post Avatar

Opublikowane 15.09.2016 15:00 przez

redakcja

Mozaika. Może nieszczególnie wielobarwna, w końcu dominowały kolory czarny i żółty, ale jednak: tak zróżnicowana, jak chyba żaden sektor gości w Polsce. Ramię w ramię skaczą goście, którzy dopiero przed chwilą zdjęli kominiarki, kilkudziesięcioletnie legendy trybun z wyjazdowym stażem jeszcze w końcówce lat siedemdziesiątych, kobiety, ultrasi w polskim stylu, kompletnie przypadkowi ludzie w koszulach i marynarkach. To chyba największa różnica między tym, co można obejrzeć na sektorze gości podczas ligowego meczu, a przy tej odświętnej, pierwszej po dwudziestu latach próbie polskiego klubu w Lidze Mistrzów.

WSZYSTKIE MULTIMEDIA WYKONANO SMARTFONEM SAMSUNG GALAXY S7 (więcej o GalaxyS7)

Kilkanaście autokarów na autostradzie, do tego trochę samochodów, ekipa weteranów podróżująca pociągiem, emigranci, którzy docierali na wszystkie możliwe sposoby. Ogółem jakieś 1500 osób, z kilkunastu grup kibicowskich. To kolejna różnica, widoczna choćby w sposobie odpalania rac – nie do końca zsynchronizowanym, bardziej spontanicznym.

Desperados, The Unity, Riot, jeszcze kilka innych, mniejszych – tłumaczy nam Thomas, jeden z fanatyków BVB. Spotykamy się dzień wcześniej, w Warszawie, gdzie przyjechał wraz z kilkoma starszymi kibicami, w tym żywą legendą trybun Signal Iduna Park czy wcześniejszego Westfalenstadionu.

Gdy rozpoczynał przygodę na swoim wyjazdowym szlaku, Borussia Dortmund dopiero wracała na europejską mapę futbolu. Po banicji w 2. Bundeslidze w połowie lat siedemdziesiątych, wreszcie dochodziła do miejsca, które dziś wydaje się oczywiste – do gry w europejskich pucharach. Pierwszy międzynarodowy wyjazd? Sezon 1982/83, chybotliwy pociąg w kierunku Wysp Brytyjskich, potem jeszcze bardziej chybotliwy rejs przez kanał La Manche. Tasse od ponad trzech dekad podąża za swoim klubem, nie inaczej było wczoraj.

Przestałem już liczyć te wszystkie podróże. Na pewno samych zagranicznych wojaży uzbierałoby się pewnie koło setki, szczególnie, że w ostatnich latach mamy okazję naprawdę sporo jeździć – uśmiecha się siwy dżentelmen w okularach, z którym spotkaliśmy się w warszawskim Bulldogu. Na szlaku poza krajem zadebiutował podczas meczu z Glasgow Rangers w Szkocji, w 1982 roku. W składzie między innymi młodziutki, dwudziestoletni Michael Zorc, który miał pozostać w klubie równie długo jak Tasse. – Pamiętam to doskonale. Trzęsienie przez całą drogą. Najpierw pociągiem, moim ulubionym środkiem transportu, gdzie naprawdę zastanawialiśmy się, kiedy wypadniemy z torów. Potem na promie, którym przepływaliśmy do Zjednoczonego Królestwa. Nawet droga do Londynu była ciężka, wlekliśmy się jakimś podmiejskim kursem, niewiele lepszym niż ten na kontynencie. Dopiero pociąg z Londynu do Glasgow był w miarę komfortowy, choć pogoda była typowo brytyjska przez cały pobyt. Całe szczęście, że przynajmniej już nie trzęsło, bo po degustacjach, choćby na promie, dalsze kołysanie mogłoby się źle skończyć dla naszych żołądków. Na łajbie naprawdę przypinaliśmy się pasami i oburącz trzymaliśmy kufle, by piwa się nie rozlewały – wspomina Tasse.

W Glasgow zresztą nawiązaliśmy sporo fajnych znajomości, co ciekawe – ponad tym ich klasycznym podziałem, bo ja jestem katolikiem, a zaprzyjaźniliśmy się z protestantami. Trwało to kilka lat, do czasu, gdy pojechaliśmy na kolejny europejski wyjazd, znów do Szkocji, ale tym razem na Celtic i to tam poznałem ludzi, z którymi utrzymuję kontakt do dziś. Wtedy zresztą, słuchając ich opowieści o starciach między protestanckimi lojalistami a tą drugą stroną, doszliśmy wspólnie do wniosku, że to bardzo, bardzo odległe od piłki nożnej. Historie o terrorystach po obu stronach barykady były wstrząsające – opowiada Tasse. – Zaczęło się więc od dwóch szkockich wyjazdów, teraz trochę ich przybyło.

20160914_214851

Sto zagranicznych wyjazdów. W dobie zakazów, czasem trwających po kilka miesięcy, stadionów zamykanych przez wojewodów czy remontów sektorów gości, u nas niezłym wynikiem jest sto wyjazdów w kraju. – Ale my też mieliśmy jeden problem z policją, czy ogólnie z organizatorem meczu – wtrąca się Thomas, inny fanatyk BVB, który jest obecny przy naszej rozmowie. – Rotterdam, pamiętasz Tasse?

Tak, to był jedyny przypadek, gdy nie mogliśmy jechać na mecz, bo holenderskie władze sobie tego nie życzyły. Prosty komunikat – ani jednego kibica z Niemiec na trybunach pod groźbą surowych kar. Zazwyczaj w przypadku meczu, w którym nie może brać udziału grupa gości, jadąc incognito możesz się obawiać kibiców gospodarzy. Tutaj musiałeś się wystrzegać policji, która mogła cię zatrzymać za obecność na stadionie. Było kilku gości, którzy mimo to zdecydowali się na wycieczkę na stadion, kupując bilety od tamtejszych fanatyków. Z tym zresztą wiąże się ciekawsza historia, o tym jak w podobny sposób rozgrywało się to u nas na stadionie.

Żółta Ściana. Gelbe Wand. Sektor słynny w całej Europie, jeśli nie na całym świecie. Fanatyczne dwadzieścia pięć tysięcy głów, które od pierwszej do ostatniej minuty podskakują w rytm dortmundzkich pieśni. Dwa elementy, które wyróżniają ścianę na tle konkurencji – jedna wielka trybuna, bez balkonów, bez pięter, bez podziałów, w dodatku w całości stojąca. No i drugi – głośna, fanatyczna, melodyjna, wyprzedająca rokrocznie bilety na wszystkie mecze. Ale nie zawsze tak było.

Dwumecz z Galatasaray. Mecz, który odmienił naszą trybunę. Dziś to absolutnie nie do pomyślenia, ale w tamtym okresie, na koniec lat dziewięćdziesiątych, byliśmy zdecydowanie gorzej zorganizowani. Tureccy kibice byli zaś wyjątkowo zdeterminowani, by obejrzeć ten mecz – słyszę od fanów Borussii. – Bardzo dużo naszych fanatyków uznało, że mecz z Galatasaray to żadne wielkie wydarzenie i odsprzedali swoje miejsca Turkom. To był tragiczny widok. Borussia grała u siebie, a na trybunach większość stanowili kibice gości, nawet na tej słynnej trybunie za bramką, nawet w naszej świątyni – wspomina Tasse. Thomas zaś dopowiada: to właśnie wtedy rozpoczęły się zmiany. Ruch kibicowski zaczął się organizować, powstał zalążek tego, co dziś jest murem złożonym z 25 tysięcy osób, zawsze obecnych za plecami swoich ulubieńców na murawie. – W Stambule byliśmy zresztą ledwie kilka tygodni przed Leeds, przed tym ich feralnym meczem. Dwie osoby zginęły podczas zamieszek. Sektor gości na którym siedzieliśmy z krzesełkami, po wizycie Leeds miał już tylko puste mocowania od krzesełek…

Drugim wydarzeniem, które zmieniło trybuny w Dortmundzie była utrata flag. – Pamiętam, że dostałem wtedy wiadomość od mojego kumpla – Thomas, wszystkie nasze flagi zostały skradzione. Nawet twoja – wspomina kibic BVB. – To była flaga, którą naprawdę kochałem, jedna z pierwszych, trzymałem ją w domu. Od razu odpowiedziałem – nie no, to niemożliwe, nie wierzę, by ktoś ją ukradł. Było po meczu, byłem już wstawiony, ale podjąłem męską decyzję: dzwonię do mamy! – śmieje się Thomas. – Oczywiście była wściekła, ale dwa razy sprawdzała, czy na pewno flaga jest na swoim miejscu. Zażądałem nawet wysłania mi fotografii, żeby się dodatkowo upewnić. Tak, mimo utraty wielu z nich – moja została.

20160914_221149

Wtedy w Dortmundzie narodzili się również nieco bardziej „radykalni” kibice, którzy za punkt honoru postawili sobie odegranie się na Schalke Gelsenkirchen oraz zadbanie, by już nigdy nie tracić swoich najważniejszych flag. Mogliśmy obejrzeć część z nich przy łączeniu sektora gości z trybuną zachodnią. – Starcie? Gaz? Nie byliśmy jakoś szczególnie zaskoczeni, spodziewaliśmy się tego. Ale zanim do czegokolwiek doszło, na stadionie pojawiło się tyle policji, że obie grupy się cofnęły – usłyszeliśmy po dotarciu na sektor. Zresztą, już na nim, odsiewając naturalnie, że w rytmicznych podskokach uczestniczyli 60-letni dostojni panowie, panował całkiem polski klimat. Race, kilka stroboskopów, gdzieniegdzie kominiarki, mnóstwo tatuaży, flag, naklejek.

***

Tasse? Cały i zdrowy, na szczęście.

A ja w ogóle miałem szczęście do bywania w miejscach, w których coś się działo. Na przykład Mostar odwiedziłem, gdy już czuć było napiętą atmosferę przed nadchodzącą wojną. Po wygranym dwumeczu z Celtikiem, zagraliśmy w obecnej Bośni, wówczas jeszcze Jugosławii z Velezem. Ten słynny most, łączący muzułmańską i katolicką część miasta… Było naprawdę dziwnie oglądać to miejsce w kanałach informacyjnych, gdy w kamiennym moście pojawiły się dziury po kulach – ciągnie swoją opowieść dortmundzki kibic. – Ten wyjazd zapamiętam jednak z uwagi na fantastyczna postać taksówkarza. Poprosiliśmy go z kumplami, żeby zawiózł nas gdzieś, gdzie można zjeść i się napić. Wywiózł nas… 40 kilometrów dalej. Powiedział tylko: dobra, wracam za trzy godziny. I wrócił! To była knajpa jakiegoś kumpla tego kierowcy, nigdy się tak nie najedliśmy, wszystko oczywiście w tak niskich cenach, że moglibyśmy tam zostać z tydzień. To miłe wspomnienie, nieco mniej przyjemne są ze stadionu i hotelu. Na stadionie zostaliśmy obrzuceni kamieniami – rodzaj pozdrowień z Mostaru – a pod hotelem czekali na nas chuligani Velezu.

Wtedy jednak po prostu to zignorowaliśmy, gorzej było po meczu. Musieliśmy uciekać, schowaliśmy się w hotelu… piłkarzy. Było tam mnóstwo policji i oczywiście cała nasza ekipa. Jeden z pracowników Borussii podszedł do nas i wręczył każdemu z nas butelkę wina. Wtedy stwierdziliśmy, że w sumie możemy tam posiedzieć dłużej – śmieje się Tasse. – Dzięki temu mogliśmy być świadkami świetnej scenki, jak nasi piłkarze stali ze zwykłymi ludźmi w kolejce do telefonu, w tamtych czasach bez komórek do automatu w hotelu ustawiały się tłumy. Daniel Simmes, jeden z zawodników, gdy w końcu dopchnął się do telefonu, powiedział łącznie trzy zdania: witaj, mamo; czuję się w porządku; do zobaczenia mamo. Nie nasłuchałem się za dużo przemyśleń idola. Ale plus był taki, że usłyszeliśmy też, że wszystko jest dopisywane do rachunku pokoju numer 17, w którym mieszkali działacze. Więc też się ze swoim dopisaliśmy.

20160914_212345

A wyjazd do Polski? W końcu Borussia grała z Widzewem w Łodzi.

Tego akurat za dobrze nie pamiętam, podróż pociągiem była na tyle długa, że po prostu padłem. Najpierw pomyliliśmy dworce, na których mieliśmy wysiąść, potem siedzieliśmy w jakichś pubach, wreszcie ukradziono nam plecak. To znaczy… Właściwie pożyczono, bo po chwili ktoś przyniósł nam dokładnie taki sam, jak ten który zaginął. Problem polegał jednak na tym, że my mieliśmy w naszym prowiant i ciuchy, a w tym przyniesionym były szkolne książki, piórnik i zeszyty. No ale plecak jest plecak! – wspomina Tasse. – Dalszej części jednak wolę nawet nie wspominać. Zatrzymywanie taksówki, którą jechaliśmy, żeby zwymiotować, spanie w ubraniu gdzieś na dworcach… Nie, to była przesada. Drugi taki był chyba tylko w Porto na meczu z Boavistą, gdzie udaliśmy się przez Francję. Francja, Porto… To musi kojarzyć się z winem. Mieliśmy takie baniaki, że ledwo się z nimi zmieściliśmy w przedziale. Na tym wyjeździe zresztą rozstałem się z moją ówczesną kobietą – staliśmy na moście, jak w jakimś filmie romantycznym, ona płakała, a kilka metrów dalej mój kumpel pił wino z tej ogromnej flaszki.

***

Na koniec zostaje coś, czego my już prawdopodobnie nigdy nie uświadczymy. Mecze finałowe Ligi Mistrzów.

Ten wcześniejszy w Monachium, z Juventusem, był kapitalny. Szczególnie dobrze wspominamy dyskoteki dzień przed meczem, napchane ludźmi i pięknymi kobietami, które w pewnym momencie tańczyły w toplessie razem z policjantami zabezpieczającymi całe wydarzenie. Do tego gol naszego chłopaka, Rickena, zwycięstwo… Tak, jeden z najlepszych meczów. Choć piłkarsko największe wrażenie zrobił mecz wcześniej, gdy Jurgen Kohler kompletnie wyłączył Erika Cantonę w starciu z Manchesterem United. Piękne czasy – wspominają fani, z którymi rozmawialiśmy w Warszawie.

Wbrew pozorom, na tym kolejnym nie było już tak kolorowo – przekonuje Thomas, który był obecny na meczu z Bayernem na Wembley. – Wiązaliśmy naprawdę duże nadzieje z tym meczem, nawet nie chodzi tylko o murawę. Byliśmy tam już wcześniej z naszymi przyjaciółmi z Leeds, atmosfera była genialna, naprawdę świetnie się bawiliśmy. No i przyszedł moment meczu. Okazało się, że fanów z Dortmundu, w naszych barwach, jest niby pół stadionu, ale 90% nigdy w życiu nie widziałem nie tylko na żadnym wyjeździe, ale nawet na meczu u siebie – twierdzi Thomas.

To był jeden z najgorszych meczów, na jakich byłem. Rozsiani po całym stadionie, bez organizacji, bez głośnych śpiewów, bez klimatu, jaki powinien mieć tego typu mecz. Stawka – okej. Ale wolę klimat na meczach u nas, czy wyjazdach takich jak ten do Warszawy. Legia zresztą zrobiła bardzo dobrze sprzedając bilety na Ligę Mistrzów ludziom, którzy mają karnety, albo chociaż byli na kilku meczach w tym roku – twierdzi nasz rozmówca.

20160914_235249

A jedyne minusy tego warszawskiego wyjazdu? 41 euro za bilet i wyjście o 23.55, kawał czasu po końcowym gwizdku. No i może jeszcze 15-godzinny powrót autokarami. – Ale czasem podróż bywa fajniejsza, niż to, co dzieje się na sektorze – słyszymy na pożegnanie, razem z dźwiękiem odkapslowywanych butelek i ostatnimi przyśpiewkami żegnającymi stolicę.

Mozaika ruszyła. Jakkolwiek oceniać zachowanie z końca pierwszej połowy, jakkolwiek oceniać wzajemne napinki zza pleksi – było miło ich poznać.

JO
WSZYSTKIE MULITMEDIA WYKONANO SMARTFONEM SAMSUNG GALAXY S7 (więcej o GalaxyS7)

Opublikowane 15.09.2016 15:00 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
02.07.2020

„Wisła Kraków nie może być tylko na Reymonta, dotrzemy ze szkoleniem dalej”

1 lipca akademia piłkarska Wisły Kraków oficjalnie weszła w struktury spółki. Z inicjatywy Jakuba Błaszczykowskiego dyrektorem odpowiedzialnym za ten projekt został Krzysztof Kołaczyk, który w ciągu najbliższych lat ma sprawić, by „Białą Gwiazda” należała do szkoleniowej czołówki w Polsce. Panowie znają się doskonale z czasów Rakowa Częstochowa. O planach, marzeniach i obecnej sytuacji dotyczącej tego […]
02.07.2020
Weszło
02.07.2020

Cracovio, bądź poważna!

Uwaga, jeśli macie w planach czytać dzisiejszy Przegląd Sportowy w autobusie lub tramwaju, lepiej usiądźcie, żeby się nie przewrócić z wrażenia. U nas taka właśnie reakcja nastąpiła po przeczytaniu doskonałej propozycji Cracovii, którą ujawnił Antoni Bugajski. Klub z Krakowa negocjuje z rzecznikiem dyscyplinarnym PZPN-u, Adamem Gilarskim, wysokość kary za korupcję sprzed kilkunastu lat. Co zaproponowały […]
02.07.2020
Weszło
02.07.2020

W przyszłym sezonie – 30 kolejek i ponad 40 milionów mniej dla klubów?

– Najbardziej prawdopodobne jest, że kolejne rozgrywki odbędą się w systemie ESA-30 (bez siedmiu dodatkowych kolejek oraz podziału na grupy mistrzowską i spadkową). Wówczas spokojnie wystarczy terminów, ale będzie mniej meczów, co może oznaczać mniejsze wpływy z tytułu praw telewizyjnych dla całej ligi. Obecny kontrakt zakładający grę w systemie ESA37 gwarantuje klubom w sumie ok. […]
02.07.2020
Inne sporty
02.07.2020

Znamy trasę Tour de Pologne. Krócej, ale intensywnie

Cały peleton czeka na otwarcie kolarskiego sezonu. Czekają też kibice. Ci z Polski mają w tym roku ku temu wyjątkowy powód – pierwszym wyścigiem wieloetapowym w kalendarzu World Touru jest nasza rodzima impreza, co znacznie podnosi jej rangę. Wczoraj wieczorem dowiedzieliśmy się, jaką trasą i na jakich zasadach pojadą kolarze. I choć Tour de Pologne […]
02.07.2020
Weszło
01.07.2020

Z cyklu niebywałe, a jednak: West Ham znów wygrywa z Chelsea!

Jesteś wklejony punktowo w strefę spadkową, przegrywasz właściwie mecz za meczem, twoim trenerem jest David Moyes, raczej niekojarzony w ostatnich latach ze zwycięstwami – a mówiąc uczciwie bardziej mem niż szkoleniowiec. No i jakby tego było mało, przyjeżdża do ciebie Chelsea, chwalona w tym sezonie, walcząca o Ligę Mistrzów, niepokonana od pięciu spotkań. Gdzie szukać […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

Grają bez trenera, są w strefie barażowej. Pierwsza liga, styl życia

Osiem meczów – tyle wynosiła jeszcze niedawno passa GKS-u Tychy bez wygranej. Tyszanie byli w rozsypce, od marca prowadził ich dyrektor sportowy, który otwarcie przyznawał, że nie ma na to zajęcie ochoty. Teraz jego rolę przejęli tymczasowi szkoleniowcy, więc na dobrą sprawę GKS od czterech miesięcy nie mają pierwszego trenera. I co? I właśnie dostali […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

Mladenović w Legii, czyli kontynuacja rozsądnej polityki transferowej

Stało się to, o czym mówiło się od jakiegoś czasu. Filip Mladenović został piłkarzem Legii Warszawa. Serb nie przedłużył kontraktu z Lechią, bo ta nie była w stanie mu płacić (albo obiecać) tyle, ile chciał piłkarz, a on sam wiedział, że chcieć może dużo. Ma za sobą świetny sezon, jest w trakcie co najmniej dobrego, […]
01.07.2020

HEJT PARK W DOBRYM SKŁADZIE – GOŚCIEM MACIEJ SAWICKI

01.07.2020
Blogi i felietony
01.07.2020

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Kluby z niemieckiej Bundesligi. Hiszpańskiej LaLiga. Włoskiej Serie A. Kluby z angielskiej Premier League oraz oczywiście niezawodne kluby węgierskie. Jeśli mielibyśmy w tym gronie wskazać niepasujący element, nie byłoby to szczególnie wielkie wyzwanie. A jednak, mimo tysięcy różnic jest coś, co łączy kluby z lig TOP 4 oraz Węgier. Jest to obecność w europejskich pucharach. […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

Styl wciąż nędzny, ale są punkty. Ważne zwycięstwo Miedzi Legnica

Najpierw cenny remis z Wartą Poznań, teraz ważne zwycięstwo z Puszczą Niepołomice. O stylu gry Miedzi Legnica trudno mówić w ciepłych słowach, ale solidne punktowanie po rozstaniu z Dominikiem Nowakiem może oznaczać, że zadziałał osławiony efekt nowej miotły i legniczanie pod wodzą Ireneusza Kościelniaka jednak na finiszu sezonu nie wylecą poza miejsca barażowe, zachowując tym […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

Awans? A po co to komu! Olimpia stawia na PJS, trener i piłkarze odchodzą z klubu

Olimpia Elbląg właśnie pokonała Pogoń Siedlce 1:0, umacniając się na miejscach barażowych w drugiej lidze. Pokonała ją składem, w którym znalazło się miejsce dla aż sześciu młodzieżowców, w tym dla jednego 16-latka. O ile w większości przypadków powiedzielibyśmy: „wow, kapitalna sprawa, cóż za odwaga”, tak tu ciężko o taką ocenę. Dlaczego? Dlatego, że elblążanie o […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

„Branie czołowych ekstraklasowców może Legii nie wystarczyć na puchary”

Jerzy Podbrożny nie był zachwycony ruchami Aleksandara Vukovicia na początku sezonu, ale dziś przyznaje, że serbski trener się obronił. Czterokrotny mistrz Polski i dwukrotny król strzelców Ekstraklasy komentuje też sprowadzenie Filipa Mladenovicia (które nie jest jeszcze oficjalne, ale coraz bardziej prawdopodobne) i politykę transferową nastawioną na przejmowanie czołowych ligowców, szykowane odejście Michała Karbownika, szanse Legii […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

To już pewne: Wójcicki zagra w Zagłębiu. Znamy szczegóły transferu

Spekulacje o tym, że Jakub Wójcicki trafi do Zagłębia Lubin, ciągnęły się niczym odwiedziny teściowej. Ale według naszych informacji temat jest już zamknięty. Boczny obrońca faktycznie trafi do „Miedziowych”, którzy wygrali walkę o niego z dwoma – a w zasadzie nawet trzema – ligowymi rywalami. Znamy także szczegóły dotyczące tego transferu, który lubinianie ogłoszą zapewne […]
01.07.2020
Weszło Extra
01.07.2020

Ruud van Nistelrooy. Pazerny na gole aż do przesady

Wybitni piłkarze bardzo często mają ego rozdmuchane do granic możliwości. Jest to zresztą charakterystyczne dla wielu znakomitych sportowców. Kto oglądał serial „Ostatni taniec”, ten na pewno doskonale tę prawidłowość rozumie. Problem pojawia się wtedy, gdy wielkie ego jednego zawodnika zaczyna przytłaczać resztę zespołu. Gdy gwiazdor, zamiast ciągnąć kolegów za sobą do sukcesu, podtapia ich ciężarem […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

Vuković 2022. Trener Legii przedłuża kontrakt

Największy wygrany tego sezonu? Bardzo możliwe, że Aleksandar Vuković. Doskonale pamiętamy, jaka atmosfera panowała wokół Serba na początku rozgrywek. Powiedzieć, że lud domagał się jego krwi, to nic nie powiedzieć. Dziś Vuković jest na przeciwległym biegunie. I właśnie przedłużył z Legią kontrakt do czerwca 2022 roku. Nic nie zapowiadało sukcesu Beznadziejny styl w eliminacjach do […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

Dlaczego ŁKS nie był w stanie oszukać przeznaczenia?

Bajki w świecie literatury kończą się klasycznym „żyli długo i szczęśliwie”, zamykamy książkę, bierzemy następną. W piłce nożnej oczywiście bajki kończą się zdecydowanie bardziej brutalnie. Za każdym wielkim i niespodziewanym sukcesem Leicester City czy Piasta, idzie wielka wyprzedaż ikon tegoż sukcesu. Za każdą piękną baśnią o niespodziewanym utrzymaniu czy nadprogramowym awansie, idzie zazwyczaj drugi sezon. […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

Leroy Sane, czyli kozak mimo łatki lenia. Czy Bayern robi właśnie deal roku?

– Można założyć, że najlepszym słowem opisującym uczucia Leroya Sane w ciągu ostatnich 18 miesięcy jest „zirytowany” – takimi słowami „The Athletic” opatrzył tekst o tym, dlaczego Niemiec zdecydował się na transfer do Bayernu. Transfer, który wisiał w powietrzu już od roku i który dziś niewielu już zaskakuje. A jednak wciąż jest to ruch, który można określić […]
01.07.2020
Weszło
01.07.2020

Co wspólnego ma Liverpool z KTS-em Weszło?

Kibicom europejskiej piłki New Balance kojarzy się głównie z Liverpoolem, ewentualnie z FC Porto. Firma sponsoruje też jednak „nieco” mniejsze kluby, jak chociażby KTS Weszło. Nasi dzielni zawodnicy dostali od niej nowy sprzęt – buty Furon v6 i Tekela v3 – który postanowili przetestować. Zachwycony był nim jeden z liderów drużyny – Daniel Ciechański, któremu […]
01.07.2020