Śląsk w grupie mistrzowskiej. Może jeszcze uda się uratować tę wiosnę?

Piotr Tomasik

18 kwietnia 2015, 17:34 • 2 min czytania

Reklama
Śląsk w grupie mistrzowskiej. Może jeszcze uda się uratować tę wiosnę?

Dziwne rzeczy działy się ostatnimi czasy we Wrocławiu. Śląsk, jakkolwiek patrzeć – czołowa drużyna ligi, nie potrafił wygrać spotkania. Ludzie związani z tą drużyną zarzekali się jednak, że nie ma mowy o żadnym kryzysie, a dokładniej: że jest on tylko wymysłem pismaków i ludzi im nieprzychylnych. Zawodnicy przestali rozmawiać z mediami. W tym tygodniu sztab szkoleniowy w sposób dość otwarty zarzucił niektórym piłkarzom brak zaangażowania, a Marco Paixao – w zasadzie ni stąd, ni zowąd – stracił opaskę kapitana. Jedna z najbardziej poukładanych drużyn w lidze zamieniła się wiosną w cyrk. Patrząc z tej perspektywy, to chyba dobrze, że dziś udało się jej wygrać z Lechią.

Reklama

Dzięki kompletowi punktów Śląsk praktycznie zapewnił sobie grę w grupie mistrzowskiej. Mamy nadzieję, że pozwoli to na unormowanie sytuacji w klubie, wszak wolimy 3-4. siłę Ekstraklasy traktować poważnie, a ostatnie wydarzenia trochę nam to uniemożliwiały.

3-0 z bardzo dobrą ostatnimi czasy Lechią Gdańsk, brzmi nielicho prawda?

Wbrew pozorom nie był to jednak świetny mecz w wykonaniu podopiecznych Tadeusza Pawłowskiego. Wynik nie do końca odzwierciedla wydarzenia boiskowe, gospodarze nie mieli aż tak dużej przewagi. Trzeba im jednak oddać, że zagrali bardzo konsekwentnie i przede wszystkim skutecznie, co wiosną nie było ich mocną stroną. Przechodząc do personaliów:

– udany powrót do składu zaliczył Mateusz Machaj, który rozkręcał ofensywne akcje Śląska
– bardzo dobry mecz w środku pola zanotował Tomasz Hołota
– w defensywie rządził Piotr Celeban
– w pierwszej połowie skórę drużynie ratował Mariusz Pawełek

Reklama

Podsumowując, zobaczyliśmy Śląsk z liderem w każdej z formacji i to wystarczyło, by dziś wygrać.

Lechia? To chyba najgorszy mecz za kadencji Jerzego Brzęczka. Drużyna straciła swój największy atut w postaci solidnej linii obrony i wszystko posypało się jak domek z kart. Brak Wojtkowiaka i Wawrzyniaka, których zastępowali Pietrowski (pierwszy w Ekstraklasie w tym roku) i Bougaidis, a później Rudinilson (pierwszy mecz w Ekstraklasie w ogóle) był widoczny jak problemy z agresją u Zaura Sadajewa. Gerson zmagał się w tygodniu z chorobą i popełnił dziś chyba więcej błędów niż we wszystkich dotychczasowych spotkaniach razem wziętych.

Nie należy jednak zrzucać całej winy za porażkę na blok defensywny, przód dziś też zawiódł, może nawet w większym stopniu. Grzelczakowi wychodziło niewiele, Mili i Colakowi jeszcze mniej, a Vranjesowi i Makuszewskiemu nie wychodziło po prostu nic.

Trochę ta porażka komplikuje plany drużyny z Wybrzeża, ale powodów do paniki chyba jeszcze nie ma. Za tydzień do Gdańska przyjeżdza Górnik Łęczna – idealny przeciwnik, by wrócić na właściwe tory po dzisiejsze wykolejeniu.

Reklama

fZWjbIh

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Cracovio, ogarnij napastnika! Bartosz Grzelak po raz pierwszy nie zremisował

Kacper Korpak
9
Cracovio, ogarnij napastnika! Bartosz Grzelak po raz pierwszy nie zremisował