W ostatni weekend o swoim istnieniu przypomniał Andros Townsend. 35-latek, który ma na koncie blisko 300 meczów w Premier League, od roku biega po tajskich boiskach. Na rozgrzewce przed ostatnim meczem został… rozjechany ciężkim sprzętem przez pracownika klubu. Na szczęście do tego incydentu może dziś podchodzić z humorem. Dwa dni po zajściu opowiedział o jego szczegółach w podkaście Piersa Morgana.
Zamach na byłego piłkarza Premier League
Dość nietypowy kierunek na koniec piłkarskiej kariery obrał Andros Townsend. 35-latek, który ma na koncie blisko 300 meczów w Premier League, w 2025 roku przeniósł się do… Tajlandii. W poprzednim sezonie reprezentował Kanchanaburi, a po spadku do drugiej ligi przeniósł się do finalisty ostatniej edycji Pucharu Tajlandii – Prachuap. Pierwsze dwa występy w nowych barwach zaliczył w podstawowym składzie, ale w ostatni weekend zagrał tylko minutę. Być może powodem był incydent na rozgrzewce. Anglik został… rozjechany przez pracownika klubu.
Crazy Scenes as Andros Townsend gets ran over by a Roller!
Luckily he wasn’t badly hurt afterwards, could’ve ended soo much worse
Welcome to the Thai League pic.twitter.com/EGI2jGfK6r
— Josh (@ayooo2772) September 19, 2026
Opowiedział o tym zdarzeniu
Mimo przygniecenia przez ciężki sprzęt jego uda oraz biodra, skrzydłowy jakimś cudem wyszedł z tego bez szwanku. Dwa dni po zajściu wychowanek Tottenhamu wziął udział w podcaście Piersa Morgana i Simona Jordana „Football Uncensored”. Zanim panowie rozpoczęli rozmowę o wydarzeniach z ostatniego weekendu w Premier League, Townsend został zagajony przez Morgana o incydent z rozgrzewki.
– Za każdym razem, gdy to widzę, wzdrygam się. Nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Oglądanie tego i myślenie, co mogło się stać, jest okropne. Na szczęście upadłem na ziemię w odpowiednim momencie, więc nie doszło do żadnego złamania, gdy walec po mnie przejechał.
13-krotny reprezentant Anglii mówił, że był skonsternowany, gdy zobaczył, że podczas rozgrzewki po obu stronach na boisko wyjeżdża ciężki sprzęt służący do dbania o murawę.
– Pamiętam, że pomyślałem sobie: „Co oni robią? Nigdy czegoś takiego nie widziałem”. Ale zostaliśmy wezwani na rozgrzewkę i więcej już o tym nie myślałem. Następnym razem zobaczyłem go [pracownika klubu], kiedy dosłownie leżałem pod nim. Kilka siniaków jest, ale na szczęście udało mi się wyjść z tego bez szwanku – kontynuował były piłkarz m.in. Crystal Palace, Evertonu, czy też Newcastle.
Wyświetl ten post na Instagramie
Podchodzi do sytuacji z dystansem
Townsend dodawał, iż koledzy z zespołu byli zaskoczeni, że po tak groźnie wyglądającym zajściu jak gdyby nigdy nic kontynuował rozgrzewkę.
– Sprzęt był dość ciężki, ale jakoś udało mi się go podnieść, zrzucić z siebie. Kiedy był już całkowicie na mnie, trochę mnie zmiażdżył. Udało mi się podnieść lewą rękę i nieco zmniejszyć nacisk. Potem udało mi się zmobilizować kolegów z drużyny, by mogli podnieść sprzęt. Wtedy udało mi się spod niego wydostać. Muszę przyznać, że moment, w którym miażdżył mi lewą nogę, był dość przerażający.
Anglik przyznał, iż w pewnym momencie obawiał się, że jego lewa noga i kostka, które swego czasu miał operowane, ucierpią w tym zajściu. Skończyło się jednak tylko na strachu, a zatem incydent ten „na pewno nie powstrzyma go od kontynuowania kariery”. – Myślałem, że albo złamie mi się lewa kostka, albo lewe kolano. Pomyślałem, że to już koniec. Miałem ogromne szczęście, że udało mi się wyjść z tego bez szwanku i dojść do siebie w ciągu kilku minut.
Jako że nic poważnego się nie stało, skrzydłowy podchodzi do tego zdarzenia z humorem. – Okazuje się, że wyjazdy do Stoke wcale nie były takie złe – napisał w jednym z ostatnich postów na swoim Instagramie. W innym z wpisów stwierdził, że „jego pasmo biodrowo-piszczelowe nigdy nie poczuło takiej ulgi”. Dobrze, że po tak nieprzyjemnej sytuacji jego lewa noga będzie miała trochę odpoczynku. Następny mecz jego zespół rozegra bowiem dopiero 11 października. Po trzech kolejkach Prachuap ma na koncie sześć punktów i traci jeden do lidera.
Wyświetl ten post na Instagramie
fot. Newspix