post Avatar

Opublikowane 01.10.2018 17:41 przez

Sebastian Warzecha

Czternaście lat temu rozpoczął zawodową karierę, grając w jednym zespole z ojcem. Dziewięć lat temu zdobył złoto mistrzostw Europy, będąc rewelacją turnieju. Cztery lata temu zabrakło go w kadrze na mistrzostwa świata, a gdy się o tym dowiedział, opuścił – skonfliktowany z trenerem – zgrupowanie reprezentacji. Dwa lata temu oświadczył, że chce sobie zrobić przerwę od siatkówki, z której ostatecznie nic nie wyszło. Wczoraj został MVP siatkarskiego mundialu i, wraz z kolegami, zdobył na nim złoto.

Historia na film? Całkiem prawdopodobne. Jeśli by taki stworzyć, to Bartek Kurek nie byłby kryształowo czystym bohaterem, który po wielu heroicznych bojach doprowadza Polskę do sukcesu. Wręcz przeciwnie. Raczej byłaby to historia o gościu, który za uszami miał wiele, ale w kluczowym momencie potrafił się ogarnąć. A gdy dostał szansę na odkupienie, wykorzystał ją najlepiej, jak tylko się dało. Trudno uwierzyć, że jej początek miał miejsce już w 2004 roku.

Pod ojcowskim okiem

Zanim o Bartku, to warto kilka słów poświęcić innemu Kurkowi – Adamowi. Ojciec nowego mistrza świata był typem zawodnika, którego trudno zdefiniować – wielkiej kariery niby nie zrobił, ale jego osiągnięcia wyglądają naprawdę solidnie. W gablocie z rodzinnymi pucharami dominują zapewne te, które zdobył młodszy z Kurków, ale mistrzostwo Polski z 1993 roku czy krajowy puchar, wywalczony sześć lat później, sprawiają, że i senior nie ma się czego wstydzić. Do tego 84 mecze w reprezentacji, występy w tureckiej ekstraklasie… Jak na ówczesny stan naszej siatkówki – naprawdę niezły bilans.

Przede wszystkim jednak, to za sprawą kariery Adama, pod siatką stanął jego syn. Serwisowi reprezentacja.net nastoletni wówczas Bartek mówił:

–  Tata zrobił swoje przez to, że był siatkarzem. Nie namawiał mnie do uprawiania siatkówki. Nie musiał tego robić. Ja sam przychodziłem na mecze, czasem nawet jeździłem na spotkania wyjazdowe. Obyłem się z tą atmosferą i spodobało mi się. W trzeciej klasie szkoły podstawowej przeniosłem się do klasy o profilu siatkarskim. Tam, w Uczniowskim Klubie Sportowym Nysa, moim trenerem był pan Roman Palacz. Z tym trenerem pracowałem od początku aż do mojej gry w seniorach w klubie AZS Nysa.

Początku gry w seniorach, który nastąpił… zaledwie siedem lat później. Młody siatkarz z kopyta wbił się do składu Nysy, występującej wtedy w najwyższej klasie rozgrywkowej. W wielu spotkaniach był najlepszy na boisku, na którym – w swoim ostatnim zawodowym sezonie – Bartkowi towarzyszył Adam. Kilka lat później serwisowi siatka.org mówił on:

Bartek pojawił się na boisku siatkarskim, gdy tylko nauczył się chodzić. Podbijał sobie balonik. Pierwszy kontakt z normalną piłką miał w wieku ośmiu lat. Zawsze wyróżniał się wzrostem na tle rówieśników, było wiadomo, że urośnie. Choć najpierw było tak: długi, chudy i nic nie umiał. Wyglądał trochę jak pająk, nie bardzo potrafił poruszać się na parkiecie. Debiut w młodym wieku? Sam zaczynałem karierę w wieku 16 lat. Choć byłem zdziwiony, że trener na niego postawił.

Jacek Nawrocki, obecny selekcjoner reprezentacji kobiet, a wcześniej trener m.in. Skry Bełchatów, w której Kurek grał, wspomina, że bełchatowianie już wtedy zainteresowali się młodym zawodnikiem:

– Pamiętam taki mecz w Pucharze Polski, gdy Bartek miał 17 lat i zagrał bardzo dobrze. Zresztą Nysa wygrała z nami to spotkanie. Bartek został bohaterem meczu, był najlepszy. Już wtedy w Skrze powstała chęć ściągnięcia go do zespołu.

Potem faktycznie trafił do Bełchatowa. Jednak spośród trzech ofert, które spłynęły do pierwszoligowego klubu (Nysa spadła z siatkarskiej ekstraklasy, w osiemnastu meczach zdobywając zaledwie cztery punkty), wybrał transfer do Kędzierzyna. Tłumaczył, że dzięki temu ma stały kontakt z rodziną, mieszkającą zaledwie kilkadziesiąt kilometrów dalej. Dwa lata później debiutował już w kadrze, szansę dał mu Raúl Lozano. Skończyło się dziewięcioma punktami i.. skręceniem nogi. Na szczęście niegroźnym.

– Że ja nie czuję tremy? Czuję jak wszyscy. Ale kiedy wszedłem na boisko, to dostałem parę trudnych piłem i dobrze mi to wyszło. Koledzy zaczęli się śmiać, Piotrek Gruszka klepnął mnie w plecy, a publiczność dopingowała. Szło mi coraz lepiej. Aż do skręcenia kostki – mówił po meczu.

Po kolejnym sezonie przeniósł się do Skry. Choć zanim zaczął grać w ekipie ówczesnego mistrza Polski, musiał poczekać na rozwiązanie problemów biurokratycznych. ZAKSA twierdziła bowiem, że ma prawo przedłużyć z nim kontrakt o rok, Skra uznawała, że mogła podpisać z nim umowę za darmo. Oba kluby wreszcie się dogadały, ale Bartek stracił na tym nieco czasu. Finalnie mógł jednak udać się do Bełchatowa, ostatecznie „uwalniając się” spod opieki ojca. Zresztą Adam Kurek mówił później, że jego syn po prostu już jej nie potrzebował:

– Ja właściwie do niego nie dzwonię. Jeśli on ma jakąś potrzebę, odzywa się do mnie. Co ja zresztą mu mogę podpowiedzieć? Siatkówka kolosalnie się ostatnio zmieniła, wolę raczej go podbudować w razie jakiegoś kryzysu, niż dawać techniczne wskazówki. Ale on i tak jest silniejszy psychicznie ode mnie. Ja długo przeżywałem każdą źle zagraną piłkę, po nim to spływa błyskawicznie. Bo w siatce poza tym, że umiesz grać, musisz mieć jeszcze bardzo mocną psychikę. Bartek mi tym imponuje.

Tłuste lata

Swój najlepszy okres w karierze Bartek przeżywał w latach 2009-2012. Bezapelacyjnie. Ze Skrą zdobył wtedy trzy tytuły mistrza Polski z rzędu, dokładając trzy zwycięstwa w krajowym pucharze i miejsca na podium w Lidze Mistrzów oraz Klubowych Mistrzostwach Świata. Był jednym z najważniejszych zawodników drużyny, w której występowali wówczas najlepsi siatkarze z Polski. I kilku spoza jej granic.

Jacek Nawrocki:

– Bartkowi nie było łatwo w Skrze, bo, gdy ją prowadziłem, rywalizował i z Michałem Winiarskim, i ze Stefanem Antigą. Był jednak najczęściej występującym zawodnikiem i z tej walki wychodził zwycięsko. Nie dlatego, że był siatkarzem perspektywicznym, ale dlatego, że już wtedy prezentował bardzo wysoką klasę. Odbieram go jako profesjonalistę, już wówczas „ciągnął” treningi. To był zawodnik, który cały czas pracował nad tym, żeby zespół szedł do przodu, nakręcał taką pozytywną agresję. To mi zostało w pamięci.

Jednak to co działo się w klubie nie przysporzyłoby mu takiej popularności, gdyby nie dołożył do tego znakomitych występów na arenie międzynarodowej. W 2009 roku, wraz z kolegami z kadry, sięgnął po złoto mistrzostw Europy. Jechał tam jako zawodnik, który miał się stać gwiazdą, a do kraju wracał już ustawiony na równi z Mariuszem Wlazłym czy wspomnianym Winiarskim. Zresztą obaj nieco mu w tym „pomogli” – to za sprawą ich kontuzji dla Bartka znalazło się miejsce na boisku. Pod koniec roku mówił „Przeglądowi Sportowemu”:

– Mnie się wydaje, że w 2007 i 2008 roku nie wykonałem mniej kroków niż w tym mijającym roku, ale teraz było je bardziej widać. Choć to nadal nie to. Mogę jeszcze więcej. Dużo więcej. Musiałem na każdym kroku udowadniać, że jestem lepszy niż Zbyszek Bartman, a to przecież on po lidze miał znacznie wyższe notowania. Po prostu podjąłem walkę. Tylko ja wiem, ile zdrowia mnie to kosztowało, ile musiałem trenować, by móc z nim rywalizować jak równy z równym.

Na Kurka postawił wówczas Daniel Castellani, który zachwycał się młodym zawodnikiem. Mógł to robić jeszcze przez rok, bowiem na mistrzostwach świata w 2010 Polacy spieprzyli sprawę i Argentyńczyk szybko pożegnał się ze stanowiskiem. Został po nim złoty medal ME oraz Bartosz w roli lidera reprezentacji. Z tego drugiego chętnie skorzystał Andrea Anastasi, który na Kurku zbudował kadrę walczącą o medale kolejnych mistrzostw kontynentu. Polacy zdecydowanie nie jechali na nie w roli faworytów, wrócili jednak z brązowym medalem, uznanym wówczas za sukces. Jego architektem był Kurek. W meczu o trzecie miejsce przeciwko Rosji zdobył 23 punkty. To na bazie takich występów powstało hasło „tego Kurka nam nie zakręcicie”.

Rok później do tego wszystkiego dołożył zwycięstwo w Lidze Światowej, spędził też pierwszy sezon za granicami naszego kraju. W Dinamie Moskwa się jednak nie odnalazł, szybko zamienił więc Rosję na Włochy. Wszystko rozwijało się u niego harmonijnie. No, prawie. Ci, którzy od lat byli blisko reprezentacji przebąkiwali pod nosem, że Bartek zaczyna gwiazdorzyć. Przed brązowym medalem na mistrzostwach Europy nie rozmawiał z dziennikarzami, dostawał coraz więcej propozycji reklamowych, stawał się największą gwiazdą polskiej siatkówki. To mogło zadziałać negatywnie na – wciąż przecież młodego – siatkarza.

Choć Jacek Nawrocki nie zgadza się z takim postawieniem sprawy:

– Gwiazdorzenie? Bartek miał zawsze swój sposób bycia. Ja nie przypominam sobie, żeby były z nim jakieś problemy, gdy grał w Skrze i rywalizował z Winiarskim czy Antigą. Powiem wręcz, że  był pozytywnie nastawiony do treningów czy rywalizacji. Miał swoje specyficzne zachowania, ale mnie one akurat nie przeszkadzały.

Powszechna w środowisku była wtedy jednak opinia, że jeśli Bartek nie poukłada sobie pewnych spraw w głowie, to wszystko pieprznie. I w końcu dokładnie tak się stało.

Konflikt

Co prawda była to bomba z opóźnionym zapłonem, a do tego wybuchła w najbardziej niespodziewanym momencie, niosła jednak za sobą ogromne skutki. Przed mistrzostwami świata w 2014 roku Stéphane Antiga, nowy trener polskiej reprezentacji, oznajmił, że Bartosz Kurek w nich nie wystąpi. Dla siatkarza był to cios. Podwójny, bo impreza odbywała się przecież w Polsce. Trzeba jednak przyznać, że – zgodnie z doniesieniami, jakie wówczas docierały ze zgrupowań kadry – sam sobie na niego zapracował.

Oficjalna wersja? „Bartosz Kurek pracował bardzo dobrze. Walczył o doprowadzenie swoich pleców do pełni zdrowia. Po prostu musiałem wybrać zestaw najbardziej kompletny. Uznałem, że najlepszy jest ten bez Bartka”. To słowa Antigi. Ówczesny selekcjoner na pozycji przyjmującego postawił na Winiarskiego, Kubiaka, Mikę i Buszka. Zwłaszcza powołanie dwóch ostatnich budziło sporo kontrowersji. Uznano bowiem, że niemożliwe jest, by „Bartek nie był wystarczająco skuteczny”, jak ujął to Antiga, a dobrą dyspozycję prezentowali dwaj znacznie mniej doświadczeni zawodnicy.

Jeśli faktycznie tak by było, to skąd ta cała afera? Przecież sam Kurek mówił kilka miesięcy wcześniej „Przeglądowi Sportowemu”, że:

– Ze zdrowiem nie wygrasz. Teraz jest nieźle, bo plecy są w dobrej kondycji, lecz jesteśmy dopiero po dwóch treningach w Bełchatowie. A do takiej imprezy, jak mistrzostwa świata nie można się przygotować na pół gwizdka […]. Kolejna sprawa to forma sportowa, to, jak będę się prezentował na boisku. Jeśli nie zaprezentuję najwyższej dyspozycji, to nie ma przeszkód, by reprezentacja nie poradziła sobie beze mnie. Plany trenera siedzą w jego głowie. Po to właśnie został zatrudniony, żeby wybrać jego zdaniem najlepszych zawodników, stworzyć reprezentację, która będzie walczyła o trofea. […] Jeśli nie dam rady w oczach trenera – to po prostu nie dam rady.

No dobra, to wszystko to jednak oficjalna wersja. A co z tą, o której mówiło się w kuluarach? Podobno Kurkowi nic się nie podobało. Spodziewał się, że za Antigi utrzyma w zespole status gwiazdy. Tym bardziej, że ze Stéphane’em doskonale znał się z czasów wspólnej gry w Skrze. Francuz był jego mentorem i przyjacielem. Takie mieli relacje. Gdy Bartosz trafił pod skrzydła trenera-Antigi, wszystko uległo zmianie.

Tym bardziej, że przyjmujący miał też problemy zdrowotne – dokuczały mu wspomniane już plecy. Nie był w najlepszej dyspozycji fizycznej, nie prezentował się też dobrze na treningach. Antiga powoli zaczął stawiać na innych, Bartosz trafił na ławkę. I nie potrafił się z tym pogodzić. Wcześniej u Anastasiego grał przecież niemal wszystko. Choć nawet Włoch mówił już, co opisywał Jerzy Mielewski, że Kurek po igrzyskach w 2012 roku zmienił się pod względem mentalnym. Na gorsze.

Jeszcze niedługo przed mistrzostwami świata Mirosław Przedpełski, będący wtedy prezesem PZPS, mówił „Przeglądowi Sportowemu”, że:

– Z tego co wiem, to faktycznie coś tam poszło nie tak, lecz z moich informacji wynika, że już wszystko jest załatwione. Nie ma już czasu na zwłokę, chłopaki, my wszyscy, trenerzy musimy zakasać rękawy i zasuwać, bo mistrzostwa są ważne dla nas wszystkich. A niektórzy zawodnicy niech pamiętają, że gwiazdy rodzą się na boisku, a nie poza nim.

03.07.2015 KRAKOW SIATKOWKA MEZCZYZN LIGA SWIATOWA 2015 FIVB VOLLEYBALL WORLD LEAGUE 2015 MECZ POLSKA - USA ( POLAND - UNITED STATES ) N/Z BARTOSZ KUREK STEPHANE ANTIGA TRENER ( HEAD COACH ) FOT MACIEJ GOCLON / FOTONEWS / NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Sęk w tym, że jeśli było załatwione, to nie dla Kurka. Sytuacja z dnia na dzień stawała się coraz gorsza. Pojawiały się informacje o tym, że Bartek nie przykłada się do treningów, prowokuje trenera i kolegów, szuka okazji do sprzeczek. Gdy zgrupowanie się skończyło, Antiga przydzielał dodatkowe urlopy. Według Kurka wcześniej obaj ustalili, że zawodnik dostanie kilka tygodni na uporanie się z bólem pleców. Według Antigi nic takiego nie miało miejsca – Kurek, podobnie jak większość zawodników, dostał tydzień wolnego. To go rozzłościło.

Apogeum nadeszło w trakcie Memoriału Huberta Wagnera. Kurek był wśród rezerwowych, ale podczas gdy wszyscy się rozgrzewali czy obserwowali mecz, on… położył się w przeznaczonym dla nich kwadracie. Na boisko nie wszedł. Następnego dnia miał wykrzyczeć Antidze w twarz, że „więcej u niego nie zagra”. To był moment, w którym wszyscy wiedzieli, jak ta sprawa się skończy. Na brak Bartka wśród powołanych najostrzej zareagował chyba Zbigniew Bartman, który napisał wówczas na Facebooku (odnosząc się do wersji oficjalnej):

– Po pierwsze: Bartek to IKONA polskiej siatkówki. Najlepszy siatkarz ostatniej dekady (sukcesy, wyróżnienia indywidualne). Zawodnik, który w pojedynkę potrafi rozstrzygać losy spotkań. Po drugie: był bez formy? Pytam się, kiedy ta forma została sprawdzona? W tym roku w Reprezentacji polscy kibice mieli okazję oglądać Bartka tylko podczas rozgrzewki. W sytuacjach meczowych praktycznie nie dostał żadnej szansy. Po trzecie: Kurek w formie, czy też bez, to wciąż ten sam Kurek, który prowadził Reprezentację Polski do wszystkich sukcesów w ostatnich 6 latach! Doświadczenie i talent to podstawa w takim turnieju jak MŚ (które trwają 3 tyg!). Ani jednego, ani drugiego Kurkowi odmówić nie można. W 2011 r. przed Pucharem Świata, Bartek też miał problemy z plecami… Jak grał i jaki był wynik wszyscy wiemy. Podsumowując: dla mnie to nie jest kwestia formy, a pozbywanie się ludzi, którzy mają własne zdanie i coś do powiedzenia. Kurek nie podpasował Antidze, więc musi odejść…

Cóż, okazało się, że nawet ikona może stracić miejsce w kadrze. Grzegorz Wagner, były zawodnik, reprezentant Polski, i trener siatkarski, mówi nam dziś:

– Uważam, że trener powinien mieć zaufanie i to, jakie podejmuje decyzje, powinniśmy zawsze przyjmować. Niekoniecznie musimy się z tym zgadzać, ale trener powinien mieć czystą kartę. Zresztą Stéphane Antiga obronił się później wynikiem. Są różne sytuacje w życiu każdego człowieka, każdy czasem zbacza z pewnego kursu, bywa, że trzeba go na ten kurs przywrócić radykalnymi działaniami. Reprezentacja to grupa ludzi z charakterem, których nie jest łatwo okiełznać. Czasami trzeba podejmować drastyczne kroki. To się jednak zdarza, zresztą nie tylko w Polsce – mieliśmy taką sytuację ostatnio choćby wśród Bułgarów. Tak jest w drużynie, ten organizm tak czasem działa.

W finale mistrzostw świata znakomicie zaprezentował się wówczas… Mateusz Mika (22 punkty). Zagrał tak dobrze, że ze swoją opinią o braku powołania dla Bartosza spasował nawet Zbigniew Bartman, przyznając, że rację miał selekcjoner. Kurek mógł z Miką rywalizować o miejsce w składzie, ale – jeśli wierzyć wersji nieoficjalnej – sam się z tej rywalizacji wypisał. I mistrzostwa spędził jako kibic, oklaskując kolegów, kroczących po tytuł. Po latach przyznawał, że dostał wtedy bolesną lekcję:

– Przez tyle lat już się przyzwyczaiłem do tego. Jestem w środku tego cyklonu od dawna. Gdy coś się dzieje z polską siatkówką, to ja w tym uczestniczę. A gdy nie dostałem powołania, trudno było się z tym pogodzić. Gratulacje dla chłopaków, którzy wygrali mistrzostwo świata – mówił niedawno „Przeglądowi Sportowemu”.

Czy podziałało? Najwidoczniej tak, skoro po roku Francuz i Polak pracowali razem już bez przeszkód. Zaledwie kilka miesięcy po mistrzostwach Antiga zaczął przebąkiwać, że Kurek w kadrze mógłby się naprawdę przydać (wielu zawodników z mistrzowskiego składu zakończyło przecież reprezentacyjne kariery). W końcu przeszedł do czynów – wyciągnął do zawodnika rękę, a ten jej nie odtrącił. Obaj pracowali już bez przeszkód, trener zresztą bardzo chwalił Bartka, mówiąc, że ten „przeszedł wszystkie testy. Nie chodzi tylko o to, ile punktów w ataku zdobywa. Ważne jest, jak się teraz zachowuje”. A zachowywał się wzorowo. Syn marnotrawny powrócił do kadry.

Sęk w tym, że zabrakło rezultatów. I niedługo po tym, jak z boiska na igrzyskach olimpijskich zmiotły nas Stany Zjednoczone, Antiga pożegnał się z kadrą, a Kurek z… siatkówką.

Wypalenie

– Reakcja mojego organizmu, z jaką przyszło mi się zderzyć we wrześniu po powrocie do treningów, przerosła moje oczekiwania. Zmęczenie skumulowane przez wiele lat ciągłego grania zaowocowały ogólnym narastającym osłabieniem organizmu i wypaleniem mentalnym, w efekcie czego straciłem coś, co zawsze mną kierowało, czyli pasję i chęć do grania. Doszedłem do takiego momentu w którym stwierdziłem, że zdrowie i wizja długoletniej kariery jest ważniejsza niż nawet największy kontrakt.

To oświadczenie Bartosza Kurka z początku października 2016 roku. W tym czasie indywidualnie przygotowywał się do nowego sezonu, który miał spędzić w… Japonii. W tamtejszym JT Thunders otrzymał lukratywny kontrakt (podobno kilkukrotnie lepszy niż ten, jaki miał we Resovii, gdzie grał w sezonie 2015-16). Ale do Kraju Kwitnącej Wiśni nigdy nie wyjechał. Umowę rozwiązał za porozumieniem stron. W TVP tak tę decyzje komentował wtedy Jakub B. Bączek, trener przygotowania mentalnego:

– To jest człowiek, który żyje siatkówką i poświęcił jej całe życie. Na pewno potrzebuje odpoczynku i chwilowo jest wypalony zawodowo, bo włożył w grę olbrzymi wysiłek i starania, a wynik był słaby z jego punktu widzenia. […] Przyjdzie taki dzień, że nadal będzie grał z radością. Jeśli tylko będę mógł mu w jakikolwiek sposób pomóc, zrobię to jak najszybciej. Każdy człowiek, który jest przemęczony nie będzie dokładał sobie dodatkowej porcji stresu. Osoba przemęczona szuka tego, co już zna, czyli własnego kraju, języka, otoczenia, przyjaciół. To są czynniki, które stanowią wsparcie. […] Bartek na dobrą sprawę podjął słuszną decyzję. Przy założeniu, że jest wypalony, dużo szybciej dojdzie do siebie, aniżeli byłoby to w Japonii.

I wszystko byłoby w porządku, gdyby przebiegło to według takiego scenariusza: Bartek przez kilka miesięcy trenuje indywidualnie, odcina się od ofert klubów i konsultuje swój stan z psychologiem. Dopiero później szuka klubu. Problem polegał na tym, że już po kilku dniach podpisał kontrakt ze Skrą Bełchatów. Swoją drogą przebiegło to wszystko w dość interesujący sposób, bo ekipa z Hiroszimy zamiast Kurka sprowadziła Dražena Luburicia. Właśnie z Bełchatowa. To z kolei zwolniło tam miejsce dla… Bartosza Kurka we własnej osobie. Niby wszystko jest w porządku, ale jednak niesmak pozostał. Tym większy, że w Japonii bardzo na Polaka liczono, zarówno pod względem sportowym, jak i marketingowym.

Bartka usprawiedliwia jednak Grzegorz Wagner:

– Każdy czasem błądzi. Choćby Matthew Anderson z USA miał depresję i zawiesił buty na kołku na trzy miesiące. Takie rzeczy się zdarzają, nie każdy potrafi wytrzymać to wszystko, co się wokół dzieje. Stąd takie reakcje. Szczęście w tym, że powrócił na swoje tory. Każdemu trzeba dać szansę. Wydaje mi się, że być może zbyt szybko rezygnujemy z pewnych ludzi i tu jest lekcja dla nas, że warto poczekać.

Podobnie wypowiada się również Jacek Nawrocki:

– Na pewno wizerunkowo nie był to dobry ruch dla Bartka. Tyle mogę powiedzieć. Ktoś, kto stał z boku mógł to tak odebrać. Ja jako ten, który bezpośrednio z Bartkiem pracował mogę powiedzieć, że wspominam tę współpracę bardzo dobrze. Wiele takich rzeczy, o których źle się mówiło w kontekście jego osoby, odbieram jako przesadzone. Trzeba pamiętać, że jest to człowiek obdarzony olbrzymim talentem, znakomitymi warunkami fizycznymi i bardzo często ta siła ofensywna drużyn, w których grał, spoczywała na nim. Wtedy dużo łatwiej popełnić błąd w końcówce, który zostanie w pamięci kibiców. Powstały wówczas jakieś opinie, że Bartek nie wytrzymuje w końcówkach czy „nie ma głowy”. Nie pamiętano, że tak jest w jednym meczu na dziesięć. To jest takie trochę polskie. Gdy ktoś ma warunki, by zostać znakomitym sportowcem czy gwiazdą, to od razu budzi emocje, często negatywne.

Niestety, negatywne emocje Bartek wzbudził jeszcze raz, na koniec sezonu. Długo zapewniał wtedy, że będzie grał w Skrze kolejny rok, po czym przeniósł się do tureckiego Ziraat Bankasi. Podobno bełchatowianie za jego sprawą stracili też Artura Szalpuka – młody zawodnik mówił, że zostanie w ekipie, jeśli nie będzie w niej Kurka, bo chce dostawać więcej szans (wcześniej stracił miejsce w szóstce na rzecz starszego kolegi). Gdy dowiedział się, że Bartosz zostaje, odszedł do Gdańska. Ostatecznie w Bełchatowie nie ma ani jednego z nich, choć Kurek zdążył już wrócić do Polski – od przyszłego sezonu będzie reprezentować barwy Stoczni Szczecin.

Uczciwie trzeba przyznać, że atakujący polskiej kadry zapracował sobie w ostatnich latach na nie najlepszy wizerunek. Do jego odbudowy nie musiał jednak zatrudniać agencji PR. Poradził sobie sam. No, może nie do końca. Potrzebował pomocy i zaufania pewnego Belga.

Odkupienie

– Chwała trenerowi, że cały czas konsekwentnie wierzył w Bartka i ten mu się odpłacił. Tu było widać ogromną rolę Vitala Heynena. Wiele osób myślało już, że jest po Bartku, bo ostatnie lata w jego wykonaniu były różne. Zasługa tutaj głównie Heynena, że Kurek wrócił na swoje tory i to ten Bartek sprzed kilku lat. Ostatnie sezony to był dziwny okres. Miał kontuzje, a jak grał, to prezentował się różnie. W Lidze Narodów nie wyglądało to dobrze. Zadecydowało zapewne to zaufanie od Vitala Heynena, który od początku powtarzał, że Bartek jest mu potrzebny. Belg znakomicie rozegrał to psychologicznie – mówi nam Grzegorz Wagner.

Faktycznie, jeśli przejrzeć opinie na temat Kurka sprzed turnieju, a te tuż po jego zakończeniu, to zmieniły się one o 180 stopni. Sami pisaliśmy, jeszcze w trakcie trwania Memoriału Huberta Wagnera, że lepiej byłoby Bartka odstawić. Znaliśmy jego przeszłość, widzieliśmy, że nie jest w formie, wiedzieliśmy też, że w minionym sezonie po raz kolejny męczył się z urazami. Dziś przyznajemy się do błędu. Gdyby Vital Heynen słuchał się głosu ludu, to Kurka na mistrzostwach po prostu by nie było. Chichot losu, bo cztery lata wcześniej wszyscy zastanawiali się, czy Antiga przypadkiem nie oszalał, gdy nie zabrał Bartosza na turniej. Teraz szaleńcem miał być Heynen.

I co? I znów okazało się, że rację miał trener. Bartek na turnieju prezentował się znakomicie, zasłużenie zgarniając nagrodę dla MVP. Stał się prawdziwym liderem tej kadry, gościem, do którego piłki gra się w najtrudniejszych momentach. To on, zdobywając 29 punktów, dał nam awans do finału. To on prezentował się w nim znakomicie. I w końcu to on – jak cztery lata wcześniej Mariusz Wlazły – skończył mistrzostwa celnym atakiem. Odkupił się w oczach kibiców. W najlepszy możliwy sposób.

Jacek Nawrocki:

– Bardzo się cieszę, bo jemu ten taki laur, jaki osiągnęła męska siatkówka, po prostu się należał. On jest w środku tej generacji chłopaków, którzy sprawiają, że ta dyscyplina jest jedną z najmocniejszych w polskim sporcie. Cieszę się, że czas zadziałał na jego korzyść i przywozi sukces z mistrzostw świata.

To już inny Bartek Kurek niż cztery lata temu. Przed mistrzostwami nie był gwiazdą i swoją rolę przyjął z pokorą. W ich trakcie stale umniejszał swoje zasługi, gratulując kolegom. Kuba Kochanowski, jego współlokator z pokoju, mówił, że Bartek oferuje mu swoje ogromne doświadczenie i często pomaga. Przede wszystkim jednak: Kurek zaufał trenerowi, trener Kurkowi, a cała grupa żyła ze sobą w znakomitej komitywie.

Efekt? Wisiał wczoraj na szyi każdego jej zawodnika. Również Bartosza Kurka.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix.pl

Opublikowane 01.10.2018 17:41 przez

Sebastian Warzecha

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 17
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
zenek_ze_wsi
zenek_ze_wsi

Kurek potencjał fizyczny i techniczny miał zawsze, kłopoty miał jedynie z głową, która zbytnio się gotowała w trudnych momentach. Albo popracował z psychologiem, albo Heynen do niego dotarł jak nikt inny wcześniej, bo nie zgodzę się z opiniami, że Kurek podczas tych MŚ wrócił do formy sprzed lat. On teraz grał zdecydowanie lepiej. Tak nie grał nigdy wcześniej, to był absolutny top światowy.

Sambor Wielebor
Sambor Wielebor

Zgadzam się w całej rozciągłości

qdlaty81
qdlaty81

Jego atak na koniec drugiego seta przy wystawce dolnej zabił resztki ducha w Brazylijczykach.
Gwóźdź do trumny

Abominator
Abominator

W waszych śmiesznych biografiach o tytułach w stylu „obsrany” i „najebany” alkusy snują jakieś debilne wizje „Maradona to by mi jadł z ręki, gdyby mi się chciało, ale wolę zachlać pałę”. A tutaj mamy kolesia, który był piorunującym talentem, pogubił się i trafił ostatecznie na szczyt szczytów. I to jest ta subtelna różnica.
Ta kadra zna zresztą więcej takich przypadków: Drzyzga odstawiony na boczny tor przez Antigę, z łatką enfant terrible, teraz jako znakomity reżyser gry. Kubiak, 4 lata temu rezerwowy, spisany na straty po zrejterowaniu do Japonii, teraz genialny kapitan i lider. Nowakowski, przez jakiś czas poza kadrą, wraca do repry i zgarnia nagrodę dla najlepszego środkowego. Finał to iście przesłodzony filmowy happy end, bo mamy tutaj do czynienia z ludźmi, którym się chciało.

Krzysztof.Reperowicz
Krzysztof.Reperowicz

To był niesamowity mecz, rzadko kiedy widuje się jak Polska gra tak jak brazylijska maszyna bez nerwów tylko punktuje. Tylko w samej końcówce stracili trochę koncentrację i chcieli wygrać za szybko ale poza tym to masakra jak grali bez rzadnej nerwowej reakcji

Sambor Wielebor
Sambor Wielebor

… a dziś Drzyzga dorzucił spokojnie, że to jeden z łatwiejszych meczów 🙂

M.
M.

Vital Heynen 🙂

panie.co.pan
panie.co.pan

Może dlatego, że większość piłkarzy to debile, a ci nieco bardziej rozgarnięci (np. Matusiak) nie bardzo mogą się pochwalić jakimiś sukcesami w piłce. Pewnie od czasu Bońka nie było nikogo, kto by miał coś do powiedzenia w obu kwestiach. Bo Lewy jest niezłym piłkarzem, ale jego biografia jest nieszczególnie interesująca.

M.
M.

MISTRZ!

Sambor Wielebor
Sambor Wielebor

Prawdziwy i kompletny

Szczepek
Szczepek

Fajny artykuł do śniadania ☺

Optiv
Optiv

Szalpuk będzie w Skrze od tego sezonu z tego co pamiętam

Nerth
Nerth

Zgadza się, po sezonie w Treflu wraca do Skry.

Yarek
Yarek

Zawodowi sportowcy mają prawo czuć wypalenie ale przykład B. Kurka pokazuje, że ciężka praca i doświadczenie procentują! Szacunek należy się jemu i całemu zespołowi za walkę do ostatniej piłki w turnieju! I choć siatkówka (podobnie jak koszykówka) jest dużo mniej popularnym sportem niż piłka nożna, to ich wyniki zasługują na najwyższe słowa uznania!!!

qdlaty81
qdlaty81

Obrona mistrzostwa świata…? No raczej 😉

Nie chcę się czepiać, ale...
Nie chcę się czepiać, ale...

4 lata temu syn marnotrawny Wlazło, w tym troku syn marnotrawny Kurek, kto za 4 lata?

RomanGegertych
RomanGegertych

Mika. Nabierze trochę masy, wróci do dobrego grania, będzie przyjmował i wbijał gwoździe 😀

Weszło
24.10.2020

Najlepszy zawodnik w historii MMA mówi „pas”. Nurmagomedow żegna się wygraną

Jeśli legenda ma kończyć, to w takim stylu. Chabib Nurmagomedow w drugiej rundzie poddał przez duszenie trójkątem Justina Gaethje. Jego występ był bezbłędny i oszałamiająco dobry – był jak połączenie morderczej maszyny z artystą pełnym weny. Ale najważniejsze stało się już po walce – Dagestańczyk zdjął rękawice i ogłosił zakończenie swojej kariery. 29-0 i ani […]
24.10.2020
Weszło
24.10.2020

Bramkarze i obrońcy zadowoleni, widzowie niekoniecznie

Im dalej w las z sobotnią Ekstraklasą, tym gorzej. Jeżeli ktoś dziś ograniczył się do meczu Wisły Kraków z Podbeskidziem, zaoszczędził dużo czasu i zdrowia. Już Śląsk z Jagiellonią ciężko się oglądało, a Pogoń z Legią chyba jeszcze gorzej. Remis 0:0 nie krzywdzi żadnej ze stron (jeśli zapomnimy o widzach), ale mimo wszystko jest ze […]
24.10.2020
Weszło
24.10.2020

Litość to zbrodnia. Ajax pakuje Venlo trzynaście bramek!

Od pewnego czasu w europejskim futbolu widać mocny zwrot w kierunku radosnej ofensywy. Nawet na najwyższym poziomie zdarzają się wyniki takie jak 8:2 czy 7:2, remontady na pięć bramek i inne anomalie, których nie widzieliśmy od wielu lat. Ale nawet na tle tych festiwali bramkowych, Ajax Amsterdam wypada wyjątkowo. Dzisiaj Holendrzy rozjechali Venlo 13 do […]
24.10.2020
Anglia
24.10.2020

VAR znów psuje widowisko w Premier League. Chelsea remisuje z Manchesterem United

To już przekroczyło wszelkie granice absurdu i zwyczajnie dobrego smaku. Kolejny mecz Premier League został w niezrozumiały sposób wypaczony przez źle funkcjonujący system wideoweryfikacji. Tym razem ofiarą sędziów odpowiadających za obsługę VAR-u padła Chelsea, która nie otrzymała ewidentnego rzutu karnego. No i koniec końców bezbramkowo zremisowała z Manchesterem United. Wielbłąd arbitrów Oczywiście nie twierdzimy, że […]
24.10.2020
Weszło
24.10.2020

Bida z Jędzą, czyli jak padały w tym tygodniu gole dla Śląska

Gdy Bartosz Bida wchodził do Ekstraklasy, dawał nam bardzo mało okazji, by trochę pobawić się jego nazwiskiem. Bidy zdecydowanie nie było – chłopak strzelił pierwszego gola poprzedniego sezonu, do końca rundy dorzucił jeszcze dwa trafienia, asystę, wywalczenie karnego i generalnie recenzje zbierał niezłe. Wiosna była słabsza, ledwie z momentami, a teraz chyba już najwyższa pora […]
24.10.2020
Weszło
24.10.2020

Futbol jest prosty. Schalke grało na 0:0, więc dostało 0:3

Potrafimy sobie wyobrazić lepsze okoliczności niż te, w których przystępowało Schalke do derbów z Borussią Dortmund. Królewsko-Niebiescy gniją w strefie spadkowej, przed tym spotkaniem mieli ledwie punkt i absolutnie zawstydzający bilans bramek 2:17. No, to tak jakby iść na rozmowę o pracę w garniturze pamiętającym czasy podstawówki i dodatkowo mokrym, z gołębim plackiem na ramieniu. […]
24.10.2020
Hiszpania
24.10.2020

El Clasico da się lubić. Puste Camp Nou dla Realu

Mieliśmy trochę obaw. Że będzie sztywno, nudziarsko, bez błysku. Powtarzaliśmy, że to już nie to samo, że era epickich meczów Barcelony z Realem przeminęła i że może czekać nas ciężkostrawne danie dwóch hiszpańskich ekip w przeciętnej formie, tylko reklamowane jako wielki hit. Ale tak się nie stało. I dobrze. W El Clasico nie zabrakło wszystkiego, […]
24.10.2020
Hiszpania
24.10.2020

Jeden (!) kontakt z piłką w El Clasico. Griezmann, czyli piłkarz-widmo

Nie będziemy dowodzić, że Barcelona poległa w El Clasico przez Antoine’a Griezmanna, bo kataloński klub ma znacznie więcej problemów. „Królewscy” nie musieli wcale zagrać wielkiego meczu, by wiele z nich obnażyć. A jednak trudno przejść obojętnie obok tego, czego dokonał francuski napastnik w dzisiejszym spotkaniu z Realem. Griezmann pojawił się na boisku w 82 minucie […]
24.10.2020
Weszło
24.10.2020

Kolejny dzień w biurze Lewandowskiego. Tym razem hattrick z Eintrachtem!

Dla niektórych „normalny dzień w biurze” to stosik przejrzanych i podpisanych papierów, dla innych jakaś liczba sprzedanych produktów, a dla Roberta Lewandowskiego – strzelanie w Bundeslidze. Od lat wiemy, że nie sprawia mu to żadnych problemów, czasy się – niestety, jak widzimy – zmieniają, a Polak jest wciąż niczym świetnie zaprogramowana maszyna. Ładuje bez opamiętania […]
24.10.2020
Weszło
24.10.2020

Obelga roku 2020 – bronisz jak Podbeskidzie

Można czasami w defensywie dać ciała. Oczywiście, błędy się zdarzają i bywa tak, że ktoś się machnie, ktoś inny nie pokryje. Ale Podbeskidzie jest prawdziwą kumulacją nieudanych żartów w obronie. Czy dzisiaj do przerwy w Krakowie beniaminek wyglądał jak zespół słabszy? No nie. Mało tego – „Górale” byli nawet lepsi od „Białej Gwiazdy”. Ale co […]
24.10.2020
Anglia
24.10.2020

Jedna pozycja, inna mentalność. Kepa kontra De Gea

Wywiady z byłymi piłkarzami utwierdzają w przekonaniu, że psychika ma kluczową rolę w przebiegu kariery zawodnika. Mówił o tym Alan Shearer, mówili bracia Żewałkow, Alessandro Del Piero, cała plejada wielkich i nieco mniejszych, z kraju i spoza Polski. Siła mentalna pozwala się podnieść w najtrudniejszych momentach kariery, a jej brak powoduje, że nagle lądujesz na […]
24.10.2020
Anglia
24.10.2020

Fabiański zatrzymuje City. Coś wyraźnie nie działa w ekipie Guardioli

Jedenaste miejsce w tabeli po pięciu spotkaniach, zaledwie osiem punktów na koncie. Nie takiego początku sezonu oczekiwali kibice Manchesteru City. „Obywatele” dziś tylko zremisowali z West Hamem United 1:1 i naprawdę nie zachwycili swoją postawą. Choć trzeba im oddać, że w końcowej fazie spotkania wykreowali sobie kilka znakomitych szans do wyjścia na prowadzenie. Ale w […]
24.10.2020
Anglia
24.10.2020

Trenerscy bliźniacy czyli Ole Gunnar i Frank

Ole Gunnar Solskjaer i Frank Lampard mają o tyle podobny przebieg karier trenerskich, że można się właściwie zastanawiać, czy podobnie jak filmowe rodzeństwo Skywalkerów nie zostali przypadkiem rozdzieleni przy narodzinach. Szkoleniowcy Manchesteru United oraz Chelsea znów staną naprzeciw siebie w sobotnim meczu na Old Trafford. Każdy z nich wszedł obecnie w etap pracy, z którego […]
24.10.2020
Live
24.10.2020

LIVE: Czy Pogoń wciąż ma patent na Legię?

W wielu polskich domach ta sobota będzie koszmarem. Żona trzyma pilota, już od godziny puszcza bańki mydlane, oglądając West Ham United z Manchesterem City. Ojciec, fanatyk La Liga, całe mieszkanie zawalone programami meczowymi El Clasico już się zbliża. A tu przecież syn chciałby Wisłę Kraków obejrzeć. Jakie to szczęście, że macie nas – napiszemy wam […]
24.10.2020
Weszło
24.10.2020

Czy da się pokonać człowieka, który siłował się z niedźwiedziem?

Historie o wojownikach z dalekiego Kaukazu momentami ocierają się o śmieszność. Przypominają bardziej legendy ludowe z domieszką scenariuszy rodem z anime. Ale Chabib Nurmagomedow pokazał światu, że gdzieś na kaukaskiej wiosce naprawdę może narodzić się facet zdolny do zapasów z niedźwiedziami i do dominacji w Lidze Mistrzów sportów walk. Dagestański Orzeł dziś znów stanie do […]
24.10.2020
Hiszpania
24.10.2020

Czy mamy jakieś oczekiwania przed El Clasico?

Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że to już nie jest mecz o tej samej randze, co kiedyś. Nie zmienia to faktu, że dzisiejsze „El Clasico” przyciągnie przed telewizory setki milionów kibiców z całego świata. Problem polega w tym, że rozsiądą się w swoich kanapach bardziej z sentymentu niż… możliwości obejrzenia futbolu na najwyższym poziomie. Na Camp […]
24.10.2020
Weszło
24.10.2020

Czy Jagiellonia dziś zatęskni za Steinborsem?

Śląsk Wrocław wraca z tournee po Mazowszu, w którym zaprezentował się tak, że zachodzi podejrzenie, iż przegrałby nawet z zespołem pieśni i tańca Mazowsze. Dzisiaj gra jednak u siebie, gdzie jest zupełnie inną drużyną, dla odmiany poważną. Jeśli jednak i dzisiaj u siebie zagra padlinę, to da jeszcze więcej paliwa pod ogień krytyki, jaka wylała […]
24.10.2020
Hiszpania
24.10.2020

El Clasico kibicowsko. Od chuligańskich burd po pandemię

Dzisiejsze El Clasico będzie pierwszym w historii bez udziału publiczności. Mamy do czynienia z bezprecedensową sytuacją. Choć wielu stadionowych podróżników uważa, że w czasie tej rywalizacji atmosfera jest iście piknikowa, to bez wątpienia brak kibiców wpłynie na ogólną jakość widowiska. Jeżeli ktoś miał kiedyś okazję obejrzeć na żywo starcie FC Barcelony z Realem Madryt i […]
24.10.2020