Najważniejsze transfery zrobili poza dyrektorem, a teraz zatrudnili chłopaka z sąsiedztwa

redakcja

Autor:redakcja

12 listopada 2012, 12:04 • 2 min czytania

Reklama
Najważniejsze transfery zrobili poza dyrektorem, a teraz zatrudnili chłopaka z sąsiedztwa

Od dawna nikt nie powinien mieć wątpliwości, że Podbeskidzie to klub mało poważny, budowany raczej metodą chałupniczą niż na profesjonalnych zasadach. A co gorsza, działacze z Bielska co chwilę dostarczają kolejnych argumentów, żeby nie traktować ich zupełnie serio. Wiadomo – nie ma kasy. Nie ma gdzie trenować. Na zajęcia w Dankowicach można przyjść w drodze po zakupy w miejscowym GS-ie. Nie ma stabilności, prezesi do niedawna zmieniali się co chwilę w regularnym cyklu. I teraz, proszę – kolejna historia.
Kilka dni temu okazało się, że PO MIESIÄ„CU z pracy w Podbeskidziu zrezygnował dyrektor sportowy, absolwent szwajcarskiej FIFA Master School, Piotr Sadowski. Dzisiaj czytamy rozmowę z prezesem Markiem Glogazą na łamach sportslaski.pl i własnym oczom nie wierzymy, co tam się wyrabia.

Reklama

Jak pan ocenia miesiąc jego pracy?
– Trudno ocenić po niecałym miesiącu.

A jaki był jego wkład w to, że przyszli do Podbeskidzia Jeleń czy Pietrasiak?
– Nie sądzę, żeby to miało jakikolwiek związek z osobą pana Sadowskiego.

Czy klub planuje poszukiwać kogoś na jego miejsce?
– Na razie nie. Pan magister Kamil Sarapata dobrze kieruje działem sportowym.

Piękna amatorka. Nie dość, że dwa najważniejsze transfery ostatnich tygodni przeprowadzono jak najdalej od dyrektora sportowego, to jeszcze w tej poważnej – zdawać by się mogło – roli zastąpił go jakiś chłopaczek z okolicy, który tyle co skończył politologię na Wyższej Szkole Finansów i Prawa w Bielsku (może to nieważne, ale skoro sam Glogaza wywołał temat pana magistra), a jeszcze niedawno wrzucał do sieci takie fotki:

Reklama

Image and video hosting by TinyPic

Nie najlepiej oceniać kogoś tak powierzchownie – po wyglądzie i metryce, ale nie możemy oprzeć się wrażeniu, że Podbeskidzie, ekstraklasowy klub piłkarski, pomyliło strategiczną rolę dyrektora sportowego z szeregowym pracownikiem sekretariatu. Przesunęli na ten stołek jakiegoś chłopaczka, który pewnie jest pełen chęci do działania, będzie robił, ile może. Problem w tym, że nie może wiele, bo znajomości nie ma żadnych, ani pojęcia, jak powinno się funkcjonować na takim stanowisku.

Najnowsze

Reklama
La Liga

Barcelona ma się czego obawiać. Atletico znów zwycięskie

Kacper Korpak
0
Barcelona ma się czego obawiać. Atletico znów zwycięskie
Ekstraklasa

Piłkarz Pogoni wyjaśnił całą awanturę. Zaapelował do władz ligi

Mikołaj Duda
6
Piłkarz Pogoni wyjaśnił całą awanturę. Zaapelował do władz ligi

Weszło

Reklama