Cztery mecze i zaledwie cztery punkty. Pierwsze rekordowo długie zgrupowanie reprezentacji Polski na Ligę Narodów zakończyło się niepowodzeniem i rozczarowaniem. Co nie znaczy, że indywidualnie nie znajdziemy jasnych punktów w ekipie Biało-Czerwonych. Wytypowałem cztery takie nazwiska, dlatego też tyle samo wybrałem w kontekście największych rozczarowań, których tym bardziej nie brakowało.
No dobra, przy rozczarowaniach ostatecznie wyszło pięć nazwisk, bo w jednym przypadku mowa o duecie. Kto w ostatnich dniach zyskał najwięcej, a kto najwięcej stracił?
Najwięksi wygrani wrześniowo-październikowego zgrupowania reprezentacji Polski
Wiktor Nowak
To chyba jedyny kadrowicz, przy którym w każdym meczu mogliśmy postawić niewymuszonego plusa. Dał bardzo obiecującą zmianę w pierwszym spotkaniu z Bośniakami, prezentując się znacznie korzystniej niż Bartosz Slisz. Ze Szwedami do przerwy był najlepszy na boisku. Z Rumunami imponował skutecznością swoich działań, wygrał aż 14 z osiemnastu pojedynków. W rewanżu z Bośnią oddał bardzo groźny strzał tuż przed przerwą i to po jego podaniu sam na sam wyszedł Karol Świderski, co po chwili przerodziło się w świetną sytuację dla Sebastiana Szymańskiego.
Nowak pokazał się jako kompleksowy środkowy pomocnik, który bardzo dobrze potrafi pracować w tyłach, blokować strzały i odbierać piłkę, a jednocześnie ma wiele do pokazania z piłką przy nodze. Przy nim więcej swobody w grze ofensywnej ma Piotr Zieliński. Do ideału brakuje jeszcze, żeby zawodnik Slavii Praga potrafił utrzymać wysoką intensywność przez pełne 90 minut. W poniedziałek po godzinie gry zaczęło mu brakować sił i od razu stało się to widoczne. Tak czy siak, jest to odkrycie tego zgrupowania, którego na swoją obronę pewnie wiele razy będzie używał Jan Urban. W zasadzie – już używa.

Nicola Zalewski
Należy do mniejszościowej grupy piłkarzy, którzy w reprezentacji często są lepsi niż w klubie. Zalewski nie zaczął dobrze nowego sezonu w Atalancie i można było mieć pewne obawy. W 1. kolejce Serie A zagrał godzinę, w dwóch następnych wchodził jako zmiennik (ma asystę z Bologną, gdy Łukasz Skorupski zawalił po strzale z dystansu), a w dwóch ostatnich nawet nie podnosił się z ławki. W założeniu nie miał też być głównym wyborem na Ligę Narodów. Domowy mecz z Bośnią na lewym skrzydle zaczął Jakub Kamiński, ale doznał kontuzji i od tej pory nie było wątpliwości, kto zostanie jego zastępcą.
Zalewski przeważnie jest naszą główną nadzieją, że „coś” zrobimy pod bramką przeciwnika z akcji. Jeśli ktoś ma wygrać pojedynek, minąć rywala i stworzyć zamieszanie w polu karnym, najprędzej będzie to 24-latek z Atalanty. I w każdym z czterech występów Zalewski przynajmniej chwilami spełniał te oczekiwania. Zaliczał asysty ze Szwecją i Rumunią. Łącznie miał aż dziewięć udanych dryblingów, czyli blisko 1/3 dla całej naszej drużyny (sześć uzbierał Piotr Zieliński, razem to już połowa). Jeśli udało mu się stworzyć okazję do gry jeden na jeden, istniało duże prawdopodobieństwo, że z większą uwagą wlepimy twarze w telewizory. Nie zawsze wynikało z tego tyle, ile powinno, ale na tle reszty i tak pokazał się z dobrej strony.
Robert Lewandowski
Zaczął od słabiutkiego występu z Bośnią i Hercegowiną, świeżo po przylocie z USA. Jan Urban tłumaczył go później jet-lagiem, który jednak nie był bez znaczenia. To oczywiście nie wyjaśnia wszystkiego, nie czarujmy się, ale jakiś wpływ na grę naszego kapitana zapewne wywarło. „Lewy” dał wiele argumentów, by zadawać pytania o jego przyszłość w reprezentacji, bez rozważania, kiedy on sam zamierza kończyć biało-czerwony rozdział.
Wejście na kilka minut ze Szwecją, gdy w zasadzie było już pozamiatane, to swego rodzaju upokorzenie. Nikt nie mógł być pewny, czy w trzecim meczu z Rumunią Lewandowski wybiegnie w podstawowej jedenastce. Gdyby selekcjoner uznał inaczej, raczej nikt nie byłby zdziwiony, ale 38-latek wyszedł od początku i miał swój wielki dzień. Wywalczył rzut karny i czerwoną kartkę, otworzył wynik, a następnie dołożył dwa kolejne gole. Lewandowski pokazał, że jeszcze jest potrzebny i do końca kariery może być światowej klasy wykańczaczem akcji. Kwestia tego, jak pogodzić inne ograniczenia, które z czasem będą coraz większe. I tylko szkoda podejrzanej żółtej kartki, oznaczającej pauzę w czwartym meczu i możliwość wcześniejszego powrotu do USA, akurat w obliczu zaległego spotkania Chicago Fire. Niesmak pozostał.

Marcin Bułka
Ta kandydatura niektórym może wydać się naciągana, ale też dużego wyboru już nie było. Bułka nic spektakularnego w tych czterech meczach nie zrobił – najbardziej przydał się w pierwszych minutach starcia z Rumunią – nie dał jednak podstaw do tego, by masowo zaczęto sugerować potrzebę kolejnej zmiany między słupkami reprezentacji. Dyskutujemy teraz o obrońcach i grze defensywnej całego zespołu, nieskuteczności czy złych wyborach personalnych selekcjonera i nazwisko Bułki się w tym nie przewija. Sam fakt, że po zgrupowaniu całościowo wyraźnie nieudanym temat bramkarza w zasadzie nie jest poruszany, to już sporo.
Najwięksi przegrani wrześniowo-październikowego zgrupowania reprezentacji Polski
Karol Świderski
Przez lata jego sytuacja w klubach mogła być różna, ale w reprezentacji często i tak bywał przydatny. Niestety, tym razem formę klubową przeniósł na drużynę narodową. W Widzewie jest na razie sporym rozczarowaniem, daleko mu do optymalnej dyspozycji i nie udało się tego przykryć zmianą koszulki na biało-czerwoną. Nawet podczas kanonady z Rumunią Świderski stanowił jedyny ewidentny słaby punkt w naszym zespole. Inna sprawa, że wystawianie go na skrzydle już na wstępie stanowiło dla niego dodatkową trudność.
duet Jan Bednarek-Jakub Kiwior
Raz jeden jest nieco lepszy, innym razem drugi, ale jako para stoperów po prostu się teraz nie sprawdzili. Z Rumunią Bednarek miał bardzo dużo problemów do stanu 0:0. W Senicy Kiwior wiele razy źle się ustawiał, a Bednarek sprokurował rzut karny. W Szwecji jeden i drugi nie był pewnym punktem, zwłaszcza Kiwior (do tego niepewny Wiśniewski, bo wyszliśmy na trójkę z tyłu). Jan Urban ma nad czym myśleć, zwłaszcza że przyzwoite recenzje po domowym spotkaniu z Bośnią zebrał Kacper Potulski.
Argumentem przemawiającym za Bednarkiem i Kiwiorem jest codzienne granie ze sobą dla Porto, tyle że najczęściej nie mierzą się oni z lepszymi rywalami niż dolna połowa tabeli Ekstraklasy. Tak naprawdę o ich wartości decyduje to, jak wypadną z Benfiką, Sportingiem i ewentualnie Bragą plus mecze w europejskich pucharach. Z Gil Vicente czy innym Moreirense mogą głównie stracić, popełniając jakiś błąd. W takich okolicznościach są wręcz zobowiązani do zbierania dobrych not, które jednocześnie nie są szczególnie miarodajne w kontekście przydatności do kadry. Porto najczęściej zdecydowanie dominuje w lidze, Kiwior może więcej rozgrywać niż bronić, ale w reprezentacji wiele razy jest na odwrót i zaczynają się schody. Temat rzeka.

Przemysław Wiśniewski
Wiosną od pewnego momentu naprawdę dobrze spisywał się w Widzewie, ale obecnie nie znajduje się w takiej formie. Cóż, było to widać. Ze Szwedami znów pokpił sprawę po całości przy trzecim golu, gdy z niezrozumiałych względów zszedł do środka, odpuszczając będącego tuż za nim Gyokeresa, który po chwili łatwo wykończył dośrodkowanie Walemarka. Wiśniewski tłumaczył się później, że takiego zachowania uczyli go we Włoszech, co w programie TVP Sport poprzez opinię Kamila Glika wykpił Jakub Wawrzyniak.
Najwyraźniej selekcjoner także nie dał się przekonać takimi wyjaśnieniami. Wiśniewski po występie w Sztokholmie już murawy nie powąchał. Ba, z Rumunią nie znalazł się nawet w meczowej kadrze i akurat z tymi ruchami Jana Urbana nikt nie dyskutował.
Tymoteusz Puchacz
Słabo broni, chaotycznie atakuje. Fajnie, że wiedzie mu się w Sabah i ma okazję sprawdzić się w Lidze Mistrzów, ale to zwyczajnie nie jest zawodnik, którego można przyszłościowo traktować jako realną opcję na lewą stronę defensywy. Dostał jedną szansę po dłuższej przerwie w kadrze, nie wykorzystał jej i kolejnych nie było. Znów zero kontrowersji.
fot. FotoPyK/Newspix