Trzech żużlowców w historii sięgnęło po sześć złotych medali Indywidualnych Mistrzostw Świata. To Ivan Mauger, Tony Rickardsson i Bartosz Zmarzlik. Polak już dziś może wypisać się z tego grona i wejść szczebelek wyżej, na poziom niemalże nieosiągalny. Poziom, który prędzej sam poprawi, niż ktokolwiek się do niego zbliży. Zmarzlik stoi przed historyczną szansą, ale jednocześnie wykonanie tego kroku jest najtrudniejsze od lat. Grand Prix na toruńskiej Motoarenie jeszcze przed jego rozpoczęciem zapowiada się na wyjątkowe.
Już nie tylko Kurtz
Ktoś czujny mógłby zapytać, dlaczego dzisiejszy krok ma być dla Zmarzlika najtrudniejszy, skoro już przed rokiem walczył o mistrzostwo świata do ostatniego wyścigu sezonu? I jest to oczywiście prawda – jak diabeł z pudełka z formą wyskoczył wtedy Brady Kurtz. Australijczyk wygrał pięć ostatnich turniejów, ustanawiając tym samym nowy rekord cyklu Grand Prix. Zmarzlik dzielnie mu wtórował, za każdym razem będąc w finałach, czterokrotnie finiszując na 2. miejscu. W Vojens, podczas ostatnich zawodów cyklu, wiedział, że jeśli Kurtz znów wygra, on sam będzie musiał przyjechać drugi. Udało się. Polak w finale skupił się na spokojnym dojechaniu do mety przed dwójką innych rywali.
Szósty tytuł mistrza świata zdobył z najmniejszą możliwą przewagą – jednego punktu.
Kurtz mógł czuć bezradność. Zdominował całkowicie drugą część sezonu, a i tak nie został mistrzem. Czkawką odbiło mu się Grand Prix Czech. W Pradze Zmarzlik wygrał, a on sam dopisał sobie do klasyfikacji skromne 7 punktów. A to był sezon, w którym nie można było sobie pozwolić na wpadki.
Wydawało się, że nie sposób wyobrazić sobie, że o mistrzostwo może być jeszcze trudniej, ale dokładnie z taką sytuacją Zmarzlik mierzy się w tym sezonie. Za rywala ma już bowiem nie tylko Kurtza, ale również Roberta Lamberta.

I na Angliku się skupmy, bo to on może zostać czarnym koniem tej rywalizacji. „Lambo” dość przeciętnie zaczął ten sezon i jeśli nie zdobędzie złota, podobnie jak Kurtz będzie mógł psioczyć na Pragę – z Czech przywiózł bowiem zaledwie 6 oczek. Lambert z formą odpalił od czerwcowego Grand Prix we Wrocławiu. Triumfował tam akurat Zmarzlik, ale Anglik zajął 2. miejsce. W Målilli znów był drugi, w Łodzi pierwszy, w Rydze drugi, w Vojens ponownie najlepszy. Imponująca regularność pozwoliła mu sensacyjnie wskoczyć na fotel lidera cyklu przed ostatnią eliminacją.
Potrzebne jednak było też szczęście… czy też: uśmiech losu, a konkretnie – organizatorów cyklu.
Inżynieria punktowa
W Vojens Lambert wygrał fazę zasadniczą i awansował bezpośrednio do finału. Jego dwaj główni rywale – Zmarzlik i Kurtz – musieli przebijać się przez półfinał. Jeden z nich odpadłby w tej fazie (jechać mieli przeciwko sobie), ale prawdopodobnie drugi zameldowałby się w ostatnim wyścigu wieczoru. Podczas pierwszego półfinału (bez udziału tej dwójki) upadł Fredrik Lindgren. Lało w tamtym momencie jak z cebra (tak zresztą jak przez całe zawody) i niespodziewanie po kilkudziesięciu minutach czekania, Phil Morris (szef wszystkich szefów w SGP) podjął decyzję o zaliczeniu wyników po fazie zasadniczej.
Zrobił to niespodziewanie, bo Morris znany jest z tego, że każe żużlowcom ścigać się nawet w najtrudniejszych warunkach i zawsze jest w stanie przygotować tor do rywalizacji. Decyzja o przerwaniu turnieju była bardzo korzystna dla Lamberta, który nie tylko odrobił wszystkie straty do Zmarzlika i Kurtza, ale w efekcie został nawet nowym liderem.
I nie da się nie ulec wrażeniu, że Morris wykorzystał okazję, jaką dała mu pogodę. Okazję niepowtarzalną. Dzięki temu przed Toruniem ma na szczycie tabeli trzech zawodników, których dzielą 3 punkty. Lambert ma ich 142, Zmarzlik 141, a Kurtz – 139. Takiej sytuacji Grand Prix nie pamięta od bardzo dawna.
Redaktor @MichalKorosciel tak podekscytowany jeszcze nie był❗Wszystko przez 𝐅𝐈𝐍𝐀Ł 𝐒𝐄𝐙𝐎𝐍𝐔 𝐒𝐏𝐄𝐄𝐃𝐖𝐀𝐘 𝐆𝐑𝐀𝐍𝐃 𝐏𝐑𝐈𝐗 𝐖 𝐓𝐎𝐑𝐔𝐍𝐈𝐔❗
Kto zostanie mistrzem❓ Lambert❓ Zmarzlik❓ Kurtz❓ Będzie się działo‼️🔜
📺 Transmisja w sobotę od 18:30 w #Eurosport3 pic.twitter.com/SR3E1dHwWl
— Eurosport Polska (@Eurosport_PL) September 23, 2026
Bywały już w erze dominacji Zmarzlika sezony, że tytuł można było wręczać przed ostatnim akordem sezonu. W 2024 roku zawodnik Motoru Lublin wyprzedził Lamberta o 35 punktów w klasyfikacji generalnej, dwa lata wcześniej o 33 pokonał Leona Madsena. W 2023 roku wszystko wskazywało na to, że Polak zapewni sobie złoto w przedostatnim Grand Prix w Vojens, ale tam został zdyskwalifikowany z kuriozalnego powodu – wystąpił w kwalifikacjach w kombinezonie bez oficjalnych nadruków sponsorskich. Fredrik Lindgren zbliżył się wtedy do Zmarzlika na 6 punktów w „generalce”. Poirytowany Zmarzlik wygrał na koniec sezonu w Toruniu i zamknął dyskusję w najlepszy możliwy sposób.
Być może historia powtórzy się już dziś wieczorem. Znów pewnego rodzaju „inżynieria” punktowa w wykonaniu włodarzy cyklu doprowadziła do tego, że Zmarzlik musi na Motoarenie pojechać na pełnym gazie od początku do końca. Umie to zrobić – wygrywał tam już cztery turnieje, ale nigdy wcześniej tak bardzo nie potrzebował tego triumfu.
Sprint języczkiem u wagi?
Wróćmy na chwilę do Grand Prix 2025. Zmarzlik i Kurtz w samych turniejach zdobyli dokładnie tyle samo punktów. Różnica jednego oczka wynika z faktu, że Polak zgromadził 10 punktów w sprintach, a Kurtz tylko 9. W tym momencie wielu z was zapyta pewnie – w jakich, u diabła, sprintach?
Organizatorzy cyklu robią wszakże co mogą, by uatrakcyjnić rywalizację w Grand Prix i nie sprowadzać jej wyłącznie do wieczornego turnieju. Łączą więc zawody seniorskie z piątkowymi turniejami młodzieżowymi, a do tego wprowadzili od sezonu 2024 sprinty, czyli punktowane kwalifikacje. Żeby było zabawniej, nie przed wszystkimi turniejami. W premierowym sezonie były dwa sprinty, rok temu pięć, w tym sezonie też pięć, ale jeden – ten w Łodzi – się nie odbył.
Na czym polega ten wynalazek? 16 zawodników dzieli się na osiem par. W parach rywalizują, kręcąc cztery kółka na czas. Najszybszy przejazd jednego kółka się zapisuje. Kto osiągnął lepszy czas – przechodzi dalej. W ten sam sposób rywalizuje pozostała ósemka. Zwycięzcy, czyli czwórka, wchodzą do finałowego biegu. Tutaj ruszają już normalnie spod taśmy, wszyscy razem. Wygrany dostaje 4 pkt, kolejni 3, 2 i 1. Pozostałych dwunastu żużlowców nie dopisuje sobie w klasyfikacji nic.
Sprinty w tym sezonie mogą odegrać kluczową rolę. W trzech dotychczasowych Lambert zgromadził 9 punktów, Kurtz 5, a Zmarzlik… 0. Gdyby odjąć te punkty, klasyfikacja cyklu wyglądałaby tak: Zmarzlik 141, Kurtz 134, Lambert 133. Polakowi do zdobycia siódmego złota wystarczyłoby awansować do finału w Toruniu, nie musiałby się oglądać na rywali. Tak jednak nie będzie. Rok temu sprinty minimalnie mu pomogły, teraz mogą okazać się największym wrogiem 31-letniego arcymistrza.
Sprint w Toruniu rozpocznie się o 14:00. Jest szansa, że po raz pierwszy ta rywalizacja zgromadzi na trybunach większą publikę. Do tej pory żużlowcom towarzyszyły absolutne pustki, co pewnie irytowało samych organizatorów. Nie po to zmyślnie wymyślili tę formułę, by potem w obrazku telewizyjnym pokazywać ludziom straszące pustymi krzesełkami stadiony. Jeszcze nigdy sprint nie ważył jednak tyle, więc w dziś faktycznie można się spodziewać na Motoarenie kilku tysięcy fanów.
Być może do wieczornej rywalizacji Zmarzlik przystąpi już jako lider klasyfikacji, a być może z jeszcze większą stratą do lidera. To drugie nawet bardziej prawdopodobne, patrząc na szorstką przyjaźń Polaka z punktowanym kręceniem kółek na czas. Wydaje się, że sam Zmarzlik wolałby, żeby tego sprintu nie było. Punkt straty do Lamberta oznacza, że wciąż ma on wszystko w swoich rękach – jeśli wygra Grand Prix na Motoarenie zyska nad Anglikiem w najgorszym razie 2 punkty. Sprawa mogłaby być załatwiona.
Ale przez ten cały sprint wcale nie musi.
Dodatkowy bieg o złoto?
Ścisk w „generalce” może spowodować jeszcze jedną, bezprecedensową sytuację.
Regulamin cyklu Grand Prix mówi bowiem, że jeśli po zakończeniu ostatniej rundy zawodnicy zrównają się punktami w rywalizacji o pierwsze miejsce, zostanie rozegrany dodatkowy wyścig o tytuł mistrza świata SGP. W teorii więc już po finałowym biegu na Motoarenie możemy mieć dogrywkę z dwoma, a nawet trzema żużlowcami pod taśmą – wszystko zależy od ostatecznego układu tabeli. Jeszcze nigdy w historii Grand Prix o złotym medalu nie decydował dodatkowy wyścig. Takie rzeczy zdarzały się w poprzedniej epoce – w czasach jednodniowych finałów IMŚ.
Dodatkowy bieg tyczy się wyłącznie rozstrzygnięcia walki o złoto. Niższe miejsca rozstrzygają się inaczej – wyżej klasyfikowany jest zawodnik z większą liczbą pojedynczych zwycięstw w rundach GP. Jeśli ta liczba jest równa – z większa liczbą drugich miejsc, następnie trzecich itd. Aż do wyłonienia lepszego. Jeśli więc srebro miałoby się rozstrzygać przez regulaminowe kruczki, to warto zauważyć, że w tym sezonie Lambert i Zmarzlik wygrali po dwa razy, Kurtz raz.
Znajomość toru pomoże?
Teoretycznie wszystko układa się po myśli Lamberta. Nie dość, że w niespodziewanych okolicznościach w Vojens odrobił z nawiązką sporą stratę do Zmarzlika i Kurtza, to jeszcze ostatnie zawody rozgrywane są w Toruniu, a przecież Anglik jest zawodnikiem miejscowej Pres Grupy Deweloperskiej, czy też – jak powiedzieliby kibice – Apatora. Znajomość geometrii toru może być oczywiście atutem Lamberta, ale raczej nie decydującym. Zwłaszcza, że za przygotowanie toru odpowiedzialni będą organizatorzy SGP, a nie trener toruńskich „Aniołów”.
Warto też pamiętać, że Lambert nie wygrał w Toruniu jeszcze ani razu. Dopiero niedawno temu w Łodzi po raz pierwszy w życiu triumfował Grand Prix na Polskiej ziemi. Zmarzlik takich triumfów ma multum, a na Motoarenie, jak już wspominaliśmy, aż cztery. Kurtz w grodzie Kopernika jeszcze nie zwyciężył, ale na jego usprawiedliwienie może działać fakt, że nawet nie miał okazji. Rok temu zadebiutował w cyklu jako stały uczestnik, a akurat w zeszłorocznym kalendarzu SGP Torunia nie było.
In 2024 Bartosz Zmarzlik won the #TorunSGP and walked away with his fifth gold medal 🥇#SGP pic.twitter.com/n8liYLsVPk
— FIM Speedway GP (@SpeedwayGP) September 23, 2026
Walka nie tylko o medale
Nie ma co kryć – rywalizacja o medale zdominuje narrację na temat dzisiejszego ścigania w Toruniu. Ciekawie może być jednak również w walce o utrzymanie w cyklu. Do tego potrzebne jest zajęcie miejsca w TOP 7. Poza czołową trójką pewny tego jest też czwarty Michael Jepsen Jensen. Za plecami Duńczyka ścisk. Leon Madsen ma 90 pkt, Max Fricke 89, Kacper Woryna 89, Patryk Dudek 89. Jeden z nich znajdzie się poza czołową siódemką i będzie musiał liczyć na łaskę lub niełaskę organizatorów cyklu. Tutaj jednak ważna uwaga – jeśli ósmy skończy Woryna, o nic martwić się nie będzie musiał. Awans już sobie zapewnił przez Grand Prix Challenge. I drugie ważne zastrzeżenie – organizatorzy prawie na pewno zaproszą do cyklu 2027 zawodnika, który zajmie ostatecznie 8. pozycję w klasyfikacji. Trudno sobie wyobrazić, by w puli stałych dzikich kart zabrakło miejsca dla kogoś, kto przegra rywalizację o kilka punktów.
2027 is building nicely 💪
Here’s how the line-up looks after the #DanishSGP 🔥#SGP pic.twitter.com/lJ2T8D4E1H
— FIM Speedway GP (@SpeedwayGP) September 17, 2026
Atrakcji dla kibiców na toruńskiej Motoarenie nie zabraknie. Przed nami być może najciekawsze Grand Prix w historii. Dodatkowym smaczkiem dla polskiej publiki będzie obecność Maksymiliana Pawełczaka, który pojedzie z jednodniową dziką kartą. Ten zaledwie 17-letni zawodnik jest dziś największą nadzieją polskiego speedwaya na przejęcie schedy po Zmarzliku.
Last time we came to Torun in 2024, Maksymilian Pawełczak joined Bartosz Zmarzlik on the podium as the SGP3 champion 🥇
Fast forward to the 2026 #TorunSGP and the 17 year old (as of today, Happy Birthday), will line-up next to him as the wild card 🤩#SGP pic.twitter.com/BgSlBYOVtV
— FIM Speedway GP (@SpeedwayGP) September 21, 2026
Przy czym dodajmy, że Zmarzlik tej schedy póki co nie zamierza oddawać. Ma 31 lat i zapewne marzy mu się wykręcenie rekordu złotych medali, do którego za naszego życia nikt nie zrobi nawet bliskiego podjazdu. Równo 10 lat temu swój ostatni tytuł mistrza świata zdobywał Greg Hancock. Amerykanin miał wtedy… 46 lat. Dużo jeszcze przed Zmarzlikiem, niezależnie od rozstrzygnięć na Motoarenie.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix