Włosi zapraszają na korepetycje z nieszanowania kibiców

Marcin Długosz

13 maja 2026, 12:24 • 6 min czytania 11

Reklama
Włosi zapraszają na korepetycje z nieszanowania kibiców

Jaja. Tak najkrócej i jednym słowem można opisać to, co dzieje się we Włoszech wokół przedostatniej kolejki Serie A. W środowy poranek właściwie wciąż nie wiadomo, kiedy konkretnie odbędzie się pięć meczów zaplanowanych na najbliższy weekend.

Reklama

Terminarz ostatnich kolejek w Serie A to cyrk

O co chodzi i dlaczego Włosi po raz enty wystawili swoją piłkę nożną na pośmiewisko? Samego fundamentu problemu należałoby poszukać dużo wcześniej.

Różne są taktyki poszczególnych lig jeżeli chodzi o planowanie terminarza przedostatniej i ostatniej kolejki. Niektórzy od razu zapowiadają wszystkie mecze o jednej porze i mają spokój – nie wnioskują, nie analizują kto z kim o co walczy. Po prostu dwie ostatnie kolejki albo tylko ostatnia – jak na przykład w Ekstraklasie – to multiliga i koniec, kropka.

Takie podejście to gigantyczne ułatwienie także dla kibiców. Mogą zaplanować swój wolny czas biorąc pod uwagę mecz ukochanej drużyny, mają też szansę zorganizować podróż do innego miasta. Organizatorzy rozgrywek po prostu szanują fanów i dają im niezbędne informacje, by zachęcić ich do przyjścia na stadion.

Inaczej jest we Włoszech. W Serie A od lat kwestia terminarza ostatniej kolejki to prawdziwy cyrk. Na ogół jest tak, że jak liga kończy się w niedzielę, to dopiero w poniedziałek po zakończeniu przedostatniej kolejki ustalany jest dokładny terminarz.

Reklama

Innymi słowy – jesteś na przykład mediolańczykiem i twój klub gra na Sardynii. Jak już się dowiesz, kiedy jest mecz, to masz dosłownie pięć dni, żeby zaplanować loty, hotele. Ale nie trzeba przecież szukać tak skrajnych przykładów.

Niech to będzie nawet mecz w mieście oddalonym o 200 kilometrów. Rozpoczynając tydzień meczowy jeszcze nie wiesz, czy to spotkanie odbędzie się w sobotnie popołudnie lub wieczór, a może w niedzielę do obiadu, o 18:00 albo o 20:45. Musisz czekać, aż panowie w garniturach się zbiorą i przeanalizują najlepsze rozwiązania.

Oczywiście największa walka rozgrywa się tu o telewizję, bo pełen kształt tabeli przed daną kolejką pozwala ocenić, na jakie segmenty można podzielić mecze. O tej samej porze muszą grać zespoły rywalizujące o ten sam cel, żeby zapewnić brak jakiegokolwiek kunktatorstwa i równe szanse w walce o daną pozycję.

Niedziela czy poniedziałek? To się jeszcze okaże

W tym roku we Włoszech postanowiono pójść o krok dalej. Z powodu ostatnich słabszych wyników Napoli i Milanu okazało się, że na dwie kolejki przed końcem sezonu wciąż do zgarnięcia są aż trzy miejsca w Lidze Mistrzów. A dla kilku dużych klubów z Italii, które na nadmiar gotówki nigdy nie narzekają, to cel absolutnie kluczowy i otwierający drogę do milionów z UEFA.

Reklama

Tabela rozgrywek dostarczona przez Superscore

Zadecydowano zatem, że pięć drużyn wciąż walczących o Champions League, musi zagrać o tej samej porze. Chodzi o mecze:

  • Roma – Lazio
  • Juventus – Fiorentina
  • Genoa – Milan
  • Como – Parma
  • Pisa – Napoli

Jeszcze przed tym, jak tabela ułożyła się tak, a nie inaczej i zaangażowała wiele drużyn w walce o ten sam cel, było wiadomo, że derby Rzymu mają się odbyć o niestandardowej porze – w niedzielę o 12:30. Taką decyzję podjęto z kilku względów.

Przede wszystkim na oddalonym o dwa kroki od Stadio Olimpico kompleksie Foro Italico rozgrywany jest turniej tenisowy. Od dawna było wiadomo, że jego finał zaplanowany jest niedzielny wieczór i ma przyciągnąć na trybuny około 20 tysięcy osób. Biorąc pod uwagę, że na derbach zjawiło się trzy razy tyle ludzi – dodatkowo niespokojnych, bo bitwa o Rzym to najgorętszy kibicowsko mecz w Italii – całkiem słusznie stwierdzono, że takie nałożenie godzin wywołałoby spore zagrożenie dla bezpieczeństwa.

Reklama

Inne kwestie to takie, że rzymskie derby często wywołują zamieszki między kibicami i już w przeszłości celowo organizowano te mecze przy świetle dziennym, żeby ograniczyć pole do awantur i ucieczek przed policją. No i ucieszyłby się rynek azjatycki – dla nich mecz w okolicach europejskiego południa to rozwiązanie doskonałe.

Lega Serie A dumnie ogłosiła zatem we wtorek (na pięć dni przed meczami!), że pięć meczów o Ligę Mistrzów wskakuje na 12:30, trzy drużyny walczące o utrzymanie wyjdą na boiska o 20:45, a w międzyczasie zagrają Inter z Hellasem (15:00, mistrzowska feta Nerazzurrich) i Bologna z Atalantą (mecz bez większej stawki).

I tu do akcji wkracza Prefektura Rzymu, czyli rządowy organ Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Urzędnicy ocenili, że nie można dopuścić do sytuacji, w której dziesiątki tysięcy ludzi w niedzielę około 15:00 opuszczają Olimpico, a kolejne dziesiątki tysięcy w tym właśnie czasie napływają w kierunku sportowego kompleksu, by oglądać tenisa.

„Względy bezpieczeństwa publicznego” i koniec gadki. A że gra nie toczy się tylko o mecz Romy z Lazio, ale i o pozostałe cztery spotkania mające rozpocząć się o tej samej porze – Juventusu, Milanu, Como i Napoli – zrobił nam się cudowny organizacyjny chaos.

Reklama

Sprawę rozstrzygnie sąd

Lega Serie A nie dała się jednak wcisnąć do kąta. Wystosowała do prefektury żądanie o wycofanie się z tej decyzji i pozwolenie, by mecz w Rzymie odbył się w niedzielne wczesne popołudnie. Zagrożono, że w przeciwnym razie zostanie złożona skarga do Regionalnego Sądu Administracyjnego, który w trybie pilnym w czwartek miałby rozpatrzyć sprawę.

I wszystko wskazuje na to, że tak właśnie się stanie. Nikt w prefekturze nie myśli o daniu zielonego światła na niedzielne derby, bo jak coś się wydarzy i ktoś w tłumie poniesie szkodę, odpowiedzialnych tej sytuacji będą szukać właśnie wśród urzędników.

Podsumowując – to, co się dzieje, to gigantyczny cyrk nawet jak na włoskie standardy, które przecież w tym względzie nie są wysokie. Niewykluczone, że dopiero w czwartek w trakcie dnia pół ligi dowie się, czy rozegra swój mecz w niedzielę o 12:30, czy jednak w poniedziałek o 20:45.

Na chwilę zamieszczenia tego tekstu – czyli w środę po południu – na oficjalnej stronie Serie A widnieje informacja, że spotkania rozpoczną się w niedzielę. Pomimo tego, że wszyscy mają świadomość zablokowania tej możliwość przez prefekturę.

Reklama

Powodzenia i cierpliwości do tych cyrków pozostaje życzyć także kibicom planującym wybrać się na stadiony, by wspierać swoje drużyny w decydujących meczach sezonu. A zwłaszcza, że mówimy tu o takich markach jak Milan i Juventus, czyli – wespół z Interem – największych globalnie klubach we Włoszech przyciągających fanów z całego świata, często planujących wielogodzinną podróż samolotem i noclegi.

A wystarczyło na sztywno ustalić termin przedostatniej i ostatniej kolejki dla wszystkich latem zeszłego roku. Albo wziąć pod uwagę datę finału dużej imprezy tenisowej, o której było wiadomo od miesięcy. Ale to przerosło mądre głowy rządzące włoską piłką.

Cóż… Świętej pamięci Jacek Magiera powiedział kiedyś, że jeden piłkarz zaprosił go do swojego luksusowego samochodu, a tam syf, brud, nieposprzątane kubki i resztki jedzenia. A przecież to auto też jest wizytówką tego zawodnika i zanim zacznie planować wspinanie się po szczeblach kariery, to warto by było, aby się nauczył konsekwencji w dbaniu o swoje dobro.

I tym samym akcentem możemy zakończyć ten tekst. Dobrze by było, aby Włosi – zanim zaczną mocno reformować swoją piłkę i szukać szans na odbicie się – najpierw potrafili ogarnąć kalendarz ligowej kolejki na dłużej niż trzy-cztery dni przed meczami. A tym samym uszanowali ludzi na trybunach i przed telewizorami, dzięki którym ta zapadła liga wciąż jako-tako się kręci.

Reklama

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO O SERIE A:

Fot. Newspix

11 komentarzy
Marcin Długosz

Serie A, Serie B, Włosi w europejskich pucharach - kocha wszystko, co spod znaku calcio. Za Milanem przemierzył sporo kilometrów, kocha zapach San Siro i będzie płakał przy wyburzeniu (które jest konieczne). Nie zapomina o starej, dobrej Ekstraklasie. Na weszlo.com i w WeszłoTV opowiada głównie o piłce włoskiej i polskiej.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama