Wielkie przełamanie – Śląsk w końcu oddał celny strzał!

Piotr Tomasik

08 marca 2016, 20:35 • 3 min czytania

Reklama
Wielkie przełamanie – Śląsk w końcu oddał celny strzał!

Piast Gliwice – rewelacja jesieni w naszej piłce – wiosną gra bardzo słabo. Ale jak się okazało – nie aż tak słabo, by nie wygrać ze Śląskiem Wrocław, który ostatnimi czasy prezentuje się wręcz tragicznie. Tak więc zaległy mecz Ekstraklasy pomiędzy tymi drużynami nie przyniósł żadnego wielkiego przełomu – no oczywiście poza tym, że ekipa Latala w końcu zgarnęła trzy punkty. 

Reklama

Romuald Szukiełowicz uznał, że nie ma nic do stracenia i poszalał przy zestawianiu wyjściowego składu. Nie zmieścił się w nim Mariusz Pawełek, szansę debiutu w Ekstraklasie dostał Mateusz Abramowicz. A dalej – uniwersalny Krzysztof Ostrowski tym razem wylądował na prawym skrzydle, Adam Kokoszka zagrał jako defensywny pomocnik, a w pierwszej linii zobaczyliśmy duet pomocników Morioka-Pich. Trochę to przypominało „późnego Pawłowskiego”, który też próbował ratować się na potęgę zmieniając piłkarzom pozycje na boisku, pewnie pamiętacie jeszcze te dziwaczne manewry.

Efekt? Ten sam – herbata od samego mieszania nie stała się słodsza.

Śląsk nie potrafił oddać celnego strzału w derbach Dolnego Śląska, nie potrafił tego zrobić również w pierwszej połowie meczu z Piastem. Goście zaliczyli jedynie dwie niecelne próby, z czego autorem jednej był Mariusz Pawelec – dla przypomnienia jego bilans: 242 mecze w Ekstraklasie i 1 gol – to w pewnym sensie oddaje bezradność podopiecznych Szukiełowicza. Ale pal licho sytuacje z gry – Śląsk miał całkiem sporo stałych fragmentów gry, ale sposób, w który były egzekwowane – głównie przez Moriokę – irytował bardziej niż swego czasu przeciągnięte wrzutki Krzynówka z rożnego.

Pewnie zastanawiacie się, czy kompromitującą serię minut bez celnego strzału udało się przerwać w drugiej połowie. Tak, po łącznie 170 minutach. Bohaterem (nie bójmy się tego słowa) Śląska został Jacek Kiełb, który zza pola karnego trafił w punkt, w którym akurat stał Szmatuła. I na tym nie koniec, bo dwie minuty później Robert Pich stanął oko w oka z bramkarzem Piasta. Statystycy z radością odnotowali kolejną celną próbę, a w rubryce gole wciąż widniało zero. I już do końca meczu się to nie zmieniło – setkę spartolił jeszcze Dankowski, a Pich trafił w poprzeczkę.

Reklama

Czyli wrocławianie nie zdobyli gola już od 343 minut. A to musi oznaczać jedno – Szukiełowicz za chwilę będzie pewnie mógł zapukać do drzwi prezesa Foto-Higieny Gać, bo jego przygoda z Ekstraklasą się zakończy.

*

Piast z kolei zrobił to, co nie udało się gościom – wykorzystał stały fragment gry. Ale nie tak, jak można by było w ciemno zakładać po rundzie jesiennej, nie chodzi o kolejną precyzyjną wrzutkę Mraza. Tym razem przytomnością wykazał się faulowany w okolicach linii środkowej Nespor i błyskawicznie, świetnym przerzutem do Maka, wznowił grę. Ten posłał precyzyjną piłkę do Barisicia, a Chorwat zamienił ją na gola. 1-0. To była namiastka Piasta z jesieni.

Szkoda, że jedna z niewielu. Były lider rozegrał kolejne bezbarwne spotkanie. No ale w końcu wygrał i strata do Legii wynosi teraz tylko jeden punkt. To może być punkt zwrotny, ale szczerze mówiąc – gra podopiecznych Latala na to nie wskazuje.

Reklama

tB07N2j

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Reklama
Polecane

Chwalińska docenia Świątek po wygranej. „To żyjąca legenda”

Marcin Długosz
0
Chwalińska docenia Świątek po wygranej. „To żyjąca legenda”
Ekstraklasa

Niemczycki robił co mógł, ale Motoru nie zatrzymał. Koledzy nie pomogli…

Mikołaj Duda
12
Niemczycki robił co mógł, ale Motoru nie zatrzymał. Koledzy nie pomogli…

Weszło

Reklama