To był świetny komentarz Roberta Podolińskiego. Polska wygrała, dziękujemy

Patryk Idasiak

06 października 2026, 16:32 • 5 min czytania 17

Reklama
To był świetny komentarz Roberta Podolińskiego. Polska wygrała, dziękujemy

Były kiedyś takie czasy, że Robert Podoliński wprowadzał komentatorską świeżość, przyjemnie się go słuchało i miał celne wnioski. Niestety przez kilka lat przeistoczył się w wujka-kibica przed mikrofonem. Wujka zakochanego w polskiej reprezentacji. Gdyby ktoś prasował ciuchy przez 90 minut albo układał z synem wieżę z klocków LEGO i tylko nasłuchiwał komentarza, to mógłby odnieść wrażenie, że dużo nam wychodzi. A tymczasem było zupełnie odwrotnie. 

Reklama

Ależ doskonale, mocno zawiązał buty.

Nienaganna, efektowna fryzura tego zawodnika. Godnie reprezentuje nasz kraj.

Fajnie biega, on naprawdę ładnie biega. Z pięt na palce.

Klasnął w dłonie przy rzucie rożnym. Niewiarygodna motywacja kolegów, o to chodzi.

Reklama

Wow, przyjechał na to zgrupowanie! Chciało mu się.

Oczywiście to celowa hiperbolizacja, ale niewiele brakuje, żeby Robert Podoliński za moment za takie rzeczy chwalił reprezentantów Polski.

Cofnijmy się o sześć lat. W 2020 roku byłem zbudowany komentarzem eksperta Telewizji Polskiej. Takie zdanie podzielało wielu obserwatorów piłki. Podolińskiego dobrze się słuchało. Dopiero później wszedł na etap wygłaszania absurdów, jak choćby proponowanie do kadry Rafała Augustyniaka.

Reklama

Gdybym w 2026 roku włączył mecz reprezentacji Polski z tym samym wnioskiem, to po samym komentarzu Podolińskiego można pomyśleć, że my z tą Bośnią to wygraliśmy ze 4:1. Były jakieś tam błędy, ale przecież dużo rzeczy robiliśmy świetnie, kapitalnie i niesamowicie.

To aż strach pomyśleć jakimi epitetami należałoby opisywać to, co wyczynia Hiszpania. Chyba nikt w słowniku Podolińskiego jeszcze takich nie wymyślił. Albo Hiszpanie uprawiają inny sport.

Robert „Świetnie” Podoliński

Nikt oczywiście nie oczekuje całkowitego obiektywizmu podczas meczów reprezentacji Polski. Trzeba by było myślenia naiwnego idioty. Komentator ma za zadanie podkręcać emocje, a chyba wszyscy trzymamy kciuki w meczach kadry za tych samych. Ale – na Boga – przynajmniej odrobina jakiegoś zdrowego rozsądku by się przydała. A tymczasem kiedy Mateusz Żukowski się zagapił i kopnął przeciwnika w polu karnym, Podoliński domagał się błagalnym tonem niczym typowy Janusz przed telewizorem: – Gramy… grajmy… 

Reklama

Jacek Laskowski potrafił przyznać, że polski napastnik zaatakował przez nogę Demirovicia, starając się wybić piłkę, a Podoliński konsekwentnie prosił: – Grajmy. Chcąc ewidentnie, żeby sędzia się na naszą korzyść pomylił. Zupełnie inną sprawą jest w tej sytuacji spalony, który Żukowskiego uratował. Ekspert skomentował to słowami: – Brawo, brawo panie sędzio. Brawo, bo sytuacja była dla nas korzystna.

A później jeszcze, kiedy Jan Bednarek ewidentnie w idiotyczny sposób powstrzymał rywala w polu karnym i ordynarnie go trzymał, nie będąc zainteresowanym piłką, Podoliński przyznał, że nie ma w tej sytuacji o czym mówić. Tak się stało, że chyba było o czym mówić, bo Jérémie Pignard podbiegł do monitora, obejrzał to sobie na spokojnie i wskazał na jedenasty metr.

Reklama

Wyszła nam jedna akcja na krzyż? Świetnie, naprawdę kapitalnie, fenomenalnie Polacy wyszli spod pressingu. Pogratulować niesamowitego, niebotycznego, galaktycznego poziomu.

A już najrzetelniejszą oceną była ta po zejściu Karola Świderskiego, który zepsuł stuprocentową sytuację i przy praktycznie każdym dośrodkowaniu był źle ustawiony w polu karnym. Nie można mu odmówić momentami walki, ale Pan Robert chyba oglądał zupełnie inny mecz, bo jemu się napastnik Widzewa podobał. Brawo, wybił piłkę na aut, żeby móc dokonać zmian!

– Podkreślmy – bardzo odpowiedzialny mecz Karola Świderskiego. On musiał odpowiadać i za atakowanie, i wspierać nasz blok obronny jeśli atakował Kolasinac. 

Kogo to obchodzi, że już w drugiej minucie rzeczony Kolasinac podłączył się z lewej strony i uciekł Świderskiemu. Miał szczęście, że całą sytuację wyjaśnili na spółkę Cash (nasz najlepszy zawodnik) razem z Wiktorem Nowakiem.

Reklama

Są oczywiście momenty, kiedy Robert Podoliński zamienia się w taktycznego obserwatora, potrafi rzucić jakiś ciekawy wniosek, ale kiedyś było ich więcej. Obecnie zbyt często walczą one w głowie z kibicowaniem reprezentacji Polski. Kiedy Polacy wymieniali piłkę w obronie – Kiwior do Bednarka, Bednarek do Casha, to Podoliński nie zawahał się powiedzieć, że robimy to świetnie. Po czym Matty Cash – naciskany przez rywala i niemający kompletnie żadnej alternatywy – zagrał lagę do przodu na Karola Świderskiego (oczywiście była to strata).

Chyba nikt nie ma pojęcia, co w wolnej grze po obwodzie było takiego świetnego.

Czasami też chwalił coś, co zupełnie nie miało miejsca. Zauważył choćby (świetne – a jakże) wyjście Jana Bednarka o jedno piętro, kiedy nasz stoper po prostu stał w swoim miejscu. Chwilę później Matty Cash w ostatniej chwili uprzedził Tabakovicia.

Reklama

Pochwalił też Polskę kilka sekund po tym, jak Jakub Kiwior „podpalił” w rozegraniu, ale jakimś cudem udało się Przemysławowi Frankowskiemu wygrać przebitkę i nie poszła z tego kontra. Potem pomógł mu Nicola Zalewski i rzeczywiście tych rywali ominęliśmy. Podolińskiemu podobało się takie wyjście spod pressingu. Szybko zapomniał o beznadziejnym podaniu od Kiwiora kilka sekund wcześniej.

I takich momentów było więcej, gdzie jedno widzieliśmy na ekranie, a zupełnie inne wnioski na ten temat miał ekspert.

Reklama

Na przykład pochwalił Polaków za świetną zmianę kierunku akcji. Problem tylko jest taki, że podczas tej zmiany kierunku Sebastian Szymański zagrał długą piłkę niedokładnie i przeciwnicy ją przejęli. Odzyskał ją Przemysław Frankowski i dopiero później poszła następna akcja. Ale kogo to obchodzi, że nasz pomocnik zagrał prosto na głowę obrońcy. No więc nie była to raczej świetna zmiana kierunku, tylko taka do dupy.

Jeśli ktoś podmienił Roberta Podolińskiego albo gdzieś go przetrzymuje, to najwyższy czas, żeby go wypuścić. Bo naprawdę kiedyś był bardzo fajnym do słuchania ekspertem, a stał się rzecznikiem każdego prostego kopnięcia piłki przez reprezentanta Polski.

Reklama

Fot. Newspix

17 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama