Na telebimie jedno, na stadionie drugie
Weszło

Na telebimie jedno, na stadionie drugie

Nie trzeba być orłem z matematyki, by policzyć średnią frekwencję w danej kolejce ekstraklasy. Wystarczy zsumować osiem liczb, a następnie podzielić je przez ósemkę. Trzeba tylko wiedzieć, które liczby dodać, a później podzielić. Sprawa nie jest jednak taka prosta, bo jedni wyświetlają na telebimie – w trakcie meczu – osoby uprawnione do wejścia na stadion (sprzedane bilety + karnety), a inni faktyczną liczbę kibiców na stadionie. 

No dobra, trochę uogólniamy, bo do tej pory tego typu sytuacje raczej się nie zdarzały. W ubiegłej kolejce jednak, na dość wyludnionym stadionie przy Łazienkowskiej 3, pojawił się komunikat z nieoczekiwaną liczbą widzów – według niego mecz ze Śląskiem Wrocław miało śledzić ponad 22 tysiące kibiców. Jest to o tyle dziwne, że ani stawka meczu nie była specjalnie wysoka, ani pogoda za bardzo nie rozpieszczała, ani też rywal nie powalał na łopatki. Zastanawialiśmy się – co zmieniło się od grudniowego meczu przeciw Wiśle Płock, który oglądało niespełna 14 tysięcy widzów? A przede wszystkim – gdzie się ci wszyscy ludzie pochowali, skoro trybuny 30-tysięcznika świeciły pustkami?

Dość szybko sama Legia przyznała, że podana na telebimie informacja z liczbą przeszło 22 tysięcy widzów to nie jest liczba fanów fizycznie obecnych na obiekcie.

– Na telebimie wyświetliliśmy liczbę osób uprawnionych do wejścia i było to ponad 22 000 kibiców, ale dziennikarzom podawaliśmy też liczbę osób, które przebywały na stadionie, czyli około 18 300 widzów. Większość klubów ekstraklasy tak robi – powiedziała nam rzecznik prasowa klubu, Izabela Kruk. I faktycznie, w ubiegłej kolejce w podobny sposób zagrała choćby Pogoń Szczecin, która poprzez swojego rzecznika, Krzysztofa Uflanda, podała na Twitterze i liczbę osób uprawnionych do wejścia (5865) i obecnych na stadionie (4895). Ale już na przykład Lech Poznań podaje wyłącznie faktyczną liczbę widzów na stadionie – tak, jak robiła to Legia przed meczem ze Śląskiem.

Generalnie problemu by nie było, gdyby nie fakt, że większość klubów nie zdradza, czy podana przez nich liczba to uprawnieni do wejścia, czy ci, którzy przeszli przez bramki na stadionie. Co za tym idzie – porównania frekwencji klubów mniej medialnych niż Legia czy Lech mogą być zafałszowane.

W tej sprawie przekręciliśmy również do Bartosza Orzechowskiego, który jest menadżerem ds. Komunikacji w Ekstraklasie.

Weszło: Skąd bierzecie frekwencję na poszczególnych stadionach?
Bartosz Orzechowski: – Polegamy na informacjach, które dostajemy od klubów. Które są również wpisane w raporcie delegata PZPN. To są też te oficjalne liczby, które znajdują się u nas na stronie internetowej.

Nie myśleliście, by ujednolicić dane podawane przez kluby?
Jeśli dostaniemy sygnały, że liczby zdecydowanie się nie zgadzają, pomyślimy wtedy, by jakoś to ujednolicić. Natomiast nie dostaliśmy jeszcze takich informacji, by zacząć działać w tym kierunku.

*

Do tej pory takich sygnałów zapewne nie było, bo też różnice przy frekwencjach zapewne nie były wiele większe, niż w przypadku przywołanej Pogoni Szczecin. Przy frekwencjach na tak niewielkich stadionach jak w Gliwicach, Niecieczy czy nawet na Cracovii dość trudno byłoby zweryfikować, czy na obiekcie jest 5 czy jednak 6,5 tysiąca widzów. Różnica jest widoczna gołym okiem dopiero przy większych liczbach – czyli w Poznaniu i w Warszawie, w miastach, gdzie dotychczas podawano realną liczbę kibiców.

Na Legii ze Śląskiem to jakieś 4 tysiące widzów różnicy, czyli dość sporo. W teorii nie powinno to nikomu specjalnie przeszkadzać, ale w praktyce niezadowolone mogą być kluby podające faktyczną frekwencję – bo stoją na straconej pozycji, przedstawiając sponsorom dane dotyczące liczby sympatyków na stadionie – oraz liga, bo trudno jej oszacować skuteczność własnej polityki marketingowej oraz szereg zmiennych bardzo istotnych dla planowania rozgrywek. Vide choćby wpływ terminu i godziny rozgrywania spotkań na zainteresowanie fanów.

Czy podawanie liczby uprawnionych do wejścia zamiast obecnych na stadionie to tak jak podawanie masy golonki razem z talerzem i sztućcami? Może i tak, ale to jeszcze w niczym nie przeszkadza. Gorzej, że nie ma jednolitych zasad dla całej ligi, przez co sens traci jakiekolwiek zestawianie frekwencji w poszczególnych klubach czy ocena zmian frekwencji na przestrzeni kilku lat.

***

Na oficjalnej stronie Lotto Ekstraklasy danych odnośnie frekwencji z 23. kolejki jeszcze nie ma. Dowiedzieliśmy się jednak, że na przykład Legia wysłała informację, iż na stadionie było 18 362 widzów. Czyli „po staremu”. W takim wypadku warto jednak zauważyć, że to Legia może być pokrzywdzona względem klubów, które podając dane o osobach uprawnionych, zamiast faktycznie obecnych na stadionie, zawyżyły sobie oficjalną frekwencję. Ujednolicenie zasad byłoby na rękę wszystkim – statystykom, marketingowcom, ale i samym kibicom.

KOMENTARZE (21)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
M.S.

Przykaz z góry, zawyżamy frekwencje na stadionach, to i możni sponsorzy się znajdą. Proponuje podawać na każdym meczu, że jest po 20-30 tysięcy i jacyś potentaci się skuszą. Na pustych miejscach sadzać ludzi z tektury i dobrze będzie. NC+ nie będzie robiło zbliżeń trybun i ok.

Voitcus

Trzeba podawać, że jest jakieś 40 tysięcy więcej niż w rzeczywistości, co tam 40 – sto tysięcy! Będziemy mieć frekwencję wyższą niż Bundesliga.

FC Bazuka Bolencin

A ja się dziwię, że jak budowano areny na euro (mam tu na myśli głównie te we Wrocławiu czy Gdańsku) nie pomyślano by wmontować różnokolorowe krzesełka – tak wzorem portugalskiego stadionu Jose Alvalade albo Dacia Arena w Udine. Pustki we frekwencji to nie zapełni, ale chociaż postronnego widza tak nie razi jak wtedy gdy na 40-tys moloch z jednokolorowymi krzesełkami przychodzi z 5 tys ludzi.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

M.S.

Pewno przy niższej cenie, więcej osób przyjdzie, ale znowu nie aż tak dużo. Z czego to wynika ? Otóż nasza liga jest tak słaba, że nawet przy darmowych wejściówkach ludziom nie chce się chodzić oglądać takiej kopaniny. 90 minut, 5 składnych akcji, 2 sytuacje, trzeba być wytrwałym żeby wytrzymać całe spotkanie.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

theczarek

Fajnie napisane, niby nie przyczepiamy sie do Legii, bo i ona może stracić na zlych danych bla bla bla ale szpila wbita.
Oj zemsci sie, zemsci, Miodek sprawiediwy i pamietliwy.

A na marginesie Górnik fsjny mecz gra, ciekawe do kiedy wytrzymają, na jesieni spuchli, teraz obstawiam, ze zaczną puchnac jak pojawi się realne ryzyko awansu do eliminacji do eliminacji o LE bo tego w Zabrzu pewnie wszyscy chcieli by uniknąć jak w większości klubów eklapy.

Sbadze

„Pocałunek śmierci”
~Michał Whisky Probierz

Naprany
Górnik Zabrze

Gdyby się podawało faktyczną liczbę kibiców, a nie sprzedanych wejściówek, to żadnym stadionie nie byłoby kompletu. W Budneslidze też się podaje, że jest komplet, a są wolne krzesełka, bo zawsze komuś może coś w ostatniej chwili wypaść

Marcinecckie

No wiadomo, ale też co za problem poinformować, że ,,na dzisiejsze spotkanie sprzedano komplet biletów”, zamiast ,,dzisiejsze spotkanie ogląda komplet publiczności”. Bo w zestawieniu z setkami wolnych miejsc ten drugi komunikat jest trochę zabawny.

theczarek

A to na Legii była informacja, ze 22k ogląda wlasnie na stadionie mecz? Bo jakoś sobie takiego przekazu nie przypominam. Weszlo szuka dziury w całym, zsby choć trochę doczdpic sie do Miodka, ale karma wróci.

Marcinecckie

Na większości stadionów w Ekstraklasie tak jest. Pierwszy z brzegu przykład – Zabrze, gdzie co mecz była taka sama liczba kibiców na stadionie (wyjątek to mecz z Lechem, gdzie nie było bufora). Jednak przy 20 tys. kibiców nie ma szans, żeby na mecz przyszedł każdy, kto ma bilet. Przynajmniej jednej osobie na te 20 tys. coś wypadnie. A tu co kolejkę 22 708. Wiadomo, że akurat w Zabrzu to przekłamanie nie kłuło w oczy, bo akurat tam była to pewnie kwestia kilkudziesięciu krzesełek, ale są stadiony, gdzie różnica to kilka tysięcy miejsc.

PhoenixLk
Legia Warszawa

wyświetlili na telebimie…

Staszek Anioł

Jak to pisał przez lata Andrzej Gowarzewski w „Encyklopedii piłkarskiej FUJI”, to jest taki idiotyzm, jak mierzenie średniej temperatury z pomiarów w skali Celsjusza i Fahrenheita jednocześnie…

Siema

Dla przykładu dwa mecze podam:
Arka – Jagiellonia, uprawnionych: ok. 14 000, oficjalna frekwencja ok. 11 000
Arka – Lech, uprawnionych: ok. 13 900, oficjalna frekwencja ok. 12 500
I tak można by dalej przytaczać różne mecze, Z reguły różnica między frekwencją a uprawnionymi to około tysiąca osób.
Najbardziej frekwencję przekłamują – co widać gołym okiem – Korona, Zagłębie, Cracovia i Lechia. Widziałem nawet gdzieś wyliczenia, że na Lechii tak podają frekwencję, że nawet jakby NIKT nie przyszedł na stadion, to oficjalnie byłoby 3-4 tysiące widzów…

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

The BFIYEH

Zawsze mnie zastanawiało jak to w Zabrzu robią, że przeważnie jest tam 22708 widzów. Podane co do sztuki i prawie zawsze tak samo. Nikt się nie rozchoruje, nikomu nic nie wypadnie…cuda

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

No rzeczywiscie. 18.300 kibicow na 30 tys stadnione to pustki. Szczegolnie ze przyjezdnych dowalilo na zamknietej 4 tysiecznej strefie az z pol autobusu.
To jak z tym Cyprem i portalem dla Polakow tylko za granica. Kiedy blokadki na dostep z Polaski wprowadzicie?

theczarek

Proponuję poopppcorn i obserwować wojnę pojazdową Weszlo z Legią… A raczej z jej cieniem, bo poza prostym ignorowaniem, innych ruchów ze strony Legii nie ma się co spodziewać. Legia zdobędzie MP, wroci do pucharów to i weszlo zmieni retoryke, prezes tysiąclecia odejdzie w zapomnienie w zamian za nowe kliki. Chillout.

Broncur Rynek
przecież nie podam prawdziwej drużyny

Ekstraklasa ma gdzieś jednolite wytyczne, od tego sezonu nie podają nawet konkretnej frekwencji pojedynczych meczów, jedynie sumaryczną dla ligi. Jeśli chcesz frekwencje – idziesz na 90minut.pl. Jeśli chcesz statystyki – idziesz na ekstrastats. Żenada trochę, to są prywatne projekty. Nie ma u nas czegoś takiego, jak oficjalne statystyki (w sensie rekordy).

sebb89

Co to za różnica. Frekwencja w Ekstraklasie poza meczami Lecha, Górnika,Jagielloni i może Legii jest gówniana. Co za różnica czy w Szczecinie jest 4800 czy 5800 albo że w Niecieczy jest 2000 osób a nie 2500. To nadal są żałosne liczby.

wpDiscuz