Pogoń w dramatycznych wręcz okolicznościach straciła zwycięstwo w ostatnim meczu sezonu. Z napastnikiem na bramce zespół Thomasa Thomasberga dostał gola tuż przed końcowym gwizdkiem arbitra. Zdaniem Duńczyka do takiej sytuacji w ogóle nie powinno dojść, bowiem jego drużyna została okradziona z bramki zdobytej wcześniej przez Kamila Grosickiego.
Dokładnie chodzi o sytuację z 85. minuty, gdy Kamil Grosicki podwyższył wynik na 2:0. Sędzia liniowy od razu podniósł w górę chorągiewkę, a Damian Sylwestrzak odgwizdał spalonego. Thomas Thomasberg uważa, że arbitrzy w tej sytuacji okradli jego drużynę.
– Kluczowym momentem w moim odczuciu było nieuznanie bramki Grosickiego, które w moim przekonaniu było błędem. Oczywiście można popełniać błędy, jednak możesz je potem skorygować na VAR-ze. Sędziowie przyjęli, że odbicie piłki przez zawodnika GKS-u było przypadkowe, ale w powtórkach widać, że to był błąd techniczny. Nie powinno więc tam być spalonego. Uważam, że okradziono nas w tamtej sytuacji z bramki – stwierdził Thomasberg, cytowany przez oficjalną stronę klubu.
Dodajmy, że 51-letni szkoleniowiec nie ma żalu o czerwoną kartkę dla Krzysztofa Kamińskiego. Nie ma wątpliwości, że akurat decyzja o wyrzuceniu bramkarza z boiska była prawidłowa.
Trener Pogoni podzielił się swoimi odczuciami. „To był dziwny mecz”
Mimo dość pechowej końcówki i wypuszczenia z rąk zwycięstwa Thomas Thomasberg uważa, że to był niezły mecz w wykonaniu jego podopiecznych. Szczególnie był zadowolony z pierwszej części rywalizacji i na pozytywach, płynących z tego starcia chce budować ekipę pod zmagania w przyszłym sezonie.
– To był dziwny mecz. Graliśmy z zespołem, który walczył o europejskie puchary. Powiedziałem zawodnikom w szatni, że chciałbym, byśmy pokazali zwycięską mentalność i charakter.
– Pierwsza połowa była bardzo dobra. Stworzyliśmy dużo okazji. Mogliśmy spokojnie schodzić z większą zaliczką na przerwę. Czasem tak jednak jest, że po przerwie obraz gry się zmienia i tak było teraz. Po przerwie mecz był bardziej wyrównany. Jego zakończenie było szalone. Rywale nam zagrażali, ale my też mieliśmy swoje sytuacje. Ogólnie zagraliśmy przyzwoity mecz i będziemy chcieli na nim dalej budować. Będziemy chcieli wykorzystać pozytywy z tego meczu podczas przygotowań przed nowym sezonem.
Pogoń, gdyby dowiozła korzystny rezultat do końcowego gwizdka sędziego zakończyłaby sezon na ósmym miejscu, wyprzedzając Wisłę Płock. A tak z 45 punktami na koncie finalnie uplasowała się na dziewiątej lokacie.
Znacznie ważniejszy pod kątem rozstrzygnięcia ten mecz był dla GKS-u Katowice. Przy porażce goście straciłby szansę na powrót po wielu latach do europejskich pucharów, a na arenie międzynarodowej znów swoich sił spróbowałaby warszawska Legia. GieKSa, dzięki trafieniu już w doliczonym czasie gry, gdy w bramce Portowców stał napastnik Filip Cuić, rzutem na taśmę wyrwała sobie piątą lokatę. Co ciekawe decydującego gola strzelił Marcel Wędrychowski, czyli wychowanek Pogoni.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix