Trzydziesta kolejka za nami, a mimo to wciąż nie wiemy, kto zagra w grupie mistrzowskiej, a kto w spadkowej. Wszystko przez zamieszanie wywołane przez Trybunał Arbitrażowy PKOl. Jego członek – Piotr Graczyk – ni z gruchy, ni z pietruchy wstrzymał karę minusowego punktu dla Lechii Gdańsk, co poskutkowało ogromnym zamieszaniem w tabeli. Sprawa spornego oczka ma się rozstrzygnąć we wtorek lub środę – skład sędziowski PKOl-u jest już gotowy i na jeden z tych dni zostanie zwołane posiedzenie.

Lechia pokrzywdzona, czyli groteskowe odwrócenie pojęć. Tabela we wtorek lub środę!

Sprawa jest naprawdę ważna, ale nie dlatego, że w ósemce będzie albo Ruch Chorzów, albo Podbeskidzie Bielsko-Biała. Sprawa jest ważna, ponieważ PZPN musi bronić Komisji Licencyjnej. Gra idzie o jej autorytet i możliwości funkcjonowania w kolejnych latach.

Lechia – ci pokrzywdzeni

Aktualnie w niektórych mediach mamy odwrócenie pojęć, źli zostają dobrymi, a dobrzy – złymi. Dochodzi do tego, że nagle pan Smagorowicz (prezes Ruchu Chorzów) zaczyna opowiadać, że też by się chętnie odwołał od kary minusowego punktu, zamiast grzecznie podziękować, że był to tylko jeden minusowy punkt, a nie dziesięć czy dwadzieścia. Lechia wychodzi z przekazem, że przecież spóźniła się tylko chwilę, raptem 4 dni! Na baranów wychodzą członkowie KL, którzy naszą piłkę od kilku lat cywilizują i zwalczają wszelkich cwaniaków i oszustów.

Trzymajmy się faktów. Lechia Gdańsk nie spóźniła się z płatnościami 4 dni. Spóźniła się minimum 5 miesięcy i 4 dni, a tak naprawdę znacznie więcej. Czego bowiem dotyczy sprawa? Od pewnego czasu kluby muszą dwa razy w roku regulować swoje zaległości (a nie raz w roku, jak kiedyś). Do 30 listopada 2015 Lechia musiała mieć spłacone zaległości z pierwszej połowy 2015 roku (czyli do 30 czerwca). Jeśli więc 4 grudnia zapłaciła za coś, za co miała zapłacić 10 lutego, to ile wyniosła zwłoka? Bo na pewno nie 4 dni – chyba że to my nie umiemy liczyć. Jeśli gdański klub chce być taki transparentny, niech poda do publicznej wiadomości, kiedy wypłacił styczniową pensję Tiago Valente.

„Ale przekroczyliśmy termin wyznaczony przez komisję nieznacznie, a w ogóle to był weekend i banki nie działały” – słychać. To trzeba było zapłacić 4 dni przed deadlinem, a nie 4 dni po nim. Jak się spóźnisz na pociąg to nieistotne, czy spóźniłeś się 4 minuty, czy 4 dni. Odjechał i już. Komisja Licencyjna nie może machnąć ręką i powiedzieć: 4 dni to w sumie nic. Bo później ktoś zapłaci 9 dni po terminie i powie „czym się różnią 4 dni od 9 dni”? I tak dalej.

Dlatego kara minusowego punktu dla Lechii jest prawidłowa. Trzeba pamiętać, że kluby, które zatrudniają zbyt dobrych piłkarzy (takich, na których ich nie stać) lub po prostu zbyt wielu piłkarzy (szeroka kadra to też przewaga) i przez to nie są w stanie płacić na czas, po prostu oszukują konkurencję. Ktoś mówi: nie przyznawajmy minusowych punktów w trakcie sezonu! Właśnie, że przyznawajmy, bo im szybciej życie ponad stan (de facto granie na nierównych zasadach z konkurencją, która zatrudnia tylko tanich piłkarzy) przestaje się opłacać, tym lepiej. Chodzi o uczciwość rywalizacji. Minusowe punkty jej nie zabijają, tylko wręcz stoją na jej straży. Przecież nie o to chodzi, by kluby ściągały piłkarzy ponad możliwości i dzięki temu wygrywały z uczciwymi rywalami, prawda?

Ewentualną winą Komisji Licencyjnej jest to, że przyznaje zbyt małe kary. Wlepiłaby minus piętnaście punktów to nagle wszyscy traktowaliby terminy dziesięć razy poważniej. Nikt nie mówiłby: „to tylko cztery dni”.

Czy Trybunał może się tym zająć?

W Odwoławczą Komisję Licencyjną próbuje się uderzyć terminem napisania uzasadnienia podtrzymania decyzji – zajęło aż 45 dni, czyli tak na zdrowy rozum o jakieś 30 dni za dużo. Niektórzy wyskakują z argumentem, że komisja odwoławcza miała na napisanie owego uzasadnienia 48 godzin i wklejają fragment przepisów. Jest to bzdura, komisji nie obligował żaden termin, poza tym zdroworozsądkowym. 48 godzin to ma komisja na to, by wytłumaczyć się, dlaczego nie przyznała komuś licencji na grę w ekstraklasie. Tego dotyczą wrzucane tu i tam paragrafy. Wystarczy je dokładnie czytać.

„W przypadku, gdy decyzja Organu Licencyjnego nie jest zgodna z żądaniem wnioskodawcy, Organy Licencyjne zobowiązane są do zwięzłego uzasadnienia decyzji nie później niż w terminie 48 godzin od jej wydania. Uzasadnienie doręcza się z urzędu niezwłocznie”.

Fragment ten znajduje się w części dotyczącej wydawania licencji na grę w ekstraklasie, na podstawie wniosków składanych przez kluby. Natomiast w przypadku kary minusowego punktu nie było żadnego „żądania wnioskodawcy”, nie było nawet żadnego „wnioskodawcy”.

Czy członkowie komisji odwoławczej powinni napisać orzeczenie wcześniej? Oczywiście. Ale nie byli do tego zobligowani, natomiast Lechia była zobligowana do płacenia na czas.

Co kluczowe – zgodnie z podręcznikiem licencyjnym, który jest stworzony na podstawie wytycznych UEFA, Lechii Gdańsk przysługiwało jedynie odwołanie do CAS (Lozanna). We wtorek lub środę – zależnie kiedy będzie posiedzenie – PZPN będzie starał się wykazać, że Trybunał Arbitrażowy przy PKOl w ogóle nie ma prawa się tą sprawą zajmować. Może on bowiem rewidować kary dyscyplinarne, a nie regulaminowe. Oczywiście, TA może też uznać, że PZPN nie ma racji. Co wtedy? Wtedy orzeczenie TA zostanie przyjęte do wiadomości, aby dało się dokończyć rozgrywki ligowe. Natomiast zapewne nie będzie to koniec sprawy, ponieważ później w dalszych instancjach PZPN będzie chciał wykazać, że Trybunał Arbitrażowy nie ma prawa mieszać się w proces licencyjny.

I rzeczywiście – komisja licencyjna pracuje 365 dni w roku, wykonuje ogromną robotę, przegląda tysiące umów, kontraktów, dokumentów. Ci ludzie nie chcą naszej piłki zniszczyć, tylko chcą postawić ją na nogi, poprzez wyznaczanie pewnych ram. Nie może być tak, że ich wysiłek idzie na marne, ponieważ ktoś w PKOl w kilka godzin – nie mając całej tej wiedzy, nie śledząc mechanizmów finansowych, nie mając wglądu we wszystkie umowy rok w rok – nagle stwierdza: „w sumie to orzeczenie Komisji Licencyjnej jest nieważne”. Jeśli powstanie taki precedens, to później nieważne będzie każde kolejne orzeczenie i pogrążymy się w chaosie, a KL straci rację bytu.