post Avatar

Opublikowane 29.04.2018 19:13 przez

Rafal Bienkowski

Bartosz Kurek i reprezentacja Polski to typowe małżeństwo. Zaczęło się od żeniaczki w młodym wieku i sielanki, bo nikt nie wyobrażał sobie domu bez niego. Później uczucie przygasło, doszło do awantury, aż w końcu fruwały talerze, co skończyło się wystawieniem walizki za drzwi. Skruszony mąż wrócił, ale dawnej magii już nie było. Na dodatek jeszcze żonka zaczęła mu przydzielać inne zadania domowe niż wcześniej. Ale znosił to. Ostatnio Bartek znowu był na wylocie, bo zawalił huczną, dziesiątą rocznicę ślubu i to jeszcze zorganizowaną we własnym domu. Niektórzy znajomi żony podpowiadali jej, że trzeba go ostatecznie pogonić. Że z nim po prostu nic już nie osiągnie.  

Ale właśnie dostał kolejną szansę. Czy dzięki mediatorowi Vitalowi Heynenowi jeden z najwybitniejszych polskich siatkarzy znów stanie się głową rodziny? 

*** 

Po kompromitujących mistrzostwach Europy w Polsce, bo to one były tą cynową rocznicą, nawet sam Kurek wydawał się już być podłamany długoletnim pożyciem.

Czasu już nie ma, turniej się skończył, myślę, że kadrę czekają duże zmiany” (dla TVP).

Zostawiam otwarte różne opcje, bo było widać, że coś się wyczerpało i wypaliło. Moja gra w kadrze nie była zadowalająca ani dla mnie, ani dla kibiców. Pytanie, w którą stronę teraz pójść. (…) Jeżeli odpowiedzią na nasze problemy jest postawienie na młodych, to czemu nie. Jestem pierwszym, który będzie się cieszył z wyników reprezentacji, nawet jeśli miałoby mnie w niej nie być” (dla „Przeglądu Sportowego”).

No miał już chłop ewidentnie dość. Kiedy ważyły się losy Ferdinando De Giorgiego, do pieca zaczęli dokładać też kibice, część dziennikarzy i ludzi ze środowiska, którzy to starych wyjadaczy najbardziej obwiniali za klęskę.

Fatalne wrażenie po Euro pamiętają wszyscy, chociaż liczby już niekoniecznie. A nasz przyjmujący w meczach przeciwko Serbii i Estonii atakował na poziomie 33 proc. (w obu uciułał po 6 pkt.), a w arcyważnym spotkaniu barażowym ze Słowenią to był już 20-procentowy dół z trzema „oczkami”. Cień zawodnika, którego kiedyś chciał mieć u siebie prawie każdy klub na świecie. Naturalnie został jednym z głównych winowajców. Niektórzy domagali się jego głowy, chociaż mówimy o gościu, który ma dopiero 29 lat. Menadżer Andrzej Grzyb w wywiadzie udzielonym Weszło pojechał nawet jeszcze ostrzej zaliczając go – obok Michała Kubiaka i Fabiana Drzyzgi – do grupy „cwaniaków” którzy „chcieli zrobić kadrę pod siebie”.

2017.08.30, Krakow, Tauron Arena Siatkowka mezczyzn, Lotto Mistrzostwa Europy 2017, faza play-off Mecz Polska - Slowenia N/z Bartosz Kurek (POL) smutek Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus 2017.08.30, Krakow, Tauron Arena European Men's Volleyball Championships 2017, playoff phase Poland vs Slovenia Bartosz Kurek (POL) smutek Credit Rafal Oleksiewicz / PressFocus / NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

„Kuraś” po zawalonym turnieju mógł nieco ukryć się przed światem, bo kilka miesięcy wcześniej przyklepał umowę z Ziraatem Bankasi Ankara. W Turcji podpisał gruby kontrakt i jeśli wierzyć wyliczeniom włoskich mediów, znalazł się w trójce najlepiej opłacanych graczy na świecie. Ale i w kraju nad Bosforem wiodło mu się marnie, bo przez kilka miesięcy leczył kontuzję stopy. Pojawiały się nawet plotki, że Turcy być może będę chcieli z niego zrezygnować. Na parkiet wrócił dopiero na początku roku.

Cały czas spoglądał też na pewno w kierunku Polski, gdzie Polski Związek Piłki Siatkowej przez długie miesiące wybierał nowego trenera reprezentacji. Vital Heynen to szósty selekcjoner z którym Kurek będzie współpracował. Poprzednie kadencje były dla niego jak jazda kolejką górską.

Castellani: Bartek jest jak… pies

Bartosz Kurek w biało-czerwonej koszulce zadebiutował wprawdzie już za kadencji Raula Lozano w 2007 r., ale dopiero u Daniela Castellaniego zaczął odgrywać ważną rolę.

Jego talent w kadrze eksplodował podczas Euro 2009 w Turcji, gdzie drużyna niespodziewanie zdobyła mistrzostwo. Chociaż trzeba też uczciwie przyznać, że nieco pomógł mu w tym los, bo z kadry przed turniejem z różnych względów wypadły największe gwiazdy, czyli Mariusz Wlazły, Michał Winiarski i Sebastian Świderski. Dla 21-letniego szczawika, który dopiero co trafił do Skry Bełchatów, zrobiło się miejsce. I on to wykorzystał grając kapitalny turniej i będąc ogromnym wsparciem dla Piotra Gruszki. Był mocny, a sam Castellani porównał go do… psa. Jak mówił, kiedy ten wpadnie do wody, od razu się otrząsa i o wszystkim zapomina. Jego zdaniem dokładnie tak samo robił Kurek po nieudanych akcjach.

Zaliczył bardzo dobry turniej, chociaż jak go sobie przypominam z tamtych czasów, to był jednak zupełnie inny niż teraz. Przede wszystkim nie wymagał od siebie tak wiele. Wtedy po prostu wychodził na parkiet i bawił się – mówił nam Daniel Pliński, kiedy przed Euro w Polsce wspominaliśmy tamten turecki triumf.

Teraz sam na siebie nakłada dużą presję. Ale on już taki jest, zresztą już wtedy lubił brać odpowiedzialność na siebie. Wtedy, w Turcji, wszyscy byli jednak w sztosie – dodał z kolei ówczesny drugi rozgrywający Paweł Woicki.

To wtedy jego popularność skoczyła i stał się międzynarodową gwiazdą siatki. Po latach w wywiadach przyznał jednak, że presja dała mu się mocno we znaki. Zaczął grać na większej spinie chcąc wskoczyć na jeszcze wyższy poziom. Nie udało się, forma falowała, czego efektem były nieudane mistrzostwa świata we Włoszech w 2010 r. Polacy zakończyli je na miejscach 13-18., a Castellani został chwilę później wykopany ze stanowiska.

Kiedy reprezentację objął Andrea Anastasi, wciąż młody przyjmujący stał się już w niej jednym z frontmanów. Chociaż igrzyska w Londynie zakończyły się na rozczarowującym ćwierćfinale, to on był jednym z najlepszych graczy, biało-czerwony wózek w ofensywie ciągnął głównie ze Zbigniewem Bartmanem. Kadencja Anastasiego to było jednak medalowe żniwo na innych frontach. W 2011 r. drużyna skosiła brązowe medale Ligi Światowej oraz mistrzostw Europy. Ten drugi turniej to był koncert Kurka, który został najlepiej zagrywającym zawodnikiem, a w pamiętnym meczu o trzecie miejsce walił do Rosjan z ciężkiej artylerii zdobywając 23 pkt. Rok później poprowadził z kolei drużynę do pierwszego i jak na razie jedynego zwycięstwa w Lidze Światowej. Został też MVP całych rozgrywek.

I był to jego… ostatni naprawdę udany turniej w reprezentacji. W kolejnym sezonie drużyna zawaliła już wszystko, a więc Ligę Światową oraz mistrzostwa Europy w Danii i Polsce.

Kiedy młody Kurek zdobywał mistrzostwo Europy z kadrą Castellaniego, wokół niego były zupełnie inne osobowości. Z czasem jednak zaczęli odpadać zawodnicy będący opoką tej reprezentacji i odpowiedzialność powoli zaczęła spadać na niego. I nie zawsze jest tak, że ten ciężar rozkładany jest równomiernie – mówi Weszło Ireneusz Mazur, były trener reprezentacji, obecnie ekspert Polsatu Sport.

„To był kopniak w tyłek”

Tąpnięcie nastąpiło, kiedy PZPS wyczarował Stephane’a Antigę i to jemu powierzył misję zbudowania ekipy, który namiesza na mistrzostwach świata w Polsce. Jednym z jego priorytetów było nakłonienie do powrotu Pawła Zagumnego i będącego na wojennej ścieżce ze związkiem Mariusza Wlazłego. I kiedy ruszył sezon 2014, Bartosz Kurek wszedł tak naprawdę do zupełnie nowej drużyny. Drużyny, która nie była już zbudowana pod niego.

To był dziwny układ. Antiga i Kurek bardzo dobrze znali się z czasów wspólnej gry w Bełchatowie, gdzie Francuz – takie były przynajmniej opinie – był dla młodego trochę jak starszy brat, mentor. Kiedy spotkali się na kadrze, role się jednak przemieszały. Nie było już koleżeństwa. Zawodnik do tej pory był księciem w reprezentacji, grał w zasadzie zawsze, kiedy tylko był zdrowy, nawet mimo wahań formy. Latami był sercem i płucami drużyny, ale tutaj zaczęło się nowe rozdanie. Do tego jeszcze sam Kurek – wówczas już zawodnik włoskiej Maceraty – był ewidentnie pod formą.

Nie szło mu, w Lidze Światowej był hamulcowym, ale i tak chyba nikt nie wyobrażał sobie, że Kurka zabraknie na mistrzostwach świata w ojczyźnie. Informacja, że Stephane Antiga go skreślił, wyglądała więc jak fake news. Ale to był prawdziwy news. Francuz pokazał, że ma jaja, ale jednocześnie podjął wielkie ryzyko, bo gdyby zawalił mundial, ludzie już zawsze wypominaliby mu skreślenie gwiazdora.

Oficjalnie powodem decyzji były względy sportowe, bo Kurek był na treningach najsłabszy spośród wszystkich przyjmujących. Kulisy miały jednak wyglądać nieco inaczej.

W tej historii wciąż jest mnóstwo znaków zapytania, ale przyjmujący miał rzekomo nie akceptować nowej roli w drużynie. Był jednym z wielu. Grał mało, frustracja rosła, zawodnik nie zawsze słuchał się sztabu trenerskiego, jęczał na jakość treningów. Jak donosił „PS”, doszło nawet do dwóch rozmów wychowawczych, które jednak nie postawiły zawodnika do pionu. Po jednej z pogawędek Kurek opuścił zgrupowanie. Chociaż tak naprawdę dalej nie wiadomo, czy to on sam wypisał się z kadry, czy wyszło to od Antigi. Fakt był jednak taki, że 26-latek obejrzał imprezę siedząc przed telewizorem, a Francuz swoją decyzję obronił najlepiej jak mógł – zdobywając tytuł. Wydawało się, że kiedy Antiga będzie trenerem, noga Kurka w tej kadrze już nie postanie.

Ireneusz Mazur: – Zacznijmy jednak od tego, że zwycięstwo na mistrzostwach nie było związane z tym, że on został odstrzelony. Chociaż można podejrzewać, że pozostali zawodnicy musieli bardzo się pilnować, bo odsunięcie Kurka w takim momencie było szokiem. Nikt nie wyobrażał sobie, że bez niego można osiągnąć coś wielkiego, ale okazało się, że w tej reprezentacji środek ciężkości mógł być inny. Chociaż obecność Kurka, to moje prywatne zdanie, pozwoliłaby grać jeszcze bardziej wszechstronną siatkówkę.

Mazur przyznaje, że Kurek nie jest łatwym graczem do prowadzenia. – Wydawałoby się, że zawodnika o taki warunkach żadne wiaterki emocjonalne nie powinny ruszać, a jednak.

2015.08.22 TORUN SIATKOWKA MEZCZYZN KADRA REPREZENTACJA MEMORIAL WAGNERA VOLLEYBALL MEN POLSKA - JAPONIA POLAND VS JAPAN N/Z Bartosz Kurek Stephane Antiga trener head coach FOTO LUKASZ LASKOWSKI / PRESSFOCUS / NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Chociaż między Antigą i Kurkiem padły mocne słowa, to jednak panowie w nowym sezonie potrafili się dogadać. Francuz szukał nowego pomysłu na drużynę po odejściu Wlazłego i spółki, dlatego zaproponował mu przeprowadzkę z przyjęcia na pozycję atakującego. I Bartek był nim przez dwa sezony, włącznie z igrzyskami w Rio de Janeiro.

Kurek tak później wspominał konflikt z trenerem w wywiadzie dla magazynu „Logo”: – To był kopniak w tyłek. Do tamtego momentu, nawet gdy miałem słabszy sezon w Rosji, nigdy nie dostałem po tyłku od siatkówki. A wtedy mieliśmy pierwszą kłótnię i to dość ostrą, talerze latały. To też było ważne doświadczenie. Zobaczyłem, jak bardzo lubię grać w siatkę, ale też ile potrafi sprawić mi bólu. Ale jestem z tym już pogodzony.

W tym samym wywiadzie przyznał też, że najbardziej nie lubi w sobie skłonności do zbytniego przejmowania się. Mówił zarówno o sporcie, jak i codziennym życiu. Stwierdził, że chciałbym mieć grubszą skórę.

Wróćmy jednak na boisko. Rio tradycyjnie skończyło się na ćwierćfinale, chociaż Kurek był naszym czołowym graczem (w grupowym meczu z Rosją nastukał aż 36 pkt.). Jak się okazało, olimpijska porażka i cały ciężki sezon mocno odbiły się na zawodniku, który jesienią 2016 r. nieoczekiwanie zerwał kontrakt z JT Hiroszima Thunders. Jak napisał później w oświadczeniu, zmęczenie skumulowane przez lata ciągłego grania mocno uderzyło w jego organizm oraz spowodowało „wypalenie mentalne”. Stracił pasję i chęć do grania. W głowie miał nawet myśli, żeby odpocząć od siatkówki przez cały sezon, chociaż ostatecznie tak się nie stało.

Iskra wróciła dopiero po powrocie do Skry Bełchatów.

Kurek – urządzenie bardziej komputerowe

W ostatnich latach ciężko nawet przypisać go do konkretnej pozycji na boisku, bo kiedy nastały rządy Ferdinando De Giorgiego, Włoch ponownie przesunął go na przyjęcie. Na pozycji atakującego bardziej wierzył bowiem w swojego żołnierza z ZAKSY Dawida Konarskiego. Finał pamiętają wszyscy, obaj siatkarze zagrali dziadowski turniej, chociaż winnych było znacznie więcej.

Vital Heynen, który spróbuje teraz ogarnąć rozbitą reprezentację, wizję znów ma inną, bo… zawrócił Kurka na atak. Belg argumentował to tym, że w jego opinii „Kuraś” w latach 2015 i 2016 był jednym z najlepszych bombardierów świata. Oprócz niego w zestawie na ten sezon znalazło się jeszcze czterech atakujących: wspomniany Konarski oraz Łukasz Kaczmarek, Maciej Muzaj i Damian Schulz. Rywalizacja może być zacięta.

Ekscentryczny Heynen nie posłuchał więc podpowiadaczy i nie odstawił starej gwardii.

Nie stać nas, abyśmy rezygnowali z tej grupy siatkarzy i nie mówię tutaj tylko o Kurku. Owszem, posiadamy duży potencjał jeśli chodzi o młodzież, ale niech ci młodzi walczą o miejsce sportową drogą, a nie na zasadzie eliminacji, że skoro zagraliśmy kiepski turniej, to wycinamy najbardziej winnych. Wymiana pokoleniowa jest potrzebna, ale patrzmy na jakość. Sam będąc trenerem kadry też dokonałem zmiany pokoleniowej. Wiem jak ciężko jest utrzymać wysoki poziom na dłuższą metę grając samymi młodymi zawodnikami. Tego się po prostu nie da zrobić – dodaje Ireneusz Mazur.

Jeśli chodzi natomiast o rolę Kurka w drużynie, wcale nie uważa, że musi być on liderem totalnym. Zdaniem komentatora, gracz Ziraatu powinien być trybem napędzającym drużynę, ale odpowiedzialność musi rozkładać się także na innych. – To wybitna osobowość, ale niewątpliwie skomplikowana pod względem psychologicznym. Uszanujmy tę wrażliwość. Może tak jak na ME w 2009 r. wokół niego potrzeba graczy, którzy będą na tyle mocni, żeby wyeksponować jego najlepsze cechy? Bo to nie jest maszyna, którą można wrzucać do kruszenia kamieni, Kurek to jednak urządzenie bardziej komputerowe.

I kończy: – Mocna osobowość Heynena niewątpliwie zderzy się w którymś momencie z osobowościami zawodników. I zobaczymy, jak on sobie poukłada te puzzle na stole. Aniołków tam nie ma, ale to dobrze, bo z aniołkami to tylko do nieba.

RAFAŁ BIEŃKOWSKI

Fot. newspix.pl

Opublikowane 29.04.2018 19:13 przez

Rafal Bienkowski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Blogi i felietony
22.10.2020

Valmiera? Benfica? Bez różnicy. Lech ma jaja

Lech przegrał z Benficą. No i co z tego? Czy ktoś powinien mieć do niego jakiekolwiek pretensje? Nie, bo pokazał, że ma jaja i nie boi się grania tego, co chce. Przed meczem mówiłem sobie, że wynik mnie nie interesuje. Szanse na to, by Lech pokonał Benficę – faworyta nie tylko naszej grupy, ale i […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Sporo pozytywów oraz duet stoperów i Kaczarawa. Noty Lecha za Benfikę

Mimo że Lech Poznań przegrał z Benfiką, nie mamy pretensji do jego zawodników. Podjęli walkę, zagrali w swoim stylu, nie było wątpliwości, że obie drużyny uprawiają tę samą dyscyplinę sportu. Większość ocen jest więc co najmniej przyzwoita, choć są wyjątki. Skala not tradycyjnie 1-10, wyjściowa 5.  Filip Bednarek (5) Dwie dobre interwencje w końcówce, szczególnie […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Gol sezonu Rangersów. Szkoci zaczynają od zwycięstwa w lechowej grupie

Mogliśmy się zastanawiać nad tym, który z pozostałych zespołów w grupie Lecha Poznań w Lidze Europy jest silniejszy. Rangersi czy jednak Standard Liege? Bo co do tego, że Benfica przerasta resztę stawki, nie było wątpliwości. No i na „dzień dobry” Szkoci ograli Belgów 2:0. Natomiast pewnie nie wynik, a gola z 92. minuty zapamiętamy na […]
22.10.2020
Blogi i felietony
22.10.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Gdy Lech strzelał pierwszą bramkę, na powtórce każdy Polak mógł wyczytać z ust Puchacza soczyste „MOŻNA KURWA”. Gdy Crnomarković naciśnięty pressingiem oddał piłkę za darmo w aut, zebrał opieprz za minimalizm. Za brak podjęcia nie walki jako takiej, a walki o grę w piłkę. Jakub Kamiński przy drugim golu w zasadzie był kryty przez dwóch […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Zawiodło to, czego się obawialiśmy. Gra w obronie

Wiadomo, że podobał się nam ten mecz w wykonaniu Lecha. Zobaczyliśmy to, co w gruncie rzeczy chcieliśmy, czyli drużynę walczącą jak równy z równym z bardzo mocną Benfiką. Co więcej, zobaczyliśmy Kolejorza, który się nie bał, nie pałował wszystkich piłek, pokazał wiele więcej niż tylko mityczne już cechy wolicjonalne. Zresztą po raz kolejny. Oczywiście na […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Lech Poznań? Tak przecież nie grają polskie drużyny! Porażka, ale bez wstydu

Lech Poznań przegrał mecz. To fakt. Ale przypuszczamy, że gdybyśmy zrobili dziś wieczorem spacer po Poznaniu i gdybyśmy pytali poznańskich kibiców „czy jesteś dumny z Kolejorza”, to dostalibyśmy same odpowiedzi twierdzące. Poznaniacy przegrali. Ale postawili Benficę trudne warunki, długimi minutami byli stroną przeważającą, dwukrotnie odrabiali straty. Z taką grą lechici nie mają się czego bać […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

HEJT PARK PO MECZU LECHA | TRAŁKA, WAWRZYNIAK, STANOWSKI

Wow, Lech zrobił nam dziś wieczór. Ale na 90 minutach show w Poznaniu emocje się nie kończą. O godz. 21 startujemy z „Hejt Parkiem w Dobrym Składzie” w Weszło.FM oraz w Kanale Sportowym! Prowadzenie: Krzysztof Stanowski. Goście: Łukasz Trałka i Jakub Wawrzyniak. Temat? Chyba oczywisty. Czekamy na wasze telefony: 22 219 94 42! Sponsorem programu […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

„Nie wyobrażam sobie, żeby Lublin nie miał Ekstraklasy do 2025 roku”

Iście mocarne plany ma Motor Lublin. Nie dość, że w czerwcu właścicielem klubu z Lubelszczyzny został miliarder Zbigniew Jakubas, to teraz ogłoszone zostało, że jednym z jego doradców będzie Bogusław Leśnodorski. Postać absolutnie nieprzypadkowa i mająca know-how, jak w polskiej piłce zrobić sukces, w który wszyscy w Lublinie celują. – Nie wyobrażam sobie, żeby Motoru […]
22.10.2020
Live
22.10.2020

LIVE: Panowie… To wasz czas!

Oj, wyczekał się Lech Poznań na ten wieczór. Lata niepowodzeń, lata rozczarowań, ale jak wreszcie zaskoczyło.. Ofensywna, atrakcyjna, widowiskowa gra. Mnóstwo wychowanków w składzie, większość z nich jasno deklarujących, że gra dla Kolejorza to dla nich coś więcej niż praca. Parę autentycznych gwiazd ligi, bo tak trzeba określić Tibę czy Ishaka. Efekt? Dziś ich wieczór. […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Real w pułapce – jak wiele zaufania może otrzymać legenda?

Futbol nie jest, nie był i nigdy nie będzie bajkowym światem. Nigdy nie ma tutaj kropki na końcu zdania „i żyli długo i szczęśliwie”. Każdy dobry moment to tak naprawdę wyczekiwanie, aż wszystko się rozsypie. Długo rzeczywistość oszukiwał Zinedine Zidane. Trzy razy feta po zwycięstwie w Lidze Mistrzów. Opuszczenie statku jeszcze przed kryzysem, właściwie na […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Trudne zadanie przed Lechem. Polskie kluby nie potrafią łączyć ligi i pucharów

Występy polskich klubów w europejskich pucharach są zbawieniem i męką. Zbawieniem – bo kibice wreszcie mają okazję się uradować, bo UEFA wysyła pieniądze, a i jakoś tak zawsze można ponapinać się przed resztą Ekstraklasy. Ale wejście do fazy grupowej Ligi Europy (czy rzadziej – Ligi Mistrzów) wiąże się też po prostu z grą. Częstą, intensywną […]
22.10.2020
Inne sporty
22.10.2020

Gamrot: Kiedy usłyszałem werdykt, poczułem się, jakbym dostał bejsbolem

Od debiutu Mateusza Gamrota w UFC minęło już parę dni, ale emocje wciąż wiszą w powietrzu. Polski zawodnik MMA wspominał swoją walkę z Guramem Kutateladze w programie Oktagon Live na Kanale Sportowym, którego był gościem wraz z Marcinem Tyburą. Spisaliśmy dla was najciekawsze wątki z jego rozmowy z Maciejem Turskim. Różnice między KSW a UFC: […]
22.10.2020
Uncategorized
22.10.2020

Superliga powraca, odcinek 2841. Co wielkie kluby wykombinowały tym razem?

Są pewne rzeczy, wydarzenia, czynności, które wydają się nam ciągnąć w nieskończoność. Nawet, gdy myślimy, że już nadszedł ich kres, powracają i próbują skupić swoją uwagę. Wczoraj znowu można było pomyśleć: “jest, wylazł”, bo Liverpool i Manchester United przypomniały, że oni to by w sumie chcieli tę Superligę. Znowu. Nie jest to pomysł nowy, wszak […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Może Świderski, może Klimala, a może Bale? Kto błyśnie w Lidze Europy?

W tym roku na Ligę Europy patrzymy z większym zaciekawieniem, niż miało to miejsce przez ostatnie kilka lat, kiedy siłą rzeczy traktowaliśmy ją nieco po macoszemu. Lech świetnie zagrał w eliminacjach, awansował do fazy grupowej, więc naturalnie czwartkowe wieczory na europejskich boiskach, przynajmniej te jesienne, będą nieco gorętsze. Tylko, czy sprawiedliwym jest sprowadzania tych rozgrywek […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Finansowy raport za 2019 rok. Lech z najwyższymi spadkami, Wisła Płock oszalała

Firma Deloitte opublikowała swój coroczny raport finansowy dotyczący Ekstraklasy. Jak zwykle dostaliśmy sporo ciekawych danych podanych w przystępnej formie. Jednak mamy gdzieś z tyłu głowy to, że ta analiza dotyczy 2019 roku. Czyli roku, w którym nie było pandemii, nie było zawieszenia rozgrywek, pustych stadionów, pobicia rekordu transferowego Ekstraklasy, fazy grupowej Lecha Poznań… Niemniej kilka […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Jak katowiccy bombardierzy nastraszyli Benficę

Gdy w 1993 roku GKS Katowice pojawił się w Lizbonie na meczu Pucharu Zdobywców Pucharów, otrzymał od portugalskiej prasy przydomek „bombardeiros”. Aż tak nas doceniali? Zachwycała ich gra głową Mariana Janoszki, a także nieustępliwość Kazka Węgrzyna? Otóż nie: dziennikarze określili polskich przybyszów bombardierami, ponieważ katowiczanie przylecieli rozklekotanym, postsowieckim IŁ-em. Lata dziewięćdziesiąte? Kasety VHS, trzepak, Super […]
22.10.2020
Weszło Extra
22.10.2020

„Wygralibyśmy z Lechem 99 meczów na 100”. Pucharowe boje Kolejorza w sezonie 2010/11

Dwanaście spotkań zdążył rozegrać Lech Poznań w sezonie 2010/11 przed meczem otwarcia fazy grupowej Ligi Europy, w którym „Kolejorz” miał się zmierzyć z Juventusem. Ówcześni mistrzowie Polski tylko w jednym z tych dwunastu starć zdobyli więcej niż dwa gole. W siedmiu w ogóle nie znaleźli drogi do siatki rywali. Powodów do optymizmu przed występem podopiecznych […]
22.10.2020
Weszło
22.10.2020

Niedawno juniorzy Benfiki, dziś III liga. „Za dużo imprez, odbiła mi sodówka”

Przemysław Macierzyński mając 16 lat i 116 dni zadebiutował w Ekstraklasie jako zawodnik Lechii Gdańsk. Stał się pierwszym chłopakiem z rocznika 1999, który zagrał w polskiej elicie. Ciągu dalszego jednak nie było, a jego kariery wcale nie przyspieszyło pójście do juniorów Benfiki Lizbona. Dziś wciąż dość młody napastnik (21 lat) próbuje się odbić w III […]
22.10.2020