Zdewastowany budżet Legii i zdewastowani psychicznie właściciele. Bogusław Leśnodorski, który przyznaje, że miewa myśli o rezygnacji. Krajobraz po niedzielnej bitwie przy Łazienkowskiej jest dla prawdziwych kibiców tego klubu niezwykle przygnębiający. Stadion prawie na pewno zostanie zamknięty na trzy najbliższe mecze (Wisła, Lech, Zawisza), a może i na dłużej. Biorąc pod uwagę stratę przychodów, kary, a także problemy wizerunkowe, można śmiało kalkulować, że chuligani okradli Legię na sumę zbliżoną do 10 milionów złotych. To mnie więcej tyle, ile klub otrzymał za Dominika Furmana.
Nowi właściciele szacowali, że Legia rok w rok będzie finansowała się sama i tak by bez wątpienia było, gdyby nie zamieszki. Teraz dopięcie budżetu stanęło pod dużym znakiem zapytania, a jeśli dodatkowo nie uda się zdobyć mistrzostwa – a walkower za mecz z Jagiellonią w sięgnięciu po tytuł nie pomoże – straty będą nieprawdopodobne. Leśnodorski podczas konferencji wyglądał jak siedem nieszczęść. Znów potwierdza się, że jeśli nikt w lidze nie może pokonać Legii, to zawsze jest możliwe, że pokona się ona sama.
Reakcja klubu przewidywalna: będziemy działać z całą stanowczością, nie pozwolimy, by się to powtórzyło, nałożonych zostanie kilkadziesiąt zakazów stadionowych o maksymalnej długości. Tak naprawdę wiele więcej klub zrobić nie może (bo niby co?), chociaż wiadomo, że problem jest głębszy. Okrzyki wspierające bojówkarzy z innych trybun jednoznacznie świadczą, że odsetek głupków na stadionie jest po prostu zbyt wysoki, by mogło być normalnie.
Na poniższym filmiku dokładnie widać zajścia z Łazienkowskiej. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że to cud, iż nikt nie zginął. Nie chodzi o samą przemoc fizyczną, ale o tratowanie się ludzi, ścisk, panikę, która mogła wybuchnąć w każdej chwili. Wiele wielkich katastrof wynikało właśnie z tego, że ludzie się zwyczajnie przestraszyli, a nie mieli dość miejsca, by uciec. Tak było na Heysel, tak też było podczas Love Parade w Duisburgu w 2010 roku. Film pod tym względem jest przerażający. Widać na nim osoby, które się przewracają pod nogi innych. Mają szczęście działacze Legii, że nikt nie zginął (a było to możliwe), ponieważ dopiero wtedy przedstawiciele aparatu państwowego rzuciliby się do gardeł.
Jednocześnie na filmiku powyżej widać, jakim bezsensem jest zatrudnianie ochroniarzy. Wyglądają groźnie, mają nawet tarcze, ale tak naprawdę w tych miejscach można byłoby postawić strachy na wróble i efekt byłby ten sam. Samym ochroniarzom trudno się dziwić – to zazwyczaj przypadkowi ludzie, którzy dostają np. 100 złotych za to, że będą stali w wyznaczonym miejscu przez cztery godziny. Ani nie mają chęci, ani odwagi, ani przeszkolenia, by kogokolwiek bronić. Dzisiaj „zabezpieczają mecz”, jutro pilnują bazaru.
Oczywiście można zmienić agencję ochrony na inną, ale ta inna przyprowadzi takich samych – a nie wykluczone, że wręcz tych samych – ludzi. W sytuacjach jakiegokolwiek zagrożenia skuteczna jest wyłącznie policją, przed którą – co też widać na filmiku – bohaterscy chuligani zwiewają w mgnieniu oka.
Jeśli mecze miałyby ochraniać prywatne firmy, to niestety musiałyby być to firmy znacznie droższe, dysponujące tak naprawdę elitarnymi jednostkami, zatrudniające byłych komandosów czy innych wyszkolonych i dobrze opłacanych ludzi. Pytanie, czy takie firmy dysponujące taką liczbą pracowników w ogóle istnieją i czy klub byłoby na nie stać. Ochrona w dotychczasowym kształcie to tylko pic na wodę, bal przebierańców.