Reklama

Taras Romanczuk, czyli najlepsza szóstka w lidze

redakcja

Autor:redakcja

28 lutego 2018, 16:00 • 7 min czytania 21 komentarzy

Wiele lat temu Leo Beenhakker załamywał ręce, że tak wielki kraj jak Polska ma deficyt na pozycjach, na których w teorii powinien mieć wielu dobrych piłkarzy. Konkretnie miał na myśli środkowych obrońców i defensywnych pomocników. Wysokich, silnych, wybieganych, inteligentnych taktycznie, potrafiących odebrać piłkę i oddać do najbliższego. I faktycznie, tak jak mniej dziwi brak wybitnych dryblerów czy kreatywnych rozgrywających, tak kłopoty akurat na tych pozycjach były dosyć zaskakujące. Co więcej, lata mijają, a – poza kilkoma wyjątkami, jak Glik czy Krychowiak – sytuacja wcale się u nas znacząco nie poprawiła.

Taras Romanczuk, czyli najlepsza szóstka w lidze

Swoistym potwierdzeniem tej tezy jest przykład Tarasa Romanczuka, który wraz z uzyskaniem polskiego obywatelstwa trafił do notesu naszego selekcjonera. Jeżeli bowiem wsparciem dla kadry ma być defensywny pomocnik wychowany na Ukrainie, to wystawia to nie najlepszą laurkę jego konkurentom z Polski. Niezależnie od tego Romanczuk zgodnie z przepisami może być brany pod uwagę w kontekście gry z orzełkiem na piersi. Jako że Adam Nawałka na przykładzie Thiago Cionka pokazał, że nie interesują go jakiekolwiek kwestie poza sportowymi, przydatność pomocnika Jagiellonii z pewnością też będzie rozważana wyłącznie pod względem piłkarskich umiejętności. Jeśli Nawałka uzna je za wystarczające, Taras załapie się na najbliższe zgrupowanie. Jak w tym kontekście kształtują się jego szanse?

Zacznijmy od tego, że na poziomie naszej ekstraklasy Romanczuk jest otrzaskany w bojach o najwyższe cele. W czterech ostatnich sezonach trzy raz bił się o mistrza, a ten ostatni bój właśnie nabiera rumieńców. Obok Grzyba, Frankowskiego i Świderskiego to jedyne ogniwo łączące rewelacyjną ekipę Michała Probierza z sezonu 2014/15 z rewelacyjną ekipą Ireneusza Mamrota z sezonu 2017/18. Przed trzema laty Romanczuk był podstawowym zawodnikiem drużyny, która skończyła na najniższym stopniu podium. W zeszłym roku był już jednym z liderów zespołu wicemistrza Polski. A dziś można zaryzykować stwierdzenie, że jest najlepszym zawodnikiem samodzielnego lidera, który właśnie rozjechał wicelidera na jego własnym boisku.

Wraz z rosnącą rolą w Jagiellonii, do góry szły też piłkarskie umiejętności Romanczuka. Dziś wyróżnia go przede wszystkim fakt, że podczas meczów cały czas pozostaje pod prądem, aktywnie bierze udział w grze i nigdy nie odpuszcza przeciwnikom. Jego atuty to żelazna kondycja (tylko w meczu z Legią przebiegł 12,05 km, wykonał 2 sprinty oraz aż 34 (!) szybkie biegi), gra w powietrzu (najwięcej wygranych górnych starć w całej ekstraklasie!), a także szeroko rozumiana gra defensywna. W bieżących rozgrywkach Taras był tym zawodnikiem, który stoczył z rywalami najwięcej pojedynków w defensywie, podjął najwięcej prób odbioru piłki oraz najwięcej razy skutecznie tę piłkę odebrał. Obecnie wygląda to tak, że w każdym meczu Romanczuk wchodzi średnio w 27 pojedynków, a z 15 wychodzi zwycięsko. Pozytywy są tu dwa. Raz, że stosunkowo często zwycięża, przez co – przykładowo – jego zespół wchodzi w posiadanie piłki. I dwa, nawet jeśli przegrywa pojedynek, to przecież sam fakt stoczenia go z przeciwnikiem sprawia, że akcja ofensywna rywali traci na tempie, a partnerzy lepiej organizują się w defensywie.

Innymi słowy, Romanczuk to takie żywe srebro w środku pola. A dla boiskowych przeciwników prawdziwe utrapienie. Nikt w tej lidze tak często nie próbuje rywalowi przeszkadzać, nikt też nie zamiata w ten sposób środka pola. Spójrzmy na same odbiory – defensywny pomocnik Jagi w każdym meczu średnio podejmuje 8 takich prób, z czego 4,7 ma udanych. Dla porównania – drugi pod tym względem w ekstraklasie Jakub Żubrowski co mecz podejmuje 5 prób odbiorów, przy czym skutecznych jest 2,8. Jakkolwiek spojrzeć, różnica jest tu kolosalna, a pod względem odbiorów Romanczuk jest dwie klasy ponad resztą stawki. – Taras ma świetny odbiór piłki, a co ważne, nie odbiera w nadmiernie agresywny sposób. Jeśli łapie kartki, to zwykle za faule taktyczne, na przykład złapanie kogoś za koszulkę przy kontrze – komentuje już po meczu z Legią Ireneusz Mamrot.

Reklama


Odbiór i rozpoczęcie akcji – Taras Romanczuk w meczu z Lechią.

Zarówno w kwestii liczby pojedynków, jak i samej statystyki odbiorów, liczby Tarasa z tego sezonu nie są jednak niczym nowym. Jeszcze przed dwoma laty pomocnik Jagi był odpowiednio 12. w lidze pod względem pojedynków w obronie oraz 10. w klasyfikacji odbiorów. Przed rokiem był już najlepszy w statystyce wszystkich pojedynków – w całym sezonie stoczył ich najwięcej oraz najwięcej wygrał (874/487). Natomiast pod względem odbiorów był trzeci w całej stawce, ustępując tylko Jackowi Góralskiemu i Rafałowi Grzelakowi. I właściwie trudno się dziwić, że w zeszłych rozgrywkach tak mocno błyszczał Konstantin Vassiljev. Mając za plecami takich fighterów, jak Romanczuk i Góralski, mógł skupić się wyłącznie na ofensywie i budować imponujące statystyki goli czy asyst. Jakkolwiek spojrzeć, zjazd Estończyka z tego sezonu nie jest kwestią wyłącznie jego formy czy kłopotów zdrowotnych, ale też jakości partnerów, którzy grają za jego plecami.

Wracając do Romanczuka, od dłuższego czasu świetnie czuje się w bezpośrednim starciu z przeciwnikiem. Z kolei aspektem, który w ostatnim czasie mocno poprawił, jest ustawianie się oraz szeroko rozumiana inteligencja taktyczna. – Bardzo poprawił sposób poruszania się po boisku. Teraz jest znacznie częściej pod grą, a tego wymagam od swoich zawodników – analizuje Ireneusz Mamrot. Warto też podkreślić, że w tym sezonie Taras dołączył do ścisłej ligowej czołówki pod względem przejęć piłki, czyli wejść w jej posiadanie bez bezpośredniego kontaktu z rywalem (na przykład przecięcie podania lub zabranie futbolówki po uprzedniej utracie kontroli przez przeciwnika). Pomocnik Jagi również pod tym względem jest dziś jednym z najlepszych w lidze (a zazwyczaj dominują tu środkowi obrońcy). natomiast pod względem przejęć futbolówki na połowie przeciwnika po jesieni był trzeci w ekstraklasie, nieznacznie ustępując pola jedynie Matuszkowi i Trałce. No i aktywnie skraca ten dystans, bo tylko we wczorajszym meczu na Legii przejął – co wręcz niebywałe – aż 17 piłek, z czego 10 właśnie na połowie przeciwnika.

W naszych warunkach mamy więc niemal kompletnego defensywnego pomocnika. Wysoki (186 cm), silny, wybiegany, dominujący w powietrzu i nie odpuszczający przeciwnika na krok, a przy tym czujący grę, świetnie się ustawiający i przechwytujący mnóstwo piłek. Kilka kwestii z pewnością musi poprawić, na co ma jeszcze czas (na liczniku wciąż 26 lat). Przede wszystkim jednak budujące jest jego podejście. Pisząc wprost – to człowiek, który nie unika ciężkiej pracy. – Ma rezerwy jeśli chodzi o zagrywanie piłek prostopadłych. Nie jest to łatwe na jego pozycji, bo musi grać odpowiedzialnie, ale stać go tutaj na więcej. Jest to też zawodnik lewonożny, więc musi pracować nad prawą nogą, szczególnie jeśli chodzi o strzał – podsumowuje bieżące braki Ireneusz Mamrot. I dodajmy w tym miejscu, że mowa tu o szlifowaniu strzału przez defensywnego pomocnika, który przez 3,5 roku zapakował 16 bramek w ekstraklasie.

Przestrzeń do poprawy rzecz jasna jest, ale już dziś Romanczuk to idealny kandydat do roli zadaniowca. Człowieka odpowiedzialnego za zakończenie fazy ataku rywala i rozpoczęcie ataku swojego zespołu. A fakt, że na przykład przy stałym fragmencie gry może dołożyć coś ekstra tylko podwyższa jego wartość. Co ważne, Taras zdaje się dawać radę w najważniejszych spotkaniach – tylko w tej rundzie re-we-la-cyj-nie wypadł w starciach z zawsze niewygodną dla Jagiellonii Lechią oraz w bitwie na szczycie w Warszawie.

Abstrahując już od samych umiejętności Romanczuka, wydaje się, że akurat gracz o takiej charakterystyce bardzo jest Adamowi Nawałce potrzebny. Obecnie bowiem z klasycznych szóstek mamy Grzegorza Krychowiaka oraz długo, długo nic. Numerem dwa na tej pozycji zdaje się być Jacek Góralski, ale jego pozycja wciąż nie jest najmocniejsza. Dotychczas u Nawałki nie powąchał jeszcze murawy w meczu o stawkę, a jego licznik gier reprezentacyjnych zatrzymał się na dwójce. Kiedy w starciach eliminacyjnych brakowało Krychy, selekcjoner wolał postawić na Krzysztofa Mączyńskiego, wspieranego przez Karola Linettego. Tyle że wady takiego ustawienia zostały brutalnie obnażone w Kopenhadze, gdzie nasz środek nie istniał, bo został zupełnie zdominowany przez Duńczyków. Przede wszystkim brakowało siły fizycznej, bo na boisku mieliśmy Mączyńskiego (175 cm wzrostu), Linettego (176 cm), a na ławce Góralskiego (172 cm). I wszyscy pamiętamy, jak to się wtedy skończyło.

Reklama

Wydaje się, że cały temat Romanczuka w kadrze to właśnie próba znalezienia odpowiedzi na pytanie – co, jeśli nie Krychowiak? Na Euro 2016 w odwodzie mieliśmy napompowanego przez Czerczesowa Jodłowca, a dziś sensownych alternatyw do walki na najwyższym poziomie nie widać. W ostatnim czasie w lidze odpaliło kilku młodych, perspektywicznych chłopaków, jak Żurkowski, Piotrowski czy (Damian) Szymański i każdy z nich ma swoje niezaprzeczalne atuty. Żaden jednak nie wygląda tak dobrze na pozycji numer sześć i nawet nie ma podjazdu do liczb wykręcanych przez Romanczuka. A to oznacza, że potencjalne powołanie dla dla defensywnego pomocnika Jagiellonii wcale nie byłoby tak szokujące, jak się niektórym wydaje. A już na pewno nie pod względem sportowym.

MICHAŁ SADOMSKI

Najnowsze

Anglia

Angielska federacja zamieściła ogłoszenie o pracę na stanowisko… selekcjonera

Damian Popilowski
6
Angielska federacja zamieściła ogłoszenie o pracę na stanowisko… selekcjonera

Ekstraklasa

Komentarze

21 komentarzy

Loading...