Reklama

Raport Weszło: Czy Podbeskidzie rozwiązało problem w defensywie?

redakcja

Autor:redakcja

03 lutego 2016, 15:34 • 5 min czytania 0 komentarzy

Podbeskidzie, co w okresie zimowym dosyć regularnie ma miejsce, zdaje się być w konkretnych tarapatach. Przed „Góralami” roztacza się ponura perspektywa walki o utrzymanie do ostatnich kolejek, do której przystąpią z pozycji najniższej z możliwych. Co prawda do bezpiecznych miejsc wcale dużo nie brakuje, a niedługo wszystkie punkty zostaną podzielone na pół, ale w samej drużynie naprawdę trudno o namacalne powody do optymizmu. Jedyne pocieszenie jest takie, że praktycznie co roku sytuacja w Bielsku wygląda podobnie i co roku piłkarzom Podbeskidzia udaje się pozostać wśród najlepszych.

Raport Weszło: Czy Podbeskidzie rozwiązało problem w defensywie?

Kadrowo drużyna niewiele się zmieniła. Podziękowano mało grającym stoperom, czyli Horoszkiewiczowi (odszedł do Chrobrego) i Lazarusowi (testy w Zilinie), a w ich miejsce sprowadzono Pawła Baranowskiego i Jozefa Piacka. Na papierze wygląda to na wzmocnienie, chociaż niewykluczone, że w kontekście środka obrony wzmocnieniem byłaby też wymiana Horoszkiewicza i Lazarusa na jeden z duetów prowadzących Dzień Dobry TVN. Ponadto pozyskano obiecującego Pawła Tarnowskiego z Dolcanu oraz kolejnego Słowaka, Samuela Stefanika. Jak na potrzebę gruntownej przebudowy zespołu – okienko mocno przeciętne. Pamiętajmy jednak, że największą siłą Podbeskidzia nigdy nie byli pojedynczy piłkarze, a drużyna jako całość. A atmosfera w zespole wydaje się naprawdę dobra:

Bez niego ani rusz

W tej kategorii wskazywać będziemy lidera zespołu, który powinien pociągnąć drużynę na boisku. Sęk w tym, że w Podbeskidziu naprawdę trudno kogoś takiego wyłowić. Z braku laku postawimy na tego, o którym wiadomo stosunkowo najmniej, i przed którym postawiono kluczowe zadanie – scementować dziurawą obronę. Mamy tu na myśli sprowadzonego z Ziliny Jozefa Piacka, 32-latka z dwoma mistrzostwami Słowacji na koncie, doświadczeniem w Champions League (sezon 2010/11) oraz pierwszej reprezentacji (jeden mecz w sierpniu 2013 roku). W poprzednim sezonie Słowak, jako jeden z kapitanów Ziliny, miał duży udział w zdobyciu wicemistrzostwa kraju, bo zagrał w 27 spotkaniach i zdobył jednego gola. Sezon zakończył jednak z kontuzją kolana, która – po niezbędnym zabiegu artroskopii – jesienią zupełnie wykluczyła go z gry.

Reklama

Dziś, podobno już zupełnie zdrowy, ma ogarnąć wesołą formację defensywną Podbeskidzia. Doceniamy ambicję Słowaka, który po wielu latach zdecydował się opuścić kraj, by wrócić do regularnego grania. Z aklimatyzacją też nie powinno być wielkiego problemu, bo przeprowadził się ledwie o niecałe sto kilometrów. Jeżeli więc ze zdrowiem jest u niego w porządku, właściwie nie widzielibyśmy tu żadnych minusów. No właśnie, nie widzielibyśmy, gdyby nie przestroga w postaci innego słowackiego obrońcy Podbeskidzia, Kristiana Kolcaka, który miał jeszcze lepsze CV, a w Bielsku regularnie prezentuje totalny piach.

Piąta kolumna

O niektórych napastnikach zwykło się mówić, że stawiają cele indywidualne nad te drużynowe. Chodzi tu oczywiście o sytuacje strzeleckie, w których snajperzy próbują za wszelką cenę podreperować swój dorobek, zamiast poszukać lepiej ustawionego partnera. W Podbeskidziu sytuacja jest nieco inna, bo o swój rekord kosztem całej drużyny powalczyć może środkowy obrońca, Krystian Nowak. Przypomnijmy, jak przebiegała jego dotychczasowa kariera:

2010/11: III liga, UKS SMS Łódź, miejsce 14 na 16 drużyn, spadek
2011/12: II liga, Tur Turek, miejsce 15/18
2012/13: Ekstraklasa, Widzew Łódź, miejsce 13/16
2013/14: Ekstraklasa, Widzew Łódź, miejsce 15/16, spadek
2014/15: I liga, Widzew Łódź, miejsce 17/18, spadek
2015/16 (jesień): Ekstraklasa, Podbeskidzie, miejsce 16/16…

Cztery spadki w wieku 22 lat? Przed takim rekordem pokłoniłby się nawet Mateusz Żytko.

Naczelny ananas

Reklama

Przytoczmy nasz wpis z listopada, w którym pochyliliśmy się nad Pawłem Baranowskim: W gruncie rzeczy jest to bardzo dołujący przypadek. Do niedawna chwilowo wyróżniający się obrońca w naszej lidze nie poradził sobie na poziomie 3. Bundesligi. Boimy się tylko, że teraz – kiedy były obrońca Bełchatowa stał się wolnym zawodnikiem – momentalnie zgłosi się po niego jakiś zdesperowany przedstawiciel Ekstraklasy, który spróbuje w ten sposób ugasić pożar w defensywie. A jeszcze bardziej boimy się, że Baranowski z miejsca okaże się cennym wzmocnieniem.

Jak się okazuje, nie pomyliliśmy się, bo Baranowski nie musiał długo czekać na propozycje. Jeszcze nie wiemy, czy naczelnym ananasem okaże się sam defensor czy raczej osoba, która sprowadziła go do Bielska. Przypomnijmy: tragiczna wiosna w Bełchatowie, a jesienią dwa mecze w 3. Bundeslidze okraszone czerwoną kartką. A potem rozwiązanie umowy. Jeżeli jednak sprawdzi się nasza przepowiednia, że były obrońca Bełchatowa okaże się cennym nabytkiem, tytuł naczelnego ananasa będzie musieli przyznać grupowo całej naszej Ekstraklasie.

Ręce na kołdrę

Runda jesienna była dla Mateusza Szczepaniaka właściwym debiutem w Ekstraklasie, bo kilka lat wcześniej zaliczył tylko jeden występ w barwach Zagłębia Lubin. I trzeba przyznać, że był to debiut całkiem obiecujący. Inna sprawa to suche liczby, wedle których Mateusz w dwudziestu meczach strzelił sześć goli i zaliczył dwie asysty. Taki dorobek z pewnością nikogo na kolana nie rzuci, więc od Szczepaniaka oczekujemy przynajmniej powtórzenia tego wyniku na wiosnę. Z całym szacunkiem dla napastnika Podbeskidzia, na dziś wciąż więcej ludzi kojarzy go z faktu, że jest sympatyczny i uśmiechnięty, niż z jego boiskowych dokonań. Najwyższy czas to zmienić.

Trener (+przewidywana data zwolnienia):

Robert Podoliński wydaje się spokojny, zadowolony z przygotowań i – co przyznaje publicznie – z jakości wzmocnień drużyny. Innymi słowy, w przypadku potencjalnych niepowodzeń ciężko mu będzie czegokolwiek się złapać i obronić swoją pozycję. Jeżeli do końca sezonu zasadniczego Podolińskiemu nie uda się wykaraskać ze strefy spadkowej, rozgrywki w grupie spadkowej może rozpocząć już inny szkoleniowiec.

Wyjściowa jedenastka


InStat

Podbeskidzie jesienią było drużyną nastawioną głównie na grę z kontry i wiosną raczej się to nie zmieni. W każdym meczu bielszczanie przeprowadzali średnio 61 ataków pozycyjnych, co jest najniższym wynikiem w całej stawce. Jeżeli dodamy do tego fakt, że Podbeskidzie oddawało również najmniej celnych strzałów w meczu (3,9), rysuje nam się pewna odpowiedź, skąd się wzięła aktualna pozycja w tabeli. W tym kontekście dziwi przede wszystkim fakt, że zimą w Bielsku skupiono się na wzmocnieniu linii obrony, a o przodach nieco zapomniano.

Optymistyczny scenariusz

Niesieni dobrą atmosferą i dobrze przepracowanym okresem przygotowawczym bielszczanie wygrają swój pierwszy mecz w Gdańsku, przez co z miejsca wyprzedzą Lechię i rozpoczną systematyczny marsz w górę tabeli. Scenariusz jest o tyle prawdopodobny, że jesienią – jeżeli już udawało się Podbeskidziu wygrać – miało to miejsce na obcym terenie. W naszej opinii od tego inauguracyjnego meczu o przysłowiowe sześć punktów zależeć będzie najwięcej.

Pesymistyczny scenariusz

Piacek okaże się drugim Kolcakiem. A bez formacji obronnej może być trudno o utrzymanie…

Fot. FotoPyK

Najnowsze

EURO 2024

LIVE: Czas na rozstrzygnięcia w grupie B. Chorwaci za burtą?

Rzepecki  &  Stec
5
LIVE: Czas na rozstrzygnięcia w grupie B. Chorwaci za burtą?

Ekstraklasa

Komentarze

0 komentarzy

Loading...