To wyjątkowo nieprzyjemna sprawa w dziennikarskiej robocie, kiedy rzutem na taśmę, w niedzielę późnym wieczorem, tuż przed zamknięciem gazet i posłaniem ich do druku nagle wydarza się coś, co o 180 stopni zmienia postrzeganie całego piłkarskiego weekendu. Nagle trzeba pisać, dzwonić, reagować, zmieniać zaplanowany porządek i wymyślać hasła na okładki. Na wczorajsze wydarzenia przy Łazienkowskiej, bez dwóch zdań, najlepiej zareagowały Fakt i Przegląd Sportowy. Choć ze wszystkich przeczytanych artykułów, najbardziej przypadł nam do gustu (o ile w tym konkretnym temacie można o tym mówić) fragment z Rzeczpospolitej: – W Warszawie na pięknym, nowym stadionie mieliśmy pokaz dzikich zwierząt. Ostatnio podobne umiejętności zaprezentował goryl M`Tonge – uznany za najładniejszy na świecie okaz z warszawskiego zoo. M`Tonge podobno nie chciał świętować swoich 15. urodzin i też szarpał kratą.
FAKT
Nie ma wyjścia. Warszawskie bydło musi być tematem przewodnim każdej z poniedziałkowych gazet. Fakt poświęca bandyckiej zadymie przy Łazienkowskiej całą stronę, obrazując ją pięcioma zdjęciami.
Zaczęło się kwadrans po pierwszym gwizdku sędziego. Na sektorach zajmowanych przez miejscowych kibiców zaczęły wybuchać petardy, były rzucane race. Rzucali fani Jagiellonii. Nic jednak nie zapowiadało, że dojdzie do tak gorszących wydarzeń. Jakim cudem kibice z Białegostoku wnieśli na stadion pirotechnikę? Zapewne wiedzą to służby ochrony. Niby kontrola jest drobiazgowa, a jakoś co mecz nielegalne rzeczy są wnoszone. Miejscowi zareagowali. Grupa kilkudziesięciu osób przemieściła się pod sektor Jagiellonii. Ochrona nie interweniowała. Nie mogła. Jedyne, co leży w jej kompetencjach, to wezwanie policji. Tych kilkudziesięciu chuliganów zaczęło forsować bramę wejściową. Długo się z nią mocowali, wydawało się, że jej nie powalą, ale udało się im. Wpadli do sektora gości. Rozpoczęła się regularna bijatyka. Ludzie byli tratowani, niektórzy osuwali się na krzesełkach, bo stracili przytomność. Walka trwała, zdecydowana większość osób w żółtych i czerwonych płaszczach (tak byli ubrani kibice Jagi) uciekła do wyjścia ewakuacyjnego. Pozostali tłukli się..
Wszystkie pozostałe relacje ligowe, w obliczu tego, co wydarzyło się w Warszawie wydają się niewiele znacząca informacyjną papką. Zajmują w Fakcie całą stronę, ale nie ma w nich niczego szczególnego. Warto przewrócić kartkę, żeby znaleźć wywiad z Adamem Nawałką pt. Kadra to nie kółko różańcowe.
Czego oczekuje pan od drużyny w porównaniu z meczami przeciwko Słowacji i Irlandii?
– Na pewno odpowiedniego nastawienia mentalnego. Zawodnicy muszą wyjść na boisko z pełną świadomością, że trwa rywalizacja o miejsce w składzie na eliminacje do EURO 2016. Eksperymenty się skończyły, wprawdzie przed nikim drogi do reprezentacji nie zamykam, ale przy okazji kolejnych powołań nie będzie już tak radykalnych zmian jak teraz. Oczekuję, że od pierwszej minuty spotkania ze Szkocją piłkarze będą dążyli do wygranej i realizowali założenia taktyczne w każdym sektorze boiska. Chcę zobaczyć postęp w porównaniu z listopadowymi meczami, w których nie strzeliliśmy gola.
To będzie krótkie zgrupowanie. I może być jedyne przed eliminacjami EURO 2016, kiedy będzie pan miał do dyspozycji wszystkich graczy. Majowy sparing z Niemcami i czerwcowy z Litwą są poza terminami FIFA.
– Dlatego nasz pobyt w Warszawie jest rozpisany co do minuty. W ubiegłym tygodniu okazało się, że kontuzja wyeliminowała z gry obrońcę FK Krasnodar Artura Jędrzejczyka. Szkoda, ale dlatego powołaliśmy 24 zawodników, żeby mieć zabezpieczenie na wypadek urazów. Na prawą obronę mamy Łukasza Piszczka i Igora Lewczuka. Pierwszy trening jest zaplanowany w poniedziałek na godzinę 10.45. Będą na nim wszyscy oprócz Piotra Celebana, którego Vaslui gra tego dnia mecz ligi rumuńskiej. Cieszy mnie postawa Kamila Glika oraz Eugena Polańskiego – ich zespoły grały spotkania w niedzielę po południu, a w Warszawie zameldowali się w poniedziałek po ósmej rano. Wylecieli z Monachium bladym świtem, choć dla Kamila wygodniejszy byłby lot z Mediolanu. Ale wtedy w Warszawie byłby dopiero w południe. Poranny trening to rozruch, najważniejsze dla zgrupowania są popołudniowe zajęcia, na których popracujemy nad taktyką. Poprzedzi je odprawa teoretyczna. Na boisku każda formacja będzie najpierw trenowała osobno, gracze popracują nad sposobami odbioru piłki i zachowania po stracie, a potem wspólnie poćwiczymy schematy w ofensywie. Czasu jest mało, chcemy wykorzystać go maksymalnie, ale mądrze. Cały dzień nie można trenować czy rysować boiskowe schematy na tablicy.
Nawet jeśli Nawałka przyzwyczaił, że mówi w sposób, który nie niesie za sobą wielu konkretów, warto.
Oprócz tego mamy:
– relację z meczu BVB, w którym znów gola strzelił Lewandowski
– mało interesujący „felieton” Jerzego Dudka
– krótki tekst o tym, że na Ukrainie nie myślą dziś o piłce.
Sytuacja polityczna na Ukrainie z dnia na dzień staje się coraz bardziej skomplikowana. Trudno się zatem dziwić, że Ukraiński Związek Piłki Nożnej podjął decyzję o odwołaniu meczów pierwszej wiosennej kolejki ekstraklasy, które miały się odbyć w pierwszy weekend marca. – Na prośbę ministra spraw wewnętrznych zdecydowaliśmy, że spotkania 19. kolejki zostaną przełożone na inny termin. Sytuacja w kraju jest zbyt napięta, żeby można było zagwarantować kibicom bezpieczeństwo. Nie chcemy ryzykować – czytamy na oficjalnej stronie ligi ukraińskiej. Nie wszystkim jednak wydarzenia w kraju przeszkadzają. – Jesteśmy gotowi jechać do Kijowa na mecz z Dynamem – stwierdził Siergiej Palkin, dyrektor sportowy Szachtara Donieck. Zapytany o to, co mają zrobić kibice klubu, odpowiedział krótko – Są dorośli. Sami muszą zadecydować, czy chcą tam jechać. Na razie nie wiadomo, kiedy rozgrywki na Ukrainie zostaną wznowione. W mediach najczęściej mówiło się o rozegraniu spotkań 19. kolejki pod koniec marca, ale ten termin staje się coraz mniej prawdopodobny.
RZECZPOSPOLITA
Sporo czytania w Rzeczpospolitej, bo i piłka krajowa, i reprezentacyjna i tematy zagraniczne. Na początek artykuł o początku zgrupowania kadry przed meczem towarzyskim ze Szkotami.
Po jesienno-zimowych szaleństwach w powołaniach wysyłanych do piłkarzy, którzy nigdy się nie spodziewali, że zagrają w reprezentacji, Nawałka wraca do starych kart. Kamil Glik świetną grą w Torino wymusił na selekcjonerze, by ten wokół niego budował obronę drużyny. Po wyleczeniu kontuzji do kadry wraca także Łukasz Piszczek, ale nikt nie miał wątpliwości, że reprezentacja na niego czeka z otwartymi ramionami. Krótkie zgrupowanie, które rozpoczęło się w Warszawie, jeszcze przed meczem będzie miało jednego bohatera. Po rezygnacji z gry w biało-czerwonych barwach i kilkumiesięcznej przerwie do drużyny wraca Ludovic Obraniak. W ubiegłym tygodniu piłkarz mówił, że chciałby zakopać topór wojenny z Jakubem Błaszczykowskim, co świadczy o tym, że wbrew zapewnieniom piłkarzy Obraniak był skonfliktowany z częścią zawodników. Błaszczykowskiego na boisku nie zobaczymy, bo leczy poważną kontuzję. Pytanie, czy z Obraniakiem trzeba przeprowadzić rozmowę, żeby oczyścić atmosferę, czy też udawać, że nic się nie stało, pozostaje otwarte. O tym, czy zagra przeciwko Szkocji, muszą decydować tylko względy sportowe. Pierwszy raz pod wodzą Nawałki może zagrać także Mateusz Klich. W środę przekona się, jak pamiętni bywają kibice. Kiedy oglądał listopadowy mecz ze Słowacją z trybun stadionu we Wrocławiu, umieścił na Twitterze wpis sugerujący, że 40 tys. kibiców reprezentacji powinno dostać zakazy stadionowe za gwizdy na swoją drużynę.
Tekstu z zagranicy jednak cytować nie będziemy, bo to tylko przekrojowe podsumowanie wydarzeń w największych ligach Europy. Chcąc nie chcąc skupimy się na Łazienkowskiej. Michał Kołodziejczyk przygotował dość obszerny materiał pod trafnym i smutnym tytułem: Zoo na Legii.
Kibice Jagiellonii rzucali petardy na sektory zajmowane przez gospodarzy. Według relacji świadków pomocy lekarskiej udzielano kilku osobom. Prawdziwą tragedią groził atak kibiców Legii – stłoczeni w narożniku stadionu goście zaczęli tratować się na schodach, spadali z trybun po kilka rzędów w dół. Nie trzeba mieć bogatej wyobraźni, by przypomnieć sobie wydarzenia na stadionie Heysel, gdzie w 1985 roku zginęło 39 ludzi – między innymi w panice uciekając ze swoich miejsc. Leśnodorski został prezesem Legii 14 miesięcy temu, kiedy kibice byli w konflikcie z klubem. Udało mu się doprowadzić do pojednania, ale jak widać, zbyt dużym kosztem. Dobrze, że teraz jest także właścicielem klubu, bo nie będzie musiał zwolnić samego siebie. Legia zapłaci olbrzymie kary finansowe za złamanie umów z telewizją, najprawdopodobniej zostanie także ukarana walkowerem za mecz z Jagiellonią, w środę Komisja Ligi może zdecydować o całkowitym zamknięciu stadionu nawet do końca sezonu. Dużo mówiło się o tym, że w tym sezonie Legia może przegrać mistrzostwo sama z sobą. Wszyscy myśleli jednak o słabości fizycznej piłkarzy, a nie o psychicznej kibiców, którzy dla swojego klubu zrobią wszystko. Nawet przegrają dla niego mistrzostwo. Jakiekolwiek tłumaczenie ludzi bijących się na trybunach – o tym, kto zaczął, kto wywiesił jakie flagi, a kto bronił honoru narzeczonej, trzeba puścić mimo uszu. W Warszawie na pięknym, nowym stadionie mieliśmy pokaz dzikich zwierząt. Ostatnio podobne umiejętności zaprezentował goryl M`Tonge – uznany za najładniejszy na świecie okaz z warszawskiego zoo. M`Tonge podobno nie chciał świętować swoich 15. urodzin i też szarpał kratą.
Super celnie!
GAZETA WYBORCZA
W GW poniedziałkowy dodatek „Sport.pl Extra”, więc i sporo czytania o piłce. Na początek materiał pod zachęcającym tytułem: Liga bezmyślnych szybkobiegaczy. Autor pisze: – Tworzymy w Europie jakby odrębną kategorię rozgrywek. Tu zamiast precyzji liczy się agresja i szybkość oddania piłki – zjawisko przypomina prymitywne wystrzelenie krążka w hokeju za połowę rywala.
Strata goni stratę, a drużyny nie potrafią utrzymać się przy piłce dłużej niż przez kilka sekund. Już dwa lata temu znużony tym zjawiskiem Andrzej Juskowiak, dziś dyrektor sportowy Lechii Gdańsk, apelował do piłkarzy: – Zwolnijcie! Najpierw przyjmij, zastanów się i dopiero oddaj. Nie umiesz grać szybko, nie graj – irytował się. Nie zwolnili, dominuje chaos. Nowi obcokrajowcy w pierwszych tygodniach pobytu w ekstraklasie doznają szoku poznawczego. Już parę lat temu szybkość naszej ligi podkreślali przyjeżdżający Czesi i Słowacy, teraz narzekają wszyscy. Niedawny ćwierćfinalista Ligi Mistrzów w barwach APOEL-u Nikozja Helio Pinto zwierza się, że ma kłopot z dostosowaniem się do Polski, bo gra tutaj wymaga większej koncentracji niż na Cyprze (zupełnie jak we flipperze). Wiślak Emmanuel Sarki twierdzi, że większość meczów ekstraklasy toczy się w szybszym tempie niż w najwyższej lidze belgijskiej – a wie, co mówi, spędził tam sześć lat. Spotykam w pociągu prezesa Wisły Jacka Bednarza i okazuje się, że Ostoja Stjepanović też ma problemy z adaptacją. Uważa, że gra w środku pola jest tutaj trudniejsza niż w Austrii, bo decyzję trzeba podejmować szybciej, zapomnienie się na sekundę grozi natychmiastowym odebraniem piłki lub kontuzją. W trakcie piątkowego meczu Lechia – Wisła trener Franciszek Smuda czerwieniał ze złości: – Ostoja, to jest kryminał! Wspomniani piłkarze dostrzegają różnicę w tempie gry, a porównują przecież ekstraklasę do lig, które osiągają lepsze wyniki w pucharach. Belgia w ostatnich trzech latach krążyła w rankingu UEFA między 10. a 12. miejscem, Austria – 14. a 16., Cypr – 16. a 18. Ekstraklasa zajmowała 20. i 21. pozycję w Europie.
Przemysław Zych rozmawia również z Osmanem Chavezem. Wywiad pt. Futbol, mundial, Bóg.
Jak mundial zmienia życie piłkarza z Hondurasu?
– Po powrocie z RPA już nie musiałem jeździć autobusem na treningi. Przeliczyłem pieniądze i okazało się, że stać mnie na auto. Przed turniejem byłem piłkarzem Platense, w trakcie MŚ dostrzegła mnie Wisła i zagwarantowała naprawdę godne życie. Gdy przyleciałem do Krakowa, trener Henryk Kasperczak powiedział: „Byłem na twoim meczu ze Szwajcarią”. Taką szansę daje wyłącznie mundial. W największe zdumienie wprawił mnie powrót z RPA do mojego miasteczka Guadelupe. Trwała fiesta, po ulicach jeździła karawana aut z powtykanymi flagami i moimi zdjęciami. Ludzie skandowali moje imię, starsze panie, dzieci… A przecież życie nie dało mi żadnego startu, zaczynałem je w domu pokrytym liśćmi i gałęziami palm kokosowych.
W Hondurasie jest wysokie bezrobocie, a 4 lata temu wpadło panu do kieszeni sporo pieniędzy.
– Gdybym koncentrował się tylko na swoich potrzebach, mógłbym być milionerem. W Hondurasie nikt jednak nie powie, że komuś odmówiłem. Pomagam nie tylko rodzinie i przyjaciołom, ale każdemu, kto przyjdzie do mnie i rozrysuje sensowny plan na założenie biznesu. W ten sposób wiele osób mniej lub bardziej bliskich mi otworzyło restauracje, w których podają owoce morza. Gdy widzę, że dom mojego wujka popada w ruinę, robimy remont, innym potrzebującym kupuję ubrania.
Wywiad naprawdę ciekawy. Zobaczmy jak jest w przypadku tekstu Rafała Steca.
Pociesznie brzmią doniesienia angielskich mediów, jakoby właściciele pogrążonego w bezdennym kryzysie Manchesteru nadal ufali trenerowi Davidowi Moyesowi, oczarował ich bowiem zasięg wprowadzanej przezeń technologicznej rewolucji. Jej nośnikami mają być komputery, ekrany o wysokiej rozdzielczości, iPady, a nawet rozwieszane po ścianach tablice, po których można bazgrać, co się chce, a następnie bazgraninę zmazać, wszystkie te arcydzieła nie tylko cyfrowej inżynierii stworzą nowoczesne centrum dowodzenia przyszłą polityką transferową, umożliwiając łatwy dostęp do bazy danych z piłkarzami biegającymi po wszystkich murawach świata, a także równie łatwy kontakt z globalną siecią monitorujących te murawy skautów. Na Old Trafford chwytają szkiełko i oko, precz z kupowaniem piłkarzy na oślep, nadchodzi zupełnie nowa era. Nie byłoby w tych opowiastkach o niosącym kaganek oświaty trenerze niczego uderzającego, gdyby nie to, że im bardziej Moyes modernizuje, tym bardziej obnaża poprzednika jako zacofanego menedżera, a cały Manchester Utd – jako firmę nieprofesjonalną, i to w sprawach, zdawałoby się, dla firmy futbolowej elementarnych. Naturalnie zdawaliśmy sobie sprawę, że Alexowi Fergusonowi zdarza się działać na rynku transferowym lekkomyślnie i że lubi on – w przeciwieństwie np. do zatopionego w zawiłych algorytmach analizujących występy piłkarza Arsene`a Wengera – kupować „na nos”, niekiedy w okolicznościach wręcz kuriozalnych.
Jest też kawałek o Realu w czasach Ancelottiego. My spoglądamy już jednak w kierunku wydania stołecznego, by poczytać jak „kibol krzywdzi Legię” i co pisze o tym Gazeta Wyborcza.
Niespokojnie na Pepsi Arenie było już godzinę przed meczem. Wtedy kibole Jagiellonii zaczęli rzucać petardy hukowe do sektorów Legii, w tym na trybunę VIP. A to był dopiero początek. Po półgodzinie gry na trybunie wschodniej (za odpalenie pirotechniki w meczu z Koroną Komisja Ligi za-mknęła „Ł»yletę”) kibole wywiesili do góry nogami skradzione w ubiegłym roku flagi Jagiellonii. Rozwścieczyło to przyjezdnych, którzy zaczęli forsować bramę odgradzającą ich sektor od strefy buforowej i reszty stadionu. Chuligani w szalikach Legii, częściowo zamaskowani, także ruszyli do strefy buforowej i zdemolowali bramę do sektora gości. Wtedy doszło do bijatyki między obiema grupami. Wielokrotne apele spikera Legii Wojciecha Hadaja o zachowanie spokoju były ignorowane. Ochrona nie reagowała, dopiero kiedy zaczęła się regularna bitwa, do akcji wkroczyła policja, która rozpędziła agresywne grupy. Białostoczanie uciekali, co mogło doprowadzić do tragedii, bo spora grupa przyjezdnych tłoczyła się przy wyjściu z trybuny. – Biuro bezpieczeństwa miasta rozwiązuje mecz i nakazuje kibicom opuszczenie stadionu – ogłosił tuż po zakończeniu pierwszej połowy Hadaj. Zdezorientowani byli wszyscy: kibice, dziennikarze i piłkarze. – Na trybunach odbyły się incydenty z udziałem kibiców. Jako kierownik bezpieczeństwa około 18.35 poprosiłem o wsparcie policję, która wkroczyła, a o 18.42 przedstawiciel Urzędu Miasta Warszawy wydał decyzję o natychmiastowym przerwaniu imprezy – powiedział na konferencji dyrektor ds. bezpieczeństwa Legii Dariusz Derewicz. Na żadne dodatkowe pytania dziennikarzy odpowiadać nie chciał.
Bardziej relacja niż felieton, ale generalnie – dziś Wyborcza zdecydowanie godna polecenia.
SPORT
Przechodzimy do katowickiego Sportu.
Na początek trafiamy na komentarz Bogdana Nathera, który pisze o byłym już kapitanie Śląska.
Generalnie Sebastian Mila da się lubić. Kapitan Śląska Wrocław… Stop – były kapitan wrocławskiej drużyny jest piłkarzem pogodnym, uśmiechniętym, a co najważniejsze – o wysokich jak na polskie warunki umiejętnościach (…) Sebastiana zabrakło we wczorajszym meczu Śląska z Cracovią, a powodem absencji była kontuzja mięśnia czworogłowego, jakiej nabawił się na pierwszym treningu pod okiem „nowej miotły”. Gdyby piłkarz był w pełni sił, to i tak nie pojawiłby się raczej na boisku. Dlaczego? Ponieważ ma kilka kilogramów nadwagi, co nie spodobało się trenerowi Pawłowskiemu. Szkoleniowiec próbował to obrócić w żart („Przyszedłem do klubu we wtorek i z nim nie jadłem”), ale sprawa jest poważna. Szkoleniowiec postawił sobie bowiem za punkt honoru, by doprowadzić Milę do stanu używalności. Odbył z nim rozmowę, skontaktował z dietetykiem i liczy na to, że od wtorku będzie trenował normalnie”.
Ok, zawiedliśmy się, spodziewaliśmy się komentarza, to tylko tekst czysto informacyjny.
Później seria relacji ligowych. W międzyczasie dowiadujemy się, że Artur Jankowski złożył rezygnację z funkcji prezesa Górnika. Nowym sternikiem klubu ma zostać Zbigniew Waśkiewicz, pochodzący z Wodzisławia byłty rektor katowickiej AWF, obecnie prezes… Polskiego Związku Biathlonu, który już przed kilkoma tygodniami został jednym z członków rady nadzorczej Górnika. Gorącym zwolennikiem jego zatrudnienia jest rzecz jasna prezydent miasta, pani Małgorzata Mańka – Szulik, jego dobra znajoma.
Dalej same sprawozdania, krótkie wypowiedzi zawodników i cytaty trenerów z konferencji prasowych. O wydarzeniach przy Łazienkowskiej też mocno przewidywalnie. Może na koniec zacytujmy więc fragment tekstu o rozpoczynającym się dziś zgrupowaniu reprezentacji. Tu też mamy śląskie akcenty.
Adam Nawałka w piątek pojawił się w Chorzowie, gdzie Ruch podejmował Widzew. Tam doszło do ciekawej sytuacji. Nawałka po raz pierwszy spotkał się z Janem Kocianem, który w styczniu otwarcie go skrytykował. Szkoleniowcowi Ruchu nie spodobało się, że selekcjoner ciągnął Filipa Starzyńskiego na ligowe zgrupowanie do ZEA, by nie dać mu szansy ani z Norwegią, ani z Mołdawią. Kocian wówczas się irytował, ale w piątek żadne mocne słowa już nie padły. Panowie wszystko sobie wyjaśnili, wymienili poglądy. Również na temat Starzyńskiego, którego trener reprezentacji miał chwalić, między innymi za dobrą grę w defensywie. Wracając zaś do zawodników, którzy dzisiaj tworzą kadrę, podobno jednym z priorytetów Nawałki na mecz ze Szkocją jest sprawdzenie na „dziesiątce” Ludovica Obraniaka.
Słabiutko dzisiaj w Sporcie.
SUPER EXPRESS
W Super Expressie całkiem sporo piłki. Po pierwsze – rozmowa z Ondrejem Dudą. Nowy piłkarz Legii idealnie wstrzelił się w rzeczywistość, chwaląc między innymi oddanych fanów z Łazienkowskiej.
Kiedy w czwartek po południu prezes Koszyc Blażej Podolak ogłosił, że zimą nie przejdziesz do Legii, bo kluby nie osiągnęły porozumienia, co sobie pomyślałeś?
– Trochę się przestraszyłem. Psychicznie byłem już nastawiony na przyjazd do Polski. Siedziałem jak na szpilkach, czekając na informacje. Na szczęście wieczorem kluby się porozumiały i mogłem odetchnąć z ulgą. Myślę, że przełomem było spotkanie prezesów Legii i Koszyc kilka tygodni temu na Słowacji. Po nim sprawy przyśpieszyły.
Czym skusili cię szefowie Legii?
– W Warszawie jest silna drużyna, piękny stadion i świetni kibice. Jest plan, by zespół co roku grał w Lidze Mistrzów. Chcę być częścią tego projektu. Nie traktuję Legii jako przystanku w karierze. Chciałem z tym klubem związać się na dłużej, zbudować w nim swoją markę. Dlatego zdecydowałem się na podpisanie 4,5-letniego kontraktu.
Co wiesz o nowej drużynie? Rozmawiałeś o niej ze swoim rodakiem – Dusanem Kuciakiem?
– Przyznam, że o piłkarzach Legii na razie wiem niewiele. Z Dusanem też jeszcze nie rozmawiałem. Wszystkich poznam na poniedziałkowym treningu. Po nim będzie trochę czasu na spotkanie i pogawędkę z naszym bramkarzem. Na razie zza szyby samochodu, bo do Polski przyjechałem z tatą autem, zdążyłem zobaczyć trochę Warszawy. To piękne miasto i wierzę, że dobrze będzie mi się w nim żyło.
Na dwóch stronach mamy relacje z Ekstraklasy:
– 17-latek uratował Mariusza Rumaka
– Górnik wciąż bez gola na wiosnę
– Paixao zrobił krok milowy. W kierunku czego?
Z nowym kapitanem – Marco Paixao (30 l.) i nowym trenerem – Tadeuszem Pawłowskim (61 l.) przystąpił Śląsk do meczu z Cracovią, kluczowego dla wrocławian w kontekście walki o pierwszą ósemkę. Ostatecznie trzeciej drużynie ostatniego sezonu udało się wyrwać „Pasom” bezcenne trzy punkty, a złotego gola strzelił oczywiście Paixao. Nowy szkoleniowiec Śląska przeprowadził małą rewolucję. Najważniejszą zmianą było odebranie kapitańskiej opaski Sebastianowi Mili, z którym klubowi coraz mniej po drodze. Pawłowski przed wczorajszym meczem powiedział wprost: – Sebastian ma sześć kilo nadwagi.
Incydent ze stolicy również odnotowano, choć nie tak obrazowo jak w Fakcie. Wrzucimy tylko foto.
Sam tekst nie wnosi niczego nowego.
PRZEGLĄD SPORTOWY
Przegląd Sportowy wstydzi się, jak my wszyscy.
Fragment tekstu Adama Dawidziuka cytowaliśmy już w Fakcie, więc skupmy się na komentarzu innego dziennikarza PS, na dole w ramce. Pod tytułem: Leśnodorski się doigrał.
Krok po krok kibol zdobywał stadion przy Łazienkowskiej. Im więcej dostawał od prezesa, a od niedawna także współwłaściciela klubu Bogusława Leśnodorskiego, tym więcej żądał. W niedzielę zaczął niszczyć i ostatecznie pokazał, jak bardzo „kocha Legię”. Odbezpieczony granat eksplodował w rękach prezesa z głośnym hukiem. Zobaczył, czym kończą się ustępstwa i układy z kibolami, tolerowanie zakazanych racowisk, usprawiedliwianie ich skandalicznego zachowania w każdym wywiadzie. Miesiąc w miesiąc prezes z rozbrajającym uśmiechem płacił grzywny do UEFA i PZPN za kolejne awantury czujących się bezkarnie kiboli. Chwalił pomysłowość osób przygotowujących meczowe oprawy. Na pewno bardzo podobała się ta sprzed dwóch tygodni z meczu przeciwko Koronie, gdzie był narysowany palący się samochód TVN (telewizja koncernu ITI, poprzedniego właściciela Legii, za rządów którego Leśnodorski rozsiadł się w fotelu prezesa) i napis „sorry, taki mamy klimat”. Później „Ł»yleta” zapłonęła, rac kibolom było mało, odpalili sztuczne ognie, które odbijały się od dachu trybuny i lądowały między ludźmi.
Delegat PZPN twierdzi, że stadion może zostać zamknięty do końca sezonu.
– Uważam, że organizator meczu powinien wcześniej wysłać policji pisemny wniosek o interwencję. Policja może zareagować dopiero, gdy je otrzyma. Powinno to nastąpić już w momencie, gdy grupa czterdziestu facetów huśtała płot. Przecież wiadomo było, że te śruby nie wytrzymają. Myślę, że gdyby sytuacji starano się zapobiec wcześniej, mecz zostałby dokończony – uważa Starczewski. Dzieli się także tym, co widział podczas meczu. – Jestem zażenowany. To, co zobaczyłem, to dramat. Panika, przerażenie. Jedna petarda wybuchła tuż przy dziewczynce, której od razu była potrzeba pomoc lekarza. Pseudokibice Jagiellonii sprowokowali sytuację. Rzucali petardy, wyłamali 2,5-metrowy płot. Pseudokibice Legii opuścili swój sektor i wtargnęli na ten dla gości. Mało brakowało, a ludzie z Białegostoku musieliby skakać z trybuny…
Dalej po kolei relacje ligowe: o szalonej lokomotywie z Poznania, kolejnym skalpie Lenczyka czy narastającej frustracji w Zabrzu. Dowiadujemy się też, że „zmiana trenera pomogła Śląskowi”, choć sami zbyt daleko idących wniosków radzilibyśmy jeszcze nie wyciągać. Na kolejnej stronie podsumowanie transferów zimowych w Ekstraklasie, gdzie – jak w tabeli – na czele należy umieścić Legię. Antoni Bugajski zdecydowanie tym tekstem nie odkrył jednak Ameryki, więc może skupmy się na wywiadzie z Nawałką.
W środę zagramy ze Szkotami, czyli jednymi z przeciwników w eliminacjach EURO 2016. Będzie pan eksperymentował, czy ustawi zespół w najmocniejszym składzie?
– Nie będzie kalkulowania. Sparing został zaplanowany przed losowaniem, teraz chcemy jak najlepiej wykorzystać czas i mecz. Listopadowe sparingi i styczniowy wyjazd ligowców do Zjednoczonych Emiratów Arabskich służyły selekcji. Sprawdzałem innych, by teraz powołać najlepszych. Cenię sobie stabilizację i do niej dążę.
Czego oczekuje pan od kadrowiczów poza boiskiem?
– Reguły będą proste, to jest reprezentacja Polski. Obowiązuje punktualność, staranność i gotowość do gry w każdym momencie. To nie jest kółko różańcowe, nie wszyscy muszą się kochać, ale jeden drugiego ma szanować. Kadra to ma być zaszczyt, honor i odpowiedzialność, ale również radość. O dyscyplinie nie muszą mówić, mam do czynienia z dorosłymi, świadomymi mężczyznami.
Nie ma pan poczucia, że listopadowe sparingi zostały zmarnowane na niepotrzebne eksperymenty z ligowcami? O punkty zagrają przecież przede wszystkim zawodnicy z zagranicy.
– Tak sobie zaplanowałem. Tych z zagranicy znałem, chciałem zobaczyć ligowców. Zimą pojeździłem po Europie i na mecz ze Szkocją powołałem najlepszych. Widać, kto z ligi mnie przekonał. W kadrze nie ma stopera Lecha Marcina Kamińskiego. Na mojej pierwszej konferencji prasowej w roli selekcjonera jego nazwisko wymienił pan jako jedno z niewielu. Miał być filarem pana kadry. Nie każda strzała ląduje w sercu tarczy. Marcin miał bardzo dobrą poprzednią wiosnę i poprawną jesień, dlatego dostał szansę. Jedni piłkarze rozwijają się harmonijnie, stale robią postęp. Innym zajmuje to więcej czasu. Nie skreślam go, nie jestem nim rozczarowany, czekam, bo widzę w nim potencjał. Mam nadzieję, że nie tylko Marcin, ale także kilku innych młodzieżowców udowodni w reprezentacji Dorny, że walczą o miejsce w pierwszej drużynie.
Nawałka zapowiada koniec eksperymentów i wskazuje wygranych listopadowych zgrupowań krajowych.
ANGLIA: Cztery trofea dla City?
Pierwsze wyniki pracy Pelle są już widoczne. Pelle czyli Manuela Pellegriniego, który z Manchesterem City sięgnął po pierwsze trofeum – Puchar Ligi Angielskiej. Zarówno trener, jak i Semir Nasri przekonują, że to dopiero pierwszy z czterech przystanków w tym sezonie. Ale żeby tak wygrać w czterech różnych rozgrywkach? No, będzie ciężko… Ciężki okres przechodzi natomiast Alan Pardew, trener Newcastle, który podczas ostatniego meczu uderzył głową (!) piłkarza drużyny przeciwnej (!!). Pardew momentalnie wyleciał na trybuny, otrzyma kilka meczów dyskwalifikacji i może zostać zwolniony z klubu.
HISZPANIA: Derby, w których było wszystko
Ostra gra, emocje, gole, sytuacje i dyskusje z arbitrem. Do tego podwójny powrót na boisko, makymalna intensywność i liga jednego punktu… W taki właśnie sposób hiszpańska prasa odbiera wczorajsze derby Madrytu. Jeśli macie wątpliwości o emocje, spójrzcie na okładkę AS, gdzie sześciu gości powstrzymywało Mono Burgosa, asystenta Diego Simeone, przed wbiegnięciem na murawę do sędziego (a już zdejmował kurtkę…). Punkt za liderem, o czym pisze Mundo Deportivo, to oczywiście dzisiejsza – mniejsza już o dwa „oczka” – strata Barcy do Realu.
WŁOCHY: Conte atakuje Prandellego
Zabójcze Juve, czyli Llorente i Tevez załatwili AC Milan na jego terenie. Oczywiście wszyscy we Włoszech jak jeden mąż piszą o triumfie Juventusu i tym, w jak świetnej formie są w tym sezonie piłkarze Antonio Conte. Trener ekipy z Turynu ma jednak na konferencji prasowej do załatwienia co innego: tym razem zaatakował Prandellego, że powołał Chielliniego bez wcześniejszego telefonu z pytaniem o formę piłkarza. Na drugim planie – dość niespodziewana wygrana Lazio we Florencji i potknięcie Napoli, które tłumaczene jest brakiem Gonzalo Higuaina (kartki).
PORTUGALIA: Fonseca znów niepewny
Zaczynamy od tego, co dzieje się w Porto. Już wydawało się, że pozycja Paulo Fonseki odrobinę się poprawiła (dopiero co składał rezygnację), kiedy przeszedł do kolejnej rundy Ligi Europy, ale… Wystarczył remis 2:2 z Guimaraes i znów mówi się o jego niepewnej posadzie. Drużynie Smoków obrywa się też od kibiców – zaczęły lecieć w ich kierunku wyzwiska. Dziś Porto traci do pierwszej Benfiki już dziewięć punktów, a spora w tym zasługa Nicolasa Gaitana. On jako jedyny strzelił gola Belenenses, a Record podkreśla: był to gol marzeń.




























