzaju transformacja z wiekiem. Mogę to powiedzieć też na swoim przykładzie – kiedyś specjalizowałem się w 1500 metrach, a później medale mistrzostw świata czy Europy miałem na 5 czy 10 kilometrów. To są rzeczy, do których dochodzi się poprzez doświadczenia i obserwowanie reakcji swojego organizmu, zmian, jakie w nim zachodzą w trakcie treningu. Myślę, że to będzie kolejny proces. Ona ma 18 lat, więc to zawodniczka, która musi bezwzględnie dobijać się do dziesiątki Pucharu Świata i seniorskich imprez mistrzowskich. To nie znaczy, że musi w tej dziesiątce być, ale choćby próbować do niej wejść.

Karolina jest na dobrej drodze ku temu. W Pucharze Świata zadebiutowała, gdy miała szesnaście lat, medale mistrzostw Polski seniorów zdobywała jeszcze przed osiemnastką. W tym sezonie jest już członkinią kadry A, gdzie znalazła się pod opieką trenera Witolda Mazura. W tym miejscu warto zrobić jednak jeszcze jedną przerwę, by po raz kolejny przywołać nazwisko jej poprzedniego szkoleniowca. Bo całkiem prawdopodobne, że bez niego nie byłaby tak dobra.

Trener

– Dość szybko było widać, że ma talent. Już w wieku 14 lat osiągała bardzo dobre wyniki, zajmowała wysokie pozycje w zawodach Viking Race. I niewątpliwe jest to talent pod każdym względem – zdolności motorycznych, umiejętności przenoszenia elementów techniki z ćwiczeń imitacyjnych na wrotki i łyżwy, a także mentalności. Zorganizowana, ma wytyczone cele, już kilka lat temu powiedziała, że chce jechać na igrzyska. Jest świadoma tego, że znajduje się u progu myślę, że wielkiej kariery. Oczywiście jeśli wszystko będzie prawidłowo przebiegało. Im dalej, tym trudniej, ale są podstawy, by myśleć, że zmierza w tym kierunku.

To słowa Wiesława Kmiecika, byłego już trenera Karoliny, sprzed igrzysk w Pjongczangu, wypowiedziane w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego”. Człowieka, który przez kilka lat obserwował ją na treningach, zawodach i zna ją zapewne równie dobrze, jak jej rodzina. Zresztą, trener regularnie zapewniał, że Karolina jest wielkim talentem. To on jako pierwszy porównał ją – głównie pod względem uniwersalności do Martiny Sablikovej, jednej z najlepszych łyżwiarek w historii. I choć to słowa trochę na wyrost, to możliwe, że coś w nich jest.

Piotr Dębowski:

– Czy porównałbym ją do Sablikovej? Różnią się troszeczkę posturą. Martina jest delikatniej zbudowana, wyszczuplona, tak bym to określił. Kojarzę ją też raczej nie z uniwersalnością, a – wraz z rozwojem jej kariery – z dłuższymi dystansami – przede wszystkim 5000 metrów. Faktycznie jednak, Martina osiągała dobre wyniki również w innych konkurencjach. Miała wielki talent, a jej organizm i wydolność na to pozwalały. Dziś trudno jednak wszystko połączyć, bo w grę wchodzi teraz również kwestia specjalizacji – są zawodniczki, które pracują na konkretny dystans i tam wchodzą na wysoki poziom. O Bosiek już jakiś czas temu mówiono, że jest dosyć uniwersalna. Podejrzewam jednak, że na razie będzie szukać, jeździć w różnych konkurencjach i walczyć w zawodach Pucharu Świata. Prędzej czy później będzie musiała podjąć decyzję w czym czuje się najlepiej i postawić albo na dłuższe, albo na krótsze dystanse. Bo wszystkiego nie da się połączyć. Oczywiście, jest wielobój, ale to inna specyfika. Musimy pamiętać, że w tych zawodach nie startują najwięksi specjaliści w danych konkurencjach, ale ci bardziej uniwersalni. Właśnie w tej rywalizacji wieloboistek doszukiwałbym się porównań do Martiny Sablikovej, bo tam ona odnosiła wielkie sukcesy.

Co do trenera, to przyznać trzeba jedno. Trafiła idealnie. Paweł Zygmunt powiedział o Kmieciku tylko, że to „bardzo dobry, mądry trener”.  Ale co tu więcej dodawać? Wyniki Bosiek mówią same za siebie – przez całą juniorską karierę prowadził ją Wiesław Kmiecik i to dzięki niemu osiągała znakomite rezultaty. Dziś nie jest już jego podopieczną, trafiła pod skrzydła Witolda Mazura (Zygmunt mówi, że „to dobrze, bo praca z jednym człowiekiem nie da takiego efektu”), ale w jej karierze pozostaje jedną z najważniejszych osób, co często podkreśla sama Karolina. I pewnie zawsze już będzie.

Przyszłość

O porównaniach do gwiazd – w tym do Sablikovej – sama Bosiek mówi, że to jeszcze za wcześnie, bo przed nią wiele lat ciężkiej pracy. Trener Kmiecik często powtarzał, że jest dziewczyną, która w wieku kilkunastu lat wiedziała, czego chce i była gotowa poświęcić temu wszystko. „Temu”, czyli łyżwiarstwu. Sama Karolina mówi, że nie potrafi usiedzieć w miejscu, a treningi sprawiają jej radość.

– Jej najmocniejszą stroną jest właśnie pracowitość i dobry charakter do sportu. Ona potrafi sobie wyznaczać takie małe cele, krok po kroku, i je osiąga. To pozwala wchodzić jej na wyższy poziom. Rzadko zdarza się, by tak młoda osoba była tak zdeterminowana i skoncentrowana na wyznaczonym celu. Wiem, że ona łyżwiarstwu poświęca właściwie całe swoje życie. Ma też wsparcie w najbliższych, co też bardzo istotne – mówi nam Piotr Dębowski.

Przełomowy może być ten sezon, gdy będzie regularnie jeździć na zawody Pucharu Świata, ale też wystartuje w mistrzostwach świata juniorów, które będą jej imprezą docelową. W przeciągu najbliższych kilku miesięcy powinniśmy zobaczyć faktyczny potencjał Karoliny, który często określa się jako „największy w historii polskiego łyżwiarstwa”. Choć Paweł Zygmunt na razie tonuje nastroje:

– Talent plus praca i wytrwałość dają sukces. Ten ostatni jest wtedy, kiedy osiąga się wyniki na poziomie światowym w sporcie seniorskim. Na razie Karolina jest na tej drodze, posiada każdy z tych atrybutów. Ostatnio rozmawiałem z jej trenerem, Witoldem Mazurem, i on też to mówił. Na pewno musi być cierpliwa, ale jeśli będzie pracowała rzetelnie, będzie wytrwała, miała szczęście i zdrowie, to jest na dobrej drodze do tego, by ten swój talent zmaterializować w postaci medali. Na razie jednak długa droga przed nią. Jest takie bardzo fajne powiedzenie, które cytował kiedyś w „Bajce dla dorosłych” świętej pamięci trener Górski: „Łatwiej kijek wycienkować, niż go później pogrubasić”. Sytuacja jest aktualnie taka, że lepiej nie pompować balonika, żeby później nie trzasnął i był nienapompowany.

Nie pompujmy więc, ale po prostu zapytajmy. To co z tym sezonem, który zaraz się zacznie?

Piotr Dębowski:

– To może być sezon, który będzie jej sportowym spełnieniem w tych młodszych kategoriach. Ona krok po kroku wspina się w nich na szczyt. Ma tam już na swoim koncie kilka dużych sukcesów, ale chce w tym ostatnim sezonie postawić kropkę nad „i”, pokazać, że liczy się w świecie i jest tą nową siłą, która nadchodzi, zbliża się i, wchodząc do kategorii seniorskiej, będzie chciała walczyć z najlepszymi o czołowe lokaty. W tym pośrednim etapie kariery, gdy szykuje się już do pełnej rywalizacji w gronie seniorek, to na pewno jest to ważny sezon. Może też być przełomowy w takim sensie, że jeśli będą te sukcesy, to utwierdzi ją to w przekonaniu, że jest na dobrej drodze i praca, którą wykonuje, przynosi efekty. Jeżeli o tym się przekona, to z większa motywacją będzie przystępowała do pracy w kolejnych latach.

Jednego możemy być pewni – jeśli ktoś wie, ile brakuje Karolinie do najwyższego światowego poziomu, to jest to… ona sama. Piotr Dębowski zwraca uwagę m.in. na technikę, dodając jednak, że to starają się ulepszać nawet czołowi łyżwiarze świata. Już do tej pory Bosiek poświęciła dla łyżwiarstwa wiele, a będzie musiała jeszcze więcej. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, efekty mogą być jednak cudowne. I dla niej, i dla nas.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

Opublikowane 07.11.2018 18:47 przez

Sebastian Warzecha

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
24.10.2020

Najlepszy zawodnik w historii MMA mówi „pas”. Nurmagomedow żegna się wygraną

Jeśli legenda ma kończyć, to w takim stylu. Chabib Nurmagomedow w drugiej rundzie poddał przez duszenie trójkątem Justina Gaethje. Jego występ był bezbłędny i oszałamiająco dobry – był jak połączenie morderczej maszyny z artystą pełnym weny. Ale najważniejsze stało się już po walce – Dagestańczyk zdjął rękawice i ogłosił zakończenie swojej kariery. 29-0 i ani […]
24.10.2020
Weszło
24.10.2020

Bramkarze i obrońcy zadowoleni, widzowie niekoniecznie

Im dalej w las z sobotnią Ekstraklasą, tym gorzej. Jeżeli ktoś dziś ograniczył się do meczu Wisły Kraków z Podbeskidziem, zaoszczędził dużo czasu i zdrowia. Już Śląsk z Jagiellonią ciężko się oglądało, a Pogoń z Legią chyba jeszcze gorzej. Remis 0:0 nie krzywdzi żadnej ze stron (jeśli zapomnimy o widzach), ale mimo wszystko jest ze […]
24.10.2020
Weszło
24.10.2020

Litość to zbrodnia. Ajax pakuje Venlo trzynaście bramek!

Od pewnego czasu w europejskim futbolu widać mocny zwrot w kierunku radosnej ofensywy. Nawet na najwyższym poziomie zdarzają się wyniki takie jak 8:2 czy 7:2, remontady na pięć bramek i inne anomalie, których nie widzieliśmy od wielu lat. Ale nawet na tle tych festiwali bramkowych, Ajax Amsterdam wypada wyjątkowo. Dzisiaj Holendrzy rozjechali Venlo 13 do […]
24.10.2020
Anglia
24.10.2020

VAR znów psuje widowisko w Premier League. Chelsea remisuje z Manchesterem United

To już przekroczyło wszelkie granice absurdu i zwyczajnie dobrego smaku. Kolejny mecz Premier League został w niezrozumiały sposób wypaczony przez źle funkcjonujący system wideoweryfikacji. Tym razem ofiarą sędziów odpowiadających za obsługę VAR-u padła Chelsea, która nie otrzymała ewidentnego rzutu karnego. No i koniec końców bezbramkowo zremisowała z Manchesterem United. Wielbłąd arbitrów Oczywiście nie twierdzimy, że […]
24.10.2020
Weszło
24.10.2020

Bida z Jędzą, czyli jak padały w tym tygodniu gole dla Śląska

Gdy Bartosz Bida wchodził do Ekstraklasy, dawał nam bardzo mało okazji, by trochę pobawić się jego nazwiskiem. Bidy zdecydowanie nie było – chłopak strzelił pierwszego gola poprzedniego sezonu, do końca rundy dorzucił jeszcze dwa trafienia, asystę, wywalczenie karnego i generalnie recenzje zbierał niezłe. Wiosna była słabsza, ledwie z momentami, a teraz chyba już najwyższa pora […]
24.10.2020
Weszło
24.10.2020

Futbol jest prosty. Schalke grało na 0:0, więc dostało 0:3

Potrafimy sobie wyobrazić lepsze okoliczności niż te, w których przystępowało Schalke do derbów z Borussią Dortmund. Królewsko-Niebiescy gniją w strefie spadkowej, przed tym spotkaniem mieli ledwie punkt i absolutnie zawstydzający bilans bramek 2:17. No, to tak jakby iść na rozmowę o pracę w garniturze pamiętającym czasy podstawówki i dodatkowo mokrym, z gołębim plackiem na ramieniu. […]
24.10.2020
Hiszpania
24.10.2020

El Clasico da się lubić. Puste Camp Nou dla Realu

Mieliśmy trochę obaw. Że będzie sztywno, nudziarsko, bez błysku. Powtarzaliśmy, że to już nie to samo, że era epickich meczów Barcelony z Realem przeminęła i że może czekać nas ciężkostrawne danie dwóch hiszpańskich ekip w przeciętnej formie, tylko reklamowane jako wielki hit. Ale tak się nie stało. I dobrze. W El Clasico nie zabrakło wszystkiego, […]
24.10.2020
Hiszpania
24.10.2020

Jeden (!) kontakt z piłką w El Clasico. Griezmann, czyli piłkarz-widmo

Nie będziemy dowodzić, że Barcelona poległa w El Clasico przez Antoine’a Griezmanna, bo kataloński klub ma znacznie więcej problemów. „Królewscy” nie musieli wcale zagrać wielkiego meczu, by wiele z nich obnażyć. A jednak trudno przejść obojętnie obok tego, czego dokonał francuski napastnik w dzisiejszym spotkaniu z Realem. Griezmann pojawił się na boisku w 82 minucie […]
24.10.2020
Weszło
24.10.2020

Kolejny dzień w biurze Lewandowskiego. Tym razem hattrick z Eintrachtem!

Dla niektórych „normalny dzień w biurze” to stosik przejrzanych i podpisanych papierów, dla innych jakaś liczba sprzedanych produktów, a dla Roberta Lewandowskiego – strzelanie w Bundeslidze. Od lat wiemy, że nie sprawia mu to żadnych problemów, czasy się – niestety, jak widzimy – zmieniają, a Polak jest wciąż niczym świetnie zaprogramowana maszyna. Ładuje bez opamiętania […]
24.10.2020
Weszło
24.10.2020

Obelga roku 2020 – bronisz jak Podbeskidzie

Można czasami w defensywie dać ciała. Oczywiście, błędy się zdarzają i bywa tak, że ktoś się machnie, ktoś inny nie pokryje. Ale Podbeskidzie jest prawdziwą kumulacją nieudanych żartów w obronie. Czy dzisiaj do przerwy w Krakowie beniaminek wyglądał jak zespół słabszy? No nie. Mało tego – „Górale” byli nawet lepsi od „Białej Gwiazdy”. Ale co […]
24.10.2020
Anglia
24.10.2020

Jedna pozycja, inna mentalność. Kepa kontra De Gea

Wywiady z byłymi piłkarzami utwierdzają w przekonaniu, że psychika ma kluczową rolę w przebiegu kariery zawodnika. Mówił o tym Alan Shearer, mówili bracia Żewałkow, Alessandro Del Piero, cała plejada wielkich i nieco mniejszych, z kraju i spoza Polski. Siła mentalna pozwala się podnieść w najtrudniejszych momentach kariery, a jej brak powoduje, że nagle lądujesz na […]
24.10.2020
Anglia
24.10.2020

Fabiański zatrzymuje City. Coś wyraźnie nie działa w ekipie Guardioli

Jedenaste miejsce w tabeli po pięciu spotkaniach, zaledwie osiem punktów na koncie. Nie takiego początku sezonu oczekiwali kibice Manchesteru City. „Obywatele” dziś tylko zremisowali z West Hamem United 1:1 i naprawdę nie zachwycili swoją postawą. Choć trzeba im oddać, że w końcowej fazie spotkania wykreowali sobie kilka znakomitych szans do wyjścia na prowadzenie. Ale w […]
24.10.2020
Anglia
24.10.2020

Trenerscy bliźniacy czyli Ole Gunnar i Frank

Ole Gunnar Solskjaer i Frank Lampard mają o tyle podobny przebieg karier trenerskich, że można się właściwie zastanawiać, czy podobnie jak filmowe rodzeństwo Skywalkerów nie zostali przypadkiem rozdzieleni przy narodzinach. Szkoleniowcy Manchesteru United oraz Chelsea znów staną naprzeciw siebie w sobotnim meczu na Old Trafford. Każdy z nich wszedł obecnie w etap pracy, z którego […]
24.10.2020
Live
24.10.2020

LIVE: Czy Pogoń wciąż ma patent na Legię?

W wielu polskich domach ta sobota będzie koszmarem. Żona trzyma pilota, już od godziny puszcza bańki mydlane, oglądając West Ham United z Manchesterem City. Ojciec, fanatyk La Liga, całe mieszkanie zawalone programami meczowymi El Clasico już się zbliża. A tu przecież syn chciałby Wisłę Kraków obejrzeć. Jakie to szczęście, że macie nas – napiszemy wam […]
24.10.2020
Weszło
24.10.2020

Czy da się pokonać człowieka, który siłował się z niedźwiedziem?

Historie o wojownikach z dalekiego Kaukazu momentami ocierają się o śmieszność. Przypominają bardziej legendy ludowe z domieszką scenariuszy rodem z anime. Ale Chabib Nurmagomedow pokazał światu, że gdzieś na kaukaskiej wiosce naprawdę może narodzić się facet zdolny do zapasów z niedźwiedziami i do dominacji w Lidze Mistrzów sportów walk. Dagestański Orzeł dziś znów stanie do […]
24.10.2020
Hiszpania
24.10.2020

Czy mamy jakieś oczekiwania przed El Clasico?

Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że to już nie jest mecz o tej samej randze, co kiedyś. Nie zmienia to faktu, że dzisiejsze „El Clasico” przyciągnie przed telewizory setki milionów kibiców z całego świata. Problem polega w tym, że rozsiądą się w swoich kanapach bardziej z sentymentu niż… możliwości obejrzenia futbolu na najwyższym poziomie. Na Camp […]
24.10.2020
Weszło
24.10.2020

Czy Jagiellonia dziś zatęskni za Steinborsem?

Śląsk Wrocław wraca z tournee po Mazowszu, w którym zaprezentował się tak, że zachodzi podejrzenie, iż przegrałby nawet z zespołem pieśni i tańca Mazowsze. Dzisiaj gra jednak u siebie, gdzie jest zupełnie inną drużyną, dla odmiany poważną. Jeśli jednak i dzisiaj u siebie zagra padlinę, to da jeszcze więcej paliwa pod ogień krytyki, jaka wylała […]
24.10.2020
Hiszpania
24.10.2020

El Clasico kibicowsko. Od chuligańskich burd po pandemię

Dzisiejsze El Clasico będzie pierwszym w historii bez udziału publiczności. Mamy do czynienia z bezprecedensową sytuacją. Choć wielu stadionowych podróżników uważa, że w czasie tej rywalizacji atmosfera jest iście piknikowa, to bez wątpienia brak kibiców wpłynie na ogólną jakość widowiska. Jeżeli ktoś miał kiedyś okazję obejrzeć na żywo starcie FC Barcelony z Realem Madryt i […]
24.10.2020