Nie był przesadnie rozmowny trener Gian-Luca Privitelli na pomeczowej konferencji prasowej po klęsce 0:7 z Lechem Poznań. I w sumie trudno się dziwić, że szkoleniowiec FC Thun nie chciał się szczegółowo rozpowiadać na temat blamażu przy Bułgarskiej, bo wynik po prostu mówi sam za siebie. Mimo wszystko, 48-latek znalazł powód do optymizmu, chwaląc swoich piłkarzy za początek meczu. Szkoda tylko, że sielanka trwała raptem… 10 minut.
To był pogrom, deklasacja i demolka w jednym. Powiedzieć, że Lech po prostu nie dał szans mistrzom Szwajcarii, to tak naprawdę nic nie powiedzieć. 7:0 w play-offach o awans do Ligi Europy! Kolejorz rozjechał FC Thun mniej więcej tak, jak McLaren rozjeżdża gokarta na przedszkolnym torze. A to i tak porównanie z gatunku eufemistycznych.
Co za triumf Lecha Poznań!
Tego już nie da się wypuścić z rąk, prawda?
PRAWDA?! pic.twitter.com/Ln6fnFEd16
— Weszło! (@WeszloCom) August 20, 2026
Lech Poznań – FC Thun 7:0. Gian-Luca Privitelli: „Przez 10 minut graliśmy dobrze…”
Szczerze mówiąc, brakuje nam epitetów, by z należytą dokładnością określić wyczyn podopiecznych Nielsa Frederiksena. Jak się okazuje, zaniemówił również Gian-Luca Privitelli na konferencji prasowej. Po prostu wyczuwalna była pewna cisza, dyskomfort.
Zanim jednak zabrakło mu słów, pochwalił swoich podopiecznych za… początek meczu. – Przez pierwsze dziesięć minut nasza gra wyglądała dobrze. Mieliśmy nawet dwie sytuacje bramkowe – zauważył. Więcej powodów do komplementów już natomiast nie miał. W 10. minucie Walemark znalazł drogę do bramki i rozwiązał worek z golami. Potem posypały się kolejne. Już do przerwy było 5:0.
– Potem rozluźniliśmy szyki i straciliśmy wiarę w siebie po kilku dobrych podaniach Lecha. Gdy padła trzecia bramka, to była już tylko moja wina, gdyż nie wycofałem zawodników, nie zmieniłem ustawienia, tylko nadal graliśmy wysoko. Straciliśmy te trzy bramki i zostawiliśmy mnóstwo wolnego miejsca przeciwnikowi. Od tego momentu trudno nam się grało. Zostawiliśmy dziś Lechowi za dużo wolnych przestrzeni – kontynuował Privitelli.
Jeśli ktoś liczył na pytanie, czy Thun wróci przed ósmą, musi czuć się rozczarowany. Po swoim krótkim komentarzu trener Szwajcarów zakończył konferencję, nie dopuszczając do głosu ani polskich, ani szwajcarskich dziennikarzy. Dziękuję, na razie. W sumie trudno się mu dziwić.
– Dziękuję za uwagę, mam nadzieję, że zrozumiecie Państwo zakończenie tej konferencji i brak możliwości zadania pytań – skwitował.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix