Jagiellonia od porażki zaczęła swoje zmagania w fazie ligowej Ligi Europy. Na ciężkim terenie w Pireusie dzielnie walczyła, jednak ostatecznie to Olympiakos okazał się lepszy, wygrywając 2:1. Głos po meczu zabrał Adrian Siemieniec, który wskazał, co zdecydowało o niekorzystnym końcowym rezultacie.
Z pomeczowej wypowiedzi Adriana Siemieńca przed kamerami Polsatu Sport wynika, że najbardziej zadowolony był z drugiego oraz trzeciego kwadransa tego spotkania. Wtedy jego zdaniem to Jagiellonia kontrolowała przebieg meczu. Po przerwie jego podopieczni mieli już problem z dorównaniem wysokiej intensywności przeciwnika.
– Mieliśmy trudny początek, nie potrafiliśmy złapać rytmu. Przeciwnik też wyszedł wysoko, często zabierał nam piłkę, trochę nie mogliśmy się przy niej utrzymać, ale przetrwaliśmy ten początek bez straconego gola. Od 15 minuty do końca pierwszej połowy mam wrażenie, że mieliśmy kontrolę nad meczem. Dobrze graliśmy z piłką, dobrze sobie też radziliśmy bez niej.
– Druga połowa rozegrała się na poziomie intensywności. Przeciwnik przez całe 90 minut narzucał taką intensywność, że ciężko nam było wypychać pressing. Po dłuższej obronie ciężko było dłużej utrzymać się przy piłce, ale mimo to długo się trzymaliśmy. Czasami są takie mecze, że musisz przetrwać i zabrakło nam niewiele. Stracona bardzo prosta bramka – ocenił przegrany mecz z Olympiakosem Adrian Siemieniec.
„Przy takich błędach nie ma co liczyć na punkty”. Adrian Siemieniec docenił klasę rywala
Generalnie trener Jagiellonii jest zadowolony z postawy swojego zespołu, jednak zwraca uwagę na zbyt dużą liczbę popełnianych błędów. Szczególnie istotne jego zdaniem były te prowadzące do straty pierwszej bramki tuż przed przerwą.
– Kluczowy moment to strata pierwszej bramki. Mam taki wniosek, że te kluczowe momenty decydują o wyniku. Na poziomie Ligi Konferencji te niektóre błędy, które popełniliśmy niekoniecznie kończą się bramką, a przy takim klasowym przeciwniku on to wykorzystuje. Ja mam takie poczucie, że faktycznie ten mecz nie wyglądał źle i wieloma fragmentami dobrze się prezentowaliśmy, ale popełniliśmy tak proste błędy przy bramkach, że z taką drużyną nie ma co liczyć na punkty. Jak zostawiasz Jaremczuka w czystej sytuacji, to po prostu tracisz gola.
Siemieniec uważa także, że jego piłkarze dalekimi zagraniami powinni lepiej wykorzystywać miejsce za plecami obrońców rywali. Za długo grali krótkimi podaniami blisko własnej bramki, mimo że rywal i tak podchodził bardzo wysoko.
– Jeśli przeciwnik zostawia nam miejsce za plecami, to naszym celem jest jak najszybciej tam wyjść. Po prostu za mało korzystaliśmy z tego narzędzia, a za bardzo wciągaliśmy przeciwnika na naszą połowę, który i tak był już wciągnięty. Grali bardzo wysoko i tę przestrzeń otwierali.
Jednocześnie żałuje, że w pierwszej połowie nie udało się wypracować dwubramkowego prowadzenia. Już przy wyniku 1:0, gdyby Anders Klynge lepiej zagrał, to jeden z jego kolegów miałby na to doskonałą okazję.
– Szkoda, bo mam wrażenie, że gdybyśmy lepiej wykorzystali niektóre swoje momenty, to mogliśmy schodzić na przerwę przy wyniku 2:0. Myślę, że wtedy łatwiej byłoby nam tym zarządzać w drugiej połowie. Mieliśmy dwie bramki zapasu, które pozwoliłyby nam zdobyć przynajmniej ten jeden punkt.
Okazja, by się odkuć już za niespełna miesiąc, gdy na Słoneczną w Białymstoku przyjedzie Ararat Armenia, który na start przegrał 1:4 ze Spartą Praga.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix