Lech szybciej wygra Ligę Mistrzów niż Puchar Polski [KOMENTARZ]

Mikołaj Duda

28 października 2026, 21:30 • 5 min czytania 8

Reklama
Lech szybciej wygra Ligę Mistrzów niż Puchar Polski [KOMENTARZ]

Lech może wygrywać kolejne mecze w Ekstraklasie, po 4:1, 5:1 albo i nawet 6:1. Może podjąć równorzędną walkę z ekipą z Premier League, zdobyć dwa mistrzostwa kraju z rzędu i być na bardzo dobrej drodze do trzeciego. Wszystko się świetnie układa do momentu, gdy trzeba zmienić szyld i zagrać w Pucharze Polski. Tu zawsze Poznaniacy coś odwalą i z reguły jest to coś, co ciężko jakkolwiek sensownie wytłumaczyć. 

Reklama

W teorii Lech kolejny Puchar Polski może zdobyć najszybciej w maju 2028 roku, czyli zakładając najlepszy możliwy scenariusz na to trofeum poczeka sobie przynajmniej 19 lat! Ostatni raz sięgnął po nie za kadencji Franciszka Smudy, gdy w ataku biegał Robert Lewandowski. Jest to wynik co najmniej wstydliwy, biorąc pod uwagę, że od tego czasu zdobył pięć mistrzostw Polski i zaliczył kilka europejskich przygód.

Przypadek Pucharu Polski powinien zostać przestudiowany, bo nie idzie logicznie wytłumaczyć passy różnego rodzaju upokorzeń i kompromitacji, jakie Kolejorz dostarcza regularnie dostarcza swoim kibicom.

Puchar Polski to dla Lecha przeklęte rozgrywki. Nie idzie tego wytłumaczyć

Moglibyśmy się teraz mądrzyć, że Niels Frederiksen mógł wystawić tego, a nie tamtego. Że trzeba było zrobić tak, a nie inaczej. Tylko czy Lech jakkolwiek zlekceważył rywala, potraktował to spotkanie jako jakieś drugiej kategorii? No nie. Jasne Siarka miała swój plan i bardzo dobrze go realizowała, ale zespoły w Ekstraklasie też go mają, a jednak i tak z reguły kończy się solidnym oklepem.

Poza młodymi Mateuszem Pruchniewskim i Piotrem Bartczakiem, duński trener mistrza Polski też nie wystawił jakiegoś eksperymentalnego składu. Zresztą, przegrana dwie edycje temu z drugoligową Resovią Rzeszów już raczej na zawsze wyleczyła Frederiksena z wymieniana całego składu na starcie z niżej notowanym rywalem.

Reklama

Ciężko powiedzieć, żeby dwójka wspomnianych młodych zawodników była głównymi winowajcami tej porażki, a przecież Leo Bengtsson, wykupiony za cztery miliony euro Luis Palma, Filip Jagiełło i nawet ten nieszczęsny Yannick Agnero to ofensywna czwórka, która spokojnie mogłaby wyjsć na mecz w Ekstraklasie. Tak samo Radosław Murawski z Gustavem Berggrenem w drugiej linii, a w defensywie w porównaniu do meczu z Legią wymieniony został jedynie Michał Gurgul.

To nie była jakaś zbieranina z juniora młodszego i trampkarza, która spotkała się po raz pierwszy w życiu i miała odbębnić awans z trzecioligowcem. W sporej części – biorąc pod uwagę także kontuzje – to byli zawodnicy pierwszego składu albo gdzieś wokół niego się kręcący.  Przecież snucie tez, że Niels Frederiksen podszedł lekceważąco, bo zostawił na ławce Patrika Walemarka i Pablo Rodrigueza to jakiś absurd.

Czy mógł zrobić coś więcej? Nie wiemy, ale nie może być przypadku w tym, że co sezon jego zespół ma gigantyczne problemy z rywalami z niższych lig. Wspomnieliśmy już o kompromitacji w Rzeszowie, gdy mocno rezerwowym składem Lech odpadł z drugoligowcem, ale przecież przed rokiem z Gryfem Słupsk (czwarta liga) przy odrobinie mniejszej dozie szczęścia mogłoby się skończyć podobnie. W końcowych minutach było przecież o krok od sensacji.

Wtedy jakimś tam wytłumaczeniem była absolutnie fatalna murawa, rok wcześniej całkowicie przemeblowany skład, a teraz? Obie te wymówki odpadają (płyta jak na warunki trzecioligowe była wręcz świetnie przygotowana) i ciężko wymyślić jakąś inną. No pewnie ta idiotyczna czerwona kartka Yannicka Agnero, która pozwoliła gospodarzom uwierzyć, ale przecież Iworyjczyk schodził z boiska przy 0:0.

Reklama

Kompletnie się nie popisał – to jasne, ale to nie jest wytłumaczenie dla wszystkich pozostałych piłkarzy Lecha. W takim składzie, grając z trzecioligowcem zespół Nielsa Frederiksena i tak miał obowiązek sięgnąć po zwycięstwo, nawet jeśli byłoby to wymęczone 1:0. A choćby tego nie udało mu się dokonać.

I też nie możemy powiedzieć, żeby ten wynik był jakiś niesprawiedliwy, żeby Lech miał wybitnego pecha albo został skrzywdzony przez  sędziego. Nie. Siarka miała swój plan i bardzo dobrze go realizowała. Z przebiegu tych 90 minut wygrała jak najbardziej zasłużenie i w tym miejscu warto oddać szacunek pracy trenera Sławomira Majaka oraz całego jego zespołu.

Reklama

Lech już nigdy nie wygra Pucharu Polski? Szybciej doczeka się Ligi Mistrzów

Wydawało się, że teraz to już musi być ten sezon, w którym Lech przełamie klątwę Stadionu Narodowego. Z Pucharem Polski już pożegnała się naprawdę pokaźna grupa ekstraklasowiczów, a w tym Legia, Pogoń Szczecin, GKS Katowice czy Widzew, jednak to grono jest bardziej pokaźne. Mistrz Polski miał więc autostradę do finału. Ponadto w ostatnich tygodniach imponował wysoką formą, właśnie ograł Legię i jakby tego było mało, trafił na jednego z najsłabszych (w teorii) rywali. Więc co mogło pójść nie tak?

Wszystko, bo Puchar Polski w wykonaniu Lecha Poznań wyłamuje się spoza jakichkolwiek ram. Zmieniają się trenerzy, zawodnicy, klub zalicza bezdyskusyjny, wręcz harmonijny, rozwój, ale gdy przychodzi Puchar Polski, to wszystko dookoła nie ma żadnego znaczenia.

Mimo zmienionych personaliów, to jest dokładnie ten sam zespół, który przegrał trzy finały z rzędu, w tym jeden z pierwszoligową Arka Gdynia. Ten sam, któremu zawsze coś akurat stawało na przeszkodzie. Przez tyle lat przyczyn nazbierała się cała masa, ale na końcu i tak efekt jest ten sam.

Całkowicie poważnie Lech chyba powinien rozważyć wycofanie się ze wszystkich kolejnych edycji Pucharu Polski. Szkoda marnowania energii, pieniędzy i przede wszystkim nie ma co przyprawiać kibicom kolejnych powodów do poczucia wstydu. No chyba, że uda się dojść do przyczyny tych wszystkich niepowodzeń, ale do tego chyba potrzebny będzie jakiś dobry afrykański szaman.

Reklama

Żadnego bardziej logicznego wytłumaczenia po prostu nie ma.

Fot. Newspix

8 komentarzy
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

Lech ośmieszony! Siarka pokonała mistrza Polski! Kowal, Długosz i inni o Pucharze Polski

Wojciech Piela
0
Lech ośmieszony! Siarka pokonała mistrza Polski! Kowal, Długosz i inni o Pucharze Polski
Polecane

Milan zabezpiecza się na przyszłość. Nowe umowy dla gwiazd.

Kacper Korpak
0
Milan zabezpiecza się na przyszłość. Nowe umowy dla gwiazd.

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Piękny gol w Pucharze Polski. Wisła Płock musiała walczyć do końca [WIDEO]

Wojciech Piela
0
Piękny gol w Pucharze Polski. Wisła Płock musiała walczyć do końca [WIDEO]