Sędzia Frankowski zabija romantyzm Piasta

Piotr Tomasik

19 kwietnia 2016, 20:00 • 3 min czytania

Reklama
Sędzia Frankowski zabija romantyzm Piasta

Piłkarze Lecha Poznań coraz mocniej kuszą los i na niedawne słowa prezesa, że w przypadku braku europejskich pucharów dojdzie do prawdziwej rewolucji, odpowiadają: sprawdzam. Jeśli ktoś miał być największym beneficjentem systemu, w którym dzieli się punkty, to z pewnością mistrz Polski. Czyli zespół, który jeszcze jesienią kiepskie wyniki mógł tłumaczyć grą na kilku frontach, a dziś wymówki nie ma żadnej. Z pięciu ostatnich spotkań Jan Urban wygrał raz, po podziale dorobku – dopisał skromny punkcik.

Reklama

87. minuta meczu. Lech wyprowadza kontrę, Gajos wpada z piłką w pole karne, spogląda w stronę bramkarza, spogląda na partnerów i zagrywa – ale ani w kierunku kolegów, ani Jakuba Szmatuły. Ot, kopnął piłkę w znanym tylko sobie celu. Reszta zawodników ze złością rozkłada ręce, a z trybun dobiegają gwizdy. Zasłużone.

Gospodarze, grając przez 20 minut w przewadze jednego piłkarza, nie potrafią zrobić nic w kierunku wygranej. A przecież już wcześniej wypuścili z rąk korzystny rezultat – prowadząc 2:0, dali sobie wbić dwa gole. Dziś w Poznaniu najczęściej spośród trenerskich nazwisk padało to Czesława Michniewicza.

Świetnie w ten mecz weszli podopieczni Urbana. Zaczęli wysoko, chcieli atakować, duże chęci do gry miał Jevtić. Szwajcar serbskiego pochodzenia przedzierał się między obrońcami, w końcu faulował Murawskiego (sędzia faulu nie odgwizdał), który przypadkiem zagrał pod nogi Linettego – ten bez zawahania uderza z 16 metrów. Oj tak, dziś widać, jak mocno Lechowi go brakowało. Tym bardziej, że jeszcze przed przerwą rozgrywający Kolejorza trafia w poprzeczkę i wypracowuje, tutaj również przy dużym wkładzie Jevticia, drugiego gola Nielsenowi.

Po meczu? Nic z tych rzeczy. Piast odpowiedział tym samym, co Lech na boisku miał najlepsze – rozgrywającym w wysokiej formie. Goście przed przerwą najlepszą sytuację mieli po dośrodkowaniu Mokwy i główce Barisicia w poprzeczkę, potem zaczął czarować Vacek. Raz posłał kapitalną piłkę nad linią obrony Lecha do Żivca (gol na 2-1) i raz zaliczył kluczowe podanie w akcji, fantastycznie wykończonej przez Mraza. 2:2, Poznań w szoku.

Reklama

Pewnie wielu z was czuło się wiosną trochę przez Piasta oszukanych. Ta urocza niewiasta z Gliwic skradła serce, zawróciła w głowie, naobiecywała, a przy bliższym poznaniu – rozczarowała. Ale dziś znów były motylki w brzuchu. Znów Vacek wyprowadzał atak za atakiem, a piękną bramkową akcję rozegrał tercet Vacek-Nespor-Mraz. Każdy z nich w tej rundzie w mniejszym lub większym stopniu zawodzi, każdy jest daleki od dyspozycji z jesieni. Może to był właśnie moment, w którym zawodnicy Latala mieli dostać olśnienia, przypomnieć sobie, jak to się robi? Może.

Zanim Piast zdążył naprawdę sprawdzić, czy w Poznaniu jest w stanie strzelić trzy gole, z boiska wyleciał Vacek. Czy zasłużenie? Naszym zdaniem: na wyrost. I trudno się dziwić pomeczowym scenkom, na których widać rozżalonych chłopaków z Gliwic, mówiących, że sędzia podarował punkt poznaniakom.

0

Reklama

Fot. 400mm.pl

Najnowsze

Reklama
Polecane

Chwalińska docenia Świątek po wygranej. „To żyjąca legenda”

Marcin Długosz
0
Chwalińska docenia Świątek po wygranej. „To żyjąca legenda”
Ekstraklasa

Niemczycki robił co mógł, ale Motoru nie zatrzymał. Koledzy nie pomogli…

Mikołaj Duda
12
Niemczycki robił co mógł, ale Motoru nie zatrzymał. Koledzy nie pomogli…

Weszło

Reklama