To już sześć lat od pierwszego razu Zielińskiego z seniorską piłką

redakcja

Autor:redakcja

04 lutego 2018, 10:03 • 3 min czytania

Reklama
To już sześć lat od pierwszego razu Zielińskiego z seniorską piłką

Piotrek Zieliński od zawsze był uznawany za duży talent polskiej piłki. Środkowy pomocnik z niezłym odejściem, dryblingiem, z zarówno prawą, jak i lewą nogą – u nas w Polsce gatunek wręcz zagrożony wyginięciem. Tym bardziej, że już jako 17-latek – a nie młody, zdolny 25-latek – dostał pierwsze powołanie od Francesco Guidolina do dorosłej drużyny Udinese. 

Reklama

Patrząc na Zielińskiego przez pryzmat wyłącznie umiejętności – fantastyczny zawodnik. Zauważył to Fornalik, ale były selekcjoner nie był pierwszy. Mając 12 lat, Piotrek zwrócił uwagę Bayeru Leverkusen i to nie było jakieś chwilowe zauroczenie ze strony „Aptekarzy”. Kilka razy odwiedził ośrodek treningowy Niemców, jego ojciec – Bogusław – był po słowie z Rudim Vollerem i praktycznie wszystko w sprawie wyjazdu Zielińskiego było już dogadane, ale transfer wysypał się na ostatniej prostej. Podobno był również temat Feyenoordu czy Heerenveen, ale konkretów – brak.

Po nieudanej próbie wyjazdu, „Zielek” wylądował ostatecznie w Zagłębiu Lubin, gdzie też mógł liczyć na stały rozwój. Oczywiście, rodzina Zielińskich dopięła swego. Pięć lat po sytuacji z Bayerem, po Piotrka zgłosiło się Udinese Calcio. Sam szkoleniowiec seniorskiego zespołu, Francesco Guidolin podobno mocno naciskał na transfer młodego Polaka. „Miedziowi” nie chcieli utrudniać negocjacji, postawili sprawę jasno – sto tysięcy euro i Zieliński jest wasz. Wiadomo, gdy teraz patrzymy na Pietro Pellegriego, który idzie do AS Monaco za 25 baniek, to nie robi to na nas wrażenia. Jednak przy realiach z 2011 roku, te sto kafli za 17-latka były „czymś”. Prezes Udine wyłożył pieniądze na stół, tym samym sprowadzając do siebie nieoszlifowany diament polskiej piłki. Piotrek chwilę pokopał w Primaverze, a następnie Guidolin wziął go pod swoje skrzydła…

Oczywiście wiemy, że w Serie A kluby biorą na mecze 23 zawodników, czyli szansa na to, że nie znajdziesz się w kadrze na mecz jest mniejsza niż awans Lechii Gdańsk do europejskich pucharów w obecnym sezonie. Postawmy się jednak w sytuacji Zielińskiego:

17-latek wyjeżdża do Włoch, nie zna języka, nie może liczyć na dobrą komunikację z chociażby trenerem. Słowem – jest rzucony na bardzo głęboką wodę. Po pół roku gry dla Primavery, 4 lutego 2012 roku, dostaje powołanie na mecz z Fiorentiną, na najwyższym szczeblu rozgrywkowym na półwyspie apenińskim. Jakkolwiek spojrzeć, było to jakieś osiągnięcie. Na debiut musiał poczekać – ten przyszedł w grudniu 2012 roku przeciwko Cagliari. Półtorej minuty, bo półtorej minuty, ale zagrał. A następnie pogratulował mu nawet prezydent klubu ze skraju niziny weneckiej.

Reklama

Resztę historii znamy – Zieliński z Udine dwukrotnie poszedł na wypożyczenie do Empoli, a los chciał, by trafił tam na człowieka, który miał zmienić bieg jego kariery. Maurizio Sarri najpierw wprowadził Piotrka do pierwszej jedenastki, a już chwilę po odejściu szkoleniowca do Neapolu, „Zielek” wraz z Leandro Paredesem rozdawał karty w środku pola rewelacyjnej drużyny „Azzurrich”.

Najnowsze

Reklama
Niższe ligi

KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą

Jan Broda
2
KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą
Ekstraklasa

Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Jan Broda
24
Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Weszło

Reklama