Reklama

Pokaz siły Chile i pomysłowość Valdivii. A Ekwador w kropce.

Piotr Tomasik

Autor:Piotr Tomasik

20 czerwca 2015, 05:21 • 3 min czytania 0 komentarzy

„Chi Chi Chi! Le Le Le! Viva Chile!”. Czy tak za dwa tygodnie zaśpiewa całe Chile? Gospodarz tej edycji Copa America kolejnymi mieczami potwierdza, że ma wysokie aspiracje. Będąc właśnie w połowie drogi i wychodząc z grupy z pierwszego miejsca, Chilijczycy pokazali klasę. Tylko, że teraz rywale będą trudniejsi.

Pokaz siły Chile i pomysłowość Valdivii. A Ekwador w kropce.

Przyjemnie oglądało się Chile w starciu z Boliwią, choć było to starcie bardzo nierówne. Boliwia – która zremisowała z Meksykiem i ograła Ekwador, a przed pierwszym gwizdkiem była już pewna awansu – na tle takiego rywala wyglądała naprawdę blado. Na dzień dobry długie podanie ze środka pola, którego autor jest w ogóle niepilnowany, do odjeżdżającego obrońcom Vargasa: temu piłka zdecydowanie odskakuje, ale jako jedyny nadbiega Aranguiz. I gol. Poszło łatwo, chyba nawet zbyt łatwo.

Kolejne ciosy to kwestia czasu. Pytanie tylko o efektowność tych trafień. Na fajerwerki, rzecz jasna, ochotę miał Sanchez. Z rzutu wolnego strzela minimalnie obok bramki, po chwili – również z rzutu wolnego – trafia w słupek. Kiedy już udaje mu się umieścić piłkę w siatce, nie potrzebuje faulu na koledze przed polem karnym. Potrzebuje Jorge Valdivii.

Obecność Valdivii, od kilku lat piłkarza Palmeiras, okazuje się kluczem do ładnych goli. Najpierw sprytne odegranie do Sancheza, który uderza szczupakiem, potem – świetnie wystawienie piłki Medelowi. Rzecz jednak w tym, że w tym momencie było już 4:0. A i tak skończyło się piątką, samobójczym golem na koniec.

Reklama

Zresztą, o tym, jaki był to mecz, świadczą niektóre liczby. Wszystkie na korzyść Chile:
– strzały: 18 do 5
– posiadanie piłki: 67 do 33 proc.
– podania: 612 do 297

***

Boliwia mogła być przed tamtym meczem pewna awansu z grupy, bo chwilę wcześniej Ekwador pokonał Meksyk. I, jak na pierwsze w trzeciej serii spotkań zwycięstwo, wyglądało to naprawdę nieźle. Odbierający w drugiej linii piłki Lastra Garcia, a w ofensywie współpracujący duet Enner Valencia-Miller Bolanos. Ten drugi na otwarcie meczu miał świetną okazję, ale z bliska trafił w stopę instynktownie rzucającego się bramkarza. W końcu między przeciwnikami sprytnie wystawił mu piłkę Valencia, on sam – odwdzięczył się prostopadłą asystą. Dwa gole Ekwadorczyków mogły naprawdę się podobać.

Rzecz jednak w tym, że dość łatwo można było się przedostać pod bramkę i jednych, i drugich. Obrońcy popełniali błędy może nieprzesadnie często, ale były to te z kategorii juniorskiej. O, tak jak ten faul w szesnastce.

Reklama

Golem Jimeneza z rzutu karnego Meksykanie wrócili do gry, przynajmniej w teorii. Potwierdzili jednak, że mieli naprawdę spore problemy z kreowaniem dogodnych sytuacji. Lepiej do samego końca wychodziło to Ekwadorczykom. A teraz swój los, czy już mają wracać do domów, oddają rywalizującym w dwóch kolejnych grupach. Do ćwierćfinałów wchodzą bowiem dwa najlepsze zespoły z trzech, które zajmą trzecie miejsce.

Najnowsze

Igrzyska

Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Jakub Radomski
1
Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Komentarze

0 komentarzy

Loading...