Lambo nr 1! Żużel ma nowego króla!

Adrian Mańko

26 września 2026, 21:33 • 6 min czytania 8

Reklama
Lambo nr 1! Żużel ma nowego króla!

Robert Lambert nowym żużlowym mistrzem świata! Anglik w imponującym stylu wygrał ostatnią rundę cyklu Speedway Grand Prix w Toruniu. Tym bardziej imponującym, że najpierw stracił prowadzenie w „generalce” po popołudniowym sprincie, a potem rozpoczął rywalizację w turnieju głównym od porażki z Bartoszem Zmarzlikiem. Mimo tego „Lambo” zdetronizował sześciokrotnego mistrza świata i nie pozwolił mu zostać samodzielnym liderem klasyfikacji wszech czasów. Zmarzlik musi zadowolić się srebrem. Brąz dla Brady’ego Kurtza. 

Reklama

Popis Polaków w sprincie

Na kilka godzin przed startem turnieju głównego Bartosz Zmarzlik zwrócił się do Roberta Lamberta słowami „oddawaj plastrona”. To znaczy – mógł się tak zwrócić, bo Polak zdobył 3 punkty w sprincie, a jego dwaj najgroźniejsi konkurenci w walce o złoto zgodnie nie zapunktowali. To mocno zaskakujące rozstrzygnięcie – Zmarzlik w tym sezonie nie błyszczał w punktowanych kwalifikacjach – trzykrotnie nie punktował w nich w ogóle. Lambert i Kurtz owszem. Tym razem role się odwróciły.

Co jeszcze ciekawsze – obydwu pretendentów już w pierwszej rundzie wyeliminowali… rodacy. Kurtza pokonał Max Fricke, Lamberta Dan Bewley. Ten drugi przypadek to wyjątkowy pech Anglika, który wykręcił drugi czas tego przejazdu z grona wszystkich szesnastu zawodników. Problem w tym, że pierwszy wykręcił właśnie Bewley. Zasady są tyleż proste, co brutalne. Przegrywający odpada.

Zmarzlik w sprinterskich pojedynkach pokonywał kolejno Michaela Jepsena Jensena i Fricke. To dało mu awans do gonitwy o dodatkowe punkty, gdzie ustawił się pod taśmą wraz z Bewley’em oraz duetem niespodziewanych finalistów – Dominikiem Kuberą i Maksymilianem Pawełczakiem. Ten drugi to 17-letni debiutant w stawce GP, jadący z dziką kartą.

Polacy zdominowali ten sprint – Kubera wygrał, Zmarzlik przyjechał drugi, Pawełczak trzeci, a stawkę zamknął pogubiony Bewley, któremu chyba osłabła maszyna. Najpierw wyprzedził go Zmarzlik, potem jeszcze junior bydgoskiej Polonii. Takie rozstrzygnięcie dało Zmarzlikowi skromną bo skromną, ale bardzo cenną przewagę przed startem właściwej rywalizacji. Dwa oczka nad Lambertem, pięć nad Kurtzem. Polak przystąpił więc do ścigania ubrany w złoty plastron, do którego noszenia przecież się mocno przyzwyczaił.

Reklama

Starcie pierwsze dla Zmarzlika

Już w drugim biegu wieczoru doszło do pierwszego pojedynku Zmarzlika i Lamberta. Polak wystrzelił spod taśmy pierwszy i pomknął tak do samej mety. Lambert był szybki, ale musiał skupić się głównie na twardej walce o drugie miejsce z klubowym kumplem z toruńskiej drużyny, Patryk Dudkiem. Ostatecznie Anglik zanotował dwójkę.

W ślady Zmarzlika w biegu kończącym pierwszą serię startów poszedł Kurtz – bez większych problemów wygrał i zaczął rywalizację od trójki. To była jednak dopiero przygrywka.

Reklama

Kurtz w tarapatach

Zmarzlik szybko stracił status niepokonanego – w swoim drugim wyścigu przegrał… z Kuberą – tak jak w sprincie. Tak naprawdę sześciokrotny mistrz świata mógł się jednak cieszyć, że przegrał tylko z „Dominem”, bo dwa punkty wyszarpał dopiero na kresce i to dosłownie o centymetry wyprzedzając Andrzeja Lebiediewa. Mało tego, w pewnym momencie Zmarzlik był nawet ostatni!

Ostatni dojechał za to w swoim biegu Brady Kurtz, mocno komplikując swoją sytuację w walce o bezpośredni awans do finału. Australijczyk napędzał się po szerokiej, ale ciągle ścieżkę wyprzedzania blokowali mu rywale – najczęściej Kacper Woryna. Lambert w drugiej serii bezproblemowo wygrał.

Sytuacja Kurtza stała się jeszcze gorsza po trzeciej serii. „Kangur” przegrał nie tylko w bezpośrednim pojedynku z Lambertem, ale oglądał również plecy swojego rodaka – Jasona Doyle’a, dla którego toruńska runda SGP była ostatnią w karierze. Cztery punkty po trzech seriach – to dorobek Kurtza, który niemal na pewno skreślał go z marzeń o bezpośrednim awansie do finału.

Na samodzielne prowadzenie na tym etapie wysforował się „Lambo”. Anglik wykorzystał potknięcie Zmarzlika – tym razem reprezentant Polski przyjechał za Leonem Madsenem. Do końca próbował walczyć o pełną pulę, ale nie bardzo miał koncepcję na skuteczny atak na Duńczyka.

Reklama

Fruwający Lambert

Czwarta seria to kolejny bardzo mocny „statement” Lamberta. Anglik znów bardzo gładko wygrał swój wyścig i umocnił się na prowadzeniu. Był już jedną nogą w finale. Pogmatwała się sytuacja Zmarzlika, który trzeci raz z rzędu przeciął linię mety jako drugi – tym razem za plecami Kurtza, co tylko zagmatwało sytuację w klasyfikacji turnieju. W walce o TOP 2 byli też Dudek i Bewley (obaj, podobnie jak Zmarzlik, po 9 pkt) oraz MJJ (8 pkt).

W piątek serii Lambert tylko potwierdził swoją dominację. Znów wygrał i z dorobkiem 14 pkt pewnie wygrał fazę zasadniczą. Kluczowy był jednak wcześniejszy bieg nr 17 – wygrał go Patryk Dudek i tym samym zapewnił Zmarzlikowi bieg ostatniej szansy, a sobie finał. Mistrz świata mógł nawet wygrać w swoim ostatnim starcie, ale przy równej liczbie punktów lądowałby za plecami „Duzersa”, który miał więcej trójek. Tak też się stało – zawodnik Orlen Oil Motoru Lublin wygrał, po raz drugi tego wieczoru, po raz drugi jadąc w czerwonym kasku.

Oznaczało to, że przed decydującą rozgrywką dwaj z trzech medalistów sezonu będą się jeszcze musieli postarać o awans. Zmarzlik w LCQ1, Kurtz w LCQ2…

Emocje na torze powoli sięgały zenitu. Na trybunach było za to wesoło. Imprezę oglądała cała masa notabli – nie tylko żużlowych.

Reklama

Trzech muszkieterów melduje się w finale

Kto ma dźwigać presję lepiej niż sześciokrotny złoty medalista tej zabawy. Zmarzlik wybrał szczęśliwy dla siebie czerwony kask i pomknął od startu do mety na pierwszym miejscu. Nie przejmował się szarżującym po szerokiej Fredrikiem Lindgrenem. Po prostu zrobił swoje. Na zimno. Przynajmniej tak to wyglądało z boku, choć pewnie w środku gotowało się jak diabli…

Reklama

W ślady Zmarzlika poszedł Kurtz. On również jechał w czerwonym kasku, również wyszedł spod taśmy jako pierwszy i również pomknął po upragniony finał. Trochę krwi próbował mu napsuć Bewley, ale nic z tego nie wyszło. A zatem do finału zakwalifikowali się Lambert, Dudek, Zmarzlik i Bewley…

Lambert nowym mistrzem

Lambert wybrał na finał pole nr 1, Dudek nr 2, Zmarzlik nr 3, Kurtz nr 4. Wszyscy jak po sznurku, zgodnie z kolejnością wybierania.

„Lambo” pozamiatał w finale, tak jak jego najgroźniejsi rywale w półfinałach. Nie dał szans Kurtzowi, nie dał szans Dudkowi i nie dał szans Zmarzlikowi, który dopiero na ostatnim wirażu wyprzedził swojego rodaka. Nie zmieniło to kompletnie niczego, bo nawet czwarty na mecie miałby srebro tego sezonu. Zresztą, dla Dudka najważniejsze rzeczy też już się wydarzyły – żużlowiec miejscowych „Aniołów” zapewnił sobie starty w SGP w sezonie 2027. Będzie tam również Woryna, który był tego pewny po sukcesie w GP Challenge.

Reklama

W Toruniu:

1. Lambert

2. Kurtz

3. Zmarzlik

W sezonie 2026:

1. Lambert 162 pkt

Reklama

2. Zmarzlik 160 pkt

3. Kurtz 157 pkt

Reklama

fot. Newspix

8 komentarzy
Adrian Mańko

Wychowanek świętej pamięci Lubelskiego Sport Expressu, do którego trafił jeszcze w liceum, wyłowiony jako młody talent portalu Lublinianka.NET. W Lubliniance od 20 sezonów pełni rolę spikera, a w dziennikarstwie zwiedził kilka tytułów, ostatnio Dziennik Wschodni. Najdłużej pracował jednak na chwałę jednego z buków. Od 2005 roku tworzy własny projekt piłkarski - LAKP. Piłka nożna? Zawsze i wszędzie! Liga Mistrzów, Premier League, Ekstraklasa, okręgówka, B-klasa. Wszystko jedno. Nie gra w padla. Ale gra w tenisa. Lubi też żużel.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Polecane

Reklama