post Avatar

Opublikowane 13.10.2018 13:07 przez

Jan Ciosek

Ostatnia dekada w wadze ciężkiej należała do Władymira i Witalija Kliczko. Niedawno zakończoną pierwszą edycję turnieju World Boxing Super Series w wadze junior ciężkiej bezdyskusyjnie wygrał Ołeksandr Usyk. Z kolei w rankingu najlepszych bokserów bez podziału na kategorie wagowe prestiżowego magazynu „The Ring” numerem jeden jest dwukrotny mistrz olimpijski Wasyl Łomaczenko, który w dwunastu zawodowych walkach zdobył pasy mistrzowskie już w trzech kategoriach wagowych. Co takiego jest w ukraińskich bokserach, że tak dominują na światowych ringach?

Zaczniemy nietypowo – od onomastyki, czyli podstawy nauki o nazwach i nazwiskach. Jak wiadomo, klasyczne polskie nazwisko kończy się na „ski”. Oczywiście, są wyjątki, także wśród najbardziej znanych przedstawicieli naszego narodu: Wojtyła, Wałęsa, Sienkiewicz, czy szukając bliżej sportu – Boniek, Gołota, Kubica, albo Stoch. Ale prawda jest taka, że najczęściej te „ski” („ska”) jednak znajdziemy – Lewandowski, Radwańska, Kaczyński, Skłodowska, czy Sobieski. Ot, taka reguła. Na podobnej zasadzie w chorwackich nazwiskach dominuje końcówka „ić” z Modriciem, Mandżukiciem, czy Rakiticiem na czele; w duńskich „sen” (Eriksen, Poulsen, Joergensen); w szwedzkich (nie licząc Ibrahimovicia, który z racji pochodzenia wpasowuje się akurat w bałkańską zasadę) przeważa „son”, a w islandzkich (męskich) wręcz nie spotyka się innych końcówek. Na Ukrainie z kolei, o której tu będzie mowa, typowa końcówka to „enko”, jak w Szewczenko, Sawczenko, czy Bondarenko. I jest w tym pewna prawidłowość, że naród, w którym 8 z 10 najczęściej występujących nazwisk kończy się na „KO” na świecie najbardziej znany jest z… nokautowania rywali. Taki ukraiński fenomen, albo raczej – fenomenko…

Dekada dominacji braci

Pod koniec czerwca 1999 roku 27-letni Witalij Kliczko znokautował w drugiej rundzie Herbiego Hide’a i zdobył mistrzostwo świata wagi ciężkiej federacji WBO. I nawet, jeśli dwa razy przegrywał i tracił pasy, to za każdym razem wracał na szczyt. Po ostatniej porażce w 2003 roku (z Lennoksem Lewisem), tytuł dzierżył do zakończenia kariery w 2012 roku (13 kolejnych zwycięstw, w tym nad Tomaszem Adamkiem i Albertem Sosnowskim). Co więcej, w tym samym czasie jego młodszy brat, Władymir, mistrz olimpijski z Atlanty (1996), robił z rywalami dokładnie to samo. W zasadzie wszystko wyglądało jak lustrzane odbicie kariery Witalija. Pas wywalczony w 2000 roku, dwie porażki (Sanders i Brewster), zdobyty ponownie w 2006 i utrzymany (z dołożonymi pasami dwóch kolejnych prestiżowych federacji) przez kolejnych 9 lat. Słowem: absolutna dominacja. Walki brat vs brat nigdy nie było, bo być nie mogło. Bez względu na to, jak duże pieniądze leżały na stole, odpowiedź brzmiała: „niet”. Czemu? Proste – Witalij z Władymirem obiecali to mamie. I kropka.

Dominacja Kliczków wynikała jednak nie tylko z potężnej siły i wybitnej techniki. Ukraińscy bracia mieli coś jeszcze: łeb do interesów. W swoim czasie zaczęli sami prowadzić własne sprawy, dogadywać umowy, podpisywać kontrakty. Kasa płynęła szerokim strumieniem przez długie lata. Witalij i Władymir doskonale wiedzieli, jak dobierać sobie rywali tak, żeby walka sprzedała się dobrze, a ryzyko porażki było jak najmniejsze. Idealnym przykładem może być tu pojedynek z końca maja 2010 roku, kiedy na stadionie Schalke Gelsenkirchen starszy z braci mierzył się z Albertem Sosnowskim. Cóż, Polak przystępował do walki jako mistrz Europy wagi ciężkiej (mimo wszystko prestiżowy tytuł, choć nieco drugoligowy), na konferencjach prasowych wyglądał bardzo dobrze fizycznie, a do tego nieźle gadał. Kliczko podkręcał atmosferę, jak mógł, mówił o respekcie dla rywala, niebezpieczeństwie, polskich kibicach i tak dalej. Efekt? Wyprzedany stadion na 60 tysięcy widzów, choć pod względem sportowym trudno było się spodziewać cudów. Sosnowski zaprezentował się dobrze, miał swoje momenty, ale nie dało się oprzeć wrażeniu, że Kliczko po prostu nie chce kończyć za szybko i wszystko ma pod kontrolą. Przyspieszył w 10. starciu i walka skończyła się przed czasem. Najczęściej padający komentarz: czekał tak długo, żeby telewizja zdążyła wyświetlić wykupione reklamy. Nawet, jeśli to bzdura (choć starcie z Tomaszem Adamkiem nieco ponad rok później wyglądało dokładnie tak samo i też skończyło się w 10. rundzie), to tylko pokazuje, jak wielką przewagę Witalij miał nad rywalami. Robił, co chciał, z tej prostej przyczyny, że mógł…

Witalij zakończył karierę jako mistrz. Władymir tyle szczęścia nie miał. Sensacyjnie przegrał z Tysonem Furym. Po 18 miesiącach wrócił, by odzyskać pas w starciu z Anthonym Joshuą. Walczył genialnie i doprowadził Anglika po raz pierwszy w karierze na skraj nokautu. Ostatecznie to jednak Ukrainiec padł na deski. Na ring już nie wrócił. Jedni kibice pożałowali braci, inni odetchnęli z ulgą. Faktem jednak jest, że dawno nikt nie odcisnął na boksie takiego piętna, jak dwaj synowie generała Armii Czerwonej, Władymira Rodionowicza Kliczko.

Czy znajdą się następcy?

Różnie to bywa w świecie sportu. Czasem pojawia się wielka gwiazda z jakiegoś kraju, a kiedy kończy karierę, nikt z jej rodaków nie potrafi pójść w jej ślady, a nawet zbliżyć się do jej osiągnięć. Przykłady można mnożyć. Ot, taki George Weah, najlepszy piłkarz świata w 1995 roku (jedyny z Afryki), a dziś prezydent Liberii. Wszystko fajnie, ale – z ręką na sercu – kojarzycie jakiegokolwiek innego przyzwoitego gracza z tego kraju? Albo Dwight Yorke, dwie dekady temu przechodzący za gigantyczne wtedy 12,5 mln funtów z Aston Villi do Manchesteru United, a potem stanowiący o sile ofensywnej „Czerwonych Diabłów”. Yorke zdołał nawet wprowadzić kadrę Trynidadu i Tobago na mundial w 2006 roku (w spotkaniu ze Szwecją dostał nawet nagrodę dla gracza meczu). Następcy? Cóż, z obecnych reprezentantów tego karaibskiego kraju dwóch piłkarzy gra w Europie. Od Manchesteru United jednak dość daleko, bo w lidze fińskiej, która – tadam! – jest gorsza nawet od polskiej…

A propos Polski – u nas także znajdziemy bez liku przykładów na to, że czasem ciężko znaleźć następców. Od kiedy w 1988 roku buty na kołku zawiesił Zbigniew Boniek, musieliśmy czekać ponad dwie dekady na piłkarza światowego formatu w osobie Roberta Lewandowskiego. W tenisie było jeszcze dłużej. Żeby Agnieszka Radwańska powtórzyła po Wojciechu Fibaku ćwierćfinał turnieju Wielkiego Szlema musiało minąć prawie 30 lat.

396 do 1

Czemu o tym piszemy? Bo niektórzy mogli sądzić, że po dekadzie dominacji braci Kliczko, o bokserach z Ukrainy świat nie usłyszy przez dłuższy czas. Otóż, nie! Jeszcze kiedy Władymir i Witalij dominowali na zawodowych ringach, dokładnie to samo rywalom w boksie olimpijskim robił Wasyl Łomaczenko. 19-latek z Białogrodu nad Dniestrem na amatorskich mistrzostwach świata w 2007 roku został zatrzymany dopiero w finale. Przegrał tam z Rosjaninem Albertem Selimowem 11:16 (zrewanżował mu się później dwukrotnie). To o tyle ważne, że była to… pierwsza i ostatnia porażka Łomaczenki na amatorskich ringach! I to bynajmniej nie dlatego, że zaraz po niej rozpoczął karierę zawodową. Wręcz przeciwnie. Ukrainiec sięgnął kolejno po mistrzostwo Europy, złoto olimpijskie w Pekinie (2008), tytuły mistrza świata w 2009 i 2011, a następnie obronił tytuł mistrza olimpijskiego w Londynie. Karierę amatora zakończył z porażającym bilansem 396 zwycięstw i 1 porażka.

Kiedy w końcu był gotowy na podpisanie zawodowego kontraktu, ustawiła się do niego kolejka promotorów. Nie da się ukryć, że poza renomą z ringów amatorskich, na jego korzyść działała także oczywiście reputacja braci Kliczko. „Łoma” wybrał ofertę Top Rank i w drugim zawodowym pojedynku stanął przed szansą na zdobycie mistrzostwa świata. Po zaciętej walce sędziowie dali jednak mocno kontrowersyjne zwycięstwo Orlando Salido, który nie dość, że nie zrobił wagi, to jeszcze regularnie bił poniżej pasa. Trzy miesiące później wątpliwości już nie było. Ukrainiec wygrał z Garrym Russelem Jr i wyrównał rekord Saensaka Muangsurina, który też zdobył pas czempiona w trzecim zawodowym pojedynku. Od tego momentu jest mniej więcej tak, jak w czasie kariery amatorskiej, czyli w największym skrócie: Wasyl leje wszystkich, a od piątej zawodowej walki wygrywa już tylko przed czasem, w stylu, który Francuzi kwitują zwrotem „chapeaux-bas”, a reszta świata zgodnie pokrzykuje: „wow!”. Co więcej, nokautując Jorge Linaresa, Łomaczenko zdobył pas mistrza świata w trzeciej kategorii wagowej – po piórkowej i junior lekkiej, teraz w lekkiej. A to wszystko w zaledwie 12. zawodowej walce. Czegoś takiego nikt nie dokonał w takim tempie, ba, legendarny Oscar de la Hoya potrzebował do tego 22 pojedynków!

Nic dziwnego „Łoma”, że powszechnie jest uznawany za największego kozaka bez podziału na kategorie wagowe (przez The Ring, ESPN, Zrzeszenie Dziennikarzy Bokserskich oraz Międzynarodową Radę Rankingów Bokserskich). Aha, w powyższych rankingach, niedaleko za nim, zazwyczaj w okolicach szóstego miejsca, notowany jest inny Ukrainiec – Ołeksandr Usyk. Przypadek? Nie sądzę!

Wszystkie pasy Usyka

Usyk i Łomaczenko przeszli podobną drogę w boksie amatorskim. Z mistrzostw Europy w Liverpoolu 10 lat temu obaj wracali ze złotem, podobnie jak trzy lata później z Baku (MŚ). W 2012 roku wspólnie świętowali wywalczenie mistrzostwa olimpijskiego w Londynie. Dalej ich drogi się rozeszły. Usyk podpisał kontrakt z K2 Promotions, grupą braci Kliczko. W ciągu trzech lat doszedł do walki o mistrzostwo świata wagi junior ciężkiej. W Gdańsku nie dał żadnych szans naszemu czempionowi, Krzysztofowi Głowackiemu, wygrywając praktycznie wszystkie rundy. Jedyne pocieszenie dla „Główki” – był pierwszym zawodowym rywalem, który nie dał się znokautować mańkutowi z Symferopola. Dobre i to…

Polaka może pocieszać także fakt, że Usyk jak już się rozpędził, to był nie do zatrzymania także dla innych. Walcząc na wyjazdach w wielkim stylu wygrał turniej World Boxing Super Series. W Niemczech znokautował Marco Hucka, na Łotwie po ringowej wojnie pokonał Mairisa Briedisa. W finale w Moskwie nie dał cienia szans Muratowi Gassijewowi. Zwycięstwo dało mu furę dolarów oraz WSZYSTKIE pasy mistrzowskie tej kategorii wagowej i genialną pozycję przetargową. We wrześniu podpisał kontrakt promotorski z brytyjskim gigantem grupą Matchroom. Za miesiąc zmierzy się w Manchesterze z Tonym Bellew. Jego jedyny kłopot polega na tym, że powoli zaczyna brakować mu wyzwań i jedynym wyjściem może być przeprowadzka do wagi ciężkiej. Wyobraźcie sobie tylko, ile pieniędzy może leżeć na stole, gdyby w ringu spotkali się niepokonani absolutni mistrzowie dwóch najwyższych kategorii wagowych!

Praca, praca i jeszcze raz praca

No dobrze, skoro już wiemy, że ukraińscy pięściarze mają to coś, co pozwala im dominować i na ringach amatorskich, i na zawodowych, wypada zadać pytanie: co to jest?

Boks to dyscyplina, która wymaga charakteru. Tu trzeba ciężko pracować i podporządkować się reżimowi treningowemu w stu procentach. Nie ma mowy o przygotowywaniu się do walki na pół gwizdka. Kto tak robi, wcześniej czy później skończy na deskach. Na Ukrainie młodzi zawodnicy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że nie ma innej drogi. Wiedzą też, że boks może zrobić z nich gwiazdy i bardzo bogatych ludzi. Są gotowi do poświęceń – tłumaczy trener Andrzej Gmitruk.

U nas ciężko o taką dyscyplinę. Bokser wygra jedną, czy dwie walki i często już mu się wydaje, że jest co najmniej drugim Andrzejem Gołotą. Oczekuje nie wiadomo jakich warunków, zanim cokolwiek pokaże w ringu – mówił ostatnio promotor Tomasz Babiloński, gość programu „Ciosek na wątrobę” w Weszło FM. – Problemem u nas jest też słabość boksu olimpijskiego. Na medal czekamy od 1992 roku, to przecież jakaś prehistoria. Przez długi czas było też tak, że jak ktokolwiek stoczył choćby jeden dobry pojedynek na ringach amatorskich, promotorzy od razu podsuwali mu pod nos zawodowy kontrakt.

Jak najlepiej widać po przykładzie Łomaczenki, znacznie więcej sensu ma zdobycie bezcennego doświadczenia w boksie olimpijskim. Wasyl odrzucił propozycje podpisania kontraktu po zdobyciu złotego medalu w Pekinie (20 lat) i poczekał z porzuceniem ringów amatorskich do następnego mistrzostwa olimpijskiego. Na umowie z jednym z największych promotorów (innych nie stać na mistrzów olimpijskich) miałby na pewno dużo lepiej niż na stypendium z Ukraińskiego Związku Bokserskiego. Ale czy doszedłby tak daleko nie mając na koncie 400 amatorskich walk (nie jest to nadzwyczajna liczba wśród pięściarzy z tego kraju)?

Ukraińskie tsunami

Słowo klucz to: głód. Łomaczenko po zdobyciu worka medali wciąż był głodny kolejnego złota. To widać teraz na ringach zawodowych. Nie chodzi tylko o wygrywanie i zarabianie pieniędzy. Chodzi o to, by maksymalnie wykorzystać swój potencjał, by pobić stare rekordy i wyśrubować nowe, by zapisać się w historii. Kiedy już dostaną okazję, by się pokazać, robią wszystko, by jej nie zaprzepaścić. To z kolei powoduje, że kiedy już się zdołają przebić, są niemal nie do zatrzymania.

Ukraińcy technicznie są świetni. Ale to, co pozwala im tak szybko rozwijać, to głód sukcesu. Wyjaśnił mi to jeden z bokserów. Jeśli jesteś dobrym 16-letnim zawodnikiem z USA i potrzebujesz bokserskich butów, to ktoś ci je kupuje. Potem ktoś nosi twoją torbę ze sprzętem. Czegokolwiek ci potrzeba, dostajesz. Na Ukrainie tak to nie działa, dopóki nie jesteś supergwiazdą, jak Łomaczenko. Dzięki temu oni nie są zepsuci, nie są przez nikogo traktowani jak dzieci. Są głodni, dosłownie i w przenośni. Nie mają wszystkiego, kiedy są młodzi i to robi wielką różnicę – próbował wyjaśnić ukraiński fenomen Steve Farhood, analityk bokserski Showtime.

Z kolei Andre Rozier, trener innego ukraińskiego talentu Serhija Derewaniaczenki („tylko” brązowy medalista mistrzostw świata, zawodowy bilans 12-0, za dwa tygodnie będzie boksował z Danielem Jacobsem o pas IBF w wadze średniej) mówi tak:

Ja to nazywam tsunami ukraińskich wojowników. Dla mnie to coś wspaniałego, bo oni chcą ciężko pracować, chcą się uczyć. Ci młodzi ludzie wiedzą, że tu jest ich szansa, przyjeżdżają tu z taką etyką pracy, jakiej dawno nie widzieliśmy. Cieszą się wszystkim i nie uważają, że cokolwiek im się należy ot tak. My narzekamy, że pociąg się spóźnił, klniemy na korki. Oni się cieszą, że samochód jedzie, a w pociągu jest klimatyzacja. To świetna sprawa, widzieć, jak cieszą się chwilą – tłumaczy. – Do tego są bardzo punktualni. Nie musisz im mówić, żeby zaczynali pracę, bo oni pozostają bardzo zdyscyplinowani. Myślę, że to część sposobu, w jaki żyli, ciężka praca i poświęcenie dla rzemiosła. Są gotowi, chętni i zdolni do spełniania poleceń trenera. Grupa ukraińskich bokserów doskonale widzi, co osiągnął Łomaczenko i chce iść w jego ślady. Oni mają etykę i talent mistrzowskiego kalibru.

Przepis na mistrza? Bierzemy głód sukcesu, dodajemy solidną porcję doświadczenia amatorskiego. Całość podlejmy sosem z pewności siebie, wynikającej z olimpijskich sukcesów. Przyprawiamy etyką pracy i nastawieniem na cel. I gotowe – to takie proste. A u nas? W przypadku tak zwanego „młodego talentu”, potrzeba lat pracy trenerów i sporej gimnastyki promotorów. Trzeba za rączkę prowadzić boksera przez pierwsze kontakty z zawodowym ringiem, pilnować, doradzać, dobierać odpowiednich rywali, żeby zbudować odpowiednio dobry rekord. Jeśli po drodze nic się nie popsuje, można zacząć myśleć o większych walkach. Najpierw o tytułach międzynarodowego mistrza Polski (ładnie brzmi, nic nie znaczy), potem o paskach mniejszych federacji (jak wyżej), pasach interkontynentalnych poważnych organizacji. Kolejny etap, do którego dochodzą tylko najlepsi, to próba ataku na tytuł mistrza Europy. Ostatni krok, który w historii polskiego boksu zawodowego zrobiła garstka, to skok na najgłębszą wodę i próbę wywalczenia pasa mistrza świata.

JAN CIOSEK

Fot. Newspix.pl

Opublikowane 13.10.2018 13:07 przez

Jan Ciosek

Liczba komentarzy: 7
Subscribe
Powiadom o
guest
7 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Devorious
Devorious (@devorious)
2 lat temu

jednym z kluczy jest weryfikacja zawodników, nie pompuje się na siłe dwudziestu ośmiu zawodników wagi ciężkiej przez obijanie zawodników na gali wieś boxing night z rankingiem 2-28 jak to się robi w Polsce.

renegat
renegat (@renegat)
2 lat temu

z calym szacunkiem dla p. Jana Cioska, ale mam wrazenie, ze ten artykul pisala osoba nie majaca wiekszego pojecia o polskich realiach.
.
po pierwsze, szwankuje szkolenie, bo nawet podczas walki Glowackiego z Usykiem, bylo widac potezna przewage tego drugiego, w sensie stricte technicznym. jego praca nog, sposob poruszania sie na ringu, zniwelowaly wszystkie atuty Glowki. wyglada na to, ze swietna sowiecka szkola boksu, utrzymala swoj zywot na Ukrainie. w przeciwienstwie do polskiej. co widac, na przykladzie braku sukcesow a nawet kwalifikacji olimpijskich. zmarnotrawienie polskiego potencjalu szkoleniowego w ostatnich 30 latach, to dla nas duza strata. trudno powiedziec, ilu teraz mamy dobrze wyszkolonych trenerow w skali kraju, jesli nie ma zadnych wynikow, a u polskich bokserow widoczne sa wyrazne braki techniczne, na tle takich Ukraincow?
.
po drugie, twierdzenie, ze na Ukrainie sa glodni sukcesow, a w Polsce nie ma, jest kompletnie bledne. wystarczy siegnac po przyklad polskiej wsi. jest tam ogromna masa chlopakow z olbrzymim potencjalem, gotowym do gryzienia zebami trawy, sztangi, ringu czy czego tam jeszcze, aby tylko sie wybic. bieda, jeszcze do czasu 500+, byla ogromna. problem polega na tym, ze nie maja gdzie trenowac, jest malo sekcji bokserskich, nikt sie nimi nie interesuje, nie ma systemu wyszukiwania takich chlopaczkow w skali kraju. a nawet, wystarczy siegnac po przyklady z innych dysyplin, jak Adrian ZIelinski czy Piotr Malachowski. obydwaj sa z mniejszych miejscowosci, wystarczy poczytac jak ciezka droge musieli przejsc, aby osiagnac sukces w ciezarach czy rzucie dyskiem. dlatego powtarzam, glod w Polsce jest ogromny, jesli tego nawet dziennikarze i specjalisci nie dostrzegaja, to znaczy, ze problem i zapasc w polskim boksie ma potezny wymiar.
.
po trzecie, roznica miedzy Ukraina a Polska, znowu na korzysc tych pierwszych jest taka, ze u nas w zasadzie dopiero rozwija sie branza manager-ska (mimo, ze uplynelo 30 lat niepodleglosci), polscy oligarchowie nie wlaczaja sie w finansowanie polskiego sportu, z zagrabionych podatnikom pieniedzy. na Ukrainie, sportowcy (a przynajmniej najlepsi) moga liczyc na pokazna pomoc oligarchow.
.
po czwarte, radze sie jednak najpierw przejechac po kraju i zbadac jaka jest faktycznie sytuacja. szczegolnie na prowincji.

Lelumpolelum
Lelumpolelum (@lelumpolelum)
2 lat temu
Reply to  renegat

To jest masakra jak u nas po przekształceniu PRL w III RP upadły niektóre dyscypliny sportowe. Szczególnie sporty walki, przecież nie tylko w boksie Polacy coś potrafili, były medale w judo, zapasach. W podnoszeniu ciężarów też jest niedobrze, a przecież te dyscypliny mogłyby przynosić medale na igrzyskach, wydaje się, że tam jest jakaś myśl szkoleniowa albo była, bo trenerzy już na emeryturach lub na tamtym świecie. Zmiany gospodarcze odgrywają tu duże znaczenie, za tzw. komuny dzieciak z zadupia miał pewnie lepszy dostęp do pobliskiego miasta, miasteczka, bo jeździł PKS i PKP, a tam działały liczne kluby finansowane przez państwo. Teraz jak go matka nie zawiezie to nie ma szans się dostać, a ze dwadzieścia lat temu pewnie nie miała go czym zawieźć, bo połacie biedy były ogromne.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty
2 lat temu
Reply to  renegat

Treść usunięta

mcz
mcz (@mcz)
2 lat temu

Moim zdaniem poziom naszego boksu amatorskiego, szkolenia, spadł bardzo po likwidacji ligi bokserskiej.

B123
B123 (@b123)
2 lat temu

Kurde jak sobie przypomnę że Kliczko walczył z Albercikiem a AJ się wypomina że Pawitekin to za słaby rywal to pusty śmiech ogarnia.

TomaszKulawik
TomaszKulawik (@tomaszkulawik)
2 lat temu

Bo muszą się bić o każdy kawałek chleba 😮

Weszło
27.01.2021

Niezły Numer – Skorupski po jednym z najlepszych meczów w karierze. Powalczy o kadrę?

Po spotkaniu Juventusu z Bologną włoskie media nie miały wątpliwości: w Polsce nie mają problemu z bramkarzami – czytaliśmy w tamtejszej prasie. Ale o ile Wojciech Szczęsny ma już wyrobioną markę, tak Łukasz Skorupski wciąż walczy o swoje. Numerem jeden w reprezentacji Polski nie będzie, jednak przy takiej konkurencji nawet „trójka” w kadrze to sukces. Po […]
27.01.2021
Inne sporty
27.01.2021

Monika Hojnisz-Staręga mistrzynią Europy w biathlonie!

Monika Hojnisz-Staręga miała zaplanowany jeden start na mistrzostwach Europy – na 15 kilometrów. Jeden, bo impreza ta jest dla niej tylko przystankiem do mistrzostw świata. Wykorzystała jednak tę okazję w najlepszy możliwy sposób – zdobywając złoty medal. Drugi taki w swojej karierze. Stała się tym samym najlepszą biathlonistką w historii Polski, jeśli chodzi o starty […]
27.01.2021
Anglia
27.01.2021

Kto w tym sezonie Premier League realnie walczy o spadek?

Wreszcie większości klubów Premier League udało się przekroczyć półmetek. 19 meczów nie rozegrało jeszcze tylko pięć zespołów, ale dzisiejszego wieczoru ten licznik znacznie się uszczupli, bowiem zestawienie opuści Tottenham i Burnley. Ten sezon dla nikogo nie jest sprintem, lecz morderczym maratonem, zatem będąc w jego połowie możemy wreszcie zastanowić się, komu grozi spadek do Championship.  […]
27.01.2021
Weszło
27.01.2021

Pucharowa środa z małymi hitami – Atalanta gra z Lazio, Sevilla z Valencią

Środa w futbolu upłynie pod znakiem krajowych pucharów. Barcelona i Juventus powinny sobie poradzić z rywalami, którzy są znacznie słabsi od najlepszych ekip w swoich ojczyznach. Natomiast ciekawie zapowiadają się starcia, które w karcie bokserskiej umieścilibyśmy na liście „co-main event”. Atalanta kontra Lazio i Sevilla versus Valencia to spotkania, które zapowiadają się bardzo ciekawie. Na […]
27.01.2021
Weszło
27.01.2021

Bojan Nastić w Jagiellonii. Zapowiada się na konkretne wzmocnienie

Zimowe okienko w Ekstraklasie dotychczas przebiega spokojnie, dzieje się niewiele. W tym kontekście pozyskanie Bojana Nasticia przez Jagiellonię z miejsca wyrasta na jeden z najciekawszych ruchów transferowych polskich klubów. Na papierze wygląda on naprawdę zachęcająco i to z kilku powodów.  Wzmocnienie lewej obrony było w białostockim zespole potrzebą chwili. Jesienią Bogdan Zając miał duży problem […]
27.01.2021
Weszło
27.01.2021

Ligowe make or break. Dla kogo ekstraklasowa wiosna będzie rozstrzygająca?

Wiosną w Ekstraklasie nie zabraknie zawodników, którzy będą mieli coś do udowodnienia. Niekiedy więcej, niekiedy mniej, ale jasne będzie, że zagrają o własną reputację. Albo w kwestii tego, czy w ogóle się nadają, albo tego, czy będą jeszcze w stanie nawiązać do swoich najlepszych chwil, na podstawie których nadal utrzymują się w polskiej elicie, albo […]
27.01.2021
Blogi i felietony
27.01.2021

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

We wrześniu minie dokładnie 15 lat od momentu, gdy Wisła Kraków zrezygnowała z usług Dana Petrescu. Mam wrażenie, że to zdarzenie jest bardzo niedoceniane, gdy rozmawiamy sobie o polskiej piłce nożnej. Stanowi jakiś punkt w odległej przeszłości, wprawdzie często wspominany, w Krakowie też doskonale pamiętany, ale jednak: jeden z wielu podobnych. Nikt nie postrzega tamtej […]
27.01.2021
Weszło
27.01.2021

Dziewięć klubów Ekstraklasy było na minusie jeszcze przed pandemią. Legia traciła najwięcej

Co dziś słychać w prasie? Coraz więcej ligowych tematów, bo w końcu za moment wraca Ekstraklasa. Znalazło się też miejsce na rozważanie o reprezentacji Polski. Mamy wywiad z wiceprezesem Widzewa i ciekawy felieton dotyczący finansów Legii. – Przechodzimy zatem do rubryki ostatniej – porównania przychodów i kosztów, czyli wyniku finansowego. Czujny czytelnik już się zorientował, […]
27.01.2021
Weszło
27.01.2021

Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka

– Strzeliłem więcej bramek w karierze niż ty rozegrałeś meczów – krzyczał kilka dni temu Zlatan do Duvana Zapaty. Milan przegrał 0:3, Kolumbijczyk trafił do siatki. – Wracaj do swoich laleczek voodoo, ośle – krzyczał dziś Zlatan do Romelu Lukaku. Milan przegrał 1:2, Belg trafił do siatki. Ewidentnie nie jest to jego najlepszy czas. A przecież dziś mógł […]
27.01.2021
Anglia
27.01.2021

Arsenal zemścił się na ekipie Jana Bednarka i odkupił sobotnie winy

Jeżeli ktoś zdecydował się włączyć starcie Southampton z Arsenalem i przegapił przez to całe show związane ze Zlatanem i Lukaku, raczej nie musi żałować tej decyzji. Była to rywalizacja na boiskach Premier League w bardzo dobrym wydaniu. Może nie w wersji premium, ale zobaczyliśmy bramki, doświadczyliśmy emocji i wielu szybkich akcji. Zwłaszcza w pierwszej odsłonie, […]
27.01.2021
Włochy
26.01.2021

Ale to było meczycho! Inter wyrzuca Milan z Pucharu Włoch

Było w tym meczu wszystko. Sporo dobrej ofensywy, wielka dramaturgia, awantura na murawie, czerwona kartka dla głównego bohatera całego widowiska. No i wisienka na torcie – piękny gol w ostatnich sekundach. Kto skusił się dzisiaj na derby Mediolanu, ten na pewno nie żałuje. Ostatecznie górą Inter. Nerazzurri pokonali Milan 2:1 i meldują się w półfinale […]
26.01.2021
Anglia
26.01.2021

Jak upokorzyć rywala na sto różnych sposobów?

O raju, gdyby to był mecz rozgrywany przez Internet, jesteśmy pewni, że Sam Allardyce rozłączyłby się najpóźniej w 30. minucie gry. Manchester City dał dzisiaj WBA dokładnie 120 sekund na ruchy. Gospodarze przez ten czas zmontowali bardzo fajną akcję, zakończoną gigantycznym zamieszaniem niemal w polu bramkowym Edersona. I to by było tyle. Potem na murawie […]
26.01.2021
Weszło
26.01.2021

Konflikt tragiczny według Thomasa Tuchela

Thomasem Tuchelem targa konflikt tragiczny. Wywodzi się z dwudziestopierwszowiecznej generacji genialnych laptopowych szkoleniowców z Hennes-Weisweiler-Akademie, utożsamia się z nią, wybija się w jej ramach, a jednocześnie jest prawdopodobnie najmniej niemieckim trenerem z tego całego wybitnego grona. Chce być najważniejszy i zarażać profesjonalizmem, ale na każdym kroku podkreśla, że jako trener niewiele może, bo wszystko zależy […]
26.01.2021
Weszło
26.01.2021

Żan Medved w Wiśle Kraków? To akurat nie musi być zły pomysł

Historia Wisły Kraków i Tima Halla to jedno wielkie nieporozumienie. W międzyczasie na Reymonta zawitał napastnik Żan Medved, wypożyczony ze Slovana Bratysława. Szczerze? Gdy pobieżnie na niego zerknęliśmy, trochę się skrzywiliśmy, ale dokładniejsza analiza tego zawodnika trochę zmieniła nasz punkt widzenia. Na ten moment względem niego można być umiarkowanym optymistą, czego zdecydowanie już na wejściu […]
26.01.2021
Weszło
26.01.2021

Pandemia potężnie uderzyła w przychody. A będzie tylko gorzej

Dwadzieścia najbogatszych klubów Europy w minionym sezonie wygenerowało przychody o 12% niższe niż rok wcześniej – tak wynika z raportu Deloitte. Najmocniej spadki widać po przychodach z transmisji i dnia meczowego. Szacunki autorów badania wskazują, że do końca trwającego sezonu największe kluby stracą łącznie około dwa miliardy euro przychodu. Czeka nas wielki kryzys na rynku […]
26.01.2021
Weszło
26.01.2021

Jak zostać bankrutem? Uczy Barcelona

„Puk, puk, komornik z tej strony. Proszę otworzyć!” – usłyszą za niedługo działacze Barcelony z nowym prezydentem na czele. Dopadnie ich pokłosie niezwykle kreatywnej księgowości Josepa Marii Bartomeu, która sprawiła, że klub musi ratować się przed upadkiem. Nie przesadzimy, mówiąc, że na horyzoncie pojawiło się realne widmo bankructwa. Tabelki Excela krzyczą hasłem ERROR, a w […]
26.01.2021
Weszło
26.01.2021

Były czasy, gdy Cracovia grała atrakcyjnie. XI dekady

Ciężko wierzyć w obecny projekt Cracovii. Mnogość obcokrajowców, niezbyt atrakcyjny styl, częste kłótnie z piłkarzami, w których klub nie zawsze ma rację. Ale w minionej dekadzie Cracovia przez pewien okres była klubem, który stawiało się za wzór efektownej piłki, przemyślanych transferów, budowania na nieoczywistych piłkarzach, którzy stawali się ligowymi gwiazdami, choć mało kto się tego […]
26.01.2021
Anglia
26.01.2021

Czy Kamil Grosicki powinien zostać w West Bromie?

Jeszcze kilka tygodni temu – odpowiadając na pytanie tytułowe – powiedzielibyśmy: absolutnie nie. Polak nie tyle nie grał w Premier League, co nawet nie łapał się na ławkę. Do początku grudnia 2020 roku jego minuty ograniczały się do meczu w Pucharze Ligi, gdzie Kamil dostał niespełna godzinę przeciwko Harrogate Town oraz… Premier League 2. Tak, […]
26.01.2021