Jeszcze parę sezonów temu był postrachem całej piłkarskiej Europy, teraz nie boją się go nawet drugoligowcy z Middlesbrough. Wayne Rooney zdaje się być największym przegranym dotychczasowej kadencji Louisa van Gaala w Manchesterze United.

Kto by się spodziewał: Rooney hamulcowym

Kiedy sir Alex Ferguson przechodził na emeryturę zapowiedział, że pierwszym zadaniem dla nowego menedżera będzie zatrzymanie Rooneya na Old Trafford. I to się udało – bez względu na koszty. Dzisiaj 107-krotny reprezentant Anglii nie zasługuje na połowę swojej pensji, a ci z kibiców, którzy jeszcze niedawno wskoczyliby za nim w ogień, najchętniej w końcu zobaczyliby go na ławce rezerwowych. Pod wodzą van Gaala zamiast strzelać gola za golem stawał się coraz bardziej bezbarwny (choć początek wyglądał obiecująco: w pierwszych osiemnastu spotkaniach pod wodzą Holendra, osiem razy trafiał do bramki rywala).

W drugiej części sezonu spadła jego skuteczność strzelecka, bo w rundzie rewanżowej strzelił już zaledwie cztery gole. Przesunięty bliżej pomocy całkiem nieźle radził sobie w kreowaniu okazji bramkowych – tych stworzył 24. Na dłuższą metę można jednak powiedzieć, że przestawienie Rooneya bardziej do środka drugiej linii zrobiło mu krzywdę. Mimo liczby stworzonych sytuacji, gdzieś zatracił zdolność strzelecką. Jako kapitan miał być motorem napędowym drużyny, ale rotowanie jego pozycją na boisku sprawiło, że teraz najczęściej jest głównym hamulcowym.

Gary Neville uważa, że holenderski szkoleniowiec nakazuje swoim piłkarzom zbyt sztywną grę, trzymanie się swoich pozycji. A przecież wszyscy pamiętamy Rooneya z poprzednich lat. Kiedy miał dużą swobodę na boisku, mógł przesuwać się między formacjami i być groźnym praktycznie w każdej części boiska. Teraz? – To nie jest prawdziwy Rooney. To nie jest piłkarz, którego oglądaliśmy przez ostatnie jedenaście lat. Pamiętamy go jako tego, który biegał po całym boisku i polował na bramkę. Jego nie można hamować – powiedział były piłkarz Manchesteru, ekspert Sky Sports.

Wczoraj podczas meczu z Middlesbrough wszedł z ławki rezerwowych przy stanie 0:0 miał sprawić, że jego zespół awansuje do kolejnej rundy. Miał na to całą drugą połowę i dogrywkę. Znów wstrzymywał akcje, znów gubił piłkę i znów był nieskuteczny. Kiedy podchodził do konkursu jedenastek, to fatalnie przestrzelił.

Statystyki są dla niego bezwzględne. W dziewięciu meczach ligowych tylko dwa razy trafiał do bramki i wygrał zaledwie 44% pojedynków. Do tego tylko 57% strzałów w światło bramki. Jedyny tak naprawdę dobry mecz rozegrał w eliminacjach Ligi Mistrzów, kiedy na wyjeździe mierzył się z obecnym rywalem Legii w Lidze Europy. Kiedy wpakował trzy gole w Brugii wielu myślało, że przyszedł moment przełamania. Nic z tego.

Rene Meulensteen, który w przeszłości pracował w sztabie szkoleniowym Fergusona, również zauważa problem gry Anglika w obecnym systemie. – Alex chciał, by zawodnicy byli bardziej kreatywni. Dawał im więcej swobody, chciał by czasem podejmowali ryzyko. U van Gaala wszystko jest skalkulowane, skupione na grze na danej pozycji i utrudnione. Taka gra jest bardziej nudna – powiedział Holender.

Rooney, jeśli znów chce być czołowym zawodnikiem United i całej ligi, ma trzy opcje do wykorzystania. Może nauczyć się „filozofii” van Gaala i zacząć być skutecznym w tym systemie gry, jaki panuje na Old Trafford. Może też doczeka się chwili, w której Holender da mu więcej swobody i dzięki temu wrócić do normalnej dyspozycji. No i w końcu może poczekać, aż włodarze zrezygnują z usług obecnego menedżera. Znając jednak plany byłego selekcjonera Oranje, może to się zdarzyć, kiedy Anglik będzie już na emeryturze.

DAMIAN WIŚNIEWSKI

Liczba komentarzy: 6
Subskrybuj
Powiadom o
guest

6 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments