Armenia – miejsce, w którym Polska jeszcze nie wygrała

redakcja

Autor:redakcja

03 października 2017, 17:26 • 3 min czytania

Reklama
Armenia – miejsce, w którym Polska jeszcze nie wygrała

Żeby reprezentacja Polski przyklepała awans na mistrzostwa świata już w czwartek, muszą zadziać się dwie rzeczy:

Reklama

a) Polska wygrywa w Erywaniu,
b) Czarnogóra remisuje z Danią.

Oba potrzebne do spełnienia warunki nie brzmią jak opowieści dziwnej treści, ich prawdopodobieństwo jest całkiem spore. Polska to najzwyczajniej w świecie drużyna stojąca o kilka półek wyżej niż Armenia, Dania zaś mierzy się z Czarnogórą o wszystko – któraś z ekip w tym meczu najpewniej straci szanse na awans. Jeśli zatem oba zespoły postawią wszystko na jedną szalę… remis wydaje się prawdopodobnym rozstrzygnięciem.

Jeśli jednak spojrzymy na historię starć w Armenii, dochodzimy do wniosku, że spacerek to absolutnie nie będzie. Oczywiście, chowanie głowy w piasek przed Armenią byłoby co najmniej nierozsądne, ale apel o nielekceważenie zadania wydaje się już jak najbardziej na miejscu. Historia wskazuje bowiem, że w Armenii… nie wygraliśmy jeszcze ANI RAZU. Podchodziliśmy do nich…

– w 2001 roku podczas eliminacji do mistrzostw świata i gdyby nie ta strata punktów (padł wynik 1-1), prawdopodobnie już wtedy Polacy mogliby bukować bilety do Azji. Reprezentacja nie poradziła sobie z absencją Emmanuela Olisadebe, który podczas tamtych eliminacji strzelał bramki seryjnie, choć okoliczności układały się idealnie pod nas. Najpierw szybko gola strzelił Kałużny, a potem Armenia zaczęła sama się wypunktowywać i ostatecznie kończyła mecz w… ósemkę. Ogólnie zostały pokazane w tym meczu cztery czerwone kartki – a trzy z nich były efektem regularnego mordobicia, do jakiego doszło w samej końcówce meczu. Zadeptany i zbutowany Bąk, dostający w mazak Hajto czy Kryszałowicz powalający rywala i później zbierający za to cięgi… Nie są to obrazki, po których obejrzeniu krzyczymy bis.

Reklama


Bijatyka od 2:18

– w 2007 roku podczas eliminacji do mistrzostw Europy. Tym razem jedynym skandalicznym obrazkiem była gra biało-czerwonych, którzy odnieśli w Armenii drugą porażkę w całych eliminacjach (i ostatnią). A była to przecież drużyna, która potrafiła ugrać cztery punkty z Portugalią czy sześć z Belgią. Momentami Polacy nie wiedzieli, co się dzieje na boisku, Armenia stworzyła sobie – poza sytuacją, w której padła bramka – co najmniej dwie setki. Sam gol to efekt strzału życia z wolnego Hamleta Mychitariana.

Na szczęście znacznie lepiej było, gdy podejmowaliśmy Armenię na własnym terenie. Mialo to miejsce czterokrotnie i do tej pory w każdym z meczów wygrywaliśmy.

Reklama

Stadion w Erywaniu to jednak inna historia. Jego atutem są po pierwsze kibice, którzy reagują bardzo żywiołowo, co niektórych piłkarzy może zbijać z pantałyku. Po drugie – odległość od Polski, która w sposób oczywisty gra na naszą niekorzyść. Co ciekawe, o ile w ostatnich latach na wyjazdach w okolice Kaukazu radzimy sobie całkiem dobrze, o tyle ta Armenia nie siedzi nam wyjątkowo. Po 2000 roku notujemy bowiem następujące wyniki ze wschodnimi reprezentacjami:

1-1 z Armenią w Erywaniu (2001)
3-0 z Azerbejdżanem w Baku (2005)
1-0 z Kazachstanem w Ałmatach (2006)
3-1 z Azerbejdżanem w Baku (2007)
0-1 z Armenią w Erywaniu (2007)
4-0 z Gruzją w Tbilisi (2014)
2-2 z Kazachstanem w Astanie (2016)

Czas zatem przełamać tę niechlubną serię. Być trzy razy w Armenii i nie wygrać ani razu – brzmiałoby to trochę nieekskluzywnie.

Najnowsze

Reklama
Niższe ligi

KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą

Jan Broda
1
KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą
Ekstraklasa

Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Jan Broda
24
Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Weszło

Reklama