Piast dopiął swego, ale… panowie, nie tak to miało wyglądać!

Piotr Tomasik

13 grudnia 2015, 21:17 • 3 min czytania

Reklama
Piast dopiął swego, ale… panowie, nie tak to miało wyglądać!

Napompowaliśmy ten balonik w zasadzie do granic możliwość. Miał być szlagier, miał być hit, piłkarze Piasta i Legii mieli zaprezentować najlepszą w możliwych wizytówek Ekstraklasy. Taką, którą można dać osobie, która na co dzień żyje poważniejszymi rozgrywkami i powiedzieć jej przy tym: „bądźmy w stałym kontakcie, wpadaj częściej”. No nie udało się – zamiast eleganckiej wizytówki, był zwykły kawałek papieru, który ekstraklasowy laik schowa tylko głęboko w portfelu i raczej szybko go ponownie nie zobaczymy.

Reklama

Jesteśmy rozczarowani. Tak zwyczajnie, po ludzku rozczarowani. Tempem, grą poszczególnych piłkarzy, brakiem rozmachu w konstruowaniu akcji. Ale rozumiemy też, że to jeszcze nie czas, by rzucać na szale absolutnie wszystko.

Obaj trenerzy zrobili psikusa ludziom odpowiedzialnym za przedmeczowe grafiki ze składami i trochę pobawili się ze sobą w kotka i myszkę. Awizowane ustawienia miały niewiele wspólnego z rzeczywistością. Guilherme operował w głębi boiska, Kucharczyk „śmigał” po prawym skrzydle, Trickovski po lewym. W przypadku Piasta – m.in. Mraz tym razem nie mógł sobie tak swobodnie pohasać lewą stroną, pomagał mu w tym sektorze boiska Szeliga, z drugiej strony zobaczyliśmy Pietrowskiego i Maka, a za plecami napastnika zameldował się Moskwik.

Efekt? Niepewność w poczynaniach graczy i trochę chaosu. Ale dotyczyło to zarówno gospodarzy, jak i gości, więc ciężko nam rozstrzygnąć, który z trenerów lepiej wyszedł na roszadach.

Z pierwszej połowy wyciągnąć możemy ledwie cztery sytuacje, w których słabiej lub mocniej zaśmierdziało golem.

Reklama

– Strzał Vranjesa z wolnego w środek bramki
– Anemiczna główka Szeligi po dobrej akcji Piasta i jeszcze lepszej centrze Vacka
– Centrostrzał Brozia po kilkudziesięciometrowym rajdzie
– Niesygnalizowanie uderzenie Dudy zza pola karnego, z którym jednak poradził sobie Szmatuła

Oczywiście uwzględniamy tylko te sytuacje, które zakończyły się piłką lecącą w kierunku bramki. Podobała nam się jeszcze np. akcja Legii – zagranie na wolne pole do Trickovskiego, ale tylko do pewnego momentu. A dokładniej tego, w którym Macedończyk zachował na zasadzie: „jakoś to będzie, byle pozbyć się piłki”.

Mało. Zdecydowanie za mało.

A na więcej tak na dobrą sprawę musieliśmy poczekać do momentu aż na boisku pojawili się rezerwowi. Dość niespodziewanymi bohaterami zostali Prijović i Badia. Obaj wprowadzili trochę życia do ofensywy. Prijović miał spory udział przy golu samobójczym Heberta – zgranie do Nikolicia w stylu Zlatana! – a Hiszpan sam posłał piłkę do bramki Legii po 786. w tym sezonie wybornej wrzutce Mraza. Były jeszcze inne okazje – groźny strzał Guilherme czy piłka dwukrotnie zmierzająca w kierunku linii bramkowej Legii, którą w ostatniej chwili dopadali piłkarze warszawskiej drużyny, ale na pewno nie możemy z przekonaniem powiedzieć: „tak, Piast/Legia zrobił(a) w drugiej połowie absolutnie wszystko, by wygrać”.

Reklama

Obrazki, które zobaczyliśmy po meczu mówią wszystko, dalszy komentarz zbędny – to piłkarze Piasta wpadali sobie w ramiona, legioniści tylko niechętnie przybijali  piątki.

***

Komentarz Thomasa von Heesena: – Szczerze podziwiam cierpliwość Czerczesowa do Kucharczyka. Ja na jego miejscu już zdążyłbym zapomnieć, że mam chłopaka w kadrze.

Q4uB7Cy

Reklama

Najnowsze

Reklama
Polecane

Chwalińska docenia Świątek po wygranej. „To żyjąca legenda”

Marcin Długosz
0
Chwalińska docenia Świątek po wygranej. „To żyjąca legenda”
Ekstraklasa

Niemczycki robił co mógł, ale Motoru nie zatrzymał. Koledzy nie pomogli…

Mikołaj Duda
12
Niemczycki robił co mógł, ale Motoru nie zatrzymał. Koledzy nie pomogli…

Weszło

Reklama