Tymoteusz Puchacz wygrał mistrzostwo Azerbejdżanu w barwach Sabah Baku, a w środę może upolować dublet, jeśli wraz z drużyną pokona stołeczną Zirę w finale krajowego pucharu. W rozmowie z Weszło piłkarz potwierdza, że chce zostać w obecnym klubie na dłużej. – Nie planuję stąd odchodzić, no chyba, że pojawiłaby się jakaś kosmiczna oferta – mówi nam sam zainteresowany.
Puchacz: Będziemy świętowali w swoim gronie
Przede wszystkim gratulacje za mistrzostwo. Świętowaliście już? Jak to wygląda w Azerbejdżanie?
Dziękuję! To taka ulga z mojej perspektywy, bo w momencie jak trwał już ten sezon i ja przyszedłem, to chłopaki wygrali, przegrali, a już ze mną w składzie zremisowaliśmy. Nie było to jakoś bardzo optymistyczne w kontekście całego sezonu, ale skład się wykrystalizował i złapaliśmy serię zwycięstw. W grudniu pokonaliśmy Karabach i wskoczyliśmy na fotel lidera.
Od tego czasu wszystko wygrywaliśmy i jak już to mistrzostwo zaczęło zaglądać w oczy, to dało się wyczuwać napięcie, żeby tego nie wypuścić. Jakoś bardzo dużo jeszcze nie świętowaliśmy. Po pierwsze zdobyliśmy to mistrzostwo po meczu Karabachu jak siedzieliśmy w domach, była 22:00. Za dwa dni mieliśmy mecz ligowy, więc spotkaliśmy się w klubie, zrobiliśmy trening, wyszliśmy na miasto. A potem czekał nas wyjazd, więc chłopaki nie mogli jeszcze odpiąć wrotek.
Czyli jakaś większa feta dopiero przed wami?
My jesteśmy mega nagrzani na puchar, w środę gramy finał i chcemy zrobić dublet. Jak będzie ten dublet to myślę, że pojawi się też większe świętowanie, bo na razie wszystko było stłumione. Sezon ligowy się dla nas już skończył, ale pucharowy nadal trwa.
A będzie w ogóle większe świętowanie, typu przejazd autokarem, czy biorąc pod uwagę małą liczbę kibiców Sabah, to raczej na spokojnie?
Nie, chyba nie będzie raczej dla kogo tym autokarem się przejechać. Chociaż jak gra się z Karabachem, to zbierze się zawsze tych kibiców. Czy u nich, czy u nas. Ale bez przesady i żadnych fajerwerków, pewnie będziemy świętowali bardziej w swoim gronie.
Wyświetl ten post na Instagramie
Mistrzostwo już masz, puchar zaraz możesz mieć, a mistrzem Polski zaraz powinien zostać Lech Poznań.
Widziałem konferencję trenera, który mówił, że to nie jest tak łatwo, że trzeba jeszcze dograć sezon i tak dalej. Ale już przed meczem Górnika z Zagłębiem byłem przekonany, że nawet jak Lech straci punkty, to te zespoły goniące też kompletu zwycięstw nie odniosą. Tak jest cały sezon. Tylko Lech przekroczył 50 punktów, więc to fenomen w skali Europy. Mistrzowie kolekcjonują pewnie powyżej 80. Teraz w Poznaniu muszą już tylko wszystko przypieczętować.
Puchacz: Parę razy sparzyłem się na Niemcach. Nie jestem wielkim fanem tego narodu
Tomasz Włodarczyk podał, że Sabah wykupiło cię z Kiel. To prawda?
Klauzula wynosiła 500 tysięcy euro. W Kilonii miałem strasznie pod górkę jak się rozstawaliśmy i z trenerem, i z dyrektorem sportowym. W lutym czy w marcu zmieniły się osoby na tych stanowiskach i do mnie zadzwoniły. Powiedzieli, że fajnie wyglądam, a w klubie jest już nowe rozdanie i mnie chcą. Pomyślałem sobie, że no nie za bardzo to widzę.
Wiedziałem, że Sabah ma opcję wykupu, ale musiałem dogadać się z nimi na pieniądze. To nie tak, że kontrakt był już dogadany i wystarczyło aktywować temat. Musieli mi przedstawić warunki. Karty były po mojej stronie.
Z mojej perspektywy w Azerbejdżanie zaproponowali mi fajny kontrakt. Trzyletni i z dobrymi pieniędzmi. A w Kilonii – po pierwsze nie znałem tam nikogo, a już się parę razy sparzyłem na Niemcach, nie jestem wielkim fanem tego narodu. Tam też po spadku do 2. Bundesligi nie miałem dobrych pieniędzy. Nie za bardzo mi się to więc uśmiechało.
Patrzę na to jeszcze w ten sposób. Nawet jakbym wrócił do Niemiec i ktoś by mnie wykupił, to dałbym zarobić Kilonii. A zostając tutaj, to nawet jakbym gdzieś odszedł, dałbym zarobić Sabah, z którym sympatyzuję. Generalnie mam tu po prostu świetną drużynę i super trenera, teraz doszło mistrzostwo i będą europejskie puchary.
Przed podjęciem decyzji dużo się modliłem, czytałem Pismo Święte. Poczułem, że teraz potrzebuję stabilizacji i pójścia za ciosem. Żeby głupio nie stracić tego, co sobie tu wypracowałem. Do tej pory w mojej karierze często to, co sobie zbudowałem w jednym sezonie, szybko się niszczyło. W Lechu super, w Unionie ciężary, odkułem się trochę w Turcji, to znowu zajechali mnie w Berlinie. Poszedłem do Kaiserslautern i był świetny sezon, lipa w Kilonii. Teraz znów jestem po dobrym czasie i chciałbym go kontynuować.
W tej Kilonii to były jaja. Miałem konflikt z kapitanem. Były pretensje o jakieś wślizgi na treningu, trzymali mnie, żebym go nie pobił. Generalnie nie rozumiałem wielu rzeczy. Zapłacili za mnie dwa miliony euro, miałem chyba najwyższą pensję w całej drużynie z tego, co oni mówili. A nie dostałem wsparcia.
Jak można mówić o realnej szansie, kiedy w pierwszym meczu w Bundeslidze zostałem zdjęty w przerwie, a potem trafiłem na ławkę. Tak się lidera zespołu nie buduje. A potem było jeszcze gorzej. Nie wiem, o co tam chodziło, dziwni są ci Niemcy. Wiele razy mówiłem w wywiadach, że oni mnie okłamali, no i taka jest prawda. Mówili, że dadzą mi pięć-dziesięć meczów na wdrożenie, a potem zostałem zdjęty w przerwie i trafiłem na ławkę. To jak to inaczej nazwać?
Odpowiadając na pytanie – Sabah mnie wykupi. Dogadaliśmy się już też na kontrakt indywidualny, więc to się wydarzy.
Wyświetl ten post na Instagramie
A mimo tych słów o chęci stabilizacji, zakładasz opcję transferu z Sabah do innego klubu już tego lata?
Nie planuję stąd odchodzić, no chyba, że pojawiłaby się jakaś kosmiczna oferta. Będę miał też wpisaną klauzulę, więc ktoś mnie może wykupić. Nie sądzę jednak, żeby za te pieniądze – nie mogę ich tu zdradzić – ktoś wziął 27-latka z Azerbejdżanu. Nie spodziewam się letniego transferu, w mojej głowie jest pozostanie na kolejny sezon tutaj.
I pewnie awans do Ligi Mistrzów.
Ogólnie celem jest znaleźć się w europejskich rozgrywkach, w jednych z trzech. Dla naszego klubu to byłoby świetne. Nikt nam nie zabroni marzyć o Lidze Mistrzów i sam takie marzenia mam. Pewnie ktoś powie, że gdzie oni tam, ale o Karabachu też tak mówili. Zresztą, jak przechodziłem do Sabah to w Polsce też mówili, że idę do nieznanego klubu, średniaka w Azerbejdżanie, a mamy mistrzostwo i finał pucharu. W świecie piłki wiele rzeczy zmienia się na przestrzeni kilku miesięcy.
A teraz jak tak o tym myślisz, to chciałbyś w pucharach czy eliminacjach trafić na zespół z Polski?
Chciałbym, ale oby to nie był Lech, bo bym musiał go pokonać. Chociaż z drugiej strony byłoby to ciekawe doświadczenie, więc właściwie jestem trochę rozdarty. Znając życie i piłkę nożną, pewnie tak będzie.
Na przełomie maja i czerwca polska kadra ma zgrupowanie i to trochę takie w innym stylu. Brak awansu na mundial otwiera pole do luźniejszego przyjrzenia się paru piłkarzom. Liczysz na powołanie?
To nie tak, że liczę na powołanie, ale po prostu swoją postawą chcę zawsze udowadniać, że powinienem je otrzymywać. Za każdym razem spoglądam na listę powołanych z taką nadzieją, ale przede wszystkim skupiam się na tym, żeby tutaj dobrze swoją robotę wykonywać.
Są tacy piłkarze jak Moder, Szymański czy Świderski, nie wspomnę o tuzach pokroju Lewandowskiego czy Zielińskiego, że przy nich nie ma nawet dyskusji. Zawsze jeżdżą na kadrę. To ja chciałbym zbudować swoje nazwisko na tyle, że nie będzie się poddawało moich powołań w wątpliwość. To mój cel.
A czy uda się go osiągnąć teraz czy w przyszłości? Ja głęboko wierzę, że w tej reprezentacji Polski będę grał. To jest taki mój cel, który zawsze mam z tyłu głowy.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Bez Polaków nie ma sukcesów. Nasi mistrzami trzech mocnych lig
- Lewandowski zabrał głos ws. kadry. „Będę dla Jacka Magiery”
- Wieczysta bez licencji na Ekstraklasę! PZPN rozpatrzył wnioski