– Duży żal. Tyle lat byłem w kadrze, walczyłem, borykałem się z różnymi problemami i kiedy w Turcji chłopaki mogli pierwszy raz usłyszeć Mazurka Dąbrowskiego po zwycięstwie, ja siedziałem w fotelu trzymając wysoko nogę – mówi Sebastian Świderski, czyli jeden z najlepszych polskich siatkarzy w historii, a dziś prezes ZAKSY Kędzierzyn-Koźle. Poprosiliśmy go o rozmowę przy okazji trwających mistrzostw Europy, chociaż te kojarzą mu się jak najgorzej. Był przecież w drużynie, która poniosła spektakularną klęskę w 2007 roku, a dwa lata później, zamiast pojechać na złote dla Polaków Euro, musiał wjechać na blok operacyjny. Dlaczego wicemistrzowie świata z 2006 roku nie wytrzymali presji? Jaką terapię zastosował wobec niego Ferdinando De Giorgi, żeby nauczył się włoskiego? Dlaczego momentami nienawidził Włocha? Czy siatkarze to lekomani? Zapraszamy na spotkanie ze „Świdrem”.

„Świder”: Najlepszym przyjacielem siatkarza jest Voltaren

 ***  

To prawda, że kiedy zrywa się ścięgno Achillesa, słychać taki charakterystyczny trzask?  

Czy słychać trzask, to nie wiem, ja po prostu odczułem bardzo mocne uderzenie. Wtedy – w 2009 roku podczas sparingu z Bułgarią w Bełchatowie – w pierwszym momencie miałem wrażenie, jakby ktoś kopnął mnie w łydkę albo trafił kamieniem. To chyba charakterystyczne dla tej kontuzji. Osoby, które to spotkało, opisują to mniej więcej podobnie.

W takich chwilach człowiek od razu czuje, że jest bardzo źle?

Diagnoza została postawiona praktycznie natychmiast. Przeniesiono mnie z boiska do pokoju fizjoterapeuty Skry Bełchatów, tam lekarz ściągnął tylko buta, popatrzył i od razu powiedział, że mam dziurę w Achillesie. Ścięgno było bardzo mocno naderwane. Zabronili mi ruszać nogą, żeby nie zerwało się do końca, bo to byłoby najgorszą rzeczą. Kolejnego dnia miałem rezonans, badania w Łodzi i praktycznie od razu trafiłem na stół operacyjny. Wszystko działo się bardzo szybko. Dzięki lekarzom mogę jednak teraz normalnie funkcjonować, dziś już nie odczuwam żadnej dolegliwości. Ścięgno było jednak dość mocno zszyte, dlatego cały czas ćwiczę, rozciągam je. Chociaż z drugiej strony akurat cieszę się, że tak mocno mnie pozszywali, bo mój znajomy, który zerwał Achillesa mniej więcej w tym samym czasie, musiał go później poprawiać chyba dwa razy.

O co wtedy najbardziej się pan martwił? O nogę, czy uciekającą szansę na dobry wynik z reprezentacją podczas zbliżających się mistrzostw Europy?

Nie myślałem o żadnej uciekającej szansie. Poważnie chodziło mi po głowie zakończenie kariery, myślałem co będę robił dalej w życiu. Było ciężko, ale miałem wsparcie. Pamiętam chociażby wspaniały gest przyjaciół, znajomych i rodziny, którzy wykupili nawet wielki baner w moim rodzinnym Gorzowie. Napisali na nim, że mam się trzymać, że „Świder” na pewno wróci. Nigdy tego nie zapomnę.

Jak oglądał pan mecze kolegów podczas zwycięskiego Euro w Turcji?

W domu, z nogą u góry. Duży żal. Tyle lat byłem w kadrze, walczyłem, borykałem się z różnymi problemami i kiedy chłopaki mogli pierwszy raz usłyszeć Mazurka Dąbrowskiego po zwycięstwie, ja siedziałem w fotelu trzymając wysoko nogę. To bolało, że nie mogłem być obecny przy największym sukcesie drużyny. Ale z drugiej strony, była to dla mnie też szkoła życia.

Paweł Zagumny odbierając złoty medal wszedł na podium w pana koszulce z numerem 13.

Nie wiedziałem o tej akcji. Byłem kompletnie zaskoczony.

Nigdy nie miał pan szczęścia do mistrzostw Europy. W 2007 roku jechaliście do Rosji z mocną ekipą, zbliżoną do tej, która rok wcześniej zdobyła wicemistrzostwo świata w Japonii. I wtopa. Dopiero jedenaste miejsce.

Zapadło kilka decyzji personalnych, że część chłopaków nie jedzie, do tego było jeszcze dużo zamieszania z boku, niekoniecznie sportowego. Jako wicemistrzowie świata byliśmy stawiani jako jeden z faworytów, ale nie poradziliśmy sobie z presją. Już porażka z Belgią na początku (1:3 – red.) ustawiła nas w złej sytuacji, z której już nie potrafiliśmy się podnieść. Belgia nie prezentowała wtedy jakiejś wielkiej siatkówki, a jednak jej żelazna taktyka na nas wystarczyła. Chyba pomyśleliśmy trochę, że damy im radę, nawet jak zagramy na 50-60 proc. Ale Belgowie pokazali, że to za mało. Taki kubeł zimnej wody na nasze głowy na pewno się przydał, sprowadził nas na ziemię. Po sukcesie w Japonii spotkaliśmy się z falą ogromnej popularności, a rok później z ogromną falą krytyki. I to praktycznie z każdej strony, od wszystkich. Chociaż pewnie ja i tak nie odczułem tego aż tak bardzo jak reszta chłopaków, bo na co dzień grałem we Włoszech.

A nie było trochę tak, że niektórym po Japonii lekko odbiło? Może popatrzyliście na grupę z Rosją, Belgią, Turcją i uznaliście, że jako wicemistrzowie świata wciągniecie ich nosem.

Może nam nie odbiło, ale prawda jest taka, że to, co działo się wokół, zupełnie nas przerosło. Zainteresowanie nami było ogromne, pojawiły się chociażby pierwsze oferty reklamowe. Gdzie tak naprawdę nawet do tej pory ciężko znaleźć polskiego siatkarza, który reklamuje cokolwiek. Był Bartek Kurek i serki Monte, „Winiar” z jakimiś szamponami czy mydłami, chłopaki wystąpili w reklamówce telefonii komórkowej i tyle. Wtedy tak naprawdę otworzyły się dla nas drzwi do zupełnie innego świata. Było dosłownie jak w filmie: spotkania i wizyty w zakładach pracy, autografy. I nie potrafiliśmy chyba do końca sobie z tym wszystkim poradzić. Chcieli nas mieć dla siebie kibice, dziennikarze, staliśmy się osobami publicznymi. A jak coś zrobiliśmy, wiedzieli o tym wszyscy, bo prawie nie mieliśmy już prywatności. To były niby drobne sytuacje, ale one wpływały też później na funkcjonowanie całego zespołu.

Łukasz Kadziewicz w swojej biografii stwierdził, że przed turniejem w Rosji niektórzy z was byli też zajechani fizycznie: „Po dwóch latach katorżniczej pracy z Raulem Lozano czułem się zdewastowany fizycznie (…) Nie tylko moje zdrowie się posypało, podobnie było z innymi chłopakami. (…) Czułem się zgnieciony, bo znów było w Spale dużo i mocno na treningach. Za dużo i za mocno. (…) Urazy na szybko leczone Voltarenem i zastrzykami zamieniały się w kontuzje, było ich coraz więcej”.  

Nie tylko za Raula tak było. Większość zawodników miała problemy. Wychodziły obciążenia w klubie i reprezentacji, ogromne natężenie meczów. Wszyscy ratowali się więc różnymi środkami farmakologicznymi, które pozwalały chociaż uśmierzyć ból i w miarę normalne funkcjonować na treningu. Tutaj zgadzam się z „Kadziem” w stu procentach. Ktoś kiedyś trafnie powiedział, że największym przyjacielem siatkarza jest właśnie Voltaren. W tabletkach lub zastrzykach, bo to dawało największy spokój.

Siatkarze to lekomani?

Może nie powinien o tym mówić, ale były czasy, kiedy człowiek brał różnego rodzaju specyfiki przeciwbólowe lub przeciwzapalne, żeby po prostu zobaczyć, jak zareaguje na nie organizm. Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że po niektórych silnych lekach miałem niezłe rewolucje żołądkowe, a łykając z kolei coś słabszego, efekt uśmierzający ból bywał podobny, ale już bez skutków ubocznych. Każdy z nas miał najczęściej swój ulubiony środek, taki który przyjmował na przykład wieczorem, dzień przed meczem, żeby później po prostu nie czuł bólu.

A spotkał pan kiedyś siatkarza, który sięgał po coś mocniejszego niż leki?

Twarde narkotyki to może za duże słowo, ale mieliśmy chociażby przykład Giby, który został przecież zawieszony za palenie trawy. Zdarzają się takie sytuacje i zawodnicy później za to płacą. Sam miałem okazję występować w lidze przeciwko Szymonowi Żurawskiemu, który swojego czasu sprowadzał odżywki, chyba ze Stanów Zjednoczonych. Nie miał świadomości, że mogą w nich być jakieś zakazane substancje. Był też chłopak z Morza Szczecin, u którego stwierdzono podwyższony poziom testosteronu, przez co też był zawieszony. Odwoływał się, zamknięto go na kilka dni w jakiejś klinice, żeby wszystko sprawdzić, po czym okazało się, że… on miał tak naturalnie. I trzeba było wszystko odkręcać. Ale to tak na marginesie.

WARSZAWA 28.09.2014 IX MEMORIAL ZDZISLAWA AMBROZIAKA MECZ O 3. MIEJSCE PILKA SIATKOWA --- 9TH ZDZISLAW AMBROZIAK MEMORIAL TOURNAMENT VOLLEYBALL MATCH IN WARSAW: ZAKSA KEDZIERZYN-KOZLE - BBTS BIELSKO-BIALA 3:2 SEBASTIAN SWIDERSKI FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Przejdźmy do Eurovolley. Pan jak mało kto zna Ferdinando De Giorgiego, poznaliście się kilkanaście lat temu po pana transferze do Seria A. Jak wyglądał pierwszy dzień we Włoszech? Perugia to jednak nie Kędzierzyn.  

Pamiętam to dość dobrze. Miałem badania kontrolne, lekarze sprawdzali czy wszystko jest ze mną OK. I muszę przyznać, że z takimi badaniami jak tam, nie spotkałem się nigdzie indziej. Później było oficjalne powitanie z prasą, kibicami, obiadokolacja z właścicielami klubu. Sama Perugia to miasto historyczne, w pewnym sensie trochę podobne do Krakowa. Początkowo problemem była dla mnie bariera językowa, ale co ciekawe, udało mi się tam poznać Polkę. A najlepsze w tym wszystkim było to, że pochodziła z Gorzowa Wielkopolskiego. Czyli moja krajanka. Zupełny przypadek, ale bardzo mi pomogła, szczególnie na początku pobytu.

A pierwsze spotkanie z De Giorgim?

„Fefe” jeszcze w 2002 roku grał na mistrzostwach świata, co było jego pożegnaniem z reprezentacją, a rok później był już grającym trenerem w Cuneo. Dlatego po raz pierwszy spotkaliśmy się jeszcze po przeciwnych stronach siatki. Z tego co pamiętam, z Cuneo wygraliśmy wtedy w Lidze Mistrzów dwa razy po 3:2. De Giorgi nie grał już wtedy za wiele, ale pamiętając jego styl gry powiem tak: współczuję środkowym, bo oni zawsze mieli wielki problem z odczytaniem jego wystaw. Nawet jak przez te dwa lata pobytu w Kędzierzynie mieliśmy czasami okazję pobawić się jako oldboje w lidze amatorskiej, to widać było, że mimo wieku ma jeszcze te palce, ten dryg. To była sama przyjemność atakować po jego wystawach. Wracając jednak do Włoch, kiedy przechodził do Perugii, jego życzeniem było ponoć sprowadzenie tam mnie. To człowiek z wielką historią włoskiej siatkówki i przychodząc do niego zdawałem sobie sprawę, że nie będzie łatwo. A co się później okazało, było nawet bardzo trudno. Był wymagający, szczegółowy, to człowiek mający pewne swoje reguły, z którymi nie można było dyskutować.

Był zamordystą, czy bardziej umiarkowanym demokratą?

W Perugii był jeszcze trenerem na dorobku, dopiero szukał swojego trenerskiego wizerunku. Ale później, kiedy już prowadził mnie w Maceracie, był to już człowiek, który wiedział czego chce. Widać było też, że zaczął sobie radzić z presją. Po mistrzowskim sezonie z Maceratą kolejny rok miał bardzo słaby, była walka o utrzymanie praktycznie do ostatniej kolejki, doszły do tego wielkie problemy i konflikty w drużynie. Mówiono, że De Giorgi szybko pożegna się ze stanowiskiem, tym bardziej, że właściciel Maceraty był bardzo specyficznym człowiekiem, który dawał ogromne pieniądze, ale miał jeszcze większe wymagania. Ale „Fefe” tego miejsca w klubie nie stracił. Mało tego, nawet przedłużył umowę, dzięki czemu miałem okazję znów z nim pracować po przejściu z Perugii. Tak więc ewoluował jako trener, uczył się na swoich błędach.

Wydarł się kiedyś na pana?

Zdarzały się różne sytuacje. Wydaje się, że jest człowiekiem bardzo spokojnym, natomiast w rzeczywistość wiele rzeczy trzyma w sobie. I kiedy przychodził pewien krytyczny moment, potrafił wszystko z siebie wyrzucić. Wtedy bywało naprawdę gorąco. Mnie osobiście może nie zbeształ, ale pamiętam jedną dość zabawną historię z szatni Perugii, dzięki której przełamałem się jeśli chodzi o mówienie po włosku. Było nas dwóch takich, którzy w ogóle nie gadali i raczej unikali konwersacji: ja i Yoichi Kato z Japonii. De Giorgi wchodząc do szatni zawsze oczywiście mówił co robimy, jakie są założenia, ewentualnie omawiał wcześniejsze spotkanie. I w pewnym momencie mówiąc o taktyce, o tym, co będziemy robić na treningach, zwrócił się wprost do mnie. Bardzo mnie zaskoczył, bo zapytał, czy się z nim zgadzam i co mam w ogóle do powiedzenia. I chcąc nie chcąc trzeba było coś powiedzieć na forum. Pamiętam to jak dziś, powiedziałem: „Dosyć mówienia, bierzemy się do pracy!” (śmiech). „Fefe” popatrzył na mnie, mocno się zdziwił, ale zaraz zaczął się śmiać. Po czym o to samo zapytał kolegę. A Kato zamiast coś odpowiedzieć, to niczym prawdziwy samuraj kiwnął tylko głową, powiedział „si” i więcej już się nie odzywał. Ale on akurat w ogóle wszystko dusił w sobie. Kiedyś przyjechała do Perugii ekipa ponad siedemdziesięciu japońskich kibiców, specjalnie po to, żeby zobaczyć jego grę. Kiedy poszli później na kolację, on… praktycznie w ogóle się do nich nie odezwał.

Któryś zawodnik popadł kiedyś w konflikt z De Giorgim?

Jeżeli pojawiały się problemy, zapraszał zawodnika na rozmowę indywidualną. Wysłuchał go, ale był to raczej trudny dialog. Kiedyś w duży konflikt popadł z nim w Maceracie Dennis, słynny kubański przyjmujący. Kompletnie nie mogli się dogadać i trzeba było się rozstać. Ale to De Giorgi został w klubie. To twardy człowiek, twardy trener. Chociaż z drugiej strony na pewno nie jest to też szkoleniowiec, który w ogóle nie słucha i nie rozmawia.

Sprowadzenie w 2005 roku do Maceraty Arkadiusza Gołasia było jego decyzją? (polski środkowy nie zdążył zadebiutować w drużynie – red.)

Nie wiem. Arek długo był na celowniku włoskich klubów, a Macerata to jednak ekipa, której się nie odmawia. Pamiętam, że rozmawiał ze mną, pytał o wszystko, w trakcie mistrzostw Europy w Rzymie mieszkaliśmy akurat w jednym pokoju, więc tam również był to jeden z głównych tematów. Ustalaliśmy nawet, jak wspólnie spędzimy święta Bożego Narodzenia, ponieważ Maceratę od Perugii dzieli około stu kilometrów. Mieliśmy spotkać się w górach, w połowie drogi w jakiejś agroturystyce. Niestety, nie udało się tych planów zrealizować. Kiedy później sam trafiłem do Maceraty i nie mogłem grać w koszulce z numerem 13 – bo ten był zarezerwowany dla grającego tam przez wiele lat Mirko Corsano – wspólnie z włodarzami klubu ustaliliśmy, że zagram z 16, żeby upamiętnić Arka.

Znów wrócę do biografii Łukasza Kadziewicza. Napisał o panu: „Świder miał tylko jeden problem: dwie lewe ręce w przyjęciu. Dobrze o tym wiedział i zarzynał się na treningach”. De Giorgi dawał panu we Włoszech mocny wycisk?  

Miał taki schemat treningu, że przyjmujący i rozgrywający przychodzili zwykle 20-30 minut przed zajęciami i rozgrzewali się zanim jeszcze na salę weszła reszta zawodników. Włoch bardzo lubił „gnębić” przyjmujących. Ale u niego na treningu nie przyjmowało się tylko po to żeby przyjmować. Zawsze był jakiś cel, jakieś zadanie, trzeba było na przykład przyjąć sześć czy siedem zagrywek na dziesięć w ten sam punkt itd. Trening trwał tyle czasu, aż trener osiągnął oczekiwany efekt. Dlatego zajęcia trwały czasami nawet trzy i pół godziny, a z tego co słyszeliśmy, na kadrze zdarzyło się ostatnio nawet i ponad cztery.

Teraz mówi pan o nim w superlatywach, ale po takich treningach pewnie nie mógł pan wtedy na niego patrzeć.

Wielokrotnie były takie sytuacje, że człowiek miał już wszystkiego dość, a tu jeszcze padała dyspozycja, że każdy ma wykonać dziesięć zagrywek na określoną szybkość i w określoną strefę. Innym razem po ciężkiej siłowni kazał nam jeszcze ćwiczyć przyjęcie, bo jego zdaniem coś było akurat do poprawy. Potrafił zaskakiwać, wtedy można go było nienawidzić.

De Giorgi trenował pana w dwóch klubach, a potem to pan ściągnął go do Kędzierzyna. Znacie się więc bardzo dobrze. Poza halą to taki typowy Włoch, który uwielbia dobrze zjeść i dobrze się zabawić?

Zjeść to na pewno! Uwielbia oczywiście włoskie jedzenie, ale kiedy przyjechał do Polski, nie było to dla niego żadne novum, bo będąc w Rosji przeżył chyba większą szkołę kulinarną. U nas delektował się przede wszystkim zupami, wprost zajadał się żurkiem. Jest też bardzo towarzyski, ale to chyba leży w naturze wszystkich południowców, żeby spotkać się na kolacji, posiedzieć, porozmawiać, napić się dobrego wina. Oni mają to we krwi, chociaż na początku chociażby jego nastawienie do dzwoniącego telefonu przy posiłkach było dla mnie niezrozumiałe.

Wkurzało go to?

I nie dotyczyło to tylko drużyny podczas oficjalnych kolacji i wszystkich posiłków. Pilnował tej zasady również poza sportem. Kiedy spotykaliśmy się na obiedzie w Kędzierzynie, irytowało go, gdy ktoś do mnie dzwonił. Ale powiedział, że w moim przypadku akurat to jeszcze rozumie, taka praca. Ja będąc prezesem klubu, mogłem więc rozmawiać przy jedzeniu (śmiech).

Długo musiał pan namawiać go do przyjazdu do Polski w 2015 roku?

Nie. Pamiętajmy, że Ferdinando już wcześniej startował w konkursie na selekcjonera reprezentacji Polski, ale przegrał z Andreą Anastasim. Już wtedy chciał pracować w Polsce.

Czego się pan spodziewa po reprezentacji pod jego wodzą? (rozmawialiśmy dzień przed startem Euro – red.)

Budowanie drużyn przez „Fefe” jest dosyć długie i żmudne, ale reprezentacja to nie klub, tam nie ma się kilku miesięcy na przygotowanie i wdrożenie nowej taktyki. Pamiętajmy, że ta drużyna miała bardzo niewiele czasu przed starem sezonu reprezentacyjnego. Wydaje mi się, że treningów było trochę za mało. Po odpadnięciu z Ligi Światowej tego czasu było na szczęście już trochę więcej. Nie ukrywam, sam jestem ciekaw, jak reprezentacja będzie wyglądała na tych mistrzostwach. De Giorgi ma jednak jakąś wizję, nie boi się też stawiać na młodych. Ta drużyna ma potencjał, dlatego nie widzę innej możliwości, jak zdobycie medalu. Chociaż trzeba pamiętać, że to jest sport. Reprezentacji z podobnymi ambicjami jest kilka, czasami wystarczy też jedna kontuzja, jeden słabszy dzień i cała praca może pójść na marne.

ROZMAWIAŁ RAFAŁ BIEŃKOWSKI

Fot. zaksa.pl i 400mm.pl

Weszło
03.02.2023

Pewne zwycięstwo Realu, Valencia bez argumentów

Real Madryt bez większych problemów pokonał u siebie Valencię 2:0, chociaż wynik mógł być zdecydowanie większy. Goście tego wieczora byli jedynie tłem dla Królewskich, którzy za wszelką cenę starają dogonić się liderującą w tabeli Barcelonę.Dzisiejsze spotkanie Realu z Valencią było raczej bez historii. Gospodarze zaprezentowali się naprawdę solidnie, chociaż pierwsza połowa była w ich wykonaniu niemrawa. Do przerwy gra obu drużyn wyglądała mniej więcej […]
03.02.2023
Suche Info
02.02.2023

Brutalny faul na gwiazdorze Realu Madryt [WIDEO]

Real Madryt pokonał dziś 2:0 Valencię w ramach 17. kolejki hiszpańskiej ekstraklasy. Najbardziej paskudnym momentem meczu był faul Gabriela Paulisty na rozpędzonym Viniciusie Juniorze.Brazylijski stoper nie tylko wyciął swojego rodaka. Usiłował go też po prostu kopnąć w przypływie frustracji.Spójrzcie: Isso é coisa de MOLEQUE, @gpaulista5!!! De MOLEQUE e MAU-CARÁTER!!! Um homem de 32 anos indo pra machucar um garoto como o @vinijr é de uma baixeza nojenta […]
02.02.2023
Piłka nożna
02.02.2023

Wrócił pragmatyczny i skuteczny Juventus. „Stara Dama” w półfinale Pucharu Włoch

Ćwierćfinałowe starcie Juventusu z Lazio w Pucharze Włoch nie było najciekawszym widowiskiem do oglądania dla neutralnego kibica. Aczkolwiek fani „Starej Damy” w końcu mają jakiś powód do zadowolenia. Ich drużyna zagrała bardzo dobrze w defensywie i awansowała do półfinału Coppa Italia.Juventus – Lazio 1:0. „Stara Dama” minimalnie lepsza od LazioPowiedzieć, że Juventus nie ma najlepszego czasu to, jak nic nie powiedzieć. Nie dość, że pod względem sportowym nie wyglądają dobrze w tym sezonie, to do tego […]
02.02.2023
Suche Info
02.02.2023

Kiwior imponuje na treningach Arsenalu

Jak informuje Chris Wheatley z portalu London World, Jakub Kiwior zaliczył udane wejście do Arsenalu. Reprezentant Polski zaimponował sztabowi szkoleniowemu „Kanonierów” podczas wstępnych badań i treningów.Arsenal zapłacił za Kiwiora całkiem sporo, bo aż 25 milionów euro. Trzeba jednak pamiętać, że rywalizacja na rynku o polskiego obrońcę była dość zacięta, zatem z góry było wiadomo, że Spezia zainkasuje za ten transfer sporą sumkę. – Arsenal przedstawił realny plan […]
02.02.2023
Suche Info
02.02.2023

Greenwood po wycofaniu zarzutów: „odczuwam ulgę”

Mason Greenwood udzielił pierwszego komentarza po tym, jak wycofano zarzuty pod jego adresem o przemoc domową i próbę gwałtu na byłej partnerce. Zawodnik Manchesteru United z góry zapowiedział, że to jego ostatnia wypowiedź w tej sprawie.– Odczuwam ulgę ze względu na to, że ta sprawa dobiegła już końca. Chciałbym podziękować mojej rodzinie, bliskim i przyjaciołom za ich wsparcie. Na tę chwilę nie będzie kolejnych komentarzy – powiedział Greenwood, cytowany przez The Sun.Do tematu odniósł się również Manchester […]
02.02.2023
Suche Info
02.02.2023

Ancelotti: „Nie potrzebowaliśmy wzmocnień w zimowym oknie”

Kibice Realu Madryt z niepokojem obserwowali postawę swojego klubu w zimowym oknie transferowym, ponieważ Los Blancos nie dokonali istotnych wzmocnień. Trener „Królewskich”, Carlo Ancelotti, uspokoił fanów – jego zdaniem wszystko idzie zgodnie z planem.Real w ostatnich tygodniach nie radził sobie najlepiej. „Królewscy” pokonali wprawdzie Atletico Madryt w Pucharze Króla, ale już w lidze potracili trochę punktów, no i polegli też w starciu z Barceloną o Superpuchar Hiszpanii. Wspomniany Carlo […]
02.02.2023
Inne sporty
02.02.2023

„Cholera, to było coś wielkiego”. Jak Amerykanie i Japończycy zorganizowali galę wrestlingu w Korei Północnej

Rok 1995. Na stadionie w Pjongjangu, stolicy Korei Północnej, organizowana jest… gala wrestlingu. Nie opowiadają za nią jednak sami Koreańczycy, a dwie federacje: japońska (NJPW) i amerykańska (WCW). W ringu pojawiło się wówczas sporo gwiazd, choć największa była na trybunach. Ze wszystkimi wrestlerami ściągnięto też bowiem… Muhammada Alego. Jak to możliwe, że taki event udało się zorganizować? Kto za tym wszystkim stał? Jak zareagowali Koreańczycy na wrestling? Dlaczego jedna […]
02.02.2023
Piłka ręczna
01.02.2023

Industria Kielce na krawędzi. Co stanie się z mistrzami Polski?

19 mistrzostw kraju. 17 razy wywalczony Puchar Polski. Wygrana Liga Mistrzów. Finał ostatniej edycji tych rozgrywek, przegrany dopiero po karnych z Barceloną. A teraz spore kłopoty finansowe i przyszłość klubu stojąca pod znakiem zapytania. Industria Kielce – wcześniej grająca też jako Vive Targi, Vive Tauron, PGE Vive, Łomża Vive oraz Łomża Industria – szuka sponsorów i apeluje do władz miasta o pomoc.  Do końca marca„Zarząd […]
01.02.2023
Inne sporty
01.02.2023

Jedyna taka rodzina w sporcie. Sebastian, Petr i reszta Kordów

Sebastiana Kordę polscy kibice mogą kojarzyć z dwóch rzeczy. Po pierwsze, z wyrzucenia z Australian Open Huberta Hurkacza. Po drugie, z bycia synem mistrza wielkoszlemowego, Petra Kordy. Amerykański tenisista miał się od kogo uczyć. Ale jego rodzina jest pełna kapitalnych sportowców. Sam Sebastian czuje się wśród nich najsłabszy. I trudno mu się dziwić.To nie byle jakie sukcesy. Sebastian w styczniu rozprawił się z zawodnikiem, który bywa maszyną na kortach twardych. Daniił […]
01.02.2023
Suche Info
31.01.2023

Jeremy Sochan wystąpi podczas Weekendu Gwiazd!

Ostatnie owocne tygodnie Jeremy’ego Sochana zostały należycie docenione. 19-latek wystąpi w meczu Rising Stars, który będzie miał miejsce 17 lutego podczas Weekendu Gwiazd. To oczywiście pierwsze takie wyróżnienie dla gracza z Polski w historii najlepszej ligi świata.W Rising Stars wezmą udział najlepsi debiutanci oraz drugoroczniacy w NBA, a także młodzi zawodnicy z G-League, czyli zaplecza amerykańskich rozgrywek. Oprócz Sochana wśród „żółtodziobów” zaproszenie do Salt Lake City […]
31.01.2023
Tenis
31.01.2023

Djoković zagra w US Open. Znowu ma szansę na Wielkiego Szlema?

2023 rok idzie jak na razie w stu procentach po myśli Novaka Djokovicia. Serb wrócił do Melbourne i wygrał Australian Open, a teraz otrzymał zielone światło na grę w US Open. 11 maja Stany Zjednoczone zniosą bowiem ograniczenia dotyczące szczepień na koronawirusa, które przeszkodziły mu w poprzednim sezonie. Czy to oznacza, że Nole ponownie powalczy o Wielkiego Szlema?Nawet niedzielni fani tenisa wiedzą, jaki los spotkał Djokovicia w 2022 roku. Tenisista uznawany […]
31.01.2023
Tenis
31.01.2023

Czeski tenis to potęga. Siostry Fruhvirtove mają talent na miarę Igi?

Czesi mają znakomite tenisowe tradycje i aż 9 zawodniczek w pierwszej setce rankingu WTA. Ale ich złote czasy mogą dopiero nadejść, w dużej mierze za sprawą dwóch sióstr. Linda Fruhvirtová liczy 17 lat i wygrała trzy mecze w tegorocznym Australian Open. A Brenda za parę miesięcy skończy 16 i jest uważana za jeszcze większy talent. Talentów w kobiecym tenisie nasi sąsiedzi mają zresztą prawdopodobnie… najwięcej na świecie.Wypadałoby zacząć od krótkiej […]
31.01.2023