– Nie oczekujemy, że Kuba i Robert nagle padną sobie w ramiona i podzielą się jajeczkiem. Ale wierzymy, że w poczuciu odpowiedzialności za reprezentację Polski były i obecny kapitan będą potrafili ze sobą porozmawiać i zakończyć tę szkodliwą dla kadry dziecinadę – pisze przed dzisiejszym meczem Borussii Dortmund z Bayernem Monachium Super Express. Zapraszamy na sobotni przegląd prasy.
FAKT
Oburzeni grą w święta są zarówno ludzie z Ruchu, jak i Górnika.
Na Górnym Śląsku wrze z powodu gry w Wielkich Derbach w Wielkanocny Poniedziałek. Głośno protestują trenerzy, działacze, piłkarze, a także kapelan śląskiego sportu ksiądz Krzysztof Sitek. Mecze Górnika z Ruchem zawsze wzbudzały wielkie emocje. Nie tylko w regionie, ale w całej Polsce. Oba kluby na swoim koncie mają przecież po 14-tytułów mistrza Polski. Teraz wszyscy oburzają się na władze Ekstraklasy, a także Canal +, że zdecydowali o grze w Wielkanocny Poniedziałek. Zaczął Robert Warzycha (52 l.) – Gra w Wielkanocny Poniedziałek to brak świąt dla piłkarzy. A przecież Wielkanoc, to w polskiej tradycji najważniejsze święto! – przypomina dyrektor sportowy Górnika. W podobnym tonie wypowiadał się na przedmeczowej konferencji przed derbami trener Waldemar Fornalik (52 l.). – Coraz mnie ważny w tym wszystkim jest człowiek. Wzorujemy się na ligach zagranicznych i ostatnio z zainteresowaniem spojrzałem na ligę włoską. Gra w całości w Wielką Sobotę, więc można skonsumować i mecz, i święto – tłumaczy szkoleniowiec Ruchu.
I ty możesz zostać menedżerem Lewego, czyli parę słów o zmianach na rynku agentów.
Czołowi piłkarscy agenci zarabiają miliony złotych. Do tej pory, by dostać się do tego grona, trzeba było zdać egzamin i przedstawić gwarancję bankową na 100 tys. franków szwajcarskich. Od 1 kwietnia przepisy się zmieniły. Miejsce agentów zajmą pośrednicy. Aby nim zostać, wystarczy zarejestrować się w PZPN i zapłacić tysiąc złotych. I już teoretycznie można prowadzić interesy Roberta Lewandowskiego (27 l.). Oczywiście uwolnienie zawodu nie podoba się menedżerom, którzy dotąd działali na rynku. Dla nich będzie oznaczać to zwiększenie konkurencji. – Będzie trochę chaosu, bo pojawią się nowi ludzie. Stanie się to ze szkodą dla zawodników, bo za transfery wezmą się osoby, które nie mają właściwej wiedzy. Wydaje mi się jednak, że w ciągu roku nastąpi weryfikacja – mówi czołowy polski menedżer piłkarski Szymon Pacanowski (37 l.) z firmy Fabryka Futbolu.
Co ciekawego, jeśli chodzi o ligę?
– Bardzo długie rozmowy w szatni Lecha
– Sawickij z Jagi ma muchy w nosie
– Legia podkupiła Dudę nowemu trenerowi Piasta
– Śląsk rusza w pogoń za mistrzem
– Mila chce pokazać dobrą formę
– Dejmek nie powtórzy czerwonej kartki z jesieni
GAZETA WYBORCZA
Jeden materiał sobotni. Kadra czeka na Kubę – mówi w dużym wywiadzie Robert Lewandowski. Tyle czasu minęło od braku powołania dla Błaszczykowskiego, a o tym jest właśnie początek rozmowy.
W niedzielę Polska zremisowała w Irlandii 1:1, w drugiej połowie głównie się broniąc. Nie było momentu, w którym pomyślałeś, że za bardzo się cofnęliście?
– Wiedzieliśmy, że 1:0 to za mało, by w Dublinie grać spokojnie. Zabrakło jednak ryzyka, powinniśmy spróbować przycisnąć rywala i strzelić drugiego gola. Po przerwie nie stworzyliśmy żadnej szansy na zdobycie bramki, zostawiliśmy Irlandii za dużo miejsca do rozgrywania piłki. To się zemściło, gospodarze próbowali i w końcu im się udało. Musimy wyciągnąć wnioski, ale pamiętajmy też, że w Irlandii przez 90 minut bardzo dobrze graliśmy w obronie. Gospodarze nie stwarzali sobie klarownych sytuacji na gole, bardziej polegało to na przebitkach, rzutach rożnych i wolnych.
(…)
Beenhakker, Majewski, Smuda, Fornalik, Nawałka. Grałeś u pięciu selekcjonerów, do przyjścia tego ostatniego w kadrze przeżyłeś więcej chwil złych niż dobrych. Ciężko się przyjeżdżało na zgrupowania?
– Jechałem na nie z uśmiechem na twarzy. Atmosfera w kadrze zawsze była dobra, ale aż takiej jak teraz to jednak dawno nie było. Dzięki niej jeszcze bardziej chce się przyjeżdżać. Tworzymy fajny zespół, widać to i w czasie posiłków, i na treningach, i na meczach. Zdążyliśmy się poznać, dobrze się rozumiemy, idziemy w tym samym kierunku. Gdy jestem na zgrupowaniu, czuję, że w drużynie dzieje się coś pozytywnego. Pomogły nam wyniki, ale ja już od pierwszego dnia zgrupowania przed meczem z Gibraltarem czułem, że coś się ruszyło.
Z czego wzięła się ta zmiana?
– To zasługa zarówno trenera, jak i zawodników. Zdawaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy zespołem, który będzie się liczył w eliminacjach, a nie ma się co oszukiwać – jeśli brakuje spokoju i pozytywnego myślenia, na dłuższą metę nie masz szans, by coś osiągnąć. Nie możemy być zdołowani i smutni, nie możemy zastanawiać się, co będzie, jeśli nam nie wyjdzie.
SUPER EXPRESS
Piszczek zostanie w Dortmundzie do 2045 roku? Że co?
Bundesliga oniemiała! Wyrok, który wydała sędzia Ruth Lippa z powództwa bramkarza Heinza Muellera (36 l.) przeciwko FSV Mainz, może spowodować takie trzęsienie ziemi w piłce nożnej jak kiedyś słynne prawo Bosmana. Jeśli nie zostanie obalony w drugiej instancji, to zawodnik będzie mógł grać w klubie do emerytury. Łukasz Piszczek do 60 lat w Borussii Dortmund?! Teoretycznie możliwe. Sprawcą całego zamieszania jest bramkarz Heinz Mueller, który w 2009 roku przeszedł z Barnsley do FSV Mainz i podpisał trzyletni kontrakt. W 2012 został on przedłużony o dwa lata. Wygasał latem 2014 roku i klub zdecydował się już go nie przedłużać. Mueller stał się bezrobotny, mając 35 lat nie mógł znaleźć nowego pracodawcy. Ale znalazł… dobrego prawnika, który pozwał Mainz do sądu pracy. Prawnik Muellera wykorzystał paragraf, że pracownikowi po dwóch umowach na czas określony, przy trzeciej umowie należy się etat na czas nieokreślony. A takiego pracownika bardzo trudno zwolnić. – Można to zrobić tylko na podstawie odpowiedniego paragrafu, a taki nie występuje w przypadku Heinza Meullera – uznała sędzia Ruth Lippa i nakazała… przywrócenie go do pracy.
Zapytajmy jeszcze raz: że co?
Tymczasem Wilczek ostrzy zęby na mistrza.
Z końcem sezonu wygasa ci kontrakt, a o nowym nie słychać. Odchodzisz z Piasta?
– W życiu niczego nie można być pewnym, ale na to wygląda. Negocjowaliśmy przedłużenie umowy, ale propozycja prezesa nie była dla mnie zadowalająca. Kolejna już się nie pojawiła. Piast zaproponował mi warunki nieznacznie lepsze od tych, na jakie zgodziłem się, przychodząc tu dwa lata temu. Teraz jestem w lepszym momencie kariery i muszę to wykorzystać.
(…)
Dzisiaj gracie z Legią, której w październiku w Gliwicach strzeliłeś trzy gole. Może warto zainteresować ją swoją osobą?
– Legia czy Lech to topowe polskie kluby. Co rok grają w europejskich pucharach, a nie ukrywam, że występy w nich od zawsze były moim marzeniem. Takich ofert się nie lekceważy. Nie myślę jednak w ten sposób, że w Warszawie trzeba się jakoś szczególnie zareklamować, bo. zareklamować to ja się chcę w każdym meczu.
Pogódźcie się – Superak apeluje do Błaszczykowskiego i Lewandowskiego przed dzisiejszym spotkaniem Borussii z Bayernem.
W Wielką Sobotę czeka nas wielki niemiecki hit – Borussia Dortmund podejmuje Bayern Monachium. Robert Lewandowski (27 l.) wraca na stadion, na którym spędził piękne cztery lata, ale od tej sentymentalnej podróży ciekawsze jest to, że dojdzie wreszcie do spotkania „Lewego” z Jakubem Błaszczykowskim (30 l.). To świetna okazja, żeby wyciągnąć rękę na zgodę. – To sprawa między trenerem a Kubą. Szukanie konfliktów na siłę jest bez sensu – mówił Lewandowski „Super Expressowi” przed meczem z Irlandią. Krótko potem selekcjoner Adam Nawałka zdradził jednak, że obrażony Błaszczykowski nie odbierał telefonów – ani od niego, ani od Lewandowskiego. To, że Robert i Kuba prywatnie się nie lubią, wiadomo od dawna, ale do tej pory na boisku potrafili współpracować. Ich trudne relacje skomplikowała jeszcze bardziej sprawa z opaską kapitana. A spotkanie z Irlandią pokazało, że reprezentacji Polski nie stać na stratę takiego piłkarza jak Błaszczykowski. (…) Nie oczekujemy, że Kuba i Robert nagle padną sobie w ramiona i podzielą się jajeczkiem. Ale wierzymy, że w poczuciu odpowiedzialności za reprezentację Polski były i obecny kapitan będą potrafili ze sobą porozmawiać i zakończyć tę szkodliwą dla kadry dziecinadę.
PRZEGLĄD SPORTOWY
Sporą część okładki pochłania reklama.
A na dzień dobry tekst o agentach. Tytuł taki sam, jak w Fakcie, ale… ze zmienionym nazwiskiem bohatera. W PS można zostać menedżerem Szczęsnego.
– Dojdzie do pewnych nieporozumień, bo okaże się, że transferami chcą zajmować się ludzie niesprawdzeni i że omotają jednego czy drugiego piłkarza i ci zaczną się skarżyć. Największy problem może dotyczyć bardzo młodych zawodników, o których przyszłości decydują rodzice. To często są osoby, które nie mają wiedzy o funkcjonowaniu świata piłkarskiego – podobnego zdania co koledzy po fachu jest inny czołowy menedżer Jarosław Kołakowski. Są jednak osoby ze środowiska futbolowego, które z radością przyjęły zmiany. Jednym z nich jest Paweł Hajduczek. Jako piłkarz występował na Ukrainie, w Gruzji i Kazachstanie. Ma w tych krajach dobre kontakty i po zakończeniu kariery chciał się zająć m.in. transferami graczy z dawnego ZSRR. Dotychczas musiał współpracować z licencjonowanymi menedżerami. Teraz może działać na własny rachunek. – Zarejestrowałem się jako pierwszy w nowym systemie – mówi z dumą. – Dobrze, że zmieniły się przepisy. Teraz będą wygrywać ci, którzy mają kontakty, ale nie muszą już mieć licencji. A ja mam nie tylko na Wschodzie, ale w kręgu moich zainteresowań jest Francja, mam partnerów w Słowenii – przekonuje. Nie zgadza się, że zmiany wprowadzą chaos: – Chaos to będzie najwyżej dla licencjonowanych menedżerów. Zawodnicy nie będą już zmuszani do podpisywania długich umów. Wcześniej bywało, że menedżer związał się z piłkarzem, a potem nic dla niego nie robił – mówi Hajduczek.
Kilka wiadomości z krajowych boisk. Co jest piętą achillesową Lecha?
Wiosną zespół zdecydowanie lepiej broni, ale z jednym wyjątkiem – stałych fragmentów gry. Pod tym względem jest dramat. Kiedy rywal ma rzut rożny lub wolny w okolicach pola karnego poznaniaków, serca poznańskich kibiców zaczynają bić znacznie mocniej. Bronienie się przed tym elementem wychodzi bowiem Kolejorzowi w ostatnich tygodniach bardzo źle. Zespół stracił wiosną w lidze i Pucharze Polski osiem goli, z czego aż sześć właśnie po stałych fragmentach gry! Kiedy trenerem Lecha był Mariusz Rumak, stosował wariant indywidualnego pilnowania przeciwników we własnym polu karnym. Zmieniło się to po przyjściu Macieja Skorży. On jest zwolennikiem krycia strefą. Oznacza to, że kiedy przeciwnik wykonuje w pobliżu bramki Kolejorza rzut rożny lub wolny, każdy z zawodników jest odpowiedzialny za fragment boiska. I widać jak na dłoni, że wdrożenie nowego pomysłu źle wpływa na lechitów. Rywale dobrze wiedzą, w jaki sposób mogą zrobić krzywdę Kolejorzowi. Zrobił to nawet Zawisza, dla którego bramka zdobyta z Lechem była pierwszą od 110 meczów po rzucie rożnym! Po kornerach padły również dwa gole dla Błękitnych Stargard Szczeciński (1:3 – oba strzelił Tomasz Pustelnik) w minioną środę w pófinale Pucharu Polski.
Czy to najlepsza wersja Mili? Mamy wątpliwości.
Odkąd Sebastian Mila przeniósł się do Lechii, ta nie przegrała ani jednego meczu. Mimo to słychać było głosy, że sprowadzenie tego zawodnika więcej daje Lechii marketingowo niż sportowo. Po zdobyciu pierwszej bramki dla zespołu z Gdańska 33-letni pomocnik stwierdził, że jest w lepszej formie, niż w Śląsku. – W Lechii gram nieco inaczej niż we Wrocławiu, może dlatego trener nie zauważa mojej formy – odpowiada Mila. (…) Po ponad dwóch miesiącach od transferu kapitan Lechii zapewnia, że nie żałuje swojej decyzji, mimo że sportowo wydawała się ona całkowicie nielogiczna. – Gdy odchodziłem, Śląsk miał trzy punkty straty do lidera. Uważałem, że to świetny moment, by zostawić klub, w którym tyle lat grałem. Nie chciałem przychodzić do Lechii za kilka lat, kiedy już nie będę mógł pokazać kibicom najlepszego Sebastiana Mili – tłumaczy. Rozgrywający marzył o grze w gdańskim klubie, jednak nie ukrywa, że po przeprowadzce nad morze trudno było mu odnaleźć się w nowym środowisku. – Na początku wracałem do domu i zastanawiałem się, czy dobrze zrobiłem. W Śląsku miałem wszystko poukładane, w Lechii na wszystko musiałem dopiero zapracować – wspomina.
To gra dla dużych chłopców – mówi Tomasz Kafarski.
Chodzi o ryzyko, które pan podejmuje osobiście. Blisko sześć lat temu wdrapał się pan na szczyt, pracując w ekstraklasie z Lechią Gdańsk. Niemal w tym samym czasie karierę zaczynała robić nowa fala młodych szkoleniowców. Rafał Ulatowski i Maciej Bartoszek z trenerskiej karuzeli wylecieli na dobre. Pan od dłuższego czasu pracuje z zespołami zaplecza. Ewentualne niepowodzenie w Bytowie może panu odbić się czkawką.
– Każdy trener idzie swoją ścieżką kariery, która nie wiadomo dokąd może doprowadzić. Jestem tu, gdzie jestem, a gdzie będę za lat pięć, czas pokaże. Decyzja, którą podjąłem, była odważna, ale poparta analizą. Piłka to gra dla dużych chłopców, która wymaga odważnych decyzji. Najgorszy w polskiej piłce jest zwyczaj oceniania trenera po dwóch miesiącach pracy, a nie po przepracowaniu kilku cykli przygotowawczych.
Do końca sezonu pozostało jedenaście meczów. Które spotkanie będzie najłatwiejsze?
– Być może to, jakie mamy zagrać na koniec sezonu: sparing z policjantami. Pozostałe będę trudne. Na noże. Jestem świadomy, w jak trudnej sytuacji znajduje się Drutex-Bytovia. Zespół nie wygrał wiosną meczu. Już jednak zdążyłem zauważyć, że skład personalny zespołu i zaangażowanie osób pracujących w klubie, daje nadzieję na to, że będziemy coraz wyżej w tabeli.
I jeszcze tekst z Magazynu Lig Zagranicznych: Bayern zniszczył Borussię, ale zginąć jej nie da.
Borussia ma na razie spokój od Bayernu. Ale może być pewna, że gdy tylko w pełni stanie na nogi, Bayern znów zaatakuje. Sprawi, że rywal będzie się wykrwawiać, ale zginąć mu nie pozwoli. Borussia Dortmund sprzeciętniała. Widać to nie tylko nie tylko w tabeli, ale przede wszystkim w mediach. W ostatnich latach, na długie tygodnie przed gwizdkiem rozpoczynającym mecze z Bayernem, nadejście starcia największych rywali w Bundeslidze zapowiadała lawina publicznych kłótni pomiędzy przedstawicielami obu klubów. Nie zaczepiali się wzajemnie tylko trenerzy. Pepowi Guardioli udało się pozostać całkowicie poza tymi animozjami. (…) Teraz wszystko ucichło. Rummenigge zagadnięty o Watzkego? Pełen wersal. – Poważam go jako świetnego jakościowo kolegę po fachu. Uważam, że miał ogromny wkład w osiągnięcia i miejsce, w jakim obecnie znajduje się Borussia Dortmund. Pojedynczy słaby sezon tego nie zmienia. Jeżeli zostałbym przez niego zaproszony, przyszedłbym na spotkanie. Nie mam żadnego problemu z Hansem-Joachimem Watzkem – mówi prezes Bayernu. A to największy dowód na to, że władze Bayernu już wiedzą, że grają w innej lidze niż Borussia i to nie jej muszą się w najbliższej perspektywie obawiać. Choć jeszcze sierpniowy mecz o Superpuchar Niemiec toczył się między drużynami w atmosferze ciągłych kłótni, teraz najgoręcej jest na linii Bayern – Wolfsburg. To przedstawiciele aktualnego wicelidera Bundesligi muszą co tydzień dementować zainteresowanie Bayernu Kevinem De Bruynem, którego pewnie w końcu, gdyby tylko Wolfsburg za mocno zagrażał ich hegemonicznej pozycji, ściągną. Bayern działa tak od wielu lat. I będzie działał.







