Widzew miał stać w kontrze do dziadostwa, a nawet nie gra o wygraną

Antoni Figlewicz

18 kwietnia 2026, 19:37 • 5 min czytania 11

Reklama
Widzew miał stać w kontrze do dziadostwa, a nawet nie gra o wygraną

Dlaczego nie gra o wygraną? Najpierw nasuwa się odpowiedź prosta, wyjęta prosto z ust jednego z byłych trenerów Łodzian – bo jest słaby. Tyle że rzeczywistość ma pewnie kilka różnych odcieni i warto ustalić, czy Widzew w ogóle chce grać o wygraną. To nieco absurdalne założenie w nieco absurdalnej dyskusji, ale jestem przekonany, że ekipa z Łodzi gra przede wszystkim o to, aby nie przegrać. Z nożem na gardle, z głównymi rywalami w walce o utrzymanie to może być trochę za mało.

Reklama

Los upomniał się o Widzew w Radomiu. Bo Aleksandar Vuković nie grając ze swoim zespołem o zwycięstwa punktował dotychczas bardzo dobrze. Dziewięć oczek w pięciu meczach pozwalało wierzyć w słuszność takiego podejścia. Gdyby i Radomiakowi Widzew oddał najwyżej punkcik, dalej można by było mówić, że wszystko idzie zgodnie z planem i w myśl obranej przez trenera strategii pragmatycznej.

Ale oddał trzy. Więc trzeba mówić głośno, że nie idzie zgodnie z planem i jeden z kandydatów do zepchnięcia pod kreskę odskoczył od Łodzian na cztery oczka. Ten mecz jest doskonałym pokazem tego, jak powinna potoczyć się rywalizacja, w której jeden z zespołów nie walczy o pełną pulę.

Widzew nie chciał, Radomiak chciał. Główny zarzut w kierunku gości

Z Arką nie grał o pełną pulę. Z Górnikiem też nie. Z grającą w dziesięciu ekipą Rakowa też nie, prowadząc zdążył w parę minut pogubić punkty. Zaryzykuję stwierdzenie, że o pełną pulę zagrał Widzew z Bruk-Betem, ale to tylko przez ostatnie minuty. Bo póki na boisku stawiał mu się komplet rywali, to też było kiepsko. Dziś z Radomiakiem gry o zwycięstwo nie było wcale a wcale. W pierwszej połowie cokolwiek oferował właściwie tylko ostatecznie niezbyt gościnny gospodarz. Odrobina szczęścia pozwoliła Widzewowi cieszyć się z prowadzenia, ale było ono całkowicie na wyrost.

Nie da się na takim picu, farcie, na takim minimalizmie, dojechać do mety zwycięskim. Albo inaczej – da się, jeśli jesteś dobrym zespołem. Czy Widzew jest dobrym zespołem? No nie. Jeśli ktoś jeszcze potrzebował utwierdzić się w przekonaniu, że to kandydat do spadku, dziś ma pełen ogląd sytuacji. Udało się ograć tydzień temu Bruk-Bet, utrzymać się w gronie żywych. Ale na więcej tak grającego Widzewa, śmiem teraz stwierdzić, nie stać.

Reklama

Ktoś jeszcze nie wierzy? Widzew głównym faworytem do spadku [CZYTAJ RELACJĘ]

Gole oczekiwane nie są najlepszym wyznacznikiem tego, jak który zespół gra w piłkę, ale osiągi Widzewa w tej statystyce są naprawdę koszmarne. Kosz-mar-ne.

  • Lech 0,68
  • Arka 0,66
  • Górnik 0,30
  • Raków 1,07
  • Bruk-Bet 2,07
  • Radomiak 0,23

Mecz z czerwoną latarnią ligi był i pewnie na jakiś czas pozostanie anomalią, choć też nie do końca. Arkadiusz Kasperkiewicz wyleciał z boiska w 66. minucie. Wcześniej Widzew, delikatnie mówiąc, nie zachwycał. Do przerwy nie oddał celnego strzału. Wypracował wtedy to całe xG na poziomie 0,26. Z Bruk-Betem, jedyną drużyną, którą można dziś z czystym sumieniem nazwać słabszą od Łodzian.

Aleksandar Vuković

Reklama

Aleksandar Vuković musi wreszcie trochę zaryzykować. Widzew grając tak pasywnie zostawia swój los w cudzych rękach

Robert Dobrzycki stworzył potwora

Nie wiem, czy ktoś jest już w Łodzi gotowy na tę rozmowę i czy nie zostanę zaraz zjedzony, ale i to trzeba wyraźnie sygnalizować. To nie tak, że właściciel Widzewa jest bez winy i wszyscy go oszukują, wykorzystują, doją czy inne takie pierdoły. Oglądając dziś z poziomu trybun mecz z Radomiakiem Robert Dobrzycki mógł i chyba powinien pomyśleć, że stworzył w rok piłkarskiego potwora Frankensteina.

Tylko szwy na czaszce, szyi, rękach i nogach nie są wykonane z najmocniejszych nici. Prawa noga jest dłuższa od lewej. A jedno oko gdzieś wypłynęło i nie wiadomo gdzie.

– Mam taką obserwację, że w polskiej lidze jest trochę taki „kult dziadostwa”. Jeśli ktoś płaci mniej, to niby wygląda lepiej. No nie, w tej sytuacji wygląda gorzej – mówił Robert Dobrzycki w listopadowej rozmowie z portalem sport.pl. Źle się starzeją jego słowa.

Reklama

Właściciel też jest więc winnym całego tego bałaganu, nie można ukrywać go za plecami dyrektorów, prezesa, trenerów czy piłkarzy. Cały ten organizm na przestrzeni całego tego sezonu choruje. W marcu ubiegłego roku, gdy Dobrzycki wchodził do klubu, Widzew nie był może okazem zdrowia – na pewno nie pod względem sportowym – ale chociaż nie leżał pod respiratorem. Dziś nasłuchuje nerwowo cichego pikania.

Jeśli się utrzyma – nie „kiedy”, teraz piszmy już tylko „jeśli” – to ten sukces osiągnie w oparach absurdu. Absurdu największych w historii polskiej piłki pieniędzy wydanych na budowę drużyny, która w piłkę nie gra.

Żeby było jasne i warto zaznaczyć to raz jeszcze – nie jest głównym winnym trener Vuković wrzucony na konia w końcówce sezonu, zatrudniony w roli strażaka, ale oficjalnie nie nazywany strażakiem przez nikogo w klubie. Bo jak to tak podtrzymywać narrację o budowie czegoś wielkiego ze strażakiem!? Strażackie metody Serba mogą jeszcze Łodzian uratować, ale tak jak apelowaliśmy o coś więcej po meczach z Arką i Górnikiem, tak jak liczyliśmy na pokaz chociaż najmniejszej siły przeciwko grającemu w dziesiątkę Rakowowi, tak i wypadało oczekiwać, że Widzew w Radomiu pokaże zęby i przeprowadzi kilka solidnych ataków.

Zagra o trzy punkty, a nie o łut szczęścia. Tym razem szczęścia zabrakło i jeśli na szczęściu ma się opierać plan na ewentualne kolejne wygrane, to lepiej ten plan teraz zrewidować. Chętni do spadku mogą się kiedyś skończyć, a na polu walki pozostanie tylko Widzew, z ręką w nocniku. Bez brania losu w swoje ręce walka zdaje się nie mieć sensu.

Reklama

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

11 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama