Hubert, ale ty masz silną psychikę! Hurkacz wygrał szósty mecz z rzędu
Inne sporty

Hubert, ale ty masz silną psychikę! Hurkacz wygrał szósty mecz z rzędu

Hubert Hurkacz nowy rok rozpoczął z naprawdę wysokiego C. Polak najpierw w turnieju ATP Cup ograł trzech wyżej notowanych rywali, w tym piątego na świecie Dominika Thiema, a teraz równie dobrze radzi sobie w turnieju ATP w Auckland. Dziś po thrillerze pokonał Feliciano Lopeza i zameldował się w półfinale. W czwartek poznaliśmy też wyniki losowania Australian Open

Hurkacz jest w gazie. W ATP Cup kolejno pokonał Diego Schwartzmana (ATP #14), Bornę Coricia (#28) i Dominika Thiema (#5). Potem przeniósł się do Auckland, gdzie został rozstawiony z szóstką. W pierwszym meczu nie dał większych szans Lorenzo Sonego (#52), a potem wyeliminował Ymera Mikaela (#77). Dziś mierzył się z jednym z najbardziej doświadczonych graczy w cyklu, 38-letnim Feliciano Lopezem (#61), który w poprzednim meczu ograł najwyżej rozstawionego Fabio Fogniniego.

Obejrzeliśmy typowy mecz z gatunku tych, w których do pewnego momentu wszystko układa się elegancko, a potem robią się kłopoty i wydaje się, że katastrofa jest nieuchronna. Polak wygrał pierwszą partię, dwa razy przełamując rywala. W drugiej partii przełamań nie było i o wszystkim decydował tie-break. Wiemy, że jest dopiero połowa stycznia, więc konkurencja nie jest duża, ale bez cienia wątpliwości możemy napisać: jak na razie to był najlepszy tie-break tego roku. Polak prowadził już 6-3 i miał cztery piłki meczowe. Hiszpan je obronił, po czym sam miał dwie piłki setowe, po których z kolei dwa kolejne meczbole miał Hurkacz. Ostatecznie jednak Lopez się wybronił i w końcu wygrał 13-11.

Znamy dziesiątki przykładów, w których po czymś takim z tenisisty schodzi ciśnienie i trzeci set jest już do jednej bramki. Hurkacz jednak po raz kolejny udowodnił, że odporność psychiczną ma na niesamowitym poziomie. Co zrobił po zmarnowaniu sześciu piłek meczowych? Trzeciego seta zaczął od przełamania Lopeza, którego zresztą nie oddał do końca. – Feliciano grał bardzo dobrze, nie byłem w stanie skończyć meczu w drugim secie. Mimo to, starałem się myśleć pozytywnie. Próbowałem dalej grać agresywnie i to znakomicie zadziałało – powiedział tuż po meczu.

W walce o finał zagra nad ranem polskiego czasu z Benoitem Pairem (#24), czyli Francuzem, którego w lecie pokonał w finale turnieju w Winston-Salem.

Znacznie ważniejsze mecze czekają go jednak od poniedziałku, kiedy ruszy wielkoszlemowy Australian Open. Właśnie przeprowadzono ceremonię losowania, w którym Hurkacz trafił dość dobrze, jeśli chodzi o dwa pierwsze mecze i fatalnie, jeśli chodzi o trzeci. W pierwszej rundzie zagra ze zwycięzcą kwalifikacji, a w kolejnej z lepszym z pary Ugo Humbert (#57) – John Millman (#47). Jeśli pokona dwie pierwsze przeszkody, co powinno być formalnością, czeka go wizyta na głównym korcie i pojedynek z sześciokrotnym mistrzem Australian Open Rogerem Federerem. To nie jest najlepsza wiadomość, bo Federer po raz ostatni odpadł w 3. rundzie turnieju wielkoszlemowego 5 lat temu, a w sumie takie porażki w jego poważnej karierze można policzyć na palcach jednej ręki.

Hurkacz będzie jedynym polskim graczem w turnieju głównym, bo z powodu kontuzji z gry zrezygnował Kamil Majchrzak. W turnieju pań zagrają dwie biało-czerwone (bo Urszula Radwańska, Maja Chwalińska i Magdalena Fręch solidarnie przegrały w kwalifikacjach). Magda Linette (#43) zagra z Holenderką Arantxą Rus (#89), a jeśli wygra, to prawdopodobnie z Madison Keys (#11). Podobną skalę trudności będzie miała w Melbourne Iga Świątek (#56). Ją najpierw czeka mecz z Timeą Babos (#86), a w przypadku zwycięstwa najpewniej Aryna Sabalenka (#12). Gdyby i tę przeszkodę zdołała przeskoczyć, może ją czekać starcie z Marią Szarapową.

foto: newspix.pl

KOMENTARZE (13)