post Avatar

Opublikowane 18.04.2013 16:56 przez

admin

Chciał go Voeller, ale klub nie dogadał się z rodzicami. Pytali skauci Liverpoolu, a w Feyenoordzie po prostu grali za słabi piłkarze. Po świetnym meczu z Parmą, pierwszy z gratulacjami ruszył Antonio di Natale. Piotrek Zieliński – osiemnastolatek z Ząbkowic Śląskich – poważny test w Serie A zdał z wyróżnieniem. Jak to się stało, że w ogóle zaczął grać w piłkę? Jak to możliwe, że przykuł uwagę poważnych klubów, a dziś dzieli szatnię z legendą włoskiej piłki? Spotkaliśmy się z rodzicami Zielińskiego i – uwierzcie – mieli wiele do powiedzenia…
SYN ZAKŁÓCIŁ ODPRAWĘ

Niedziela, godzina 15:00. Pod nieobecność Antonio di Natale, na murawę stadionu Ennio Tardini w Parmie wybiega nastoletni Polak. Decyzja Francesco Guidolina zaskoczyła polskie środowisko piłkarskie. Nie Salamon, nie Wolski i nie Pawłowski, prawdziwą szansę najszybciej dostał Piotr Zieliński. Tylko kto by wtedy przypuszczał, że wybór Guidolina podważy trenerski autorytet starszego z rodu Zielińskich…

Podczas przedmeczowej odprawy w mojej szatni obowiązuje stała zasada: wszyscy mają mieć wyłączone telefony – mówi Bogdan Zieliński, trener A-klasowej Unii Bardo, a prywatnie ojciec Piotrka. – Gdy omawiałem taktykę, nagle odezwała się jakaś komórka. Po spojrzeniu chłopców zrozumiałem, że to moja. Pewnie żona chciała sobie zrobić psikusa to zadzwoniła.
– Ooo, trener łamie reguły – śmiali się zawodnicy.

Zaraz po wyjściu na murawę miejscowi zaczepili Zielińskiego seniora: „Słyszał pan, że Piotrek gra w pierwszym składzie? Mało powiedziane, przecież już zaliczył asystę!”. Ojciec długo nie krył dumy: „Tuż przed rozpoczęciem meczu powiedziałem drużynie: „Panowie, żona jest rozgrzeszona!” W pełni zrozumieli”.

Pod nieobecność taty, występ nastolatka śledziła mama i starszy brat. O decyzji Guidolina dowiedzieli się tuż przed pierwszym gwizdkiem. – To nie jest tak, że obejrzeliśmy mecz, bo doszły nas słuchy, że Piotrek zagra. My co tydzień oglądamy Udinese, od pierwszej do ostatniej minuty. Z reguły nie transmitują tych meczów w naszej telewizji, zatem pozostają nam poszukiwania w Internecie – mówi mama Zielińskiego. – Syn nawet nic mi nie powiedział, że zagra. Wiem, że dowiedział się o tym dwie godziny przed meczem, ale czy nie mógł chociaż wysłać sms-a? W szatni wszyscy mają mieć wyłączone komórki, no ale gdyby tak ukradkiem przekazać jedną wiadomość? A zresztą, znam go bardzo dobrze i wiem, że twardo trzyma się reguł narzuconych z góry. Przynajmniej sprawił większą niespodziankę.

Śmialiśmy się z rodziną, że teraz czas, by zaapelować do władz calcio o przesunięcie terminarza – mówi ojciec Piotra. – Przecież mecze ligi włoskiej nakładają się na nasze regionalne „Serie A”.

Po wysokim zwycięstwie Unii Bardo, trener Zieliński siadł do retransmisji meczu Parma – Udinese: – Znam Piotrka i wiem, że był na siebie zły. Przecież mógł zdobyć gola, tylko coś nienaturalnie ułożył stopę do strzału. Chyba nieco się zestresował. Spokojnie, na bramki przyjdzie jeszcze czas.
Póki co, jest premierowa asysta. 18-latek z Ząbkowic sam wymyślił, w jaki sposób przedrzeć się przez zasieki rywali. Podprowadził, wymienił piłkę z Danielem Camposem i zaskakująco zgrał do niekrytego Muriela. Po bramce Kolumbijczyka, Zieliński utonął w objęciach Camposa.

W szatni czekał już pauzujący „Toto”. – Powiem wam, że di Natale od samego początku polubił Piotrka – opowiada Bogdan Zieliński. – Po meczu jako pierwszy podszedł mu pogratulować. Co powiedział? „Brawo młody, w końcu dostaniesz premię meczową!” .

PIŁKARSKIE KORZENIE

Zieliński senior od urodzenia miał w głowie piłkę. Pasją zaraził trzech synów, choć sam w wielkich klubach nie grał. Wychowanek Orła Ząbkowice, po ukończeniu pełnoletniości wyjechał zarabiać do Niemiec. Występował w amatorskich, piątoligowych drużynach, pod samym Dortmundem. Do dziś wspomina, jak udało im się rozegrać towarzyski mecz z Borussią. Tą wielką Borussią z 1997 roku. Największym sukcesem była możliwość gry naprzeciw Michaela Zorka. Lars Ricken przesiedział mecz na trybunach.

Image and video hosting by TinyPic

U nas w domu piłka od zawsze była na pierwszym miejscu – mówi mama „Zielka”. – Piłka, a jak się znalazł czas, to szkoła. Najstarszy syn był zawodnikiem Miedzi Legnica, średni występował w juniorach Zagłębia Lubin. Dziś obaj reprezentują Bielawiankę Bielawa. Co święta cała czwórka wychodzi na ogródek pograć w siatkonogę. Gdy pogoda nie sprzyja, ustawiają bramki i dzielą się po dwóch. To nasza rodzinna tradycja. Zawsze na sportowo.

W domu panowały jasne zasady. Gdy siedmioletni Piotrek chciał wyrwać kilka drobniaków na loda, musiał pięćdziesiąt razy podbić piłkę. – Wiem, że z wychowawczego punktu widzenia to nienajlepsza metoda, ale dziś widzimy, że piłka przy nodze mu nie przeszkadza – śmieje się ojciec. Później cezurę tworzyło sto podbić, sto pięćdziesiąt, aż o drobniaki zaczął się upominać bramkami…

Image and video hosting by TinyPic

Pierwszym trenerem Zielińskiego był ojciec. Po powrocie z Niemiec odpowiadał za grupy młodzieżowe Orła Ząbkowice Śląskie. Sześcioletni Piotrek rozpoczął treningi z dziesięciolatkami. Wiekowo nie miał prawa występować w lidze młodzików, ale zawsze można co nieco pokombinować.

– Grał na karcie cztery lata starszego brata – tłumaczy Bogdan Zieliński. – Wszyscy wiedzieli, że to niezgodne, wszyscy go znali, ale nawet sędziowie przymykali oko. Śmiesznie to wyglądało, gdy podbiegał o dwie głowy wyższy zawodnik i nie wiedział, jak Piotrkowi odebrać piłkę. Bo technika świetna, a mocniejsze wejście barkiem sędzia odgwizdywał. Nie skłamię mówiąc, że z każdego turnieju wracał z nagrodą indywidualną. Czy dawałem mu fory? Wprost przeciwnie, dla swoich synów byłem jeszcze bardziej wymagający. Innego dzieciaka nie wyrzuciłbym z treningu, bo skąd wiedzieć, jak zareagują rodzice? A Zielińscy wylatywali. Pamiętam, jak wrócili do domu z płaczem. Powiedzieli mamie, a żona przyjechała na stadion i mówi: „Jak nie pozwolisz im znowu trenować to pójdę do zarządu i cię zwolnią!” .

Image and video hosting by TinyPic

VOELLER POWIEDZIAŁ „TAK!”

Jeszcze na samym początku przygody Piotrka ze sportem pojechaliśmy na turniej „Piłki Nożnej” do Gdyni – opowiada pani Zielińska. – Byłam opiekunką grupy. W pierwszym meczu nasze Ząbkowice Śląskie grały z Zagłębiem. Jezu, jakich ten Lubin miał słabych chłopców! Wszystko przegrywali. Turniej organizowano dla dzieciaków do lat 12, a do akademii trafiali dopiero gimnazjaliści.

W 2003 roku najstarszy brat „Zielka” trenował pod okiem Bohumila Panika w Miedzi Legnica. Podczas jednej z prywatnych rozmów, Czech zdradził, że jego syn odpowiada za grupy młodzieżowe w Sparcie Praga. – A może i sprawdziłby mojego Piotrka? – zapytał starszy brat.

O przenosinach do Pragi nie było mowy, rodzice nie dopuszczali tak szybkiej rozłąki. Chodziło o to, by dzieciak sprawdził się na tle rówieśników z zagranicy, by uwierzył, że Sparta to nie są za wysokie progi. W lipcu 2004 roku Piotrek wyjechał na dwutygodniowy obóz do Trutnova. Panik junior odebrał go spod samego domu, a rodzice przekazali trenerowi kilkadziesiąt koron na drobne wydatki dla syna.
Po dwunastodniowych wakacjach z piłką, Czech odwiózł dzieciaka pod drzwi. Oprócz bagażu, przekazał pani Zielińskiej pełną pulę kieszonkowego.
– Czemu nic nie wydałeś? – zapytała mama.
– Bo nie wiedziałem, jak po czesku zapytać o pieniądze… – wytłumaczył dziewięcioletni Piotrek.

To właśnie w Trutnowie rozpoczęły się zagraniczne wojaże Zielińskiego.

Niedługo potem karierą „Zielka” zainteresował się Bartosz Olędzki. Menedżer zorganizował wyjazd na turniej towarzyski do Leverkusen. To był wrzesień 2006 roku, a Piotrek zamiast zakuwać matematykę, przedłużył wakacje o prawie dwa tygodnie. Na miejscu rodziną zaopiekował się Andrzej Buncol, obecnie odpowiadający za aklimatyzację Milika. – Siedzimy w hotelu i dzwoni Buncol – opowiada Bogdan Zieliński. – „Cześć, czekam na dole” rozległo się w słuchawce. Buncol czeka na nas? Przecież to jest niedopuszczalne. Na takiego piłkarza to my powinniśmy czekać godzinami! Szybko zerwałem rodzinę z łóżek i pojechaliśmy na trening.

W towarzyskim turnieju Bayer nie miał sobie równych. Przed meczem z Liverpoolem brytyjscy agenci dopytywali się, który to „Zelinski”. – Po pięciu minutach meczu sam mi go pan pokaże – odpowiedziała Anglikowi mama Piotrka. Pierwsza akcja, druga, kiwka, strzał na bramkę… Dosłownie chwila i menedżer nie miał problemu ze wskazaniem Polaka. Bayer ten turniej wygrał, a trofeum wzniósł przyjezdny – Zieliński.

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Po zawodach działacze z Merseyside wręczyli Piotrkowi pamiątkowy proporczyk oraz zaprosili do siebie. – Anglia to nie dla niego – odparł ojciec. „Zielkowi” od dzieciństwa marzył się wyłącznie Real Madryt. Już zejdźmy na ziemię – po prostu był jeszcze za młody, by opuścić dom. Przedstawiciele Leverkusen także byli zainteresowani jego sprowadzeniem. – Po wręczeniu pucharów podszedł do nas Rudi Voeller. Pogratulował Piotrkowi i zaproponował młodzieżowy kontrakt. My jednak postawiliśmy sprawę jasno: jeśli zagwarantujecie pracę dla mnie i żony, zostaniemy. Przecież za stypendium dzieciaka nie sposób utrzymać całej rodziny – tłumaczy Bogdan Zieliński. Tego już Bayer nie zagwarantował. Skończyło się na kurtuazyjnej rozmowie i powrotnym autobusie do Polski.

Image and video hosting by TinyPic

ŚWIERCZEWSKI RÓWNAŁ DO SYNA

Zieliński zanim trafił do Zagłębia zaliczył jeszcze testy w Feyenoordzie i Heerenveen. W Rotterdamie trenował między innymi z rok młodszym Nathanem Ake, dziś zawodnikiem Chelsea. Przed wyborem gimnazjum kluby ekstraklasy nie dawały rodzinie spokoju. Wydzwaniała Legia, Lech, Zagłębie, Śląsk, a może i lepiej zapytać, kto nie wydzwaniał? – Dla nas w grę wchodziły wyłącznie kluby z Dolnego Śląska – mówi mama Piotra. – Mąż już na samym początku powiedział, że w Polsce bierze pod uwagę tylko Zagłębie. Myślicie, że nie wolelibyśmy wysłać syna do Śląska? A pewnie, że wolelibyśmy, ale wszyscy widzą, jak tam szkolona jest młodzież. Zamiast internatu, poszukiwanie mieszkania, no i baza treningowa, która z poważną piłką nie ma nic wspólnego.

Młody piłkarz skończył trzynaście lat, wsiadł do szynobusa i ruszył na podbój Lubina. Rodzina od samego startu zadbała, by dzieciak nie pofolgował w nowym miejscu. – Dojeżdżał do Legnicy, a tam jeśli nie miał od razu transportu, czekał u najstarszego brata – mówi Bogdan Zieliński. – Z drugim już mieszkał. Też trenował w Lubinie, na dodatek co roku dostawał nagrody za najlepsze zachowanie. Kontakt z rodziną w wieku gimnazjalnym był niezwykle istotny. Staraliśmy się być na każdym meczu juniorów. Nie dochodziło nawet do dwóch tygodni rozłąki.

Image and video hosting by TinyPic

W Lubinie bardzo szybko pokonywał kolejne szczeble. Talentem z Ząbkowic zauroczony był Franciszek Smuda. – Pierwszą rozmowę z trenerem odbyliśmy, gdy Piotrek skończył 15 lat – mówią rodzice. Smuda chciał, by chłopiec raz w tygodniu trenował z pierwszym zespołem, podczas gdy nie był nawet zawodnikiem Młodej Ekstraklasy. Jeszcze przed próbnym testem gimnazjalnym, Piotrek podszedł do nieco poważniejszego egzaminu – zagrał w sparingu Zagłębia. Zaraz po meczu – nowy kolega z szatni – Piotr Świerczewski odwiózł go do internatu. – Ile ty masz lat? – zapytał „Świr”. – Piętnaście?! To jesteś młodszy od mojego syna!

Zielińscy przez dłuższy czas byli zadowoleni z perspektyw, jakie stawiało Zagłębie. Pierwsze problemy urodziły się po odejściu Smudy. O treningach z dorosłym zespołem nie było mowy, a mimo to „Zielek” skutecznie pokonywał kolejne szczeble młodzieżowych reprezentacji. Po transferze do Udine, Marek Bajor uznał, że Piotrek wyjechał za szybko, że bał się podjąć rękawice na krajowym podwórku. – Nie chciałbym polemizować z panem Bajorem – mówi ojciec piłkarza. – Ze Smudą mieliśmy jasne ustalenia – syn rozpocznie zajęcia z pierwszą drużyną od jednego treningu tygodniowo, z czasem dwukrotnie, aż w końcu na stałe wejdzie do kadry Zagłębia. Po przyjściu trenera Bajora, Piotrek zatrzymał się w rozwoju. Klub tłumaczył, że syn za dużo czasu spędza na zgrupowaniach reprezentacji. A przecież trener Dorna naprawdę go chwalił, wszyscy wokół widzieli, jakie postępy robi Zieliński. Ta sytuacja trochę mi się nie spodobała, stąd wraz z żoną zaaranżowaliśmy spotkanie z władzami Zagłębia. Po prostu nie dotrzymywano nam obietnicy, którą złożył Franciszek Smuda. Dla mnie argumenty klubu były niezrozumiałe. Ł»e nie robi postępów? Podam liczby – na siedem bramek zdobytych przez juniorów w eliminacjach do Mistrzostw Polski, Piotrek zdobył pięć! Był już gotowy, by dołączyć co najmniej do kadry Młodego Zagłębia. Mogę powiedzieć, że przez prawie cały pobyt syna w Lubinie byłem bardzo zadowolony, ale końcówka była już nienajlepsza.

DI NATALE? NAJWIĘKSZY Ł»ARTOWNIŚ!

Nad propozycją Udinese rodzice długo się nie zastanawiali. Również i Zagłebie było zadowolone, w polskich realiach sprzedaż juniora za sto tysięcy euro to niemalże utopia. Włosi wypatrzyli Zielińskiego podczas turnieju reprezentacji do lat 19 w La Mandze. Po bezbramkowym remisie z Norwegią, agenci z Udine zagięli parol i już pięć miesięcy później Polak wybierał mieszkanie w regionie Friuli.

– Gdy tylko Włosi wyrazili zainteresowanie, zapisaliśmy Piotrka na lekcje włoskiego. Wyjeżdżał sam, a przecież musiał nawiązać jakiś kontakt z drużyną. W tygodniu uczył się w Lubinie, a gdy wracał na weekend do Ząbkowic, zapewnialiśmy mu kolejne zajęcia – mówi Bogdan Zieliński. Dziś zbiera żniwa, po świetnym meczu z Parmą, Polak stanął przed kamerami Udinese Channel. Esensey they casa było mu obce… – Pierwsze dni Piotrka we Włoszech były bardzo trudne – opowiada mama piłkarza. – Jeździłam do niego, co miesiąc. Mieszkał zupełnie sam a kontakt z Polakami nawiązywał wyłącznie przez Skype’a. Święta spędzaliśmy u niego. Nie miał czasu, by przyjechać do Polski. Zgrupowania młodzieżowej reprezentacji były jedyną okazją do spotkań na terenie kraju. Od obecnego sezonu Zieliński wynajmuje piękne, dwupoziomowe mieszkanie w samym centrum miasta. Czasem odwiedzają się z Wojtkiem Pawłowskim, choć ten z dziewczyną mieszka w domu gdzieś na przedmieściach.

Za atmosferę w szatni odpowiada Antonio di Natale. Ł»artuje z każdego, czasem i „Zielkowi” zdarzy się usłyszeć jakąś docinkę z ust Włocha. – „Toto” jest prawdziwym liderem, przede wszystkim poza szatnią. Szczególnie przed najważniejszymi meczami stara się rozładować atmosferę. Jeszcze tej zimy szykowali się do ważnego meczu ligowego i nie ma co ukrywać, że ci młodzi byli bardzo zestresowani. Na kilka godzin przed spotkaniem drużyna zeszła do stołówki na posiłek. Nagle – niepostrzeżenie – di Natale zakradł się od tyłu i wyciągnął kierownikowi portfel. Jakież zamieszanie powstało na sali, ktoś okradł kierownika! Chwilę później „Toto” z rozbrajającym uśmiechem wyciągnął portfel z kieszeni. Tak się powinno budować team spirit, prawda? – pyta Bogdan Zieliński.

W maju Piotrek skończy 19 lat, już dziś jest największą siłą reprezentacji olimpijskiej. Szybko wyrósł na jednego z czołowych zawodników Primavery, a o miejsce w kadrze Guidolina nie musi się martwić. – To typ sportowca, który późno dojrzewa – kontynuuje ojciec. – Jest wątły, ale nadrabia to szybkością, techniką i pomysłem na grę. Czy obawiam się, że Włosi mogą „zabić” te jego wrodzone cechy? Jeśli miałbym nie zaufać im, to komu? Bo chyba żadnej drużynie w Polsce. Medycyna sportowa we włoskiej piłce jest na najwyższym poziomie. Zawsze pojawia się ryzyko jakiegoś przeciążenia, ale mam pełne zaufanie do pana Guidolina.

Image and video hosting by TinyPic

Słyszeliśmy, że w Polsce już zaczęła się dyskusja o pierwszej reprezentacji – mówią rodzice. – Jedna jaskółka wiosny nie czyni, mamy nadzieję, że będzie grał częściej. Wprawdzie Salamon też jeszcze nie zagrał w Milanie, a dostał powołanie. Jednak musimy sobie odpowiedzieć na zasadnicze pytanie: czy w kadrze powinni grać najmłodsi, czy najlepsi?

W sobotę o 20.45 Udinese na własnym boisku zagra z Lazio. Piłkarze Guidolina są trzy punkty za rzymianami, a o miejsce w Lidze Europy bije się pięć zespołów. Czy Zieliński zagra w następnym meczu? – Wie pan, oglądam każdy mecz tej drużyny, ale nie sposób wytypować pierwszą jedenastkę – mówi mama Zielińskiego. – Będzie pauzował Muriel, ale do składu wraca di Natale. Jest jeszcze reprezentant Ghany, Badu, także konkurencja ogromna, a do obstawienia są trzy miejsca. Pewniacy to Pereyra i di Natale, Piotrek powalczy właśnie z Ghańczykiem, Maicosuelem i Ranegie’m. Będzie ciężko, ale co mi pozostaje? Wierzyć w syna!

MICHAŁ WYRWA

Opublikowane 18.04.2013 16:56 przez

admin

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 1
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Figarocige
Figarocige

Сколько стоит ? :
https://youtu.be/3jSy5rhqumI

Weszło
18.09.2020

Hejt Park w Dobrym Składzie z ekipą #BoMiSięChce!

#BoMiSięChce to projekt łączący pełnosprawnych sportowców i tych z niepełnosprawnościami oraz inne osoby aktywne sportowo. Pomysłodawcą akcji jest niewidomy pływak i raper – Wojtek Makowski. Celem działań jest przeciwstawienie się postawie typu „nie chce mi się” oraz przypomnienie, że pomimo fizycznych różnic wszyscy ludzie są tacy sami i każdy może zmotywować się do aktywnego działania. […]
18.09.2020
Weszło
18.09.2020

FCSB pierwszym klubem, który pokonał koronawirusa

O rany, co za wieczór w eliminacjach Ligi Europy. Gra Tottenham, gra Milan, polski klub przechodzi dalej, a mimo to wszystko usuwa w cień jedna niepozorna drużyna z Rumunii. No dobra, niepozorna to akurat złe słowo, akurat jeśli spodziewać się po kimkolwiek szaleństwa na miarę filmów Wesa Andersona, to właśnie po FCSB, klubie, który stracił […]
18.09.2020
Weszło
17.09.2020

Milan wygrywa, Mou blisko blamażu, OFI okradzione. Co słychać w Lidze Europy?

W Europie nie ma już słabych drużyn – to zdanie padnie dziś w wielu krajach, bo za nami kolejna seria eliminacyjnych meczów. Walka o Ligę Europy robi się coraz ciekawsza. Dziś niewiele brakowało, żeby Tottenham upadł i sobie głupi ryj rozwalił odpadł w Bułgarii. Milan także nie miał luzu w Irlandii, a z pucharami pożegnali […]
17.09.2020
Weszło
17.09.2020

Mecz życia Martina Konczkowskiego

Możesz przez całą karierę kopać piłkę na przyzwoitym poziomie, ale jeżeli nie wyróżnisz się w którymś z kluczowych momentów, to nie zostaniesz mocniej zapamiętany. Bez względu na dalsze losy Martina Konczkowskiego w Piaście Gliwice, kibice klubu z Okrzei już zawsze będą mogli mu pamiętać mecz z TSV Hartberg. Konczkowski to definicja „fajnego chłopaka” wśród naszych […]
17.09.2020
Weszło
17.09.2020

Wczoraj Szwedzi, dziś Austriacy. Jak miło pisać, że to my ogrywamy ich, a nie oni nas!

Wczoraj wyrzuciliśmy z pucharów Szwedów, a dzisiaj Austriaków. Tak, to zdanie jest prawdziwe i rany, jak ono brzmi! Przecież od dłuższego czasu przyzwyczajaliśmy się, że to nas regularnie wypraszano z Europy za sprawą Kazachów, Luksemburczyków, Słowaków, Ochotniczej Straży Pożarnej i Lata Muminków. Kto miał ochotę, ten lał. Teraz w końcu przeżywamy coś przyjemniejszego. I co […]
17.09.2020
Weszło FM
17.09.2020

Maciej Skorża w poranku Weszło FM!

Piątek na antenie Weszło FM zapowiada się niezwykle interesująco. W poranku odwiedzi nas jeden z najlepszych polskich trenerów w XXI wieku, później porozmawiamy o zwycięstwie Piasta nad Hartbergiem w eliminacjach Ligi Europy, a na koniec nie zapomnimy o pierwszych meczach 4. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy! Wszystko zacznie się jak zawsze o godzinie 7:00. W […]
17.09.2020
Weszło
17.09.2020

#AleNumer – konkurs z nagrodami – ile goli padnie w 4. kolejce?

Uwaga, Weszło razem z Totalizatorem Sportowym rozdaje piłki Ekstraklasy, koszulki klubów, iPhone’a 12, smart watcha od Apple! Rozpoczynamy kolejny sezon z konkursem #AleNumer. Tym razem pytamy o to, ile bramek w 4. kolejce Ekstraklasy strzelą gospodarze. Jak grać? Rywalizujemy na naszych social mediach. Pod naszymi wpisami na Twitterze lub Facebooku odpowiadacie na nasze pytanie, podrzucacie […]
17.09.2020
Weszło
17.09.2020

Liverpool bierze Thiago i trafia w dziesiątkę?

Liverpool w ostatnim czasie odzwyczaił nas od hitów transferowych. Po zwycięstwie w Lidze Mistrzów klub nie rzucił się na nowych piłkarzy jak szczerbaty na suchary, raczej uzupełniał skład takimi piłkarzami jak Minamino czy Adrian, co zresztą w drugim przypadku skończyło się katastrofą w meczu z Atletico. Natomiast teraz Liverpool wraca do gry, będzie chciał znów […]
17.09.2020
Weszło
17.09.2020

Zarżnięte derby Łodzi

Już ponad 10 lat minęło od ostatniego meczu derbowego w Łodzi, w którym udział mogli wziąć kibice obu drużyn. Wczoraj, tak jak na każdym innym derbowym meczu w ostatniej dekadzie, kibiców gospodarzy od kibiców gości oddzielał taki sam dystans, jak stadion Widzewa od stadionu ŁKS-u. Mecz dwóch największych drużyn z tego zasłużonego dla polskiego futbolu […]
17.09.2020
Weszło
17.09.2020

Powstrzymywał Messiego, wyrzucił Sevillę z LE. Frydrych ze Slavii nowym stoperem Wisły

Pamiętacie mecz Barcelony ze Slavią na Camp Nou, który zakończył się bezbramkowym remisem? Na pewno pamiętacie – po internecie krążyły filmiki z akcjami, które na stadionie giganta kreował klub z Pragi. Momentami ciężko było zgadnąć, kto w tym starciu jest Barceloną. W tym meczu 90 minut zagrał Michal Frydrych. Czyli nowy stoper Wisły Kraków. Dlaczego […]
17.09.2020
Weszło
17.09.2020

ŁKS znów stabilny w tyłach, Widzew jeszcze się odkuje. Pięć wniosków po derbach Łodzi

Derby, derby i po derbach. Kibice w Łodzi obudzili się dziś z kacem. Jedni z namacalnym z powodu świętowania, inni z moralnym, po porażce z odwiecznym rywalem. Dla Widzewa i ŁKS-u bezpośrednie spotkania to moment wyjątkowy. Można nie tylko udowodnić wyższość i „zdobyć” miasto do czasu kolejnej konfrontacji, ale też porównać się z rywalem zza […]
17.09.2020
Weszło
17.09.2020

Pozytywny quiz. Kogo wyrzuciliśmy z pucharów?

Po wczorajszej wygranej Lecha w Szwecji mamy tak dobry humor, że postanowiliśmy odświeżyć kilka pozytywnych wspomnień. Mianowicie cofnęliśmy się do czasów, w którym wyeliminowanie bardziej lub mniej przyzwoitej drużyny z pucharów nie było dla nas świętem. Trochę czasu minęło, dlatego sprawdzamy waszą pamięć w ramach quizu. My podajemy nazwę wyrzuconej za burtę drużyny i sezon, […]
17.09.2020
Weszło
17.09.2020

TSV Hartberg – debiutant, którego nawet Piast przewyższa doświadczeniem i budżetem

Piast Gliwice nie ma jeszcze wielkich tradycji, a na międzynarodowej arenie nadal niczego znaczącego nie zwojował, ale swojego czwartkowego rywala i tak w tym aspekcie przerasta. Klub z Okrzei w trwającej dekadzie już cztery razy startował w pucharowych eliminacjach, w tym sezonie wreszcie wywalczył pierwszy skalp po ograniu Dynama Mińsk i powoli ugruntowuje swoją pozycję […]
17.09.2020
Blogi i felietony
17.09.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Ekstraklasa zarazem ma klasę średnią i jej nie ma. Ma, bo ona istnieje. I nie ma jej, bo nikt do tej klasy średniej nie chce należeć. W bieżącym sezonie ESA każdy, poza beniaminkami, i może Wisłą Płock, chciałby zagrać o coś więcej. W dwunastu na szesnaście obozów oczekuje się miejsca w mniej lub bardziej ścisłej […]
17.09.2020
Weszło
17.09.2020

PRASA. Kulig: Ułożyłem sobie życie. Byli tacy, co zarabiali 20 razy więcej, a dziś nie mają nic

Co dziś słychać w prasie? Jest sporo o europejskich pucharach, tak w kontekście wygranej Lecha Poznań, jak i Piasta Gliwice. Mamy także ciekawy wywiad z Przemysławem Kuligiem, który po karierze został biznesmenem. – Byli piłkarze, którzy zarabiali dziesięć, dwadzieścia razy więcej ode mnie, a dziś nie mają nic. Ułożyłem sobie życie. Z żoną prowadzimy biznes, jesteśmy […]
17.09.2020
Weszło
16.09.2020

Jak nie grać w piłkę – przedstawia Bartłomiej Poczobut

Twój zespół gra derby, całkiem ważny mecz. Jesteś środkowym pomocnikiem, całkiem ważną postacią w zespole. Nie mija pół godziny, a już masz żółtą kartkę na koncie. Co robisz?  uważasz na to, co robisz i mówisz, żeby nie osłabić drużyny od razu po kartce rzucasz się do sędziego z pretensjami przez całe spotkanie faulujesz rywali, licząc, […]
16.09.2020
Weszło
16.09.2020

Filip Bednarek po raz pierwszy na duży plus w Lechu

Nie ma co ukrywać: Filip Bednarek nie zaczął dobrze swojego pobytu w Lechu Poznań i szybko znalazł się na cenzurowanym. Dziś wykonał pierwszy duży krok w kierunku tego, by kibice „Kolejorza” (i nie tylko oni) zmienili zdanie na jego temat. Pozyskanie 27-letniego bramkarza od początku budziło pewne wątpliwości. Mowa przecież o gościu, który spędził w […]
16.09.2020
Weszło
16.09.2020

ŁKS rządzi w Łodzi

Solidny, NRD-owski futbol plus zrywy Fundambu – ta porażająca mieszanka nie wystarczyła Widzewowi na wyrachowany ŁKS. W Łodzi nie było sensacji – klub, który zajmuje ostatnie miejsce, przegrał z liderem tabeli. Widzew na pewno dał dzisiaj z tej osławionej wątroby, jeździł też na dupie, ale tylko udowodnił, że finalnie w piłce nożnej chodzi o grę […]
16.09.2020