Image and video hosting by TinyPic
Ja to wolę dalej świniom gnój wywalać i spokojnie sobie biegać
Weszło fit

Ja to wolę dalej świniom gnój wywalać i spokojnie sobie biegać

Słuchając Rysia z Wituni wszystko wydaje się takie proste – wystarczy pójść do pracy z samego rana, a później na deser przebiegnąć 42 km albo i więcej, jeśli ma się czas. Ten sympatyczny rolnik pokonał 366 maratonów w 366 dni, a jego kolejnym celem jest 100 Ironmanów… ano tak w 100 dni! W jakim stopniu bieganie wyciągnęło go z alkoholizmu? Dlaczego ukończenie sześciodniowego Marathonu des Sables (245 km w 6 dni) po piaskach Sahary to żaden wyczyn? Dlaczego w najtrudniejszym biegu świata Spartahlonie biega bez bufetu? Gdzie jest granica ludzkiego organizmu? Zapraszam na wywiad z cenionym w Polsce i na świece ultramaratończykiem, Rysiem Kałaczyńskim.

Rysiu od razu skraca dystans i każe mówić do siebie po imieniu. Zaprasza do biura, gdzie kończył się i zaczynał każdy z 366 maratonów. W trakcie robienia kawy uważnie słucha programu telewizyjnego, gdzie jakiś gość wspina się po skałkach w ekstremalnych warunkach, a później opowiada jak to ważne jest by pomagać ludziom… Dlatego oddaje szpik kostny.

No właśnie, a czemu ja nie mogę oddać szpiku?

Przepisy zabraniają?

No tak. Mam 57 lat, a można do pięćdziesiątki. Ale dla mnie to głupie. Przecież jestem zdrowy! Ale dobra, pytaj co tam chcesz wiedzieć.

Rysiek, zawsze pamiętaj: bycie trzeźwym alkoholikiem to prawdziwy dar od Boga.”

Piękne słowa, co? Do tego bardzo prawdziwe! Usłyszałem je podczas terapii odwykowej. Nie mogłem zrozumieć wtedy kluczowej rzeczy: chory umysł, a zdrowy umysł. Wiesz, popijałem sobie z różnymi osobami i oni mówili, że jestem fajny. Zatracasz się wtedy w tym, skoro pijesz i jesteś fajny to czemu nie pić dalej? Ale jak już jednak chcesz rzucić i nie pić, to nie możesz. To jak to jest? Taki fajny, a nie może dać sobie rady z takim gównem jak alkohol?

Teraz już rozumiesz?

Doktor Filek powtarzała mi to tyle razy, że trudno nie było zrozumieć. Swoją drogą świetna kobieta i terapeutka. Miała zupełnie inne podejście niż wszyscy. Cały czas powtarzała, że ten alkoholizm to dar. W sensie, że znam dwie strony: jak to jest pić i nie pić. Wystarczy go tylko wykorzystać i żyć normalne. Ja nie piję już od 2001 roku.

Czym jest alkoholizm?

Zawsze mi mówią, że nigdy nie widzieli mnie pijanego na ulicy. To prawda, nigdy nie leżałem obszczany czy obsrany w rowie. Dla mnie alkoholik, to nie tylko osoba, która wali denaturat pod sklepem. Uzależnionych jest wielu i niekoniecznie biedaków, czy niewykształconych. Na umór piją lekarze, prawnicy, sportowcy, wszyscy.

Kiedy uświadomiłeś sobie, że masz problem?

Kiedy zacząłem wszystko koncentrować wokół picia. Szedłem do pracy, aby później w nagrodę strzelić sobie piwko, wódeczkę. Tak samo było z bieganiem: a pójdę zrobię trening i w nagrodę piwo z kumplami. Tak to się zaczyna. Nie mówię, że to jest tak zawsze. Oczywiście są ludzie, którzy to potrafią kontrolować. W moim wypadku było jednak zupełnie inaczej. Cała koncentracja skupiała się na piciu. Zacząłem tracić rodzinę, problemy się nawarstwiały i coś trzeba było z tym zrobić. Alkohol to cichy zabójca, ale groźny. Nie zabija tylko alkoholika, ale sprawia taki samo ból jego najbliższym.

Czyli piłeś w trakcie biegania?

Pewnie, i to długo. Zacząłem biegać w 1996/1997 roku, a na terapię poszedłem w 2001. Ale tak jak mówiłem: wszystko skupiało na piciu. Bieganie było pretekstem do picia.

Wróciłeś z odwyku, ale nie wszyscy pomagali. W książce opisujesz, że po powrocie z odwyku żona organizowała zakrapiane imprezy, chodziła z winem po domu.

Wiesz co, żona sama potrzebowała wtedy pomocy. Później okazało się, że była lekomanką i to też nie pomagało. Ale to ona wysłała mnie na terapię, a później było jak było. Nie mam jej tego za złe. Ona w końcu też była chora.

Nie ciągnie już do alkoholu?

Czasami jak widzę kapselek od piwa, to trochę mnie to drażni, a to pokazuje, że walka jeszcze się nie skończyła. Ale, czy ciągnie? Nie.

W jakim stopniu bieganie pomogło ci w walce z nałogiem?

Sport zawsze jest dobrą odskocznią w walce z nałogiem. Ale podstawą jest to, aby zacząć swoje życie koncentrować w dobrą stronę. Ja wybrałem akurat bieganie.

Zamieniłeś uzależnienia?

Nie, coś ty. W każdej chwili mógłbym rzucić bieganie. To tak nie działa, że nie mogę żyć bez biegania. Chętnie zrobiłbym sobie roczną przerwę. Ale mam świadomość, że po tak długim zastoju bardzo ciężko byłoby wrócić do tej formy, w której teraz jestem. Druga sprawa, że te nowe wyzwania i rekordy do pobicia też nakręcają.

Skąd w ogóle pomysł na bieganie?

Od dziecka byłem związany ze sportem, a bieganie było jego najtańszą formą. Co prawda nie był to popularny sport tutaj, ale podpatrzyłem to wyjeżdżając na zachód w celach zarobkowych. W Holandii, Danii, Szwecji biegali już wtedy.

Od dziecka lekkoatletyka?

Też, ale nie tylko. Będąc w wojsku trenowałem jeszcze boks czy karate. Zresztą specjalnie poszedłem do takiego wojska żeby było dużo sportu i ruchu. Skakałem ze spadochronu i to było naprawdę coś fajnego. Same dobre wspomnienia mam z tym okresem. Po wojsku trenowałem ciężary, zresztą do dzisiaj to robię. Startuję w zawodach dla seniorów i mam nawet sukcesy. Druga sprawa, że to pomaga w bieganiu. Pamiętaj, że w moim wieku nigdy nie może uciec siła, bo jak ci to ucieknie, to już jest po tobie.

1rysiek

Bieg przez Polskę (7 dni 800 km) uświadomił ci, że możesz w tym sporcie zrobić naprawdę wiele?

Nie, poczekaj. (Rysiu idzie po dwie kartki papieru z wykazem wszystkich jego biegów). Zobacz o tutaj: maraton, maraton, maraton, tutaj ponad 200 km, tutaj ponad stówka w Grecji. Tymi biegami uświadomiłem sobie, że przebiegnięcie Polski w 7 dni nie będzie dużym problemem. Koledzy chwalili się, że biegają przez Polskę dwa tygodnie. Mówię wtedy do nich, co to takiego dla ultramaratończyka biegać po 40 km na dzień? Przecież tyle to starsze kobitki na pielgrzymkach robią. Początkowo chciałem to zrobić w 6 dni, ale inny kumpel mówi, że to otwarty teren i możesz nie dać rady. No to pobiegłem w 7 dni.

Wtedy wpadłeś na pomysł 366 maratonów w 366 dni?

Trochę tak, ale znowu nakręciłem się trochę przez kolegów. Oni robili projekt 42 maratony w 42 dni – Jakubik August i Szostak Mariusz. Wtedy gdzieś na maratonie usłyszałem, że ktoś chce 52 chyba, czy coś takiego. No a już w trakcie tego biegu przez Polskę, to myślałem sobie, że co to takiego zrobić 40 km dziennie? Jak z rana robiłem trzydzieści, zjadłem coś i dyszka dochodziła. To już miałem taki maraton zrobiony… O widzisz tego gościa co idzie za oknem?

Tak, co z nim?

(Rysiu podaje imię i nazwisko) Za młodu szkoliłem go. Biegał przełaje, dychy, półmaratony i był czołowym biegaczem w Zawiszy. W Szwecji na mistrzostwach świata w przełajach był szósty. On jako jedyny biały. Ale tam w tej Zawiszy, to wiesz wojsko, dobre wyniki sportowe i chlać zaczął. Jego trener Niebudek do mnie dzwoni i mówi, że ten ciągle najebany na treningi przychodzi. Z Zawiszy poleciał i do Gdańska trafił, a tam myślał, że dalej będzie mógł chlać. Padł na jednym treningu, zbadali go i wyszło, że nawalony. Chwila moment i wyjebali go na zbity pysk. Kurwa, jak mi go szkoda, co to był za talent. Chlanie położyło niejednego sportowca i zobacz, a taki dobry był.

Szkoda.

Ach jego to kurwa naprawdę szkoda, wielki talent. W półmaratonach miał czas jakoś 1:03.

Wracając do tematu. Jak środowisko zareagowało na twój pomysł przebiegnięcia 366 maratonów w 366 dni?

Nikt nie wierzył. Mówili, że zgłupiałem. Tylko taka Halinka wierzyła we mnie. Ale to związane z wiarą, zupełnie inna sprawa. Taki dobry duszek w moim życiu. Wspiera mnie duchowo.

Lekarze mówią, że tylko 2/3 maratony w roku są bezpieczne dla zdrowia. Obalasz mit?

Była kontrola lekarska w trakcie tego projektu. Na końcu lekarz powiedział mi, że nie polecałby nikomu robić takiego wariactwa, co ja zrobiłem. Ale żeby mieć takie wyniki jak ja miałem po ostatnim maratonie, to polecałby biegać maratony. Dość skomplikowane, ale tak to właśnie jest. Jestem zdrowy, a najlepszym przykładem jest to, że niedawno urodziło mi się dziecko.

Nowa miłość też związana z bieganiem?

Tak trochę. Ja już wcześniej chodziłem do kwiaciarni, gdzie pracowała. Później biegaliśmy razem w trakcie wyzwania i tak to się jakoś zaczynało. Dzisiaj mamy razem dziecko i jesteśmy szczęśliwi.

W trakcie wyzwania były chwile zwątpienia?

Właściwie to nie było. Wiadomo czasami wstałem rano i mi się nie chciało, ale to przecież każdy tak ma, że czasami nie chce mu się iść do pracy, czy pójść na trening.

Żadnych kontuzji?

Nie no coś tam było wiadomo. Jakieś bóle ścięgien, kolan itd. Ale bez przesady, przecież to tylko maraton, można z takimi urazami biegać dalej.

Tylko maraton?

No tak, a co to takiego dla ultramaratończyka? Zresztą miałem tutaj masażystę i dbał o mnie żeby bolało jak najmniej. Wiesz ból można przezwyciężyć, o to też trochę chodzi w tym co robię.

60. maraton przebiegłeś w Poznaniu na zawodach.

Tak, chciałem sprawdzić, czy po tylu maratonach da się przebiegnąć kolejny w dość dobrym tempie, czyli 5 minut na kilometr.

Udało się… W rocznym wyzwaniu miałeś narzucony jakiś limit czasowy?

Nie tutaj nie było jako tako czasu, który miałem wykręcać. Ale założenie było żeby średnia ze wszystkich była poniżej 5 godzin. Udało się, bo było 4:47 z groszem.

Zwykle nie biegałeś sam tych maratonów

Właściwie to prawie nigdy nie biegałem sam. To były przecież normalne zawody i takie było tego założenie by propagować bieganie na długich dystansach. Nie każdy przecież musiał przebiec maraton. Byli tacy, co go oczywiście robili, ale niektórzy też dołączali na kółko czy dwa i to też było miłe. Zawsze to lepiej biegać w grupie niż samemu.

W święta, czy sylwestra też z tobą biegali?

Tak, właśnie w takie dni ku mojemu zdziwieniu też było naprawdę sporo osób. Dwa, czy trzy razy bieg zaczynałem sam, ale później w trakcie zawsze ktoś dołączył.

Sam organizowałeś to przedsięwzięcie?

Tak. To było trudniejsze niż samo bieganie. Maratony to był odpoczynek. W tym biurze, co teraz siedzimy, była od rana masa spraw do załatwienia. Jakieś numerki, medale, napalić tutaj, ogarnąć wszystko, a dopiero później pobiegać. Pomagali ludzie z otoczenia.

Sponsorzy?

Właściwie to nie było, dopiero później coś tam się niby działo. Ale na wszystko składali się maratończycy, którzy tutaj biegali.

Jesteś już w księdze rekordów Guinnessa?

Ah szkoda gadać o tym. Jeszcze nie jestem, bo co chwile są jakieś problemy formalne. Przyczepiają się o jakieś pierdoły. Teraz np. przysłali pismo, że chcą certyfikat od sędziego zatwierdzający zegarek firmy garmin. Przecież, to jest chore. Chyba trzeba zapłacić 1000 dolarów żeby mnie tam wpisali. Wiesz ogólnie ile rocznie jest bitych rekordów Guinnnessa?

Pewnie jakieś 20 000?

Co roku masz 60 000, a tam mało ludzi pracuje, a wpisów mnóstwo. Do tego tyle papierków, a my im przecież wysłaliśmy wszystko udokumentowane. Ale widzisz ciągle mało i chcą nowe świstki.

W swojej karierze nigdy nie ukończyłeś Spartathlonu, który uważany jest za najtrudniejszy bieg świata. Czemu biegasz tam bez bufetu?

Szczerze? Nie stać mnie. Trzeba mieć pieniądze, żeby pozwolić sobie na takie rzeczy.

Dużo?

Na mnie samego potrzeba jakieś 3500 zł, a serwis to drugie tyle.

Wrócisz tam?

Oczywiście, na pewno. Mam tam coś do udowodnienia. Muszę porobić nowe minima, ale to akurat nie jest problem. Kiedyś było trzeba przebiec 100 km poniżej 10,5h. Teraz to jest jakieś 10h. Wpisowe tutaj to 500 euro już, cały czas drożeje. Jak zaczynałem było 250 euro.

Który bieg wspominasz najlepiej?

Pewnie ten 366 maraton, bo działo się najwięcej. Chociaż bieg przez Polskę też był fajny. Ale najwięcej działo się na pewno w tym ostatnim na zakończenie tego wyzwania. Zawsze jednak powtarzam, że każdy maraton jest inny i niesie ze sobą nowe doświadczenia.

Nie myślałeś w przeszłości by wystartować w IO?

Coś ty, ja jestem amatorem, doszedłem do wyniku 2:57, a jak byłem młody to nie myślałem w tych kategoriach. Żeby być zawodowcem trzeba ostro trenować od najmłodszych lat. To jest zupełnie inna bajka.

Jakaś specjalna dieta?

Jem to co każdy gospodarz. Żadnych wydziwień.

Nigdy żadnej poważnej kontuzji nie było?

Teraz mam pękniętą trzeszczkę. W zeszłym roku musiało już do tego dojść.

Jak biegałeś te 366 maratonów, to co z pracą? Urlop?

Jak pewnie wiesz jestem radnym. Przesuwali sesje i mogłem w nich uczestniczyć, a praca na gospodarstwie? Robiłem wszystko przed biegiem i na deser maraton.

Co ci sprawiło największą satysfakcję?

To, że ogarnąłem to wszystko organizacyjne. Plus to, że narodziło się mnóstwo nowych maratończyków. W trakcie i już po dzięki temu projektowi maraton po raz pierwszy w życiu przebiegło około 70 osób. Ostatnio na stacji podszedł do mnie taki chłopak i powiedział mi, ze jestem jego idolem. Jak nie chce mu się iść na trening to myśli o mnie i od razu mu się chce. To jest naprawdę miłe i pokazuje, że było warto.

Sława?

Jest jakiś rozgłos, ale ja to wolę dalej świniom gnój wywalać i spokojnie sobie biegać. Wiadomo, że to jest fajne i miłe, ale czymś to się zawsze odbija. Trzeba jechać tutaj, tam, a roboty w domu dużo. Może potem będzie więcej czasu.

Podobno zamierzasz przebiec 100 ironmanów w 100 dni?

Ano tak, bo przyjeżdżali do mnie tutaj ,,ironmani” i mówi weź zrób ironmana, to jest dopiero wyczyn. Ja do nich wtedy, ale po co jednego? Zacząłem śledzić to i zobaczyłem, że paru maratończyków też zaczęło się za to brać. Jakiś Francuz miał 32, jakiś Amerykanin 52, no to ja zrobię stówkę.

Rozpocząłeś już jakieś przygotowania?

Biegam maratony, rower już mam, teraz jeszcze pianka do pływania. Latem treningi na rowerku i nauka pływania na tej piance. Później będę to wszystko łączył i w 2018 ruszamy z wyzwaniem. Wiesz co jest najlepsze?

To, że na końcu Ironmana jest maraton?

Dokładnie, a tam podobno zawsze im najtrudniej.

Organizacyjnie znowu sam?

Tak, ale wiadomo przede wszystkim potrzeba sponsora, bo tutaj też duże koszty na to wyzwanie.

Ile?

Tak jak sobie luźno liczyłem to jakieś 80 tysięcy.

Do kiedy chcesz biegać?

Nie ma takiej daty. Zresztą życie może się różnie ułożyć.

rysiu3

Słyszałeś o biegu des Sables przez Saharę 245 km?

Tak przez Maroko, ale to nie jest ciężki start. Byli koledzy od nas, tam biegasz etapami…Warunki trudniejsze trochę, ale bez przesady. W Zakopanem przy 40 stopniach 120 km biegłem. Teraz jadę na Węgry i tutaj też sześciodniowy bieg, ale zapindalasz bez przerwy. Tyle, ile przebiegniesz, to twoje. Mój rekord to 656 kilometrów, teraz chcę 800 zrobić, bo będę miał bufet. Ogólnie to z tymi biegami to jest tak, że niektóre są bardzo komercyjne. Masz Badwater przez Dolinę Śmierci, Spartahlon, Australia, Shara. Na taki bieg w USA, czy Australii musisz mieć jakieś 20 tysięcy i trzeba mieć serwis, a to kolejne koszta. To są bardzo drogie i komercyjne biegi, ja wybieram te najtańsze: Węgry, czy Grecja. Wiadomo te biegi są ładne, bo fajne miejsca, ale to wszystko kosztuje. Trzeba sponsora mieć, a o to nie jest łatwo.

Aż tak ciężko?

Bardzo. W takich małych grajdołach ekstremalnie. Na zachodzie też musisz być bardzo dobry, żeby coś dostać. Tam również nie jest kolorowo. Wiesz, te biegi są nudne i to też dużo robi w tym temacie. Nie poddaję się jednak i cały czas szukam sponsorów. Teraz do tych ironmanów rower sprezentował mi Herbapol. Bardzo pomocna była Martyna Wojciechowska. To ona załatwiła mi 10 000 z National Geographic i zaczęło się coś dziać. Naprawdę fajna i pomocna babka. Mówię tutaj oczywiście o 366 maratonach. Jarzy Starak obiecał, że pomoże w tych Ironmanach, jeśli to wszystko jakoś zepnę i przedstawię mu koszty.

ROZMAWIAŁ BARTOSZ BURZYŃSKI

Fot. B. Burzyński, Henryk Bachusz

KOMENTARZE (3)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

stop zmianom na weszlo

Kosmos co facet robi, tylko rodzi się pytanie : Po co???

mih

Szczerze podziwiam.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY

tennis-agnieszka-radwanska-australian-open_3406817
15 sierpnia, 21:54
Szamoobrona