Stał się ważny. Powrót Jagiełły to świetna wiadomość dla Lecha

Jakub Radomski

11 grudnia 2025, 16:22 • 7 min czytania 11

Reklama
Stał się ważny. Powrót Jagiełły to świetna wiadomość dla Lecha

Najpierw był wielkim talentem w Ekstraklasie. Później trafił do Włoch, gdzie ciągle zmieniali mu się trenerzy i miał specyficznego, przesądnego prezesa. Gdy Filip Jagiełło wrócił do naszej ligi i grał „ogony”, wchodząc z ławki, nie wydawało się, że da wiele Lechowi. A jednak. Dziś jest jednym z liderów zespołu i wszyscy cieszą się, kiedy przed meczem z FSV Mainz Niels Frederiksen mówi, że ma już pomocnika do dyspozycji.

Reklama

Mecz 1/8 finału STS Pucharu Polski z Piastem Gliwice był dla Lecha Poznań specyficzny. Z jednej strony wygrana 2:0, bardzo cenna, bo przeciwnik grał nieźle i w pierwszej połowie to głównie on tworzył kolejne okazje. Z drugiej – utrata dwóch piłkarzy. Najpierw, w 24. minucie, z boiska z kontuzją schodzi Filip Jagiełło. W tym momencie opuszcza je również Timothy Ouma, drugi środkowy pomocnik. On akurat dlatego, że gra przefatalnie i jest dwunastym zawodnikiem Piasta. Jagiełłę zmienił Gisli Thordardson, ale w 68. minucie również Islandczyk doznał urazu na katastrofalnej murawie w Gliwicach.

Wydawało się, że Niels Frederiksen ma gigantyczny problem ze środkiem pomocy. I miał – w spotkaniu z Cracovią na tej pozycji, cofnięty, wystąpił Pablo Rodriguez. Efekt? Hiszpan w 39. minucie spotkania dostał dwie żółte kartki i musiał opuścić boisko, a osłabiony Lech tylko zremisował 2:2 w Krakowie. W dużej mierze przez Rodrigueza właśnie.

Powrót Filipa Jagiełły to atut Lecha Poznań

Teraz, przed meczem Ligi Konferencji przeciwko FSV Mainz, Frederiksen powiedział: – Wraca do nas Filip Jagiełło. Będę mógł skorzystać z jego usług.

Dla Lecha to świetna wiadomość, bo pomocnik stał się jednym z najważniejszych zawodników w zespole. Obecny sezon? 24 spotkania dla Kolejorza we wszystkich rozgrywkach, cztery zdobyte bramki i pięć asyst. Liczbowo wygląda to naprawdę nieźle. Do tego niemal 1800 rozegranych minut. Wśród graczy z pola tylko Mateusz Skrzypczak, Joel Pereira, Mikael Ishak i Antoni Kozubal mają ich więcej. I pomyśleć, że kiedy Jagiełło latem 2024 roku przychodził do drużyny z Poznania, po jego pierwszych występach raczej mało kto spodziewał się, że będzie aż tak istotny.

Reklama

Jagiełło w meczu z Wisłą Płock

Jagiełło w meczu z Wisłą Płock

Na początku był rezerwowym. W pierwszych 14 spotkaniach w lidze Jagiełło wchodził na boisko z ławki. W kolejnym zagrał od początku, ale był to mecz u siebie przeciwko Widzewowi (4:1), w którym został ustawiony jako prawoskrzydłowy, schodzący do środka. Frederiksen trochę szukał mu pozycji: w następnej kolejce, gdy Lech przegrał w Gdańsku 0:1 z Lechią, wystąpił jako ofensywny środkowy pomocnik. Został zmieniony w przerwie.

Jagiełło: Na miejscu trenera też bym nie zmieniał

Później kolejne wejścia z ławki. Dużo zmieniło się, gdy poważne problemy zdrowotne zaczął mieć kontuzjowany do dzisiaj Radosław Murawski, wcześniej absolutny fundament. Jagiełło wskoczył w jego miejsce i zaczął grać w środku pola u boku Kozubala. Gdy 27 kwietnia Kolejorz remisował 2:2 w Radomiu, mimo dwubramkowego prowadzenia jeszcze na 12 minut przed końcem, wszyscy mogli być wściekli, ale akurat Jagiełło nie miał sobie wiele do zarzucenia. Najpierw miał asystę przy golu Mikaela Ishaka, a później sam trafił do siatki. Wtedy wydawało się, że Lech może się wyłożyć i nie wywalczyć mistrzostwa Polski, ale ostatecznie finiszował świetnie, rywale się potknęli i tytuł trafił do Poznania.

Reklama

Trzy miesiące temu Jagiełło udzielił wywiadu kanałowi „Futbolownia”. Zapytany o swoje początki w Lechu, opowiadał: – Przez pierwszych sześć, siedem miesięcy pełniłem rolę rezerwowego, ale nie było żadnego momentu frustracji. Myślę, że gdybym ja był trenerem, też bym niczego nie zmieniał i nie dlatego, że źle wyglądałem w treningach czy meczach. Po prostu forma chłopaków – Radka, Antka czy Afonso Sousy – była na tyle wysoka, że trener nie był w stanie ich posadzić na ławce. Ja to w pełni rozumiałem. Wiedziałem, że muszę trenować i być gotowy na swoją szansę. 

Gdy wchodzisz w 70. minucie, masz zupełnie inne zadania, niż człowiek grający od początku. Ja się zgodzę, że moje występy czasami były bezbarwne, bo nie zrobiłem nic super, ale jednocześnie opinia kolegów i trenera utwierdzała mnie w tym, że robiłem dobrą robotę. Jeżeli moją rolą po wejściu było utrzymanie piłki i spowolnienie gry, to nie będę wariatem i nie wezmę piłki, idąc jak Messi, na trzech, czterech przeciwników. Po niektórych meczach byłem zły na siebie i mówiłem: „Co ja robię?”. Po tym,  jak dostałem szansę i zacząłem grać od pierwszej minuty, nabrałem jednak pewności siebie – dodawał w tej samej rozmowie.

Chaos i przesądny prezes we Włoszech

Zastanawiając się nad silniejszą pozycji w Lechu, warto spojrzeć na jego karierę szerzej. Zaufanie, stabilność, konkretna wizja – to zastał w klubie, który od lata ubiegłego roku ciągle prowadzi Frederiksen. Wcześniej tego nie miał.

Jagiełło to wychowanek Zagłębia Lubin, szkolony w tamtejszej cenionej akademii. W wieku 16 lat zadebiutował w Ekstraklasie, jako 18- i 19-latek uzbierał niemal 800 minut w sezonie. Po kolejnych dwóch latach, w których był podstawowym graczem Zagłębia, odszedł do włoskiej Genoi. W Italii zetknął się z inną kulturą piłkarską, w której najważniejsza jest taktyka, ale również – z chaosem i dziwactwami.

Reklama

Jagiełło w barwach Zagłębia Lubin

Jagiełło w barwach Zagłębia Lubin

W nowym klubie nie grał za wiele, spędził dwa lata na wypożyczeniu w Brescii w Serie B, później wrócił do Genoi i pomógł jej w powrocie do Serie A, by następnie znowu zostać wypożyczonym, tym razem do Spezii. Mało tego – w dwa lata miał sześciu trenerów, przez cały czas we Włoszech – aż dwunastu. Ktoś może stwierdzić, że piłkarz w takich warunkach poznaje przeróżne metody taktyczne i staje się na boisku mądrzejszy, ale z drugiej strony i to przede wszystkim – rozwój wymaga pewnego spokoju, a Jagiełło raczej go nie doświadczał.

W Brescii dodatkowo zetknął się z prezesem Massimo Cellino. Specyficzny człowiek, przekonany, że numer 17 przynosi wielkie nieszczęście. Gdy jego zespół miał grać mecz ligowy 17 kwietnia, rozdał zawodnikom swojej drużyny, w tym Polakowi, fioletowe kąpielówki. Cellino miał pewność, że ten właśnie kolor wykasuje pecha. Do tego na stadionie Brescii nie było oczywiście krzesełek z numerem 17, a żaden z zawodników nie mógł nosić go na plecach. A to tylko część dziwactw z udziałem tego człowieka.

Reklama

W Lechu na pewno jest Jagielle inaczej, spokojniej. Wybrał klub z Poznania, choć interesowała się nim również Legia Warszawa. W rozmowie dla „Futbolowni” nie ukrywa, że finansowo stracił na powrocie do Polski, ale liczyły się inne aspekty: – Mówiłem żonie: „Wracamy do Polski, bo widzę w Lechu szansę na rozwój. Wiem, że taki ruch da mi dużo dobrego. Wielu zawodników, którzy występują dziś w innych ligach, powrót do Polski parzy, ale Ekstraklasa idzie w takim kierunku, że czasami jest lepiej grać tutaj w super zespole niż występować za granicą w gorszych klubach – powiedział.

Niels Frederiksen – trener z zupełnie inną filozofią

O szkoleniowcu Kolejorza wypowiedział się natomiast w ten sposób: – To jest zupełnie inna filozofia niż miałem we Włoszech i w Zagłębiu. Trener Frederiksen bardzo mocno zwraca uwagę na intensywność gry. Akcentuje zachowania w pressingu i poczynania z piłką. Mamy być z nią dynamiczni i jak najszybciej transportować ją w pole karne przeciwnika. Choć są też oczywiście momenty, gdy piłkę trzeba utrzymać cierpliwiej.

W sytuacji, gdy Murawski, ważna postać również w szatni, ze względu na cechy mentalne, wciąż jest kontuzjowany, a Ouma równie dobrze może być na boisku świetny, jak i się kompromitować (choć częściej to drugie), wydaje się, że najbardziej odpowiednie zestawienie środka pola to właśnie Jagiełło oraz Kozubal.

W obecnym sezonie wychowanek Zagłębia ma niezłe liczby, a na przełomie września i października w trzech kolejnych ligowych meczach notował po asyście.

Reklama

Z Jagiellonią u siebie (2:2): pokazał się w środku po piłkę, pomknął z nią ponad 20 metrów, dostrzegł Leo Bengtssona i świetnie zagrał mu na lewe skrzydło. Gol.

Z GKS-em w Katowicach (1:0): Jagiełło był sprytniejszy od Mateusz Kowalczyka, ograł go i pobiegł z piłką wzdłuż bramki gospodarzy. Wyłożył ją Bryanowi Fiabemie (!). Bramka.

Z Pogonią Szczecin u siebie (2:2): tu już wcześniej, w drugiej połowie mógł sam trafić na 2:1, ale piłka po rykoszecie od obrońcy gości odbiła się od słupka. Niedługo później ściął z piłką do środka i idealnie zagrał do wybiegającego na wolną przestrzeń Bengtssona. Gol, wydawało się, że zwycięski, ale chwilę potem Pogoń wyrównała.

W tamtym spotkaniu z Pogonią Jagiełło wiele razy napędzał akcje Lecha. Pokazał, że może błyszczeć w intensywnym spotkaniu z dość mocnym w ofensywie rywalem. Mainz to co prawda ostatnia drużyna Bundesligi, ale w Lidze Konferencji radzi sobie dobrze. Niemiecki klub też ma w środku pola bardzo ciekawych graczy. W tym meczu wyjątkowo potrzebne mogą być właśnie umiejętności Jagiełły, który choć grał we wszystkich reprezentacjach młodzieżowych, to w dorosłej polskiej kadrze jeszcze nie.

Reklama

Czy to może się zmienić w przyszłości? Jeżeli utrzyma wysoką formę, to kto wie.

Statystyki zawodnika (sezon) dostarczone przez Superscore

 

Fot. Newspix.pl

Reklama

WIĘCEJ O LECHU POZNAŃ NA WESZŁO:

11 komentarzy
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Grzelak nie jest magikiem, więc Cracovia dalej gra słabo. Ale Pogoń też!

Paweł Paczul
22
Grzelak nie jest magikiem, więc Cracovia dalej gra słabo. Ale Pogoń też!