Skąd się wziął w Udinese Piotr Zieliński?
Weszło

Skąd się wziął w Udinese Piotr Zieliński?

Chciał go Voeller, ale klub nie dogadał się z rodzicami. Pytali skauci Liverpoolu, a w Feyenoordzie po prostu grali za słabi piłkarze. Po świetnym meczu z Parmą, pierwszy z gratulacjami ruszył Antonio di Natale. Piotrek Zieliński – osiemnastolatek z Ząbkowic Śląskich – poważny test w Serie A zdał z wyróżnieniem. Jak to się stało, że w ogóle zaczął grać w piłkę? Jak to możliwe, że przykuł uwagę poważnych klubów, a dziś dzieli szatnię z legendą włoskiej piłki? Spotkaliśmy się z rodzicami Zielińskiego i – uwierzcie – mieli wiele do powiedzenia…
SYN ZAKŁÓCIŁ ODPRAWĘ

Niedziela, godzina 15:00. Pod nieobecność Antonio di Natale, na murawę stadionu Ennio Tardini w Parmie wybiega nastoletni Polak. Decyzja Francesco Guidolina zaskoczyła polskie środowisko piłkarskie. Nie Salamon, nie Wolski i nie Pawłowski, prawdziwą szansę najszybciej dostał Piotr Zieliński. Tylko kto by wtedy przypuszczał, że wybór Guidolina podważy trenerski autorytet starszego z rodu Zielińskich…

– Podczas przedmeczowej odprawy w mojej szatni obowiązuje stała zasada: wszyscy mają mieć wyłączone telefony – mówi Bogdan Zieliński, trener A-klasowej Unii Bardo, a prywatnie ojciec Piotrka. – Gdy omawiałem taktykę, nagle odezwała się jakaś komórka. Po spojrzeniu chłopców zrozumiałem, że to moja. Pewnie żona chciała sobie zrobić psikusa to zadzwoniła.
– Ooo, trener łamie reguły – śmiali się zawodnicy.

Zaraz po wyjściu na murawę miejscowi zaczepili Zielińskiego seniora: „Słyszał pan, że Piotrek gra w pierwszym składzie? Mało powiedziane, przecież już zaliczył asystę!”. Ojciec długo nie krył dumy: „Tuż przed rozpoczęciem meczu powiedziałem drużynie: „Panowie, żona jest rozgrzeszona!” W pełni zrozumieli”.

Pod nieobecność taty, występ nastolatka śledziła mama i starszy brat. O decyzji Guidolina dowiedzieli się tuż przed pierwszym gwizdkiem. – To nie jest tak, że obejrzeliśmy mecz, bo doszły nas słuchy, że Piotrek zagra. My co tydzień oglądamy Udinese, od pierwszej do ostatniej minuty. Z reguły nie transmitują tych meczów w naszej telewizji, zatem pozostają nam poszukiwania w Internecie – mówi mama Zielińskiego. – Syn nawet nic mi nie powiedział, że zagra. Wiem, że dowiedział się o tym dwie godziny przed meczem, ale czy nie mógł chociaż wysłać sms-a? W szatni wszyscy mają mieć wyłączone komórki, no ale gdyby tak ukradkiem przekazać jedną wiadomość? A zresztą, znam go bardzo dobrze i wiem, że twardo trzyma się reguł narzuconych z góry. Przynajmniej sprawił większą niespodziankę.

– Śmialiśmy się z rodziną, że teraz czas, by zaapelować do władz calcio o przesunięcie terminarza – mówi ojciec Piotra. – Przecież mecze ligi włoskiej nakładają się na nasze regionalne „Serie A”.

Po wysokim zwycięstwie Unii Bardo, trener Zieliński siadł do retransmisji meczu Parma – Udinese: – Znam Piotrka i wiem, że był na siebie zły. Przecież mógł zdobyć gola, tylko coś nienaturalnie ułożył stopę do strzału. Chyba nieco się zestresował. Spokojnie, na bramki przyjdzie jeszcze czas.
Póki co, jest premierowa asysta. 18-latek z Ząbkowic sam wymyślił, w jaki sposób przedrzeć się przez zasieki rywali. Podprowadził, wymienił piłkę z Danielem Camposem i zaskakująco zgrał do niekrytego Muriela. Po bramce Kolumbijczyka, Zieliński utonął w objęciach Camposa.

W szatni czekał już pauzujący „Toto”. – Powiem wam, że di Natale od samego początku polubił Piotrka – opowiada Bogdan Zieliński. – Po meczu jako pierwszy podszedł mu pogratulować. Co powiedział? „Brawo młody, w końcu dostaniesz premię meczową!” .

PIŁKARSKIE KORZENIE

Zieliński senior od urodzenia miał w głowie piłkę. Pasją zaraził trzech synów, choć sam w wielkich klubach nie grał. Wychowanek Orła Ząbkowice, po ukończeniu pełnoletniości wyjechał zarabiać do Niemiec. Występował w amatorskich, piątoligowych drużynach, pod samym Dortmundem. Do dziś wspomina, jak udało im się rozegrać towarzyski mecz z Borussią. Tą wielką Borussią z 1997 roku. Największym sukcesem była możliwość gry naprzeciw Michaela Zorka. Lars Ricken przesiedział mecz na trybunach.

Image and video hosting by TinyPic

– U nas w domu piłka od zawsze była na pierwszym miejscu – mówi mama „Zielka”. – Piłka, a jak się znalazł czas, to szkoła. Najstarszy syn był zawodnikiem Miedzi Legnica, średni występował w juniorach Zagłębia Lubin. Dziś obaj reprezentują Bielawiankę Bielawa. Co święta cała czwórka wychodzi na ogródek pograć w siatkonogę. Gdy pogoda nie sprzyja, ustawiają bramki i dzielą się po dwóch. To nasza rodzinna tradycja. Zawsze na sportowo.

W domu panowały jasne zasady. Gdy siedmioletni Piotrek chciał wyrwać kilka drobniaków na loda, musiał pięćdziesiąt razy podbić piłkę. – Wiem, że z wychowawczego punktu widzenia to nienajlepsza metoda, ale dziś widzimy, że piłka przy nodze mu nie przeszkadza – śmieje się ojciec. Później cezurę tworzyło sto podbić, sto pięćdziesiąt, aż o drobniaki zaczął się upominać bramkami…

Image and video hosting by TinyPic

Pierwszym trenerem Zielińskiego był ojciec. Po powrocie z Niemiec odpowiadał za grupy młodzieżowe Orła Ząbkowice Śląskie. Sześcioletni Piotrek rozpoczął treningi z dziesięciolatkami. Wiekowo nie miał prawa występować w lidze młodzików, ale zawsze można co nieco pokombinować.

– Grał na karcie cztery lata starszego brata – tłumaczy Bogdan Zieliński. – Wszyscy wiedzieli, że to niezgodne, wszyscy go znali, ale nawet sędziowie przymykali oko. Śmiesznie to wyglądało, gdy podbiegał o dwie głowy wyższy zawodnik i nie wiedział, jak Piotrkowi odebrać piłkę. Bo technika świetna, a mocniejsze wejście barkiem sędzia odgwizdywał. Nie skłamię mówiąc, że z każdego turnieju wracał z nagrodą indywidualną. Czy dawałem mu fory? Wprost przeciwnie, dla swoich synów byłem jeszcze bardziej wymagający. Innego dzieciaka nie wyrzuciłbym z treningu, bo skąd wiedzieć, jak zareagują rodzice? A Zielińscy wylatywali. Pamiętam, jak wrócili do domu z płaczem. Powiedzieli mamie, a żona przyjechała na stadion i mówi: „Jak nie pozwolisz im znowu trenować to pójdę do zarządu i cię zwolnią!” .

Image and video hosting by TinyPic

VOELLER POWIEDZIAŁ „TAK!”

– Jeszcze na samym początku przygody Piotrka ze sportem pojechaliśmy na turniej „Piłki Nożnej” do Gdyni – opowiada pani Zielińska. – Byłam opiekunką grupy. W pierwszym meczu nasze Ząbkowice Śląskie grały z Zagłębiem. Jezu, jakich ten Lubin miał słabych chłopców! Wszystko przegrywali. Turniej organizowano dla dzieciaków do lat 12, a do akademii trafiali dopiero gimnazjaliści.

W 2003 roku najstarszy brat „Zielka” trenował pod okiem Bohumila Panika w Miedzi Legnica. Podczas jednej z prywatnych rozmów, Czech zdradził, że jego syn odpowiada za grupy młodzieżowe w Sparcie Praga. – A może i sprawdziłby mojego Piotrka? – zapytał starszy brat.

O przenosinach do Pragi nie było mowy, rodzice nie dopuszczali tak szybkiej rozłąki. Chodziło o to, by dzieciak sprawdził się na tle rówieśników z zagranicy, by uwierzył, że Sparta to nie są za wysokie progi. W lipcu 2004 roku Piotrek wyjechał na dwutygodniowy obóz do Trutnova. Panik junior odebrał go spod samego domu, a rodzice przekazali trenerowi kilkadziesiąt koron na drobne wydatki dla syna.
Po dwunastodniowych wakacjach z piłką, Czech odwiózł dzieciaka pod drzwi. Oprócz bagażu, przekazał pani Zielińskiej pełną pulę kieszonkowego.
– Czemu nic nie wydałeś? – zapytała mama.
– Bo nie wiedziałem, jak po czesku zapytać o pieniądze… – wytłumaczył dziewięcioletni Piotrek.

To właśnie w Trutnowie rozpoczęły się zagraniczne wojaże Zielińskiego.

Niedługo potem karierą „Zielka” zainteresował się Bartosz Olędzki. Menedżer zorganizował wyjazd na turniej towarzyski do Leverkusen. To był wrzesień 2006 roku, a Piotrek zamiast zakuwać matematykę, przedłużył wakacje o prawie dwa tygodnie. Na miejscu rodziną zaopiekował się Andrzej Buncol, obecnie odpowiadający za aklimatyzację Milika. – Siedzimy w hotelu i dzwoni Buncol – opowiada Bogdan Zieliński. – „Cześć, czekam na dole” rozległo się w słuchawce. Buncol czeka na nas? Przecież to jest niedopuszczalne. Na takiego piłkarza to my powinniśmy czekać godzinami! Szybko zerwałem rodzinę z łóżek i pojechaliśmy na trening.

W towarzyskim turnieju Bayer nie miał sobie równych. Przed meczem z Liverpoolem brytyjscy agenci dopytywali się, który to „Zelinski”. – Po pięciu minutach meczu sam mi go pan pokaże – odpowiedziała Anglikowi mama Piotrka. Pierwsza akcja, druga, kiwka, strzał na bramkę… Dosłownie chwila i menedżer nie miał problemu ze wskazaniem Polaka. Bayer ten turniej wygrał, a trofeum wzniósł przyjezdny – Zieliński.

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Po zawodach działacze z Merseyside wręczyli Piotrkowi pamiątkowy proporczyk oraz zaprosili do siebie. – Anglia to nie dla niego – odparł ojciec. „Zielkowi” od dzieciństwa marzył się wyłącznie Real Madryt. Już zejdźmy na ziemię – po prostu był jeszcze za młody, by opuścić dom. Przedstawiciele Leverkusen także byli zainteresowani jego sprowadzeniem. – Po wręczeniu pucharów podszedł do nas Rudi Voeller. Pogratulował Piotrkowi i zaproponował młodzieżowy kontrakt. My jednak postawiliśmy sprawę jasno: jeśli zagwarantujecie pracę dla mnie i żony, zostaniemy. Przecież za stypendium dzieciaka nie sposób utrzymać całej rodziny – tłumaczy Bogdan Zieliński. Tego już Bayer nie zagwarantował. Skończyło się na kurtuazyjnej rozmowie i powrotnym autobusie do Polski.

Image and video hosting by TinyPic

ŚWIERCZEWSKI RÓWNAŁ DO SYNA

Zieliński zanim trafił do Zagłębia zaliczył jeszcze testy w Feyenoordzie i Heerenveen. W Rotterdamie trenował między innymi z rok młodszym Nathanem Ake, dziś zawodnikiem Chelsea. Przed wyborem gimnazjum kluby ekstraklasy nie dawały rodzinie spokoju. Wydzwaniała Legia, Lech, Zagłębie, Śląsk, a może i lepiej zapytać, kto nie wydzwaniał? – Dla nas w grę wchodziły wyłącznie kluby z Dolnego Śląska – mówi mama Piotra. – Mąż już na samym początku powiedział, że w Polsce bierze pod uwagę tylko Zagłębie. Myślicie, że nie wolelibyśmy wysłać syna do Śląska? A pewnie, że wolelibyśmy, ale wszyscy widzą, jak tam szkolona jest młodzież. Zamiast internatu, poszukiwanie mieszkania, no i baza treningowa, która z poważną piłką nie ma nic wspólnego.

Młody piłkarz skończył trzynaście lat, wsiadł do szynobusa i ruszył na podbój Lubina. Rodzina od samego startu zadbała, by dzieciak nie pofolgował w nowym miejscu. – Dojeżdżał do Legnicy, a tam jeśli nie miał od razu transportu, czekał u najstarszego brata – mówi Bogdan Zieliński. – Z drugim już mieszkał. Też trenował w Lubinie, na dodatek co roku dostawał nagrody za najlepsze zachowanie. Kontakt z rodziną w wieku gimnazjalnym był niezwykle istotny. Staraliśmy się być na każdym meczu juniorów. Nie dochodziło nawet do dwóch tygodni rozłąki.

Image and video hosting by TinyPic

W Lubinie bardzo szybko pokonywał kolejne szczeble. Talentem z Ząbkowic zauroczony był Franciszek Smuda. – Pierwszą rozmowę z trenerem odbyliśmy, gdy Piotrek skończył 15 lat – mówią rodzice. Smuda chciał, by chłopiec raz w tygodniu trenował z pierwszym zespołem, podczas gdy nie był nawet zawodnikiem Młodej Ekstraklasy. Jeszcze przed próbnym testem gimnazjalnym, Piotrek podszedł do nieco poważniejszego egzaminu – zagrał w sparingu Zagłębia. Zaraz po meczu – nowy kolega z szatni – Piotr Świerczewski odwiózł go do internatu. – Ile ty masz lat? – zapytał „Świr”. – Piętnaście?! To jesteś młodszy od mojego syna!

Zielińscy przez dłuższy czas byli zadowoleni z perspektyw, jakie stawiało Zagłębie. Pierwsze problemy urodziły się po odejściu Smudy. O treningach z dorosłym zespołem nie było mowy, a mimo to „Zielek” skutecznie pokonywał kolejne szczeble młodzieżowych reprezentacji. Po transferze do Udine, Marek Bajor uznał, że Piotrek wyjechał za szybko, że bał się podjąć rękawice na krajowym podwórku. – Nie chciałbym polemizować z panem Bajorem – mówi ojciec piłkarza. – Ze Smudą mieliśmy jasne ustalenia – syn rozpocznie zajęcia z pierwszą drużyną od jednego treningu tygodniowo, z czasem dwukrotnie, aż w końcu na stałe wejdzie do kadry Zagłębia. Po przyjściu trenera Bajora, Piotrek zatrzymał się w rozwoju. Klub tłumaczył, że syn za dużo czasu spędza na zgrupowaniach reprezentacji. A przecież trener Dorna naprawdę go chwalił, wszyscy wokół widzieli, jakie postępy robi Zieliński. Ta sytuacja trochę mi się nie spodobała, stąd wraz z żoną zaaranżowaliśmy spotkanie z władzami Zagłębia. Po prostu nie dotrzymywano nam obietnicy, którą złożył Franciszek Smuda. Dla mnie argumenty klubu były niezrozumiałe. Ł»e nie robi postępów? Podam liczby – na siedem bramek zdobytych przez juniorów w eliminacjach do Mistrzostw Polski, Piotrek zdobył pięć! Był już gotowy, by dołączyć co najmniej do kadry Młodego Zagłębia. Mogę powiedzieć, że przez prawie cały pobyt syna w Lubinie byłem bardzo zadowolony, ale końcówka była już nienajlepsza.

DI NATALE? NAJWIĘKSZY Ł»ARTOWNIŚ!

Nad propozycją Udinese rodzice długo się nie zastanawiali. Również i Zagłebie było zadowolone, w polskich realiach sprzedaż juniora za sto tysięcy euro to niemalże utopia. Włosi wypatrzyli Zielińskiego podczas turnieju reprezentacji do lat 19 w La Mandze. Po bezbramkowym remisie z Norwegią, agenci z Udine zagięli parol i już pięć miesięcy później Polak wybierał mieszkanie w regionie Friuli.

– Gdy tylko Włosi wyrazili zainteresowanie, zapisaliśmy Piotrka na lekcje włoskiego. Wyjeżdżał sam, a przecież musiał nawiązać jakiś kontakt z drużyną. W tygodniu uczył się w Lubinie, a gdy wracał na weekend do Ząbkowic, zapewnialiśmy mu kolejne zajęcia – mówi Bogdan Zieliński. Dziś zbiera żniwa, po świetnym meczu z Parmą, Polak stanął przed kamerami Udinese Channel. Esensey they casa było mu obce… – Pierwsze dni Piotrka we Włoszech były bardzo trudne – opowiada mama piłkarza. – Jeździłam do niego, co miesiąc. Mieszkał zupełnie sam a kontakt z Polakami nawiązywał wyłącznie przez Skype’a. Święta spędzaliśmy u niego. Nie miał czasu, by przyjechać do Polski. Zgrupowania młodzieżowej reprezentacji były jedyną okazją do spotkań na terenie kraju. Od obecnego sezonu Zieliński wynajmuje piękne, dwupoziomowe mieszkanie w samym centrum miasta. Czasem odwiedzają się z Wojtkiem Pawłowskim, choć ten z dziewczyną mieszka w domu gdzieś na przedmieściach.

Za atmosferę w szatni odpowiada Antonio di Natale. Ł»artuje z każdego, czasem i „Zielkowi” zdarzy się usłyszeć jakąś docinkę z ust Włocha. – „Toto” jest prawdziwym liderem, przede wszystkim poza szatnią. Szczególnie przed najważniejszymi meczami stara się rozładować atmosferę. Jeszcze tej zimy szykowali się do ważnego meczu ligowego i nie ma co ukrywać, że ci młodzi byli bardzo zestresowani. Na kilka godzin przed spotkaniem drużyna zeszła do stołówki na posiłek. Nagle – niepostrzeżenie – di Natale zakradł się od tyłu i wyciągnął kierownikowi portfel. Jakież zamieszanie powstało na sali, ktoś okradł kierownika! Chwilę później „Toto” z rozbrajającym uśmiechem wyciągnął portfel z kieszeni. Tak się powinno budować team spirit, prawda? – pyta Bogdan Zieliński.

W maju Piotrek skończy 19 lat, już dziś jest największą siłą reprezentacji olimpijskiej. Szybko wyrósł na jednego z czołowych zawodników Primavery, a o miejsce w kadrze Guidolina nie musi się martwić. – To typ sportowca, który późno dojrzewa – kontynuuje ojciec. – Jest wątły, ale nadrabia to szybkością, techniką i pomysłem na grę. Czy obawiam się, że Włosi mogą „zabić” te jego wrodzone cechy? Jeśli miałbym nie zaufać im, to komu? Bo chyba żadnej drużynie w Polsce. Medycyna sportowa we włoskiej piłce jest na najwyższym poziomie. Zawsze pojawia się ryzyko jakiegoś przeciążenia, ale mam pełne zaufanie do pana Guidolina.

Image and video hosting by TinyPic

– Słyszeliśmy, że w Polsce już zaczęła się dyskusja o pierwszej reprezentacji – mówią rodzice. – Jedna jaskółka wiosny nie czyni, mamy nadzieję, że będzie grał częściej. Wprawdzie Salamon też jeszcze nie zagrał w Milanie, a dostał powołanie. Jednak musimy sobie odpowiedzieć na zasadnicze pytanie: czy w kadrze powinni grać najmłodsi, czy najlepsi?

W sobotę o 20.45 Udinese na własnym boisku zagra z Lazio. Piłkarze Guidolina są trzy punkty za rzymianami, a o miejsce w Lidze Europy bije się pięć zespołów. Czy Zieliński zagra w następnym meczu? – Wie pan, oglądam każdy mecz tej drużyny, ale nie sposób wytypować pierwszą jedenastkę – mówi mama Zielińskiego. – Będzie pauzował Muriel, ale do składu wraca di Natale. Jest jeszcze reprezentant Ghany, Badu, także konkurencja ogromna, a do obstawienia są trzy miejsca. Pewniacy to Pereyra i di Natale, Piotrek powalczy właśnie z Ghańczykiem, Maicosuelem i Ranegie’m. Będzie ciężko, ale co mi pozostaje? Wierzyć w syna!

MICHAŁ WYRWA

KOMENTARZE (0)