post Avatar

Opublikowane 03.08.2017 11:02 przez

Rafal Bienkowski

Moja mama zawsze mówiła: „Życie jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz, co ci się trafi” – zwykł mawiać Forrest Gump. Polacy podczas lekkoatletycznych mistrzostw świata też trafiali różnie. Bywały pudełka wypełnione co najwyżej żenadą, bo mieliśmy dorobek medalowy na poziomie… Grenady i Botswany, jak w Daegu w 2011 r., ale bywały też takie z ośmioma medalami, jak ostatnio w Pekinie. Dlatego każde miejsce na podium smakuje tak dobrze. Na kilka chwil przed startem czempionatu w Londynie przedstawiamy subiektywny ranking najlepszych momentów w historii występów naszych zawodników na mistrzostwach świata. Oby to jeszcze bardziej nakręciło obecną kadrę.    

*** 

„Szto ty zdziełała, Jelena…

… Isinbajewa?”, to było chyba najczęściej powtarzane pytanie po niebywałym wręcz konkursie tyczki w Berlinie w 2009 r. Niebywałym, bo Rosjanka – która na przestrzeni wcześniejszych pięciu lat wygrała dwie olimpiady, dwa mistrzostwa świata i mistrzostwo Europy – w stolicy Niemiec nie zaliczyła ani jednej próby! Otworzyło to drzwi do sukcesu innym zawodniczkom, a konkretnie Annie Rogowskiej i Monice Pyrek. Pierwsza z nich, brązowa medalistka igrzysk w Atenach, celowała w medal, ale po wszystkim sama przyznała, że nie w złoty. Owszem, marzyła o nim, ale była realistką. Ten był przecież zarezerwowany dla „Carycy tyczki”, która na lata zdominowała rywalizację, bijąc przy okazji centymetr po centymetrze rekord świata. A żeby było jeszcze śmieszniej, Rosjanka swój kolejny rekord globu – 5,06 m – ustanowiła dwa tygodnie… po mistrzostwach w Berlinie. Wtedy, w Niemczech, wpadła więc w czarną dziurę. Lekkoatletyczna anomalia.

Ale wróćmy do Polek, bo szczęściu trzeba jeszcze umieć pomóc. Rogowskiej do złota wystarczyło 4,75 m, a Pyrek, która zajęła drugie miejsce ex aequo z Amerykanką Chelsea Johnson – 4,65 m. Takiego konkursu na MŚ polska tyczka nie pamiętała i pewnie długo jeszcze się nie doczeka.

Dziś kibice patrzą tylko na wynik, ale to były naprawdę trudne zawody. W trakcie skakania mocno zmieniły się warunki atmosferyczne, a te przecież w skoku o tyczce mają ogromne znaczenie. Tak jak na rozgrzewce i na początku konkursu mieliśmy dobry wiaterek w plecy, tak później zaczęło kręcić. To był powód, dla którego niektóre zawodniczki nie poradziły sobie z wyższymi wysokościami – mówi nam Rogowska przyznając jednak, że do samego końca obawiała się, że Isinbajewa załatwi ją w ostatniej próbie. – W żaden sposób nie lekceważyłam jej, do ostatnich chwil byłam gotowa na to, że będę musiała skoczyć więcej niż 4,75 m. Ale jednak tyle wystarczyło. Po konkursie Jelena zachowała się bardzo w porządku, przyszła mi pogratulować. Była bardzo rozgoryczona, bo co tu kryć, niezaliczenie żadnej wysokości na imprezie docelowej to przykra sprawa. Chociaż ja sama myślałam wtedy zupełnie o czymś innym – uśmiecha się.

Amerykanie zasuwali, aż się kurzyło. Od koksu…

… którym jak się później okazało faszerował się Antonio Pettigrew, członek sztafety 4×400 m. Tej samej, która walczyła z Polakami podczas mistrzostw w 1999 r. w Sewilli. Nasi jechali do Hiszpanii pewni swojej wartości, wierzyli w medal. Minęły już czasy, kiedy zawodnicy USA objeżdżali naszych jak BMW Wartburga. W końcu pod wodzą słynnego trenera Józefa Lisowskiego ledwie rok wcześniej wykręcili w Nowym Jorku kapitalny rekord Polski 2:58:00 (niepobity do dziś), a podczas poprzednich MŚ w 1997 r. w Atenach byli w finale na czwartym miejscu. Na marginesie: po latach po dopingowej wpadce Amerykanów awansowali ostatecznie w Grecji na trzecią lokatę.

W hiszpańskim finale zaczynał Tomasz Czubak, na kolejnych zmianach jak na złamanie karku pędzili Robert Maćkowiak, Jacek Bocian i Piotr Haczek. Maćkowiak miał za rywala wspomnianego Pettigrew i trzymał go na krótkiej smyczy nic do niego nie tracąc. Ale mimo to Amerykanie dowieźli ostatecznie zwycięstwo do końca, które na ostatniej zmianie przyklepał Michael Johnson. Polacy ze srebrnym medalem. I był to jedynym w ogóle nasz krążek na tamtych mistrzostwach.

Ale prawdziwy finisz tego finału miał miejsce dopiero w 2008 r., kiedy Antonio Pettigrew został zdyskwalifikowany za doping, przez co pozbawiono go – a razem z nim sztafety w których biegał – wszystkich medali z lat 1997-2001. Ostatecznie więc to nasi zostali mistrzami świata, chociaż taka „laboratoryjna” wygrana po latach już tak nie smakowała. Także dlatego, że wtedy w Hiszpanii Polacy zostali ograbieni z szansy wysłuchania Mazurka Dąbrowskiego.

Co ciekawe, po latach dostaliśmy wprawdzie medale za pierwsze miejsce, ale całkiem inne. W pewnym sensie atrapy. Mają złoty kolor, są opisane, ale nie mają nic wspólnego ze srebrnymi medalami, które wtedy faktycznie wywalczyliśmy. Dlatego jak jadę na spotkania z młodzieżą, to wożę ze sobą dwa. I mówię ciekawostkę, że proszę, oto srebrny medal, który po dziesięciu latach zamienił się w złoty – mówił niedawno w wywiadzie dla Weszło Robert Maćkowiak. – Straciliśmy też finansowo, bo za wygraną było 20 tys. dolarów więcej. Tych pieniędzy oczywiście też nie zobaczyliśmy, bo Amerykanie musieliby je oddać. Pamiętam, że jedyne co nam po latach zostało wyrównane, to jakieś 3 tys. zł z Urzędu Kultury Fizycznej i Sportu. To wszystko. A, no i została mała satysfakcja z tytułu.

„Robert, no weź, poratuj…

… bo jak ty nic nie zdobędziesz, to kto?” Taka mniej więcej atmosfera towarzyszyła wstępowi Roberta Korzeniowskiego w 2003 r. podczas mistrzostw świata w Paryżu. Występ naszej reprezentacji we Francji był bowiem jednym wielki żartem i naprawdę pojawiło się widmo skończenia imprezy z zerowym dorobkiem. A taka wtopa nie zdarzyła się nam od mistrzostw w Rzymie w 1987 r.

To była szczególna impreza dla „Korzenia”, bo najpierw przez dwa lata mieszkał w Paryżu, a następnie znacznie dłużej w okolicach Lille. – Pamiętam, że z północy Francji przyjeżdżały całe autobusy, żeby mi kibicować. Mieli ze sobą nawet takie banery reklamowe z napisem „Polska+Francja=Robert”. Czułem się tam więc jak u siebie – mówi dziś Korzeniowski, który był już mistrzem świata z 1997 i 2001 r., ale powolutku schodził z bieżni. Miał już 35 lat na karku.

– Zdobyłem ten złoty medal po wyjątkowo ciężkich przejściach, zarówno przed zawodami, jak i na samej trasie, gdzie stoczyłem największą chyba walkę w karierze – wspomina. – Jeśli chodzi o zdrowie, to jeszcze piętnaście dni przed mistrzostwami miałem poważne problemy zdrowotne, mój kręgosłup wysyłał sygnały, że organizm mówi „dość”. W samym biegu natomiast byłem bardzo długo na prowadzeniu, ale zaczął mnie gonić Rosjanin German Skurygin. Moja przewaga z prawie 3 minut zmalała do 6 sekund. Byłem już przygotowany, że mnie wyprzedzi, ale dałem radę, dołożyłem sporo na jednym okrążeniu. Popłakałem się na mecie. Ze szczęścia, z całego tego stresu, który wtedy mnie puszczał. Coś niebywałego. Potem na konferencji prasowej spotkała mnie największa satysfakcja, kiedy mój rywal powiedział, że dla niego honorem było w taki sposób przegrać.

Zrzut ekranu 2017-08-03 o 10.05.08

Korzeniowski, który jest polskim rekordzistą pod względem medali na MŚ (oprócz trzech złotych ma też brąz z 1995 r.), po latach przyznaje, że dobrze pamięta tamtą wisielczą atmosferę w polskiej kadrze, która dołowała formą na każdym kroku. – To było czuć, ale nie mogłem zaprzątać tym sobie głowy, bo pojechałem tam robić swoje. Gdybym cały czas zastanawiał się, czy uratuję honor polskiej ekipy, to być może zabrakłoby mi tej koncentracji, kiedy w końcówce naciskał mnie Skurygin – dodaje.

„Polish hammer”? Przed Gortatem była Włodarczyk…

… a wszystko zaczęło się w 2009 r. w Berlinie. Złoty medal i rekord świata, bo młot zarył w trawę na odległości 77,96 m. To o 16 cm dalej, niż wynosił poprzedni rekord globu Rosjanki Tatiany Łysenko. Włodarczyk już od początku tamtego sezonu była w gazie, to właśnie wtedy jej kariera dostała turbodoładowania. Znalazła się na podium kilku imprez za granicą, zdobyła też swoje pierwsze mistrzostwo Polski. Na krajowym podwórku kolejną rywalkę przerzuciła wtedy o ponad 10 m…

Sam konkurs w Niemczech pamiętają chyba wszyscy. Włodarczyk przylutowała rekord świata w swojej drugiej próbie, po czym jej rywalki marzące o złocie mogły już zrobić tylko jedno – piłować w spokoju paznokcie. Pozamiatane. Po tym kosmicznym rzucie nasza młociarka biegnąc w kierunku trybun skręciła sobie jeszcze kostkę, co wyraźnie widać na nagraniu z zawodów. Jeszcze na stadionie przykładała do nogi lód, przez co musiała zrezygnować z kilku kolejnych prób, chociaż te nie miały już większego znaczenia. Podejrzewamy, że dla Włodarczyk była to pewnie najprzyjemniejsza kontuzja w karierze.

Po konkursie chyba wszystkie telewizje w Polsce zaczęły pokazywać nagranie z nietypowych treningów, jakie Anita odbywała w kraju. Formę wykuwała bowiem pod mostem w Poznaniu. Kiedy tę historię usłyszeli zagraniczni dziennikarze, myśleli, że to jakieś jaja. Tych z Niemiec bolało to tym bardziej, że ich Betty Heidler – która warunki treningowe miała cieplarniane – musiała zadowolić się zaledwie srebrem. – Czas pokaże w jakich warunkach będę teraz trenować. Ale nie narzekam, przez pięć lat męczyłam się pod tym mostem i najwidoczniej zasłużyłam na to zwycięstwo – mówiła Włodarczyk po wygranej na antenie TVP Sport.

Niezły Meksyk urządziła Wanda Panfil…

… podczas mistrzostw świata w Tokio w 1991 r. Dziś jej historia jest już niestety trochę zapomniana – dlaczego, o tym później – ale zawodniczka wybiegała sobie stałe miejsce w historii naszej lekkoatletyki. Do dziś pozostaje bowiem jedyną polską mistrzynią świata w maratonie.

resizedimage600475-Wanda-Panfil-Tokyo-91

I pomyśleć, że jeszcze kilka lat wcześniej niektórzy trenerzy wprost mówili jej, że się nie nadaje (ponoć usłyszała m.in. że jest za gruba). Przekonywano, że może być średniej klasy zawodniczką, ale nic poza tym. Ale to, co Panfil wyprawiała w latach 1990-1991 przechodziło ludzkie pojęcie – wygrała prestiżowe maratony w Londynie, Nowym Jorku i Bostonie. A dawnym trenerom opadły kopary. Stała się gwiazdą w swojej dyscyplinie, a więc naturalną faworytką mistrzostw świata w Japonii. I udźwignęła presję. Zdobyła złoto wyprzedzając reprezentantkę gospodarzy o 4 sekundy. Czas: – 2:29:53. W Tokio polskiej ekipie też szło jak po grudzie. Jak się później okazało, był to jedyny medal naszej reprezentacji.

Jej życie ciekawie potoczyło się także poza bieżnią. Pod koniec lat 80. na stałe wyjechała do Meksyku za sprawą męża Mauricio Gonzaleza, który był też jednocześnie jej trenerem. Po zakończeniu kariery długo pracowała za oceanem jako trenerka. To także tam spotkał ją groźny wypadek, w którym omal nie straciła życia – została potrącona przez samochód w Mexico City. Chociaż lekarze twierdzili, że może nie wrócić do pełnej sprawności, ona wróciła. Po ponad dwudziestu latach wróciła też do Polski. Obecnie jest trenerką w rodzinnym Tomaszowie Mazowieckim.

RAFAŁ BIEŃKOWSKI   

Fot. anna-rogowska.com

Opublikowane 03.08.2017 11:02 przez

Rafal Bienkowski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 6
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Fat ASSS
Fat ASSS

„Życie jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz, co ci się trafi”

Cegłówka, długopis, sznurówki? A tak po za tym na każdej etykiecie jest napisane z czym te czekoladki są. Do tego często dochodzą pomoce naukowe w formie obrazkowej, na odwrocie. Więc, kurwa, heloł!

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Verpakovskis
Verpakovskis

Ja nie zapomnę Edmonton 2001 rok i kapitalny finisz Pawła Czapiewskiego, który zajął 3 miejsce. Wygrał Bucher ze Szwajcarii.

blazej przybylowicz
blazej przybylowicz

„Takiego konkursu polska tyczka nie pamiętała i pewnie długo jeszcze się nie doczeka.”

Skromnie przypomnę autorowi, że na Igrzyskach w Moskwie złoto zdobył Kozakiewicz a srebro Ślusarski.

Marek_Ramoniak
Marek_Ramoniak

Drogi Watsonie a jak brzmi tytuł artykułu?

blazej przybylowicz
blazej przybylowicz

zdanie jednak sugeruje, że to był najlepszy konkurs tyczki w naszym wykonaniu w historii.
Zresztą autor poniekąd przyznał mi rację lekko zmieniając cytowany fragment.

nie robię też sensacji tylko uprzejmie zwróciłem uwagę na nieścisłość.

pozdrawiam

Weszło
07.06.2020

Frankowski: „Legia jest na fali, Wisła krwawi. Obstawiam 1:1”

– Nie da się podważyć faktu, że porażka 0:4, jak ta z Piastem, szybko otrzeźwia. Przy tym nie można sobie pozwolić na spokój i myślenie na zasadzie, że skoro wcześniej nam szło, to jesteśmy bezpieczni. Ale nie traciłbym wiary w ten zespół. Przed pandemią widać było, że Artur Skowronek ma pomysł na ten zespół. W […]
07.06.2020
Weszło
07.06.2020

Małkowski: Wiem, że w I lidze jestem silny. Chciałbym tu pograć jeszcze rok czy dwa

Maciej Małkowski jest jednym z weteranów na pierwszoligowych boiskach. Mimo to, rokrocznie znajduje się w czołówce klasyfikacji kanadyjskiej rozgrywek. Jaki jest jego sekret długowieczności? Czy w Nowym Sączu odnalazł swoje miejsce na ziemi? Dlaczego Sandecja nie zdołała utrzymać się w Ekstraklasie? Jak wspomina powołanie do reprezentacji i współpracę z Leo Beenhakkerem? Czemu w karierze podążał […]
07.06.2020
Weszło
07.06.2020

Artur Sarnat: „Na Camp Nou czułem się jak w mrowisku”

Kilka dni po ślubie, którego udzielał kapelan Cracovii zamienił „Pasy” na Wisłę. Trafił do klubu, w którym brakowało na wodę, gdy zaś odchodził, opuszczał zespół, jakiego zazdrościła „Białej Gwieździe” cała piłkarska Polska. Doświadczył na własnej skórze (i portfelu) przemiany, jaką zafundował klubowi z Reymonta 22 Bogusław Cupiał. Był w klubie Mirosława Stasiaka. Trenował u Łazarka, […]
07.06.2020
Weszło
07.06.2020

Nieoczekiwany problem ŁKS-u – niewielka rotacja na pozycji młodzieżowca

Rozważania nad tym sezonem w wykonaniu ŁKS-u Łódź to generalnie jedna wielka droga przez mękę i kolejne problemy. Fatalna defensywa, kiepska skuteczność, kuriozalne krycie przy stałych fragmentach, sporo pecha, mnóstwo swojaków, niewykorzystane rzuty karne. Można mnożyć i mnożyć, ale co gorsza – w Łodzi ostatnio nawet zalety zamieniają się w problemy. Tak jest bez wątpienia […]
07.06.2020
Weszło
06.06.2020

Kamil Drygas wraca na teren jak po swoje

Pogoń po kilku tygodniach beznadziei doczekała się pozytywnych informacji. Pierwsza, ta najważniejsza – „Portowcy” wygrali po sześciu meczach bez zwycięstwa. Druga – do formy wraca Kamil Drygas. To jego bramka (i ciasteczko od Listkowskiego) była ozdobą meczu, a wręcz… No nie darujemy sobie wbicia szpilki – ta akcja była jedyną rzeczą, na którą w meczu […]
06.06.2020
Niemcy
06.06.2020

Hertha się broniła, ale jednak nie dała rady dowieźć 0:0. Borussia skromnie wygrywa

Ostrzyliśmy sobie zęby na starcie Dortmundu z Herthą, bo i BVB wygląda dobrze w lidze – tylko Bayern po restarcie okazał się mocniejszy – i klub ze stolicy zaskakuje. To już chyba nie jest ta ekipa co wcześniej. Bruno Labbadia zebrał tych piłkarzy do kupy, Hertha punktuje i nie męczy buły, potrafiła przecież ograć Union […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Czy znajdzie się ktoś, kto wreszcie odstawi go od składu?

Macie czasami tak, że podczas oglądania horrorów nie możecie nadziwić się temu, jak durne decyzje podejmują główni bohaterowie? Właściwie sami proszą się o problemy i wychodzą prosto w ramiona potwora czy seryjnego mordercy. Mamy tak samo, gdy widzimy, że Dariusz Żuraw po raz kolejny wystawia w pierwszym składzie Karlo Muhara. To już nie jest upartość, […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Radosna twórczość Zagłębia i Lecha w tyłach? Radość dla naszych oczu

Takie popołudnia z Ekstraklasą to czysta przyjemność. Jasne, w dużej mierze mecz Zagłębia Lubin z Lechem Poznań oglądało się tak fajnie dlatego, że obie ekipy miały duże braki w defensywie i nie imponowały dyscypliną taktyczną. „Kolejorz” w pierwszej połowie stworzył ze swojego środka strefę całkowicie zdemilitaryzowaną, robiąc przeciwnikowi mnóstwo miejsca w każdej akcji. Ale z […]
06.06.2020
Włochy
06.06.2020

Dlaczego zawsze on? Brescia rozwiązuje kontrakt z Balotellim

„Dlaczego zawsze ja?” – pytał Mario Balotelli poprzez legendarny już niemalże napis na koszulce. Było to dziewięć lat temu. Włoch, wówczas napastnik Manchesteru City, zdobył otwierającą bramkę w derbach miasta, ostatecznie wygranych przez „Obywateli” 6:1. Można powiedzieć, że to pytanie stało się niejako podsumowaniem kariery Balotellego. Bo jeżeli w świecie futbolu odgrywa się jakiś skandal, […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Robert Janicki Napoleonem Warty. Poznaniacy uciekają Stali

Odkąd pierwszoligowcy wrócili na boiska, obserwujemy dziwną zasadę. Otóż na zapleczu Ekstraklasy bardzo poważnie podchodzą do dawkowania emocji. Zwykle jeden dobry mecz na dzień to maksimum, na jakie możemy liczyć. Znakomite potwierdzenie tej tezy miało miejsce w sobotę. Pierwszy mecz? Walka cios za cios, wysoka intensywność, kochana przez niektórych „jazda na dupie”. Drugi? Macanka, tempo […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Trzy punkty? Wisła Płock: a komu to potrzebne?

Nie powiemy, że Wisła Płock straciła zwycięstwo w Białymstoku w najbardziej frajerski sposób w tym sezonie, bo pamiętamy choćby to, co w Gdyni odwalił Raków Częstochowa, ale na miejscu Radosław Sobolewskiego rozwalilibyśmy dziś ze dwie szafki. Albo zamknęlibyśmy drzwi do autokaru przed nosem kilku delikwentów. Już mieliśmy pisać, że w Ekstraklasie wszystko po staremu, czyli […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Lewandowski pobił kolejny rekord. Tym razem swój osobisty

Fantastyczny dla Roberta Lewandowskiego był sezon 2016/17. Strzelił 43 gole, na rozkładzie miał m.in. Arsenal, Atletico, Real i rzecz jasna BVB. Wydawało się, że do tak wysoko zawieszonej poprzeczki już nie doskoczy. Tymczasem Polak w bieżącym sezonie już przebił tamten wynik. A do rozegrania ma jeszcze cztery kolejki w lidze, być może dwa kolejne w […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Szymon Sićko – następca Karola Bieleckiego w kadrze na lata?

W dniu, w którym reprezentacyjną karierę zakończył Karol Bielecki, powstało pytanie: kiedy w kadrze pojawi się jego następca? Ktoś, kto będzie dysponował piekielnie mocnym rzutem, a co za tym idzie zdobywał z lewego rozegrania dużo bramek. Przez długie miesiące wydawało się, że o takim gościu w najbliższej przyszłości możemy tylko pomarzyć. I wtedy światu objawił […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Słonikom przestało sprzyjać szczęście. Podbeskidzie wygrywa czwarty raz z rzędu

Oko za oko, ząb za ząb. Taką zasadę przyjęli dziś piłkarze Podbeskidzia i Bruk-Bet Termaliki, którzy wysmażyli nam western w samo południe. Western, bo strzelania nie brakowało, mimo że ostatecznie w Bielsku padła tylko jedna bramka. Strzelili ją gospodarze, którym chyba tylko katastrofa mogłaby odebrać awans do Ekstraklasy. W czterech wiosennych meczach „Górale” zdobyli 12 […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

LIVE: Miała być walka o mistrzostwo, jest sześć porażek z rzędu

Jeszcze parę kolejek temu Wisła Płock żyła niedalekimi wspomnieniami o fotelu lidera oraz kapitalnej jesieni, która przyniosła nadspodziewanie wysokie loty w lidze. Jagiellonia mniej więcej w tym samym czasie zerkała nerwowo za plecy, bo coraz mocniej zbliżała się do niej cała strefa spadkowa. Dziś obie ekipy zaliczają klasyczną mijankę – Jaga po trzech zwycięstwach z […]
06.06.2020
Niemcy
06.06.2020

Właściwy człowiek na właściwym miejscu. Jak Bruno Labbadia naprawił Herthę

Na przełomie 2019 i 2020 roku berlińska Hertha bez wątpienia aspirowała do miana jednej z najbardziej rozczarowujących drużyn Europy. Szczytem wszystkiego było starcie z FC Koeln. Goście z Kolonii przyjechali na Stadion Olimpijski w Berlinie jak po swoje i zmiażdżyli gospodarzy 5:0. Powiedzieć, że ten rezultat – z przeciętnym w sumie oponentem – dość mocno […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Łukasz Zwoliński – ile znaczy zmiana otoczenia

Stadion Pogoni Szczecin. Do bramki trafia wychowanek. Piłkarz, który – jak trafnie stwierdził kiedyś „Przegląd Sportowy” – ma wszystko, by stać się wymarzonym idolem trybun. – Gola strzelił Łukasz!!! – krzyczy spiker. (cisza) – Łukasz!!! – ponawia okrzyk, mimo że nie doczekał się odpowiedzi. (cisza) – Łukasz!!! Po trzecim razie już przyszła reakcja trybun. Nie […]
06.06.2020
WeszłoTV
06.06.2020

STAN FUTBOLU. Kusiński, Janiak, Kowalczyk, Rokuszewski, Stanowski

Jest sobota, jest godzina 11:30, a zatem zapraszamy na kolejny odcinek Stanu Futbolu. Tym razem w programie pojawi się jego tytułowy gospodarz, czyli Krzysztof Stanowski. Jego gośćmi będą: Wojciech Kowalczyk, Mateusz Rokuszewski, Michał Kusiński (były skaut Rakowa Częstochowa, dziś manager) i Mateusz Janiak (Przegląd Sportowy). Sporo ekstraklasowych i pierwszoligowych tematów do omówienia, więc będzie ciekawie! […]
06.06.2020