Jako nastolatek był postrachem bramkarzy. Potrafił ich na turniejach w najważniejszych momentach bezczelnie ośmieszać. Ale Piotr Samiec-Talar miał też w karierze momenty zwątpienia. Pięć lat temu rozegrał mecz w okręgówce i jego występ określono jako bezproduktywny. Dziś jest liderem Śląska Wrocław, zachwycającym swoją grą i gwiazdą Ekstraklasy. Jan Urban pomija grającego w podobnym stylu Bartosza Nowaka. Czy powoła do reprezentacji młodszego o dziewięć lat Samca-Talara?
Lamine Ba wyprowadza piłkę i podaje w jego stronę. Zdecydowana większość pomocników przyjęłaby podanie i zastanawiała się, co dalej robić. Ale nie Piotr Samiec-Talar. On błyskawicznie, piętą, podał do Malaly’ego Dembele, a ten oszukał Antonio Milicia i strzelił gola na 1:0 w meczu ostatniej kolejki z Wieczystą.
ŚLĄSK WROCŁAW PROWADZI Z WIECZYSTĄ! 💥 Dembele wygrał pojedynek z Miliciem i trafił na 1:0! 💪
📺 Transmisja meczu: https://t.co/Khg2yEVJUo https://t.co/PwhRDlI55a
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 25, 2026
25 minut później Dembele zagrał do swojego kapitana, a Samiec-Talar z pierwszej piłki podał do Przemysława Banaszaka. 2:0, bramka do szatni. Ta asysta mogła wydawać się łatwa, prostsza niż pierwsza, ale wymagała świetnego timingu, bo napastnik był o krok od znalezienia się na pozycji spalonej. W pierwszej połowie meczu beniaminków Samiec-Talar powinien mieć „hat-trick asyst”, ale po jego kolejnym kapitalnym podaniu piłki nie opanował Karol Linetty.
W 2021 roku zawodził w okręgówce. Teraz Piotr Samiec-Talar błyszczy w Ekstraklasie
Taki mecz, takie asysty to dla pomocnika normalny dzień w biurze. Samiec-Talar w 11 meczach Śląska o stawkę w obecnych rozgrywkach strzelił pięć goli i zaliczył osiem asyst. Byłoby ich więcej, gdyby koledzy mieli lepszą skuteczność, jak chociażby w meczu z Legią w Warszawie (1:1), kiedy dwukrotnie świetnie zagrywał, ale strzały jego partnerów z drużyny zatrzymywał Otto Hindrich.
Śląsk to jedna z gorszych drużyn w Ekstraklasie, która do spotkania z Wieczystą przegrała pięć kolejnych ligowych spotkań, ale Samiec-Talar tam błyszczy. Ma swój najlepszy czas w karierze, a jeżeliby zapytać ekspertów o trzech najlepszych w tym momencie zawodników Ekstraklasy, większość wskaże pewnie Patrika Walemarka, Bartosza Nowaka i właśnie pomocnika Śląska.
Ale droga, która zaprowadziła go do tego miejsca, nie była łatwa. To historia o cierpliwości i trafieniu na trenerów, których system gry pasuje Samcowi-Talarowi. Były trudne momenty. 2 maja 2021 roku piłkarz był pod koniec półrocznego wypożyczenia do Widzewa, które okazało się nieudane. Wyszedł w pierwszym składzie w meczu rezerw łódzkiego klubu przeciwko Orłowi Parzęczew. Jego zespół wygrał co prawda 5:2, ale pomocnik został zmieniony w przerwie, a dziennikarz serwisu WidzewToMy napisał o bezproduktywnym na boisku 19-latku.
To była okręgówka. Miał wtedy moment zwątpienia.
– Syn wracał na tarczy z wypożyczeń, ale się nie poddawał. Cieszę się, że przetrwał trudne momenty, jak ten mecz w rezerwach Widzewa, i ciągle wierzył, że dostanie prawdziwą szansę. Myślę, że również dzięki takim doświadczeniom jest teraz pewny siebie. Nosi opaskę kapitańską i radzi sobie na boisku w trudnych momentach – mówi w rozmowie z Weszło Sławomir Samiec-Talar, ojciec Piotrka, ale też były zawodnik, a później trener, który w Polonii Środa Śląska prowadził syna do 15. roku życia.
Ojciec Piotra Samca Talara wymienia atuty syna: Magiczny przegląd pola, nieprzewidywalność
Sławomir Samiec-Talar był zawodnikiem Śląska w sezonie 2002/2003. Jacek Bratek, dziennikarz serwisu Śląsk.net, opisuje go jako zawodnika, który popisywał się efektownymi dryblingami, ale w drugim występie dla klubu z Wrocławia doznał urazu barku i później rozegrał w Śląsku już tylko jeden mecz. Pytam go, jak porównałby styl gry swój oraz syna.
– Szczerze? Jesteśmy przeciwieństwami. Ja bazowałem na szybkości. Za moich czasów piłka była inna: na boisku miałeś sporo przestrzeni, nie skupiałeś się tak bardzo na taktyce. To mi pasowało. Nie odnalazłbym się w dzisiejszym futbolu, w którym gra jest skomasowana, przestrzenie pozamykane i nawet gracze ofensywni dostają dużo zadań defensywnych. Piotrek ma zupełnie inne walory niż miałem ja. Magiczny przegląd pola, gra na jeden kontakt, do tego świetna antycypacja gry. Jest nieprzewidywalny, ma nieszablonowe zagrania – wymienia ojciec zawodnika.
Na zdjęciu, które przesyła nam pan Sławomir, widzimy kilkuletniego Piotrka, który siedzi na boisku obok bramki. Trzyma w ręku piłkę, jakby ta była największym skarbem. Choć rodzice zapisali go również na judo i pływanie, od początku największą pasją był futbol.

Kilkuletni Piotrek. Fot. archiwum rodzinne
Chłopiec przychodził na treningi prowadzone przez ojca. Patrzył, jak tata pracuje, czasami obok bawił się piłką. Poznawał świat, w który zaraz wejdzie. Później przez dłuższy czas pan Sławomir prowadził go jako trener.
Wykonywał ostatni rzut karny. I bezczelnie podciął piłkę, jak Panenka
Bratek w 2024 roku opublikował na Śląsk.net artykuł o ojcu i synu. Opisuje w nim sezon 2016/2017, w którym Polonia Środa Śląska wygrała Okręgową Ligę Juniorów Młodszych. Fragment: „Polonia strzeliła w rozgrywkach 197 goli, a 53 strzelił syn trenera, czyli Piotr Samiec-Talar. Piotrek był postrachem bramkarzy, cztery razy strzelił po sześć goli w meczu”.
Pan Sławomir nie pamięta dokładnych wyników, liczb, ale potwierdza, że mogło tak być.
– Prowadziłem syna przez osiem lat. Zespół stał się siłą w województwie, toczyliśmy wyrównane spotkania ze Śląskiem czy Zagłębiem Lubin. Udało się pozbierać najlepszych chłopaków z okolicznych miejscowości. Zostaliśmy wicemistrzami województwa. Razem z rodzicami innych zawodników robiliśmy dużo, żeby rozwijać drużynę. Jeździliśmy na turnieje krajowe i międzynarodowe. Zależało mi na tym, żeby robić jak najwięcej jednostek treningowych w tygodniu. To się przekładało na wyniki i fakt, że o mojej ekipie i jej najlepszych piłkarzach mówiło się coraz więcej – wspomina.
Piotrek był jej największą gwiazdą. Pan Sławomir nigdy nie zapomni turnieju halowego w Jaworze. – W wielkim finale mierzyliśmy się ze Śląskiem. Był remis, zarządzono rzuty karne. Strzelaliśmy je na bramki do piłki ręcznej, trzy na dwa metry. U nich między słupkami bardzo wysoki chłopak, sięgał głową pod poprzeczkę. Było 2:2 w karnych i Piotrek podszedł do ostatniego. Najbezczelniej w świecie zrobił „Panenkę”, czyli lekko podciął piłkę. Wpadła. Długo żałowałem, że tego nie nagrałem. Tak bezczelnie się zachować w takim momencie. Taki młody chłopak. To mi uświadomiło, że syn ma to coś, co nie zdarza się często. On od małego miał nietuzinkowość. Coś, co określa się jako „magic touch”. Na boisku masz wiele zagadek do rozwiązania. On się świetnie w tym czuje. Do tej pory często mnie zaskakuje – opisuje w rozmowie z Weszło.
Nie jest tajemnicą, że młody Piotrek marzył o transferze właśnie do Śląska. Wcześniej zgłosiło się Zagłębie, pojechał nawet z zespołem z Lubina na jeden turniej w okolicach Poznania. Oczywiście został królem strzelców imprezy, ale nie zdecydował się na transfer. Według pana Sławomira głównie dlatego, że wtedy jeszcze do takiej decyzji nie dojrzał. – To wrażliwy, czuły, emocjonalny chłopak. Związany z bliskimi – mówi.
I dodaje, że kiedy latem 2017 roku syn przeniósł się do Śląska, nie było mu łatwo.

Początki Samca-Talara w Śląsku. Na zdjęciu z Marcinem Wasilewskim
Nie wyszło mu na wypożyczeniu w Widzewie. „Dokonywał złych wyborów”
O tym, na jakim poziomie byli niektórzy piłkarze Polonii Środa Śląska, świadczy fakt, że Zagłębie ściągnęło Michała Bogacza, który później będzie kapitanem reprezentacji Polski U-17, a z Piotrkiem do Śląska poszło jeszcze… pięciu kolegów z drużyny.
To fragment tekstu Bratka: „Trafił do Śląska, do drużyny prowadzonej przez Piotra Jawnego. Zespół spadł właśnie do ligi wojewódzkiej i w ciągu pół roku miał wrócić do CLJ. Udało się, Śląsk zdemolował ligę, a Piotrek strzelił jesienią blisko 30 goli. Wiosną będący beniaminkiem Śląsk był rewelacją rozgrywek. Wygrał grupę C, awansował do półfinału mistrzostw Polski, a Samiec-Talar z 14 golami był najlepszym strzelcem nie tylko w swojej grupie, ale i wszystkich rozgrywkach ligi. Niestety w walce o finał Śląsk uległ Jagiellonii, a jedną z bramek dla wrocławian strzelił Piotr. W kolejnym sezonie, już w juniorach starszych, zdobył wicemistrzostwo Polski”.
Później nie było już tak różowo. W sezonie 2018/2019 zadebiutował w Ekstraklasie. Dostał trzy minuty w prestiżowym meczu z Miedzią Legnica, ale wszedł, gdy jego zespół prowadził już 5:0.
Kolejny sezon to 11 występów na najwyższym szczeblu (ale tylko 132 minuty w sumie), a sezon 2020/2021 to osiem występów (152 minuty). Jeżeli wchodził na boisko, to na końcówki. A jeśli występował regularnie, to w trzecioligowych, a później drugoligowych rezerwach. Miał większe ambicje, dlatego zdecydował się na półroczne wypożyczenie do Widzewa, który walczył o awans do Ekstraklasy. Zaczął tam świetnie – od gola w wygranym 2:0 meczu z Koroną, ale później prezentował się coraz gorzej.

Samiec-Talar w barwach Widzewa
Kamil Pycio, dziennikarz związany z Widzewem, tak na Śląsk.net oceniał jego czas w Łodzi: – W początkowym okresie dawał drużynie dużo przebojowości, starał się grać nieszablonowo, niestety później nie był już w stanie nawiązać do tego dobrego początku. W drugiej części rundy dostawał też mniej szans, a gdy już pojawiał się na boisku, odnosiłem wrażenie, że zbyt dużo gra pod siebie. Było wiele sytuacji, w których dokonywał złych wyborów, decydował się na grę indywidualną, mimo że miał lepiej ustawionych kolegów. Dlatego podsumowałbym jego okres w Widzewie na minus.
Niektórzy zwracali uwagę, że w Widzewie ustawiano go na lewym skrzydle, a widać było, że lepiej czuje się w środku pola, np. jako ofensywny pomocnik, podwieszony pod napastnika. Wątek odpowiedniego wykorzystania potencjału Samca-Talara będzie później powracał.
Kolejne wypożyczenie, do GKS-u Katowice (znów na zaplecze Ekstraklasy), też nie wypadło najlepiej. 13 spotkań i tylko jeden gol, w Pucharze Polski.
Pan Sławomir: – Myślę, że Piotrek nie był jeszcze wtedy odpowiednio ukształtowany taktycznie i motorycznie. To chłopak, którego nie należy wrzucać w sztywne ramy. Bywało, że taktyka, zadania defensywne za bardzo decydowały o tym, co ma robić na boisku. Przez to nie miał sił, by pokazać to, co ma najlepszego.
Błyszczał w Ślasku prowadzonym przez śp. Jacka Magierę. Mieli świetny, emocjonalny kontakt
Który trener w Śląsku dał Piotrkowi najwięcej? W Ekstraklasie, we wspominanym meczu z Miedzią, zadebiutował u Tadeusza Pawłowskiego, który przekonuje mnie, że o talencie Samca-Talara słyszał sporo wcześniej.
– Zanim w lutym 2018 roku ponownie objąłem Śląsk, działałem w akademii tego klubu. Pamiętam, jak z Łukaszem Czajką (wtedy skaut klubu z Wrocławia – przyp. red.) pojechaliśmy do Środy Śląskiej. Usiedliśmy z tatą Piotrka i dopinaliśmy kwestię transferu. Już wtedy widzieliśmy w Piotrku zawodnika, który może występować na poziomie Ekstraklasy. Od początku wyróżniał się inteligencją na boisku i dobrym wykończeniem akcji. Zdobywał bardzo dużo bramek – mówi Pawłowski w rozmowie z Weszło.
I dodaje: – Nieprzypadkowo dołączyłem go do kadry pierwszego zespołu i wpuściłem na boisko w Legnicy. Później, jak to często bywa z młodymi graczami, miał wzloty i upadki.
Po powrocie z wypożyczeń Piotr Samiec-Talar odnalazł się w Śląsku prowadzonym przez Ivana Djurdjevicia. W sezonie 2022/2023 rozegrał w Ekstraklasie 811 minut, choć liczbami nie imponował – jedna bramka, jedna asysta. Zaczął błyszczeć w kolejnych rozgrywkach, w których zespół sięgnął po niespodziewane wicemistrzostwo kraju. Piotrek miał świetny kontakt ze śp. Jackiem Magierą, który poprowadził zespół do tego sukcesu. Pan Sławomir określa ich relację jako wewnętrzną i emocjonalną. – Bardzo dużo rozmawiali. Trener Magiera odcisnął na synu spore piętno – mówi.
Samiec-Talar w 31 ligowych występach strzelił siedem goli i miał dziewięć asyst. – Moim zdaniem punktem przełomowym był przedsezonowy sparing z GKS-em Jastrzębie. Śląsk wygrał 5:1, a Samiec-Talar strzelił dwa gole i miał udział przy pozostałych. Potem przyszedł mecz z Legią, chyba najlepszy w jego karierze” – pisał o tamtym czasie na Śląsk.net Bratek.
Chodzi o pamiętne spotkanie z października 2023 roku, wygrane przez zespół z Wrocławia 4:0. Legia, prowadzona wtedy przez Kostę Runjaicia, była bezradna. Samiec-Talar na początku asystował przy bramkach Petra Schwarza i Erika Exposito, a następnie sam strzelił na 3:0.

Samiec-Talar po golu strzelonym Legii. 2023 rok
W obecnym sezonie pomocnik równie efektowne występy notuje regularnie. Ale po drodze był spadek z Ekstraklasy i niełatwe decyzje. Zdecydował się zostać i powalczyć o powrót do elity z klubem, który ma w sercu. Udało się, a teraz świetną dyspozycję z zaplecza Ekstraklasy (10 goli i osiem asyst w sezonie) przekłada na najwyższy poziom rozgrywek.
Jan Urban pomija Bartosza Nowaka. A czy powoła Piotra Samca-Talara?
W ostatniej „Lidze+Extra” ciekawie na temat gry Samca-Talara wypowiedział się Kamil Kosowski. – To jest młody piłkarz, który gra jak piłkarz starej daty. Ma zagrania, jakie były za naszych czasów: miękkie, niekonwencjonalne, prostopadłe. To jest w moim odczuciu piłkarz, którego dopiero moglibyśmy zweryfikować, jakby pojawił się w Legii czy Lechu, co dałoby mu większe możliwości, ale też miałby większą presję i wymagania. Byłbym ciekawy, czy by sobie z tym poradził – powiedział były reprezentant Polski.
– Przecieram oczy, widząc, w jakiej jest formie. Ma świetną lewą nogę. Umie dośrodkować z boku, ale i zagrać prostopadłe podanie czy strzelić z dystansu. To kapitan, lider. Zawodnik, który ciągnie zespół. Dziś widzę go w Lechu albo w Legii, w najlepszych zespołach ligi. Ma taki potencjał, że widzę go również w reprezentacji Polski. Zasłużył na to, by dostać szansę w kadrze – mówił z kolei w programie „Przegląd Ligowy” w serwisie Przegląd Sportowy Onet Radosław Majdan.
Potencjał na kadrę – nie są to oderwane od rzeczywistości opinie. Warto dodać, że w ośmiu meczach Ekstraklasy na dziesięć zanotował jakiś konkret w postaci gola czy asysty.
Pierwszy raz temat reprezentacji pojawił się wokół Samca-Talara jeszcze w sezonie 2023/2024. Nie dostał powołania. Dotąd 24-latek ma na koncie tylko jedno spotkanie w U-18. 7 września 2018 roku i mecz przeciwko Macedonii (1:0). Selekcjonerem tamtej drużyny był Wojciech Tomaszewski. Teraz głosy nawołujące do powołania lidera Śląska pojawiły się ze zdwojoną (a może i potrojoną?) siłą. Kto wie, czy Jan Urban nie zdecydowałby się na to już w październiku, ale w meczu przeciwko Jagielloni Białystok (1:2) Guilherme Montoia ostro zaatakował Samca-Talara i pomocnik doznał złamania nadgarstka. Wypadł z gry na kilka tygodni.

Samiec-Talar w meczu Śląsk – Pogoń w Pucharze Polski
Teraz wrócił i gra równie wyśmienicie. Stylem gry przypomina Bartosza Nowaka, ale jest o dziewięć lat młodszy. Jan Urban pomija pomocnika GKS-u. Wydaje się, że prędzej powoła Samca-Talara. Być może zrobi to już niebawem, na dwa listopadowe spotkania Ligi Narodów.
Pawłowski: – Piotrek został w Śląsku po spadku i dziś świetnie gra w Ekstraklasie. Rewelacyjne są te jego asysty, gra z olbrzymim polotem. Te podania w trójkątach, piętki. Jest efektowny, ale też efektywny. Mam wrażenie, że zaczęła doceniać go cała Polska. Bardzo mu kibicuję. Niewykluczone, że niebawem zobaczymy go w kadrze.
Sławomir Samiec-Talar: – Piotrek jest skuteczny, jego liczby muszą robić wrażenie, ale to nie jest jeszcze zawodnik doskonały. Ma pewne braki. Reprezentacja? Bardzo się cieszę, że jest mowa o ewentualnym powołaniu dla Piotrka, ale zdaję sobie też sprawę, jak wielka jest rywalizacja. Nie ma tu z mojej strony ciśnienia. Mamy wspaniałego trenera, niech on wybierze jak najlepiej.
JAKUB RADOMSKI
Fot. Newspix.pl
ZOBACZ RÓWNIEŻ