Jak wszyscy doskonale wiemy – sytuacja Górnika Zabrze w tabeli Ekstraklasy komfortowa nie jest. Pięć punktów straty do znajdującego się na bezpiecznym miejscu Ślaska oznacza, że dziś utrzymanie się w lidze tej drużyny można przyrównać do powolnie odjeżdżającego ze stacji pociągu. Jasne – wciąż jest szansa do niego wskoczyć. Jednak do tego potrzebne jest odpowiednie tempo i pełna koncentracja. A w przypadku tegorocznego Górnika są one na takim poziomie, że pogoń ta – jeśli nic się nie zmieni – powinna skończyć się efektowną wywrotką o własne nogi. 

Górnik z apetytem na pudło. Wszystkie ręce na pokład!

Jednak myli się ten, kto już dziś z góry zakłada, że to musi być bardzo smutny sezon dla Górnika. Po pierwsze: jak wspomnieliśmy – wciąż można się utrzymać. Po drugie: nie zapomnijmy o jednej ważnej rzeczy – honor klubu może zostać uratowany przez inną drużynę, a tak się składa, że ekipa Górnika II Zabrze ma realne szanse na podium w III lidze, grupie opolsko-śląskiej (na dziś punkt straty do trzeciego BKS-u Bielsko-Biała).

A wbrew pozorom, to nie są żadne przelewki! Gdy przypominamy sobie poszczególne działania władz zabrzańskiego klubu, wydaje się nawet, że III-ligowe rezerwy były dla nich bardzo ważne. No bo umówmy się – jeśli ktoś wypłaca pensje aż 69 piłkarzom, to nie tylko po to, by mieć komfort przy ustalaniu podstawowego składu pierwszej drużyny. Jeśli ktoś trenerem rezerw robi gościa, który jeszcze w tym sezonie był opiekunem (to chyba dobre słowo) pierwszej drużyny, no to musi mieć spore ambicje. W końcu jeśli ktoś w kluczowej fazie sezonu przesuwa trzech doświadczonych piłkarzy do drugiej drużyny, no to musimy o tym mówić w kategoriach ruchu, który wywoła ogromne poruszenie w obozach rywali – od Piotrówki, przez Bełk i Czaniec, aż po Opole.

W drugiej drużynie wylądowali: Paweł Golański, Maciej Korzym i Łukasz Madej. Oficjalny powód? W przypadku pierwszych dwóch bardzo słaba forma sportowa. W przypadku Madeja – zachowanie w trakcie meczu z Wisłą, kiedy to pomocnik nie mógł się pogodzić z tym, że został zmieniony, cisnął koszulką o ziemię i jeszcze długo przeżywał ten fakt na ławce.

Jasne, brzmi to bardzo wiarygodnie. No bo oczywiście wszyscy widzieli teatrzyk Madeja. To, że Korzym od dłuższego czasu na poziomie Ekstraklasy gra padakę też żadną tajemnicą nie jest. Podobnie jak to, że Golański daje Górnikowi na oko 10 procent tego, co dawał Koronie. Ale mimo wszystko – naszej teorii spiskowej o podpompowaniu rezerw byśmy tak łatwo nie wykluczali. Wszak w tym klubie od dawna wszystko stoi na głowie.

Fot. 400mm.pl