Jagiellonia ma za sobą swój pierwszy mecz w historii na poziomie fazy ligowej Ligi Europy. Podopieczni Adriana Siemieńca objęli prowadzenie w starciu z Olympiakosem, jednak Grecy zdołali najpierw doprowadzić do wyrównania, a następnie przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę. Niedługo po końcowym gwizdku głos zabrał jeden z kluczowych graczy ekipy z Podlasia.
Przed kamerami Polsatu Sport po spotkaniu w Pireusie stanął bramkarz Jagiellonii Sławomir Abramowicz, który zauważył, że rywal był ze znacznie wyższego poziomu. Oceniając przyczyny porażki wskazał przede wszystkim na defensywę i to, w jak łatwy sposób Jaga straciła obie bramki.
– Nie ma co ukrywać, mimo wszystko było widać dużą różnicę klas. Przyjeżdżamy na ciężki teren i to było widać. Robiliśmy, co mogliśmy, pierwsza połowa była dobra, też w defensywie się trzymaliśmy. Szkoda trochę bramek, bo mam wrażenie, że mogliśmy zrobić trochę więcej. Przy pierwszej straciliśmy krycie, a drugą straciliśmy bardzo podobnie jak z Wisłą Kraków. Nie spodziewaliśmy się łatwego meczu i niestety wracamy bez punktów – przyznał Abramowicz w rozmowie z Polsatem Sport.
„Nie ma co się nad sobą pastwić”. Bramkarz Jagiellonii docenia debiut na nowym szczeblu
Młodzieżowy reprezentant Polski został też zapytany o proste błędy pod swoją bramką, które wynikały z chęci krótkiego wyprowadzenia piłki i wysokiego pressingu rywala.
– Nie wiem, być może tak. Brakowało dobrego przyjęcia, dobrego zagrania, by gdzieś tam tę akcję przyspieszyć, wyjść spod pressingu w tej strefie środkowej czy nawet pod bramką. Ciężko na gorąco coś więcej powiedzieć. Na pewno szkoda. Myślę, że mimo wszystko na ten jeden punkt zasłużyliśmy. Musimy też patrzeć na to, co możemy robić więcej przy straconych bramkach. Też za dużo ich tracimy ze stałych fragmentów gry. Dwa dośrodkowania i dwie bramki wpadają. Cóż, musimy się zastanowić nad tym.
Dodajmy, że Jagiellonia po raz pierwszy w swojej historii ma okazję mierzyć się w fazie zasadniczej Ligi Europy. 22-bramkarz docenia możliwość sprawdzenia się na wyższym poziomie niż dotychczas i przyznaje, że było to dla niego spełnienie kolejnego marzenia.
– Też nie ma co się nad sobą pastwić. Przegrywamy tylko 1:2 z Olympiakosem w Lidze Europy. To jest nasz debiut na tym poziomie, pierwszy mecz, więc też są powody do jakiejś radości, bo dla mnie osobiście to jest wielkie wydarzenie i spełnienie kolejnych marzeń. Szkoda, że bez punktów, ale marzenie spełnione.
Kolejną okazję na zdobycie pierwszych punktów w Lidze Europy Jagiellonia będzie miała w połowie października. Zespół prowadzony przez Adriana Siemieńca przed własną publicznością zmierzy się z ormiańskim Araratem, czyli na papierze zdecydowanie najsłabszym zespołem spośród ósemki rywali wylosowanych w fazie ligowej.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix