post Avatar

Opublikowane 09.08.2016 09:45 przez

Piotr Tomasik

Maciej Kona – 19-letni talent, młodzieżowy reprezentant Polski, z jednym rozegranym sezonem u kandydata do awansu do Ekstraklasy – utknął w martwym punkcie. Zamiast dalej grać na zapleczu, iść poziom wyżej jak choćby Damian Szymański do Jagiellonii, to ćwiczy indywidualnie i ciągle próbuje wyrwać się z upadłego Zawiszy. Dziś opowiada o swojej sytuacji, upadku klubu, pewności siebie, wypadku na klubowym parkingu i nietypowym dla piłkarza problemie. Zawodnik się jąka i poprosił, byśmy zamiast rozmowy – wymieniali wiadomości.

Aktualizacja: Kona został właśnie zawodnikiem Chrobrego Głogów

Półtora miesiąca temu rozpadł się pierwszoligowy Zawisza. Z tonącego okrętu zdążyli uciec wszyscy, poza tobą. Najprościej zapytać: co poszło nie tak?

Wielu zawodnikom skończyły się kontrakty, a ci, którzy mieli umowę ważną jeszcze przez rok, nie otrzymywali pensji przez trzy miesiące i odeszli bez problemu. Ale ja, by nowy klub nie musiał płacić za mnie ekwiwalentu, musiałbym rozwiązać kontrakt z winy pracodawcy. Rzecz w tym, że mnie i pozostałym młodym zawodnikom systematycznie płacono pensje, blokując tę drogę. Kiedy została już sama młodzież, otrzymaliśmy pisma, na mocy których rozwiązujemy kontrakt za porozumieniem stron, a Zawisza zrzeka się ekwiwalentu. No cóż, to byłoby zbyt piękne… Każdy z kolegów podpisał, ale ja czułem, że to podpucha i się wstrzymałem, po czym usłyszałem pod swoim adresem kilka różnych słów. Chłopaki mają teraz problem ze znalezieniem pracodawcy – cudowne pismo okazało się gówno warte, a klub nadal oczekuje pieniędzy. Z kolei mnie wraz z przyjściem nowego właściciela przestano płacić, nie dostaję wypłat od dwóch miesięcy i zgłosiłem się do PZPN. Sprawa jest praktycznie zamknięta, wystarczy że nowy klub zarejestruje mnie w swoim okręgu i będę jego zawodnikiem.

Masz pewność, że ten kontrakt zostanie rozwiązany z winy Zawiszy? Jak sam mówisz, zaległość wynosi dwa miesiące.

Klub ma zaległości finansowe, spadł nie z mojej winy, nie ze względów sportowych. PZPN już praktycznie klepnął tę decyzję.

Kto z wami rozmawiał o tym, że Zawisza zrzeknie się prawa do ekwiwalentu? Jak te rozmowy wyglądały?

Były ciekawe… W gabinecie siedział Łukasz Skrzyński, dyrektor sportowy, który pokazał mi pismo i powiedział, że po jego podpisaniu nie będę miał nic z klubem wspólnego i wręczył długopis. Po konsultacji z menedżerem odmówiłem. Faktycznie, była to umowa między klubem a mną, natomiast na jej mocy Zawisza miał się i tak domagać ekwiwalentu od następnego pracodawcy. Dyrektor zrozumiał moją decyzję, nie nalegał. Ale w pokoju siedział jeszcze jego kolega – widywałem go w klubie od zeszłego lata, natomiast nigdy się nie dowiedziałem, jaką pełni funkcję. Usłyszałem więc, że jestem niewdzięczną gwiazdą, a on ma takie znajomości, że nigdzie nie zagram przez kolejne pół roku. Wyszedłem. Z panem Skrzyńskim nawet bym porozmawiał, nie chciał robić nic złego czy na siłę, ale niestety wtrącił się kolega.

Pozostali ugięli się pod presją „kolegi dyrektora”?

Nie wiem, czy chodziło o presję tego typa. Moim zdaniem, chcieli mieć już to wszystko z głowy, może obawiali się tego, co jeśli nie podpiszą dokumentu. Niektórzy skorzystali, jak Damian Węglarz, niektórzy żałują.

A ty chłopakom, z którymi grałeś w pierwszym zespole, nie zazdrościsz? Taki Kuba Łukowski jest w podobnym wieku, a od dwóch tygodni normalnie trenuje, ma klub.

Kuba to mój przyjaciel, nie mógłbym mu zazdrościć. Miał szczęście, bo znalazł klub, który wyłożył za niego gotówkę. Zainteresowani moimi usługami nie mają takiego budżetu jak Wisła Płock. Ale bez obaw, jestem w stałym kontakcie z trenerem, mam rozpiskę indywidualną, nie jestem zapuszczony, bardziej… ciągła niedowaga! Jak podpiszę kontrakt z nowym klubem, będę w formie z poprzedniej rundy jesiennej. Przykro mi, że tak to się skończyło, ale postępuję słusznie, dbając o to, by mój nowy klub nie musiał płacić czemuś, co już nie istnieje. Chodzi mi o spółkę, Zawisza oczywiście nigdy nie zginie.

Jak ty w ogóle odbierasz to, co działo się w klubie, powiedzmy, od początku roku? Działo się przecież mnóstwo, choć głównie przykrych spraw.

No a zapowiadało się świetnie. Nowy trener, solidne wzmocnienia, uzupełnienia na zaniedbanych pozycjach. Ja, choć to tylko moje zdanie, nie rezygnowałbym jedynie z Łukasza Nawotczyńskiego. Zaczęliśmy przygotowania w Bydgoszczy – była atmosfera, ciężka praca, szatnia-wzór, mieliśmy nawet obóz w Hiszpanii. Zaczęliśmy ligę, po trzech meczach mieliśmy siedem punktów, choć gra nie powalała. Zaraz przyszedł gorszy okres, pierwsze porażki, ale dyrektor sportowy nie wywierał presji.

A kiedy to wszystko się popsuło? Wydaje mi się, że momentem, w którym zawodnicy zauważyli, że prezes już się poddał, był wyjazd do Olsztyna w dniu meczu. Z autobusu prosto na boisko. Doszedł brak wypłat, duża strata punktowa i powietrze z nas uszło. Mimo to, cały czas zespół grał na maksimum możliwości. Można się teraz zastanawiać, czy „góra” zbyt szybko się nie poddała, przecież Wisła pogubiła potem punkty…

W momencie, kiedy prezes przestał płacić na czas, poczuliście, że to jest początek końca?

Klub świetnie funkcjonował pod względem organizacyjnym. Boiska, pensje, wyjazdy, wszystko dopięte na ostatni guzik. Słysząc o zaległościach, wierzyłem, że prezes nie płaci tym, którzy zaraz odejdą. Spodziewałem się, że o awans powalczę z Zawiszą w następnym sezonie.

Wspomniałeś o wzmocnieniach, a zimą rzeczywiście przyszli zawodnicy z ciekawymi CV.

Przykład: Gal Arel, środkowy pomocnik. Na obozie w Hiszpanii graliśmy z Dynamo Moskwa czy Amkarem i jestem pewien, że gdyby nie miał już podpisanej umowy z nami, to by go wzięli. Byłem pod wielkim wrażeniem jego gry. Ale przyszła liga i zaczął grać przeciętnie. Wtopił się w tłum, wyglądał jak dowolny piłkarz na tym poziomie. Może to kwestia przygotowania fizycznego, bardzo potrzebnego w tej lidze? Nie wiem. To nie tak, że zawodnicy z zagranicy grali źle, po prostu oczekiwałem od nich czegoś super… A może przez takie podejście, moje i dziennikarzy, zawiedli?

160422PYK018-640x416

Dla ciebie, personalnie, minione pół roku było stracone. Nie dość, że sam klub zaczął się rozsypywać, to miał miejsce pewien incydent na klubowym parkingu…

Czyli coś, co przytrafić się mogło tylko mnie, ewentualnie jeszcze Kubie. No i przytrafiło się nam obu. Wracaliśmy z treningu do auta Kuby i… nagle ktoś nam wjechał w plecy samochodem. Ja przeleciałem nad maską i dachem, spadłem przy tylnym kole, a Kuba – wpadł prosto pod auto. Gdyby samochód nie zatrzymał się na szlabanie, cały by po nim przejechał. Dzisiaj się śmiejemy, że sprawdzał tej pani wyciek oleju i bieżnik w oponach. Wtedy jednak do śmiechu nam nie było – u Kuby skończyło się na pęknięciu wyrostka poprzecznego w odcinku lędźwiowym, u mnie to samo w odcinku szyjnym. Miałem też kilka szwów na głowie, ale w porównaniu z pękniętymi kośćmi – agrafka.

Co się działo tuż po wypadku?

Momentalnie zebrał się tłum. Kubę wydostali spod auta, podnieśli go, a ja leżałem na betonie z głową w kałuży krwi. No, musiało to nieźle wyglądać. Chciałem pobiec do Kuby i sprawdzić, czy żyje, ale byłem tak podenerwowany i przestraszony, że nie byłem w stanie się ruszyć. On chciał pobiec do mnie, ale trzymali go, żeby siedział spokojnie. Leżeliśmy więc przy aucie lub nieco pod autem, a pani stwierdziła jeszcze, że może lepiej, jeśli wycofa. Któryś z chłopaków od razu zabrał jej kluczyli. Dobre kino się jednak nie skończyło. W szpitalu klepnęli nas w plecy, powiedzieli, że nic nam nie jest i po pół godzinie kazali jechać do domów. Szkoda tylko, że dwa tygodnie później okazało się, że mam pęknięty odcinek kręgosłupa. Powtarzali mi przez ten cały czas, że nic nie ma prawa mnie boleć, a przy trzecich zdjęciach jednak zauważyli pęknięcie.

Co z kobietą, która spowodowała wypadek?

Z tego, co wiem, to dostała mandat i zabrali jej prawo jazdy. Przyznała się, że chciała hamować, ale… przyspieszyła. Przekazałem sprawę dobremu prawnikowi, ubiega się o odszkodowanie, ale mam świadomość, że to może ciągnąć się latami.

Co było dla ciebie, wtedy 18-latka, najtrudniejsze w pierwszej lidze?

Poradzenie sobie z myślą, że mogę stracić piłkę. Bałem się wziąć na siebie odpowiedzialność za grę. Z każdym kolejnym meczem było coraz łatwiej, czułem coraz większe zaufanie kolegów i pomagałem w rozprowadzaniu piłki.

Był jakiś moment przełomowy, w którym poczułeś, że ta odpowiedzialność cię nie przerasta, że dorastasz do pierwszej ligi?

Zagrałem dobry mecz z Pogonią Siedlce, wygraliśmy 3:0, a ja skończyłem prawie bez żadnej straty, do tego z asystą przy golu Kuby Łukowskiego. Chwilę potem potwierdziłem formę z Miedzią – 4:1 dla Zawiszy i moje dwa ostatnie podania. Wtedy pomyślałem, że na tym poziomie chyba nie odstaję. Miałem już świadomość, że nie jestem młodzieżowcem, tylko pełnoprawnym członkiem zespołu. Bez taryfy ulgowej i z taką samą odpowiedzialnością, jak koledzy.

Pewnie czytałeś pozytywne recenzje o sobie, nawet na Weszło.

I miałem z tego niezłą frajdę. Dopiero co grałem w juniorach, a tu nagle wskoczyłem do pierwszej ligi i duży portal ocenia mnie na plus. Lubiłem czytać komentarze na swój temat i może to głupie, ale dodawały mi one na początku pewności siebie. Zawsze oglądałem też powtórki meczów Zawiszy, żeby posłuchać czy Andrzej Iwan, Marcin Feddek lub ktokolwiek inny mają jakieś uwagi do mojej gry.

Nie jest przypadkiem tak, że ty z tą pewnością siebie miewałeś na boisku problemy?

Zdarzało się, że po kilku nieudanych zagraniach znikałem na kilka minut z pola widzenia, potrzebowałem chwili, by ochłonąć i mieć trochę czasu bez straty piłki, nawet jeśli miałem nie mieć z nią kontaktu. Ale to się zmieniło. Dziś cieszy mnie to, kiedy mogę być pod grą. Czasem jeszcze mam momenty, że po głupiej stracie nie palę się do gry, ale to już znacznie rzadziej.

Próbowałeś współpracy z trenerem mentalnym?

Myślałem o tym. Uznałem jednak, że jak sam nie ogarnę tematu – zgłoszę się do kogoś, kto mi pomoże. Na razie widzę efekty swojej pracy nad sobą.

To znaczy?

Usiadłem i zastanowiłem się, co umiem robić. Wyszło mi sporo rzeczy. A potem zastanowiłem się, co umiem robić, z czego da się wyżyć. No i została tylko piłka. Kiedyś bardzo przejmowałem się krzykami kolegów, trenerów i bałem się, że jak coś zepsuję – znów będą krzyczeli. Uświadomiłem sobie jednak, że frustracja innych nie może wpływać na moją grę. Nie godzę się na to, bym grał słabiej – a w konsekwencji, cała drużyna – tylko dlatego, że ktoś się na mnie zdenerwował. Wiadomo, są emocje i krzyki, ale to nie może wpływać na to, co postanowiłem robić w życiu.

Bez tytułu

Muszę ci się do jednego przyznać – to mój najdziwniej przeprowadzany wywiad w życiu.

Dlaczego? Bo pisemnie?

Tak, bo na Facebooku. Możesz powiedzieć, na czym dokładnie polega twój problem w rozmowach z nieznajomymi?

Z nieznajomymi i ze znajomymi, choć w mniejszym stopniu. Po prostu od małego, odkąd pamiętam, mam problem z płynną mową. W stresie jest gorzej, ale i na co dzień się jąkam.

Zdaję sobie sprawę, że w tym momencie ta rozmowa staje się trudniejsza, ale czy ten problem przeszkadza w codziennym życiu?

Na pewno odczuwam pewien dyskomfort w sklepie, kiedy chcę poprosić o coś z półki, albo w restauracji przy składaniu zamówienia. Nie wiem, kiedy się zatnę. Żyję już jednak z tym tak długo, że zdążyłem się przyzwyczaić i traktuję to jako zwyczajną wadę, których każdy z nas ma przecież wiele.

A na boisku, w szatni? Obaj dobrze wiemy, że świat piłkarski rządzi się swoimi prawami, w najdrobniejszym elemencie pojawia się szyderka.

Nigdy się nie spotkałem z żadną szyderą, ani śmiechami, naprawdę. W pierwszej, lepszej rozmowie ze mną każdy rozpozna mój problem, ale żaden piłkarz się ze mnie nie śmiał. W Zawiszy dużo rozmawiałem ze starszymi, np. z Szymonem Lewickim czy Sylwkiem Patejukiem i choć mieli mocniejszą pozycję w szatni, to nigdy nikogo na mnie nie napuszczali. Kiedy wychodzę na boisku, to pojawia się adrenalina – proste komendy, jak „czas” czy „plecy”, te piłkarskie zwroty nie sprawiają mi kłopotu. Jeśli więc czyta to jakiś trener z Primera Division i zastanawia się, czy nie zawalę mu przez to meczu… Bez obaw, może śmiało kontaktować się z menedżerem!

Młody zawodnik zazwyczaj opowiada, jak dużym przeżyciem dla niego jest wejście do szatni pierwszego zespołu. Wokół sami starsi zawodnicy, często oglądani w telewizji, którym niedawno rzucał na meczach piłkę. Dlatego do każdego podchodzi nieśmiało „Dzień dobry”, dalej „Panu też dzień dobry”. Tobie w takiej sytuacji towarzyszyły większe emocje?

Trenowałem z pierwszym zespołem Zawiszy, kiedy zdobywał Superpuchar, z Geworgianem, Strąkiem czy Nawotczyńskim w składzie. Ale w szatni różnice się zacierają. Wiadomo, nie gadałem z nimi najczęściej, początkowo uścisnąłem dłoń, przedstawiłem się i tyle. Emocje były na normalnym poziomie. Jeśli chodzi o jąkanie, to nie przejmowałem się, że ktoś się będzie śmiał, zawsze łatwo znaleźć u drugiej osoby jakąś wadę. Jak się czasem zacinam i wiem, że komuś jest głupio się zaśmiać, to sam się uśmiecham i próbuję rozładować atmosferę. Miałem duże szczęście, trafiając w Zawiszy na spoko gości. Początki, wiadomo, są najgorsze, ale teraz mam już z górki i wiem, jak zachować się w seniorskiej szatni.

Co w tym wszystkim jest, twoim zdaniem, najtrudniejsze? Moment, w którym zdajesz sobie sprawę, że tak jest i tak pozostanie? Ten przełomowy punkt akceptacji tej życiowej niedogodności?

Nie wiem, to nie jest trudnie. Natomiast wiem, że najważniejsze, by mieć wokół siebie ludzi, dla których to nie ma najmniejszego znaczenia. Takich, dla których mówisz normalnie. Mówię to u przyjaciołach, rodzinie, dziewczynie. Ci wszyscy ludzie, mimo że widzą, że się jąkam, tak naprawdę mają to w dupie. Dzięki takiemu podejściu najbliższych, ja też mam w dupie, co pomyślą obcy ludzie, kiedy im się to u mnie nie spodoba.

A nie sądzisz, że to paradoksalnie daje tobie większą szansę powodzenia jako sportowcowi? Bo od najmłodszych lat hartuje, buduje charakter, uczy radzenia sobie z niekiedy niewygodną rzeczywistością?

Możliwe. Na pewno w pewnym stopniu czasem pomaga mi to trzymać język za zębami, zastanowię się pięć razy, zanim coś powiem i zazwyczaj za tym piątym orientuję się, że to głupota. Pomaga też w odcinaniu się od opinii innych – niech sobie gadają, ja będę robił swoje. Poza tym, nie można mieć wszystkiego. Jestem młody, przystojny, to chociaż się jąkam!

Co byś podpowiedział tym, zwłaszcza młodszym, którzy z takimi problemami nie do końca sobie radzą?

Jeden się jąka, drugi ma odstające uszy, trzeci ma kolejny problem… Spójrz na wady innych. Zobacz, ile każdy z nich ma i jeśli ktoś ci wypomni twoją w nieprzyjemny sposób – powiedz, żeby zaczął od siebie. Ale najlepiej nie słuchać ludzi, którzy tak naprawdę nie mają nic do powiedzenia. Trzeba być świadomym swoich wad, mieć do siebie dystans i umieć się śmiać także z siebie samego.

To na koniec, żeby nie zakończyć zbyt negatywnie – zabawna historia z szatni związana właśnie z twoim jąkaniem.

W Pucharze Polski graliśmy ze Stalową Wolą, rzuciłem fajną wcinkę za obrońców, a Mica przelobował bramkarza. Do szatni schodziłem obok Krzyśka Nykiela, a reporter Polsatu Sport poprosił mnie o wywiad. Powiedziałem, że nie chcę, że się jąkam i poprosiłem kolegę, by poszedł za mnie. No to Krzysiek, naprawdę spoko gość, poszedł. Oglądam potem powtórkę, a reporter pyta go o tę akcję na 1:0, czy ćwiczy – on, boczny obrońca – na treningach takie zagrania. Dokładnie takie pytanie, jakby było skierowane do mnie. Dziennikarz chyba napisał sobie na kartce, że ma spytać Konę o asystę, a że w międzyczasie zmienił mu się rozmówca – już nie zauważył!

Rozmawiał PIOTR TOMASIK

Fot. FotoPyk

Opublikowane 09.08.2016 09:45 przez

Piotr Tomasik

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
23.09.2020

Nie było innego wyjścia z Vukoviciem

W środowej prasie m.in. kilka tekstów przed meczem Lecha z Apollonem, analiza przyczyn zwolnienia Aleksandara Vukovicia z Legii, rozmowa z wracającym do zdrowia Krystianem Bielikiem i materiał o dwóch polskich zawodnikach, którzy z niższych lig trafili do czeskiej ekstraklasy.  PRZEGLĄD SPORTOWY W 30-stopniowym upale Lech Poznań powalczy o pierwszy od 2009 roku awans z III […]
23.09.2020
Weszło
22.09.2020

Michniewicz na tle poprzedników, czyli czy CV prawdę ci powie?

Kultowy niedźwiedź z wieloletnim doświadczeniem w rosyjskich klubach. Albańczyk, który w Belgii przewrócił się na piłkach. Mentor, który wychował tłumy młodych. Romantyczny twórca nowych definicji piłkarskich, który nie nadawał się na trenera. Jego efemeryczny następca. Awanturujący się wagabunda o wdzięcznym pseudonimie Ryszard Lwie Serce. Pan od zapieprzania. Oto poprzednicy Czesława Michniewicza na ławce trenerskiej Legii […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Kenny Saief, czyli nadzieja Lechii na choćby przyzwoity sezon

Lechia Gdańsk w ostatnich latach – delikatnie mówiąc – nie słynęła z obsady pozycji numer dziesięć. Cholera, być może trzeba się cofnąć aż do czasów Razacka Traore, by znaleźć naprawdę konkretnego piłkarza, a i on wędrował przecież na boisku w różne rejony, od skrzydła po napad. W każdym razie w kolejnych latach nikt lepszy się […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Legia z prezentem, a później pokrzywdzona. Wilusz zasłużył na wykluczenie

Czy Legia została skrzywdzona? A może tym razem zyskała na błędach sędziów? Czy Maciej Wilusz powinien pić meliskę przed meczami? No i co z tymi przeklętymi zagraniami ręką w polu karnym? Kolejny weekend znów przyniósł nam kilka weryfikacji w Niewydrukowanej Tabeli. Choć tak po prawdzie, to nie była łatwa kolejka do sędziowania. Zaczynamy od meczu […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Przeklęte Wyspy Owcze i technologiczny skok. Sukcesy i porażki Michniewicza w kadrze U-21

Czesław Michniewicz jest już jedną nogą poza reprezentacją Polski do lat 21. Odejdzie z niej raczej prędzej niż później. Ale co po sobie zostawi? Jaki bilans po trzech latach sprawowania stanowiska przez Michniewicza, mają biało-czerwoni? Co mu się udało, a co zawalił lub najzwyczajniej w świecie mógł zrobić trochę lepiej? Nie ma wątpliwości, że bilans […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Jeden klub, jeden trener. Klich i Kapustka od Tarnovii do kadry | KOPALNIE TALENTÓW

Ich pierwszy trener mówi o przypadku, twierdząc, że Mateusz Klich i Bartosz Kapustka poradziliby sobie gdziekolwiek by nie zaczynali, a on akurat miał szczęście, że na nich trafił. Większe zasługi niż sobie przypisuje rodzicom swoich najbardziej znanych byłych podopiecznych. Chyba jednak prowadzący ich za młodu Krzysztof Świerzb jakąś cegiełkę do tego dołożył, skoro nawet teraz […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Chodyna na radarze, Makowski cofa się w rozwoju

Za nami cztery kolejki nowego sezonu Ekstraklasy. Gdy patrzymy na ten okres przez pryzmat młodzieżowców, trochę brakuje nam odkryć. Jasne, poprzedni rok pokazał, że warto w tej kwestii trochę poczekać, bo choćby Michał Karbownik, Bartosz Białek czy Jakub Moder wypłynęli na szerokie wody dopiero z czasem, ale byli też tacy, którzy zaskoczyli od pierwszej kolejki […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Spokojnie, zaraz się rozkręci. Boruc jak film o facecie w łódce?

Powrót Artura Boruca do Legii Warszawa to bez dwóch zdań największe wydarzenie trwającego jeszcze okienka. Celowo nie użyliśmy w tym kontekście słowa „transfer”, bo ten ruch wykracza poza same kwestie sportowe, ale jedno trzeba wyraźnie zaznaczyć – to właśnie one wciąż powinny być na pierwszym planie. A na starcie tego sezonu nie ma co kryć […]
22.09.2020
Włochy
22.09.2020

Sfałszowany egzamin z włoskiego, czyli w co pogrywa Luis Suarez?

„Spoczywa na tobie wielka odpowiedzialność. Jeśli go oblejesz i gość nie dostanie obywatelstwa, to dopiero się zacznie. Rozpoczną atak terrorystyczny” – mówi na nagraniu rozmówca Stefanii Spiny. Czy to fragment filmu akcji? Nie. To konspiracyjna konwersacja uniwersytecka w sprawie językowego egzaminu Luisa Suareza, koniecznego do uzyskania włoskiego paszportu. Egzaminu, który Urugwajczyk podobno zdał z łatwością. […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Czereszewski: Holendrzy w Stomilu? Dzięki mnie klub zarobi na nich niemałe pieniądze

Temat Stomilu, dziwnych transferów do klubu i zmian, które w ciągu ostatnich dni zaszły w Olsztynie, nie schodzi z ust kibiców. Wczoraj przyjrzeliśmy się jednej stronie sprawy, o której rozmawialiśmy także w I-ligowej części „Weszłopolskich”. Dziś oddajemy głos drugiej ze stron, a konkretniej Sylwestrowi Czereszewskiemu, który nie stroni od mocnych słów. Doniesienia portalu stomil.olsztyn.pl nazywa […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Gdy rozum śpi, a Lewandowski zagrywa krzyżakiem, budzą się demony

Środkowy pomocnik przejmuje piłkę na środku boiska, zagrywa ją na prawo do skrzydłowego, ale nie zatrzymuje się, tylko biegnie na pełnej w pole karne. I słusznie, bo zaraz dostaje podanie zwrotne od kolegi, wystarczy dołożyć nogę i po wszystkim. Tak też się dzieje – pewny strzał i bramkarz nie ma szans. Ale co to? Kibice […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

„Ring cię zweryfikuje. Nie masz za kim się schować”

– Moja walka? Jakbyś Rocky’ego oglądał. Cały mój plan szybko poszedł w pieruny. Myślałem, żeby dużo tańczyć, atakować seriami i odskakiwać, tak miałem zaplanowane treningi. Ale walczyliśmy na najmniejszym możliwym wymiarze ringu, więc nie było za bardzo gdzie uciekać. Trener powiedział mi więc „Kamil, musisz się bić”. A że lubię się bić, to się biliśmy. […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Pół roku transmisji sportowych za darmo – promocja specjalna PKO Banku Polskiego

Nasi partnerzy z PKO Banku Polskiego mają do zaproponowania kapitalną promocję dla wszystkich ekstraklasowych świrów. I nie tylko! Do zgarnięcia półroczny darmowy dostęp do transmisji sportowych lub filmów na platformie CANAL+ telewizja przez internet. Na czym polega cała akcja? Już tłumaczymy. Najpierw trzeba założyć PKO Konto za Zero z Oficjalną Kartą Ekstraklasy. Jedną z tych, […]
22.09.2020
KTS
22.09.2020

Podryw na zerwane więzadło i kolejny rekord! KS Bednarska 1:15 KTS Weszło

Idziemy jak burza. W rywalizacji z ostatnią w tabeli Bednarską wydatnie poprawiliśmy bilans strzelecki. Drużyna nie zawiodła i zaaplikowała rywalom aż 15 bramek. Łapcie obszerne kulisy ostatniego spotkania KTS-u Weszło.  fot. FotoPyk
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

PRASA. Strejlau: Legia robi błąd. To Jacek Zieliński powinien zostać jej trenerem

Temat dnia w prasie jest oczywisty – Czesław Michniewicz w Legii Warszawa. W „Przeglądzie Sportowym” o nowym szkoleniowcu wypowiadają się eksperci. Mocną tezę wysunął Andrzej Strejlau. – Zastanawia mnie, kto zdecydował o zwolnieniu trenera Vukovicia. Strategię klubu wyznacza prezes, wiceprezes albo dyrektor sportowy. Któryś z nich popełnił błąd, decyzja o zwolnieniu była tego dowodem. Uważam, […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

„Bielsa uczy: największe błędy popełnia się w chwilach triumfu albo tuż po nich”

– Bielsa wychodzi z założenia, że największe błędy popełnia się w chwilach triumfu albo tuż po nich. Wtedy najłatwiej jest coś zepsuć. Trudniej wtedy spostrzec, że zespół potrzebuje zmian, żeby się rozwijać. Bo przecież jest wciąż wynik. A pewna formuła może się właśnie kończyć i trzeba nie lada geniuszu, by dostrzec ten moment nim będzie […]
22.09.2020
Anglia
21.09.2020

Wilki się nie położyły, ale na Citizens to i tak za mało

Nadspodziewanie dobrze zaprezentował się zespół Wolverhamptonu na tle Manchesteru City. A może raczej wypadałoby napisać – zaskakująco niewielki był opór Citizens przed powstrzymywaniem ataków Wolves. Oczywiście, Manchester City przeważał przez większą część spotkania. Oczywiście, utrzymał również korzystny wynik do 90. minuty. Ale chyba nikt nie przypuszczał po bramce Fodena na 2:0, że gospodarze zdołają jeszcze […]
21.09.2020
Weszło
21.09.2020

Jagiellonia ściągnęła Piasta na dno

Piast miał się podbudować meczem z Jagiellonią przed starciem z FC Kopenhaga, tymczasem tylko się dobił. Za nami już cztery ligowe kolejki, a gliwicki zespół ciągle czeka na premierowego gola. Na dodatek nie pomógł dziś Frantisek Plach i w efekcie „Jaga” przełamała passę czterech kolejnych porażek z podopiecznymi Waldemara Fornalika. To nie tak, że Piast […]
21.09.2020