Marcel Lotka w „polskim” klubie. Wreszcie będzie numerem jeden?

Marcin Ziółkowski

16 czerwca 2026, 15:36 • 3 min czytania 2

Reklama
Marcel Lotka w „polskim” klubie. Wreszcie będzie numerem jeden?

Choć jego kariera to występy wyłącznie w Niemczech, to nie poświęcano mu w mediach do tej pory zbyt wiele uwagi. Na poziomie pierwszej i drugiej ligi ma w dorobku jedynie 12 spotkań, choć cztery lata temu bronił bramki w barwach (jeszcze bundesligowej) Herthy. Marcel Lotka wydaje się wreszcie na drodze do bycia jedynką w swoim klubie. Wybrał bardzo ciekawie, bowiem to zespół mocno kojarzący się z „polskimi wpływami”.

Reklama

Lotka następcą dotychczasowej jedynki

Możliwe, że Marcel Lotka w końcu zostanie jedynką w swoim klubie. 25-letni polski bramkarz podpisał umowę z drugoligowym beniaminkiem Energie Cottbus. Zespół z siedzibą całkiem blisko granicy z Polską w kończącym się sezonie wywalczył awans na drugi poziom po 12 latach tułaczki między trzecią a czwartą ligą.

Póki co w swojej karierze Lotka mógł zadowolić się głównie występami w trzecioligowych rezerwach Borussii Dortmund. Ponad 80 meczów zakończyło się spadkiem do Regionalligi West w 2025 roku. W szczytowym momencie w BVB był trzecim bramkarzem, ale nie zagrał nigdy w pierwszym zespole.

Reklama

Latem ubiegłego roku podpisał on umowę z Fortuną Dusseldorf. Dostał dwie szanse, ale dopiero na wiosnę i z powrotem wrócił na ławkę rezerwowych (pomimo wpuszczenia jednego gola w dwóch meczach). Na koniec sezonu niespodziewanie doszło do kolejnej relegacji Polaka. Ten, pozostał jednak na drugim poziomie. Ma być pierwszym wyborem trenera Energie Cottbus, zwłaszcza, że po awansie odszedł Marius Funk, dotychczasowy starter.

Wielu tych Polaków w Chociebużu i w 2. Bundeslidze

Energie Cottbus grało w niemieckiej elicie w latach 2000-2003 oraz 2006-2009. To organizacja doskonale znana polskim kibicom, która jest stosunkowo młoda, bo raptem o kilka lat starsza od PSG. Zespół z Chociebuża istnieje w obecnym kształcie od 1966 i spędził kilka lat swojej historii na poziomie Bundesligi.

Grało w nim wielu Polaków. Z najgłośniejszych nazwisk, byli tu Andrzej Juskowiak, Radosław Kałużny oraz Mariusz Kukułka. Jeśli wierzyć Transfermarktowi, Polacy to najliczniejsza nacja pośród stranierich w historii klubu, bowiem było ich aż piętnastu. Znanymi nazwiskami są też Tomasz Bandrowski, Przemysław Trytko oraz Patryk Rachwał.

Reklama

Nie wiadomo co dalej z Polakami w 2. Bundeslidze. Z Herthy odszedł Michał Karbownik, do Werderu wrócił Dawid Kownacki. Mateusz Żukowski po świetnym sezonie wydaje się być skory na transfer do Bundesligi, a Łukasz Poręba awansował z Elversbergiem i został przez nowego beniaminka wykupiony. Dariusz Stalmach po niezłym sezonie w Magdeburgu raczej pozostanie w klubie. Lotka jest więc pierwszym „pewniakiem”.

 

Reklama

Fot. Newspix

2 komentarze
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne ligi zagraniczne

Reklama