Wigilijny cud? Żołnierze odkładają karabiny, zamieniając je na… futbolówkę

redakcja

Autor:redakcja

24 grudnia 2017, 10:39 • 3 min czytania

Reklama
Wigilijny cud? Żołnierze odkładają karabiny, zamieniając je na… futbolówkę

24 grudnia. Czas jedności w rodzinie, braku niesnasek, spokojnej rozmowy i wspominania starych, dobrych czasów. Z reguły właśnie tego dnia i futbol schodzi na boczny tor (choć w tym roku z powodu wczorajszego El Clasico może być z tym różnie). 1914 roku nikt raczej miło przywoływać nie będzie – wiadomo, że zamach na księcia Ferdynanda w Sarajewie zapoczątkował wówczas I wojnę światową. Walka Niemców, którzy chcieli w mgnieniu oka zdobyć Francję, znacznie się przedłużała, więc… w czasie wigilii postanowili zaznać rozrywki i przy okazji pokazać ludzką twarz. Rzucili karabiny, a do rąk, a raczej nóg, wzięli piłkę i rozpoczęli jeden z najdziwniejszych meczów w historii. Dzisiaj przypominamy tamto wydarzenie.  

Reklama

Każdy mecz pomiędzy Anglikami a Niemcami jest warty odnotowania. Łączy ich w końcu historia. Być może to właśnie bezpośrednie starcia tych reprezentacji ważą najwięcej, niezależnie od kategorii spotkania. Każde starcie obu państw jest tzw. „must-watchem”. Same początki tej wiecznej rywalizacji są niesamowite i aż ciężko uwierzyć w to, jak się potoczyło.  

Wyobraźcie sobie następującą sytuację: siedzicie na polu bitwy, czekacie na rozkaz od dowódcy swojej armii i nagle pojawia się piłka, kopnięta przez jakiegoś żołnierza. Wszystkie zmartwienia wraz z bronią idą w zapomnienie i zaczyna się świętowanie wigilii. Jako że na polu były armie z dwóch krajów, to nie trzeba było się martwić o odpowiedni podział na drużyny. Tym oto sposobem zainaugurowano jeden z najciekawszych meczów w historii futbolu, pomiędzy wojskami Anglii i Niemiec. Spotkanie zakończyło się triumfem tych drugich.  

Mimo wszystko i tak najlepsze są wspominki uczestników tamtego niesamowitego wydarzenia. Zacznijmy od Franka Nadena: 

„Świętowaliśmy razem, graliśmy w piłkę. Niemcy opowiadali nam, jak bardzo zmęczeni są tą wojną i jak bardzo chcieliby, aby już się skończyła. Następnego dnia dostaliśmy odgórny rozkaz, aby zaprzestać bratania się z nimi, ale nie otworzyliśmy ognia przez cały dzień. Oni także”. 

Reklama

Autorem najpełniejszego opisu meczu w Wigilię 1914 roku był emerytowany żołnierz, Ernie Williams, przepytany w 1983 przez UK TV.  

„Piłka pojawiła się nagle, nie wiadomo skąd, ale raczej nie z naszej strony. Zrobiliśmy prowizoryczne bramki i ktoś wszedł między słupki, ale była to jedynie rozgrzewka i strzały oddawane „na bramkę”. Było nas bardzo wielu. Miałem piłkę przy nodze, wtedy w wieku 19 lat znakomicie dryblowałem. Cieszyliśmy się chwilą, nie było niezdrowych emocji. Jedynym zagrożeniem były buty, w jakich graliśmy na „boisku”. Były wielkie, ciężkie, piłka wykonana ze skóry szybko nasiąknęła wodą i także stałą się ciężka”.  

Czy łatwo o lepszy dowód na to, że wigilia to czas pojednania? Nie. Skoro magia świąt udzieliła się niemieckim i angielskim żołnierzom, to i my możemy odrzucić na bok wszelkie waśnie i usiąść do wigilijnego stołu bez kłótni.

Najnowsze

Reklama
Niższe ligi

KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą

Jan Broda
2
KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą
Ekstraklasa

Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Jan Broda
24
Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Weszło

Reklama